computer zapisz w ulubionych

Czy architektura może być oceniana fair? Polemika z tekstami Tomasza Malkowskiego i Kuby Snopka [A&B 1–2|2021]

05 marca '21

Styczniowe Hity i Kity A&B uruchomiły dyskusję o polskiej scenie architektonicznej, środowisku i krytyce o natężeniu i skali, jakich nie pamiętam. Odbywała się ona na łamach Facebooka, z którego nie korzystam zbyt często, o wszystkim dowiedziałam się więc poniewczasie. W lutowym wydaniu A&B przeczytałam list Kuby Snopka sprowokowanego wypowiedzią Tomasza Malkowskiego — jednego z autorów Hitów i Kitów obok, między innymi, Anny Cymer i Macieja Miłobędzkiego. Trzeba przyznać, że o ile ci ostatni starali się oględnie i dyplomatycznie formułować swoje wypowiedzi, o tyle Tomasz Malkowski ze swadą i energią wszelką dyplomację porzucił.

Zgłosił pretensje do zespołów jurorskich najbardziej prestiżowych konkursów zrealizowanej w Polsce architektury, twierdząc, że nagradzają polityczno-społeczną poprawność, nie poszukując architektury — według niego — wybitnej. Napisał, że zespoły te nie rozpatrują wartości architektonicznych na przykład architektury komercyjnej, ponieważ — jak się domyśla — skażona jest ona wadą wynikającą z niewłaściwie społecznie uplasowanego klienta, przydają zaś nieistniejących walorów architekturze przeciętnej i poprawnej, za jej główny atut uznając skromność, która jest jednak, w jego opinii, w krajowym wydaniu nijaka architektonicznie. Kuba Snopek z kolei ubolewając, że Malkowski krytykuje jurorów niekonstruktywnie, nie podając swoich propozycji oceny architektury, a jedynie wymienia zagraniczne przykłady, mimochodem „wrzucił” kilka kamyczków w kierunku polskiego środowiska architektonicznego, a to nazywając go „światkiem”, a to sugerując, że rodzimi krytycy poruszają się po „wydeptanych ścieżkach” co jest jakoby „typowe dla polskiej debaty o architekturze”. Napisał też, że nie widzi pożytku z oceniania architektury przez architektów, ponieważ nie powinni być oni „sędziami we własnej sprawie”.

Nie mam intencji szczegółowo dyskutować z obu autorami, odniosę się do zagadnienia nieco szerzej, choć krótko. Kończąc wstęp, chciałabym jeszcze zauważyć, że polemika oparta na wymianie złośliwości i zawierająca insynuacje natury ogólnej, a momentami dojmującej, jest jak łyżeczka w herbacie — od takiego mieszania herbata nie zrobi się słodsza…

Wartościowanie architektury i poszukiwanie kryteriów jej oceny nigdy nie było i nie będzie procesem skończonym, a już na pewno nie jest czymś łatwym. Architektura jest dyscypliną, jest i nauką, i sztuką, jest profesją, jest wreszcie instytucją, w której mieszają się kryteria i wartości właściwe innym instytucjom, które z architekturą mają coś wspólnego. W przedmowie do doskonałej publikacji z serii „A Harvard Design Magazine Reader” pt. „Judging Architectural Value”1 Michael Benedikt, autor wspaniałej książki „For an Architecture of Reality”, która mistrzowsko obnażyła bełkotliwy żargon postmodernistycznej nowomowy2, wymienia cztery grupy miejsc / instytucji / ośrodków, gdzie architektura podlega ocenie, oraz wartości, które się tam do oceny przykłada. I tak wyróżnia: miejsca / instytucje, gdzie architekci publicznie nagradzają się nawzajem; miejsca / instytucje, gdzie architektura jest oceniana przez publiczność; instytucje klientów, którzy swoją ocenę wyrażają poprzez składane zamówienia; oraz ewaluacje dokonywane przez pokrewne branże.

Każda z tych grup akcentuje istotne wartości w swoisty dla siebie sposób. Wzajemne oceny architektów — jak najbardziej to robią i robić będą! — odbywają się na łamach magazynów i pism, poprzez konkursy, nadawanie twórcom specjalnych statusów. Kryteria w obrębie tej grupy dotyczą jakości programu funkcjonalnego, kompozycji brył, mistrzostwa w stosowaniu nowych technologii, precyzji i finezji zastosowanej konstrukcji, detalu, sfery narracyjnej obiektu. Publiczność, gdy ocenia architektów i architekturę, akcentuje kwestie jakości użytkowania budynków, współgrania budynku z życiem lokalnej społeczności i szerszym kontekstem społecznym, odpowiedzialność architekta wobec społeczeństwa i stopień, w jakim on/ona o niej pamięta, zwłaszcza gdy klient jest prywatny, a użytkownik — przecież publiczny. Oceny te są w domenie instytucji samorządowych i organizowanych przez nie konkursów, publikacji, ich wyrazem są inwestycje publiczne. Klienci cenią między innymi jakość współpracy z projektantem, umiejętność utrzymania budżetu, punktualność dostarczania kolejnych partii dokumentacji. Ewaluacja ta następuje zazwyczaj podczas rozmów i wywiadów w procesie wyboru architekta (klient prywatny), w tak zwanej promocji szeptanej, na stopie towarzyskiej czy podczas zwiedzania innych miast. Czwartą grupę stanowią inne branże, które z architekturą współpracują, jak ekolodzy, inżynierowie, instalatorzy, projektanci wnętrz, rzemieślnicy. Miejscem ich ocen są branżowe konkursy, ale też pisma, a oceniane są jakość współpracy czy elastyczność architektów.

Kontestując jakość ewaluacji architektury w naszym kraju, warto przyjrzeć się temu, czy w Polsce te grupy czasem zbytnio się nie mieszają, czy odpowiednio akcentują własny punkt widzenia i swoje wartości. Dobrze byłoby, gdyby podział ten był jasny i klarowny. By nagrody nie były w każdym konkursie „za wszystko”, a za określone cechy właśnie, które dane jury wyraźnie sformułuje i pod tym kątem będzie pilnować ewaluowanych projektów/obiektów, inne wartości przesuwając na dół swojej listy; będzie pilnować własnych kompetencji i wartości, które są dla nich najważniejsze. Z pewnością pomogłoby to taką ewaluację zrozumieć. I łatwiej byłoby ją wtedy krytykować, co zawsze się zdarzyć może…

Drugą kwestią, którą chciałabym poruszyć, są rodzaje krytyki architektonicznej, które również powinny być wyraźnie rozróżnialne, a jurorzy powinni się zdeklarować, jaki rodzaj krytyki poprzez swoje wybory uprawiają. Alexandra Lange, teoretyczka krytyki architektonicznej, w książce „Writing About Architecture”3, klarownie opisała cztery — coś jest w tej liczbie! — podejścia do krytyki, które warto stosować odrębnie dla czystości przekazu myśli. Podejście formalne, odnoszące się do formy i estetyki architektury (np. Ada Louise Huxtable); podejście historyczne bazujące na historii rozwoju twórczości danego architekta/architektki (Paul Goldberger); podejście oparte na doświadczeniu przeżycia danej architektury i emocji, jakie ona powoduje (Herbert Muschamp) oraz podejście aktywistyczne (Jane Jacobs), w którym krytyk przyjmuje rolę odbiorcy, społeczeństwa, jego interesów i racji. Przyglądając się polskiej scenie krytyki i ewaluacji architektury, odnoszę wrażenie, że obecnie dominuje na niej podejście aktywistyczne, w ramach którego akcentowanie interesów społeczeństwa jest jak najbardziej na miejscu, niemniej jest ono tylko jednym z możliwych. Filip Springer i jego kariera oparta na podejściu aktywistycznym jest tego dobitnym dowodem. Czy jednak wszystkie zespoły jurorskie — pełniące w przypadku zrealizowanych obiektów także role krytyków — muszą swoje wartościowanie opierać na tym właśnie podejściu? Mam wątpliwości. To istotnie powoduje zamęt i może rodzić podejrzenia, że wartości prospołeczne zawsze górują nad wartościami architektonicznymi, podczas gdy nie w każdym konkursie, jako się rzekło, powinny. Oczywiście — można powiedzieć, że najlepsza architektura to taka, która wygra niezależnie od przyłożonych kryteriów wyróżnionych wcześniej grup. Ale nie jest to takie proste, choć brzmi efektownie i radykalnie. A już na pewno obiektywnej ocenie nie służy eliminowanie z wyścigu obiektów, które są skażone „piętnem komercji” bądź „zbyt bogatym inwestorem”, i nierozpatrywanie ich rozwiązań architektonicznych niejako z milcząco sformułowanej definicji, choć mogą one być bardzo prospołeczne.

Konkursy, ewaluacje, rankingi mają prawo się różnić, byle by to było jasno zapowiedziane i konsekwentnie przeprowadzane. A właśnie z tym, mam wrażenie, jest u nas największy problem. Klienci prywatni wybierając architekta do swojej nowej inwestycji, organizują konkursy, które często sami rozsądzają, przy współpracy ze swoimi rezydentnymi architektami, którzy wszakże, choć wykonują zawód, nie muszą mieć kompetencji potrzebnych sędziom oceniającym architekturę. Nie każdy architekt powinien bowiem piastować funkcję sędziego, choć według prawa w Polsce każdy może. I tu też widzę problem. Władze samorządowe w swoich konkursach nie deklarują otwarcie, że wybierają najbardziej społecznie użyteczne obiekty. W ich wyborach nie widać wyraźnie tego pierwiastka, nie można znaleźć kryteriów ekonomicznych czy demograficznych, które świadczyłyby o sprawdzonej odpowiedniości dla społeczności, która obiekt użytkuje, wyższości prospołecznej sprawdzonej w odpowiednich ankietach czy za pomocą innych narzędzi, ponad innymi obiektami. W konkursach środowiskowych z kolei, nawet sarpowskich, jak smutno zauważyła ostatnio Ola Wasilkowska, można znaleźć nagrodzone obiekty mieszkaniowe, w których występują drastyczne błędy skutkujące bardzo niską jakością użytkowania dla mieszkańców4.

Ustawianie jednej z czterech grup wyżej niż inne nic nie da, podobnie jak decydowanie, które podejście do krytyki jest lepsze. Jak pisze Michael Benedikt w cytowanym już tekście, odpowiedź na pytanie, czyje oceny i czyje wartości powinny być uznane za najważniejsze, jest niemożliwa. Architektura to nie samochody czy smartfony, które można ustawiać na listach rankingowych. Wnikliwsza lektura przywołanej książki przynosi wniosek, iż, działając w gąszczu dość skomplikowanych uwarunkowań, tak naprawdę to architekci przywiązują wagę do opinii innych architektów oraz do opinii klientów5. Opinia klientów decyduje o tym, czy będą mogli projektować i realizować czy nie. To dość oczywiste. I tu jest wielkie pole do poszukiwania porozumienia i określenia interesów oraz warunkowania tym przyznawanych zleceń. Publiczny zamawiający powinien akcentować potrzeby społeczne i ich zapewnienie egzekwować. Powinien mieć do tego dobre, konkretne narzędzia. Ja ich na razie nie widzę, choć sporo na tej scenie pozytywnych zmian, jak choćby te związane z potrzebami osób z niesprawnościami. Klient prywatny również powinien być zobowiązany do zaspokojenia interesu publicznego. Jedna z wizyt w Berlinie kilka lat temu, gdy miałam przywilej korzystania z oprowadzania specjalistycznego dla architektów, przyniosła mi wiedzę, jak berlińskie władze samorządowe, mające mocny oręż w formie wydawania pozwoleń na budowę, dbają o zapewnienie interesu społecznego — w tym przypadku chodziło o dostępność i bliskość sklepów zaplanowanych w parterach. Otóż inwestor wnioskując o to pozwolenie, składał wymagane zapewnienie, że powierzchnie usługowe tam zaprojektowane o skonsultowanym z dzielnicą programie funkcjonalnym, nie będą wynajmowane drożej niż…

Czy architektura może być oceniana fair, obiektywnie iuniwersalnie? Może, ale, jak pisze Benedikt, normą tu jest płynność, elastyczność. Wartości się zmieniają, trwająca pandemia pokazuje zaś, że fakt jedynej niezmiennej wartości, jaką jest ludzkie życie, wyznacza wspólny mianownik wszystkich działań.

Ewa KURYŁOWICZ

Warszawa, 1 lutego 2021


Przypisy

1. Judging Architectural Value, ed. W. Saunders, „A Harvard Design Magazine Reader”, no 4, Minneapolis 2007.
2. M. Benedikt „For An Architecture of Reality”, Lumen, 1987.
3. A. Lange „Writing About Architecture. Mastering the language of Buildings and Cities”, New York 2012.
4. A. Wasilkowska, wywiad z Agatą Twardoch, „Architektura-murator” 2021, nr 2, s. 84.
5. Judging Architectural Value, s. xiii.

prof. Ewa KURYŁOWICZ — architektka, profesora w Zakładzie Projektowania i Teorii Architektury Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej, przewodnicząca Rady Fundacji im. Stefana Kuryłowicza, wiceprezeska, a od 2011 roku generalna projektantka w pracowni architektonicznej Kuryłowicz & Associates. Współautorka między innymi projektów: Narodowego Forum Muzyki we Wrocławiu (2015), Budynku Wydziałów Językowych Uniwersytetu Warszawskiego przy ulicy Dobrej (I Etap zrealizowany w 2012, II Etap w budowie), rezydencji Ambasadora Korei Południowej w Aninie koło Warszawy (1998) i wielu innych projektów w zespołach K&A. Sędzia SARP i jurorka międzynarodowych oraz krajowych konkursów architektonicznych, członkini Kapituły Nagrody Naukowej POLITYKI. Autorka i współautorka książek, między innymi: „Projektowanie uniwersalne. Udostępnienie otoczenia osobom niepełnosprawnym” (wyd. CEBRON 1996, Integracja 2005), „Miasto jako przedmiot badań” (wyd. Scholar 2008), „Pasja i pragmatyzm” (wyd. Trygon 2010), „Architektura, Urbanistyka, Nauka” (wyd. PWN 2019).

Głos został już oddany

okno zamknie się za 5