Jak dobrze projektować światło? Rozmowa z Piotrem Żydowskim, autorem „Oświetlenia dla architektów wnętrz”

O świetle we wnętrzu często zaczynamy myśleć dopiero wtedy, gdy przychodzi czas na wybór lamp. Tymczasem dobrze zaprojektowane oświetlenie zaczyna się znacznie wcześniej – od funkcji przestrzeni, potrzeb jej użytkowników i decyzji o tym, co właściwie chcemy oświetlić. Piotr Żydowski, autor książki „Oświetlenie dla architektów wnętrz”, opowiada o tym, dlaczego światło powinno być traktowane jako jeden z podstawowych elementów projektu, jakie błędy popełniamy najczęściej i dlaczego dobry plan może mieć większe znaczenie niż nieograniczony budżet.

Okładka książki „Oświetlenie dla architektów wnętrz” autorstwa Piotra Żydowskiego

Okładka książki „Oświetlenie dla architektów wnętrz” autorstwa Piotra Żydowskiego

1. Co skłoniło Pana do napisania książki „Oświetlenie dla architektów wnętrz” Czy brakowało na polskim rynku podobnej publikacji?


Wierzę, że brakowało. Publikacji dotyczących projektowania oświetlenia w języku polskim generalnie jest niewiele, a te fachowe to opracowania z zakresu techniki świetlnej, skierowane raczej do inżynierów – profesora Żagana czy świętej pamięci profesora Jerzego Bąka. Najnowsze wydanie to, zdaje się, początek lat dziewięćdziesiątych. Z lekturami traktującymi ściśle o oświetleniu wnętrz jest jeszcze skromniej – przykładem może być preskrypt profesora Prackiego z Politechniki Warszawskiej, choć sam profesor Bąk pod koniec lat dziewięćdziesiątych wydał książkę w formie domowego poradnika, skierowanego do nieprofesjonalistów. Czas wydania też ma swoje znaczenie – mimo że reguły pozostały mniej więcej te same, bardzo wiele się od tego czasu zmieniło i w technologii źródeł, i w wiedzy na temat oddziaływania światła. Bardzo trudno używać dziś materiałów sprzed dwudziestu lat jako źródła zdobywania warsztatu. W języku angielskim dostępnych jest wiele pozycji dotyczących oświetlania wnętrz, jednak z taką skierowaną do architektów właśnie jeszcze się nie spotkałem. Trudno mi zgadywać intencje autorów, kiedy nie wyrażają tego wprost, niemniej ja przy lekturze najczęściej mam wrażenie, że to jednak lighting designer czy przyszły lighting designer jest ich adresatem. Brakowało zatem wzorca, punktu odniesienia. Chciałem, by książka – w pierwotnym zamiarze poradnik – zawierała odpowiedzi na pytania, na które my w naszej pracy odpowiadamy. To, co architekt chce wiedzieć, powinien wiedzieć i mógłby wiedzieć – dlatego poradnik się rozrósł.


2. Książka powstała na podstawie Pana doświadczeń ze współpracy z architektami wnętrz. Jakie pytania dotyczące oświetlenia najczęściej pojawiały się w trakcie wspólnych projektów?


Mnóstwo; ciągle się pojawiają. Pojawia się ich nawet więcej. Oświetlenie, światło wydaje się stawać bardzo ważkim zagadnieniem – to bardzo cieszy. Nasi klienci coraz uważniej postępują ze światłem. Jak lekko traktowany był to temat w przeszłości, trudno dziś uwierzyć – oczywiście krzywdząco generalizuję, ale chyba możemy przyjąć, że to średnia. Zajmujące mogły być lampy – to zawsze był świetny pomysł na dominantę, eye-catchera, zgadzam się w stu procentach, ale już samo oświetlenie było tylko pochodną oprawy, lampy. Mam wrażenie, że oświetleniu poświęcano promil refleksji towarzyszącej wyborowi na przykład koloru ścian, a przecież kolor to tylko pochodna światła! Wydaje się, że to wzmożone zainteresowanie przynosi większa świadomość samych przyszłych użytkowników, klientów naszych klientów. Architekci, projektanci oczywiście też prywatnie są użytkownikami – w założeniu wrażliwszymi i bardziej uważnymi na otoczenie. Świadomość wpływu światła, oświetlenia na nasze życie. Należy też pamiętać, że samo oddziaływanie biologiczne, jego mechanizmy, to wiedza dość młoda, czego przykładem jest światło niebieskie, a od niedawna mamy też pewność, jak dużo jeszcze nie wiemy, ale powoli się dowiadujemy – na przykład o świetle czerwonym. Zatem potrzeba wiedzy jest większa, a system edukacji profesjonalistów nie nadąża. Stan edukacji oświetleniowej jest aktualnie przedmiotem mojego badania. To część większego projektu, którego jednym z celów jest poprawienie tego stanu rzeczy – ale to już praca drużynowa.


3. Publikacja łączy wiedzę o działaniu światła, informacje techniczne i praktyczne wskazówki dotyczące konkretnych pomieszczeń. Jak zdecydował Pan, co powinno się w niej znaleźć?


Oj, to była jedna z poważniejszych trudności. Jak wspomniałem, pomysł miałem na poradnik – przedstawienie konkretnych problemów: podstawowych zagadnień techniki świetlnej, sterowania, instalacji elektrycznej, konkretnych rozwiązań. Systematyka miała niewielkie znaczenie. Jednak w miarę opisywania kolejnych zagadnień, puchnięcia części poświęconej tematyce, która miała być ledwo tylko odhaczona, zasygnalizowana, pojawiła się potrzeba opracowania nowej formuły i ubrania tego wszystkiego w działy, usystematyzowania i stworzenia jakiejś logicznej, czytelnej całości. Tematy, powiedzmy, oboczne, ale fascynujące, rosły. Praca, zbieranie materiałów zaczęły być wielką przygodą; trafiałem na świetnych ludzi ze świata nauki i sztuki – teamLab, Luzinterruptus (Sabine Marcelis jest właścicielką jednego egzemplarza). Pojawiały się wątpliwości dotyczące samych definicji: sztuka światła, warstwy oświetlenia czy human centric lighting. To, że nasza dziedzina jest wyjątkowo interdyscyplinarna – nie włączając w ogóle świata produktu, designu, a stąd pochodzą moje fascynacje, gwiazdy, bohaterowie – nie było dla mnie zaskoczeniem, ale gdzieś trzeba się było zatrzymać. Wiele zagadnień i tak zasługuje na oddzielne opracowania. Klucz początkowo był jeden – mają tu się znaleźć odpowiedzi na każde zadane mi czy zespołowi pytanie w przeszłości i takie, które może zostać zadane. Rozwiązanie problemu, który już się pojawił lub który może się pojawić, a może się nie pojawi – dzięki lekturze. To, co architekt powinien wiedzieć, i wyraźne wskazówki, czego wiedzieć nie musi – to częsty problem na linii architekt – wykonawca, elektryk. Znalazły się też zagadnienia, które mnie zajmują albo pociągnęły już przy pracy nad książką, które niekoniecznie są projektantowi wnętrz niezbędne, ale uwrażliwiają na tematykę światła, oświetlenia – zatem może i niezbędne.


4. Czy zależało Panu bardziej na przekazaniu wiedzy technicznej, czy na zmianie sposobu myślenia o świetle w projektowaniu wnętrz?


Przyjmijmy – nie zmiana, a dobra praktyka w myśleniu o świetle. No właśnie – na jednym i na drugim. Część poradnikowa zawiera nawet porady dotyczące instalacji elektrycznej – to takie techniczne ABC. Nie jakiś wielki temat, ale ważny w codziennej pracy. Jednak spora część tej wiedzy technicznej, na przykład kwantyfikatory światła, to język, którym architekt powinien się posługiwać – na przykład w komunikacji z inżynierem oświetlenia, lighting designerem, któremu przekazuje projekt. Światło to bardzo ważna część projektu, nad którym architekt powinien mieć pieczę, wyznaczać cele; wiedzieć, jak to powinno czy może wyglądać, co jest możliwe do zrealizowania, a co nie. Światło to fantastyczny materiał do pracy, pozwalający osiągnąć niesamowite rezultaty. Może podnieść wnętrze, może je też zmarnować. To, mam nadzieję, wybrzmiewa wyraźnie, ale z drugiej strony każdy, kto sięga po tego typu lekturę, już to wie i wcale nie trzeba go do tego przekonywać. Zatem poważne myślenie o świetle musi, łączyć wiedzę techniczną z wrażliwością estetyczną i fragmentami wiedzy z wielu innych dziedzin nauki. Tak, idealnie, jeśli te światy nie są traktowane rozłącznie. Praca nad tym, by tak nie było, to również część projektu, o którym wspominałem wcześniej.


5. Czy książkę najlepiej czytać od początku do końca, czy można potraktować ją jak podręcznik, do którego zagląda się w poszukiwaniu informacji na konkretny temat?


Zawiera wyjaśnienia terminów i dłuższe teksty w bardzo różnej formie. Fajnie zacząć od początku, ale chyba nie jest książką do pochłonięcia przy jednym podejściu. Planem było stworzenie doświadczenia obcowania z magazynem pełnym różnego rodzaju treści. Jest skonstruowana raczej jak leksykon, pozwala w usystematyzowany sposób znaleźć potrzebne zagadnienie. W części jest po prostu poradnikiem. Marzyłbym sobie, by była takim podręcznikiem – w sensie: pod ręką – praktykującego czy początkującego architekta.


6. W publikacji opisuje Pan oświetlenie poszczególnych wnętrz – od kuchni i sypialni po restauracje, hotele czy galerie. Czy istnieje jedna zasada, która sprawdza się niezależnie od rodzaju przestrzeni?


Nie wiem, czy potrafię zsyntetyzować to do jednej – może wystarczy pamiętać, że światło jest bardzo ważne, że trzeba i można je zaprojektować. A ciut mniej ogólnie to przede wszystkim myślmy o użytkowniku konkretnej przestrzeni – najpierw człowiek. To nie nawoływanie do lekceważenia środowiska – zakładamy, że to, co dobre dla środowiska, w ogólnym rozrachunku jest dobre dla człowieka. Drugą zasadą byłoby: najpierw światło, później oprawy. Najpierw planujemy zadania, funkcje według potrzeb, a później możemy wybierać sposoby ich realizacji, rodzaj opraw oświetleniowych. Prosty przykład – stół jadalniany można oświetlić na kilka sposobów, wieloma rodzajami opraw. Kolejną będzie odpowiednio wczesne planowanie – bywa, że o oświetleniu zaczyna się myśleć po położeniu instalacji elektrycznej. Choć nie ma sytuacji nie do uratowania, to zdecydowanie za późno. No i w końcu światło tam, gdzie jest potrzebne; oświetlamy płaszczyzny – poziome i pionowe!


7. Jaki błąd w oświetleniu mieszkań zauważa Pan najczęściej? Jak można go uniknąć?


Dwa popularne i łatwe do skorygowania. Pierwszy wynikający wyłącznie z przyzwyczajeń żyrandolowych – oświetlania każdego wnętrza lampą umieszczoną centralnie. Drugi – lampy wiszące nad stołami, które oślepiają biesiadników albo nie oświetlają stołu. To olśnienie – niestety nie epifania, a glare w sensie techniki świetlnej – bardzo niekomfortowe zjawisko; każdy je zna. Rzadko też myśli się o oświetlaniu płaszczyzn pionowych – ścian – a to jest komfortowe rozwiązanie, buduje przestrzeń i przy większym komforcie jest oszczędniejsze. Mniej potrzebujemy luksów niż przy „rozświetlaniu powietrza” z centrum lub lampami skierowanymi w dół. Myślmy płaszczyznami, pozwólmy zaistnieć cieniom, różnicujmy natężenie, kąty; grzechów niższego rzędu jest więcej. Osobnym zagadnieniem jest dobór produktów – ale to już pewnie dotyczy wielu branż. W naszej jest mnóstwo bardzo złych. Źródłem są dziwne sklepy internetowe, których podejrzaną proweniencję da się zidentyfikować przy odrobinie wysiłku, sprawdzając regulaminy, kontakt czy politykę zwrotów. Często używają zdjęć produktów oryginalnych. To, co otrzymujemy, to produkty zdecydowanie za drogie na to, czym są – zalecam dużą ostrożność. Jakkolwiek tanioporadnikowo by to nie zabrzmiało – dużo ważniejszy jest dobry plan niż nieograniczony budżet.


8. Pisze Pan o świetle jako części „zdrowej diety”. Jak dobrze zaprojektowane oświetlenie wpływa na nasze samopoczucie?


Światło przede wszystkim oddziałuje na nas biologicznie – bezpośrednio na gospodarkę hormonalną, przy czym różne długości fali działają w różny sposób. Jak wspomniałem – trochę wiemy; wiemy też, że sporo nie wiemy. Pośrednio niewłaściwe światło może być stresogenem, którego możemy długo nie identyfikować. Oddziałuje na nas poprzez estetykę oświetlenia, budowanie nastrojów wnętrza i w końcu oddziałuje na środowisko, w którym żyjemy – tu przede wszystkim mam na myśli problem zanieczyszczenia światłem. Ponownie – bezpośrednio i na cały ekosystem, którego częścią jesteśmy. Co ciekawe, w tej tematyce mamy jako Polacy światowej sławy badaczy z popularyzatorskim zacięciem, z doktor habilitowaną inżynier architekt Karoliną Zielińską-Dąbkowską z Politechniki Gdańskiej na czele, ale świadomość społeczną dość jeszcze nikłą, nie wspominając o legislacji. Ale „lawina bieg od tego zmienia, po jakich toczy się kamieniach”. Idziemy w dobrym kierunku. Wydaje się, że powodów jest aż nadto, by zagadnienie oświetlenia traktować bardzo serio.

Maria Dudek

SPECTRUM STUDIO - Projekty, które powstają z myślą o przyszłości v2
Powierzchnie odbijające promieniowanie IR
Narracje nr.17
Bestsellery