shopping-cart 0,00 zł

swobodnie na temat

reklama

Architekt jako futurolog

computer zapisz w ulubionych

Architekt jako futurolog

17 maja '19

Jakub Szczęsny to projektant działający na styku architektury i sztuki. Jednym z najgłośniejszych jego projektów jest Dom Kereta, który w 2012 roku powstał w wąskiej szczelinie pomiędzy blokiem a kamienicą przy ulicy Chłodnej w Warszawie. W dniach 13 i 14 maja br. w Poznaniu i we Wrocławiu architekt opowiadał o swoich mniej znanych realizacjach, przede wszystkim z ostatnich kilku lat. Tematem wykładu były „Działania w terenie zaludnionym”.

Implant

Projektant zaczął swój wykład od „Implantu”, czyli Centrum Usługowo-Handlowego, które powstać ma na warszawskiej Woli.

„To zagłębie knajpek i restauracji zlokalizowanych w kontenerach morskich, które z założenia ma funkcjonować tylko przez pięć lat. W tej chwili mamy boom budowlany, więc łatwo zarabiać pieniądze, projektując i budując zwykłe, proste rzeczy, takie jak na przykład osiedla mieszkaniowe. Ale w tym przypadku inwestor jest odważny, chce zrobić coś nietuzinkowego. Stąd pomysł, by pomiędzy kolejnymi wieżowcami na Woli powstał model idealnego kwartału, kawałek dobrej przestrzeni miejskiej z kontenerów. To miejsce, które nada się nie tylko na lunch czy wieczorne spotkanie przy piwie. Na dziedzińcu znajdą się zieleń i muzeum dla dzieci, a dookoła kontenery z knajpami, które mają na to muzeum zarabiać” — tłumaczył Jakub Szczęsny.

Astana

Jego zdaniem architekt jest futurologiem, bo efekty jego pracy niosą konsekwencje przez długie lata. Tak jest choćby w przypadku placu Gustawa Zielińskiego, czyli nowej przestrzeni publicznej w starej części Astany, stolicy Kazachstanu. „Z tej współpracy mieliśmy wiele radości, ale też i frustracji” — mówił projektant. Jak twierdzi, Astana podzielona jest na dwie części: nową z wieżowcami i starą z budynkami, tak zwanymi chruszczowkami, w których mieszkają robotnicy budowlani stawiający wieżowce. Pomiędzy nową i starą Astaną znajduje się trójkątny plac, który Szczęsny zdefiniował na nowo. Powstało coś na wzór placu zabaw, skweru i placu publicznego — miejsce, które mieszkańcy muszą zdefiniować na nowo.

„By powstał placyk, zagarnęliśmy też część parkingu. We władzach dzielnicy od razu pojawił się spór między młodymi radnymi a starymi, którzy nowoczesność rozumieją jako przestrzeń, w której jak najdalej da się wjechać dużym samochodem” — podsumował Szczęsny.

São Paulo

Inne ciekawe lokalizacje, w których w ostatnim czasie działał właściciel pracowni SZCZ, to São Paulo oraz Wrocław. W Brazylii Szczęsny robił projekt z mieszkańcami hotelu pełniącego funkcję squatu.

„W São Paolo jest wiele starych, opuszczonych budynków. Sporo z nich to wieżowce, byłe biurowce czy hotele. Nielegalnie mieszkają w nich teraz całe wioski, których mieszkańcy przenoszą się do metropolii. Byłem w jednym z takich hoteli. Próbowałem z mieszkańcami przywracać pamięć o ich przodkach. Okazało się, że ta pamięć kończy się trzy pokolenia wstecz. Zaprojektowaliśmy ich nowe herby. Flagi wywiesiliśmy na fasadzie budynku. Przechodnie mogli zobaczyć, że mieszkają tutaj ludzie z jakąś historią” — opowiadał Jakub Szczęsny.

Wrocław

Z kolei w stolicy Dolnego Śląska architekt zaproponował mieszkańcom spojrzenie na własne życie z innego punktu widzenia. W tym celu stworzył wysoką na pięć metrów drabinę na kółkach i wędrował z nią po zaniedbanym podwórku starego osiedla z przełomu XIX i XX wieku. To osiedle to tak zwany Trójkąt Bermudzki na Przedmieściu Oławskim.

„Chodziłem z tą drabiną i udawałem, że jestem serwisantem. Mówiłem, że świadczymy usługę zmiany punktu widzenia. Faceci siedzieli z piwkiem między śmietnikami i to była ich cała aktywność. Dziewięćdziesiąt procent uczestników akcji, którzy chcieli zmienić swój punkt widzenia, było kobietami” — konkludował.

Simple House

Architekt wspomniał też, że jednym z projektów, który pozwala mu na stały zarobek, jest Simple House — powtarzalny dom jednorodzinny, który można postawiać właściwie w każdej lokalizacji.

„Eksperymenty są dla nikłej grupy odbiorców. Najbardziej rozwijającym się sektorem w Polsce jest sektor domów powtarzalnych. To w pewnym stopniu działa jak déjà vu — ludzie muszą mieć wrażenie, że te domy są fajne, bo oni gdzieś już je widzieli” — twierdzi.

Jego zdaniem pieniądze w architekturze można zarabiać jeszcze na dwa sposoby: pierwszy te bycie serwisantem deweloperów, czyli „tłuczenie” na potęgę PUM-u [powierzchni użytkowej mieszkań — przyp. red.]. Ten proces musi być bardzo dobrze zorganizowany, przez co jest stresujący. Drugi sposób zarabiania pieniędzy to projekty małe, ale bardzo drogie, a przez to przeznaczone dla wąskiej grupy klientów.

Jakub ŁUKASZEWSKI

Partnerzy wykładów