okno zamknie się za 5

computer zapisz w ulubionych

Hity i kity, czyli podsumowanie roku 2020 w architekturze (część II)

11 stycznia '21


Koniec grudnia — bo wtedy kończyliśmy przygotowywać numer styczniowy — to najlepszy czas na wszelkiego rodzaju podsumowania. I jak co roku prosimy praktyków oraz krytyków architektury, żeby napisali, co w danym roku uważają za sukces, a co za porażkę. Robimy to w konwencji KITÓW I HITÓW. Dajemy naszym Autorom i Autorkom całkowitą swobodę wypowiedzi i wyjątkowo nie moderujemy tej dyskusji. Jesteśmy jej po prostu bardzo ciekawi. Dla nas największą porażką tego roku był wyraźny spadek zainteresowania procedurą konkursową. Duża liczba przetargów na ważne przestrzenie w polskich miastach świadczy o tym, że nie jakość jest najważniejsza, a taniość. To bardzo niepokojący trend. Za sukces uważamy wymuszone pandemią zainteresowanie ekologią, kryzysem klimatycznym oraz relacjami społecznymi wynikającymi z użytkowania architektury. Dużo jest jeszcze do zrobienia, ale trafność diagnozowanych problemów napawa optymizmem. 2020 rok przeszedł już do historii, z nadzieją patrzymy więc w przyszłość!
— Redakcja A&B

Maciej Miłobędzki i Anna Cymer o kitach i hitach w architekturze roku 2020

Co waznego w architekturze?

Jakie ważne wydarzenia przyniósł rok 2020 w polskiej architekturze?

Zadaje to pytanie w pracowni młodym, zdolnym, zainteresowanym. Dłuższe milczenie. „Może budowa osiedla na warszawskiej Woli, które może konkurować gęstością i poziomem architektonicznej monokultury z molochami Hongkongu (tylko w trochę gorszym otoczeniu)?” „Najwięcej zamieszania i problemów wywołała zmiana interpretacji przepisów o zabudowie śródmiejskiej”. Liczyłem na przykłady ciekawych budowli, zawsze lubili o tym rozmawiać. A w samej architekturze jako takiej? „Fajnie, że nagrody architektoniczne przyznawane są coraz częściej małym, społecznie użytecznym obiektom”. Oczywiście, to dobrze, że tendencja, która od dawna utrzymuje się w krajach europejskich, ujawnia się także w Polsce. Społeczne konteksty górą!

O architektonicznych walorach, niestety coraz rzadziej się mówi (ostatecznie i tak wszystko, co robimy, jest społeczno-polityczne). Inne importowane trendy, choć podejmowane z entuzjazmem, nie zawsze trafiają na żyzny grunt. Podążając za globalnym wzmożeniem i cierpliwą pracą lokalnych pasjonatów, architekci stają w obronie klimatu. W tej dziedzinie składamy deklaracje, którym trudno będzie sprostać. Chęci nie wystarczą, ale próbować trzeba. To, co można robić, mieści się w granicach normatywnej, technokratycznej rzeczywistości. Pisma architektoniczne publikowały w tym roku przykłady takich dążeń. Certyfikowane obiekty na rozkładówkach z odpowiedzialnymi „zielonymi” dążeniami niewiele mają wspólnego, no, może poza kolorem całoszklanych ścian, coraz mniej już potrzebnych biurowych wież. O ekologicznej klasie tych budowli świadczy gęsty splot klimatyzacyjnych urządzeń i przewodów, które dane jest nam podziwiać na fotografiach z lotu ptaka. Dowiadujemy się, że zostały zaprojektowane przy użyciu specjalistycznego oprogramowania optymalizującego ślad węglowy i są wyrazem troski o ograniczanie konsumpcji energii. Wspaniale! Już na pierwszy rzut oka jednak widzimy, że same tworzą problemy, z którymi deklarują walkę.

Niektórzy architekci przeszli w tym roku na pracę zdalną, nie wszyscy jednak w tym długo wytrwali. Produkcja dokumentacji świetnie się odnajduje w nowej rzeczywistości, zespołowa praca nad koncepcjami gorzej. Mimo to powstają ciekawe projekty. Jest nadzieja, że ujawnią się w roku 2021! Jedno, co dobre, to mniejsza liczba niepotrzebnych spotkań. Teams i Skype nie wygrywają z atrakcyjnością podróży klasą biznes. Mamy więc trochę więcej czasu na myślenie. Niestety jego dużą część zajmują zabiegi organizacyjne: ustanawianie połączeń, obsługa programów, aplikowanie nowych technik pracy. Nic nas nie dziwi – wiemy, że „wszędzie tam, gdzie człowiek wkracza na pole postępu technicznego, pada łupem działań organizacyjnych. Technika nie tylko pokrywa potrzeby, ona je także organizuje (…) zmusza człowieka, żeby jej służył” (Friedrich Georg Jünger).

Zdalna edukacja architektoniczna też ma swoje blaski i cienie. Nastąpiło większe zróżnicowanie poziomu studenckich projektów. Te gorsze cierpią między innymi z powodu ograniczonych możliwości udzielania szkicowych komentarzy przez prowadzących. Możliwe, że te znakomite zawdzięczają swoją klasę temu samemu.

Maciej MIŁOBĘDZKI

architekt, partner w pracowni JEMS Architekci

 

Tylko hity

Nikt chyba nie ma wątpliwości, że rok 2020 był do kitu. Nietrudno wymienić fatalne zdarzenia z ostatnich dwunastu miesięcy i jeszcze gorsze ich skutki. Dlatego, starając się za wszelką cenę szukać pozytywów i dobrych wspomnień, w tym roku nie zajmę się kitami. Skupię uwagę wyłącznie na hitach. W tym roku bardziej niż w poprzednich trzeba nam pozytywnych wiadomości i optymistycznego spojrzenia.

Dostępność

Czy pandemia dała coś dobrego architekturze? Jak najbardziej! Przeniesienie do internetu setek wydarzeń związanych z architekturą, debat, wykładów, a nawet spacerów czy oprowadzań kuratorskich zniwelowało barierę odległości w uczestniczeniu w takich imprezach. Wzrost dostępności takich spotkań szybko znalazł odzwierciedlenie w liczbach – bo jaki odbywający się na żywo architektoniczny wykład obejrzało trzy tysiące widzów? A teraz są takich dziesiątki! Przeniesienie się w tryb online dało szansę uczestniczenia osobom z innych miast, osobom, które nie zawsze mają czas oglądać wydarzenie na żywo, i tym, które wykłady czy debaty wolą dzielić na odcinki i oglądać po kawałku. To, że YouTube zapełnił się dostępnymi w każdej chwili i za darmo ciekawymi debatami i prelekcjami o starszej i nowszej architekturze, jest bez wątpienia dobrą stroną pandemii. Wiedza o architekturze nigdy nie była tak dostępna.

Nie można nie docenić przy okazji wszystkich organizatorów tych wydarzeń, którzy z dnia na dzień musieli wywrócić do góry nogami swój sposób działania i włożyli bardzo wiele pracy, aby mimo wyjątkowo niesprzyjających okoliczności i bez żadnej pomocy „z góry” realizować swój program i dostarczać atrakcyjne wydarzenia zamkniętym w domach koneserom kultury.

Podglądactwo

Kto nie lubi podczas wieczornych spacerów rzucać okiem do mieszkań na parterze? Ta wstydliwa czynność w czasie pandemii została usprawiedliwiona: przejście w tryb pracy zdalnej pozwoliło na pełnoprawne uprawianie podglądactwa przez monitor komputera. W ten sposób zyskaliśmy dostęp do prywatnych przestrzeni wielu słabiej lub bardziej znanych nam osób. Otrzymaliśmy możliwość zorientowania się w upodobaniach współpracowników czy trendach w wystroju wnętrz, ale nie tylko. Nie ma wątpliwości, że to, co widzieliśmy za plecami wykładowców, nauczycieli, dyrektorów i współpracowników, stało się już tematem szerokich badań i wkrótce zaowocuje socjologicznymi analizami. Specjaliści zapewne będą w stanie wiele o nas powiedzieć na podstawie udostępnionych światu fragmentów naszych domów.

Lokalność

Pandemia zmieniła nasze horyzonty widzenia. Jeszcze niedawno wydawało się, że świat nie ma granic, że każdy jego zakątek jest na wyciągnięcie ręki. To złudne, a przede wszystkim koszmarnie szkodliwe dla planety przekonanie (jak zabójcze dla środowiska latanie na weekend do Londynu, „bo były tanie bilety”) pandemia wyrugowała w miarę skutecznie. W czasie pierwszego, wiosennego lockdownu okazało się, że nie Wielkanoc spędzana w Wenecji, a możliwość wyjścia na własny balkon jest tym, co daje prawdziwe szczęście. Zaczęliśmy doceniać miejskie parki i zagajniki, mało popularne turystycznie miejscowości, położone po sąsiedzku sklepy i targowiska. O zrozumienie, że lokalność jest we współczesnym świecie potrzebna i warta docenienia apelują urbaniści od dawna. A pandemia pokazała, na czym polega dobro z lokalności płynące. Ci, którzy mieszkają w wielofunkcyjnej, zróżnicowanej przestrzeni, oferującej w niewielkiej odległości wszystkie codzienne funkcje, w pandemii na pewno czuli się bezpieczniej i wygodniej; ci, którzy z podmiejskich, zamkniętych, pozbawionych jakiejkolwiek infrastruktury osiedli po każdy sprawunek musieli się gdzieś przemieszczać, zapewne odczuwali to jako kłopot. Sąsiedzki sklep, osiedlowy park, lokalni rzemieślnicy czy dzielnicowy ośrodek sportowy warte są docenienia nie tylko w pandemii.

Zmiana skali

Zanim jeszcze pandemia ogarnęła świat, zaczęliśmy doceniać budynki o małej skali, skrojone na miarę, dopasowane do potrzeb i do charakteru okolicy. W tym roku na tego typu realizacje został położony jeszcze większy nacisk: wystarczy obejrzeć wyniki konkursu o Nagrodę Architektoniczną Prezydenta Warszawy, plebiscytu Architektura Roku Województwa Śląskiego czy Nagroda Roku SARP; dowodem jest także triumfalny pochód przez nagrody architektoniczne pracowni XYstudio, autorów domu dla bezdomnych w Jankowicach czy kilku przedszkoli i żłobków o bardzo kameralnym i dostosowanym do potrzeb dzieci charakterze. Na dobre chyba odchodzimy od wielkiej skali, efektów i spektakularnych brył, zwracając się ku obiektom bliskim, przyjaznym, które są po to, by służyć, a nie żeby robić wrażenie. To dobry, właściwy kierunek zmian, szczególnie w obliczu katastrofy klimatycznej, o której co prawda w pandemii nieco zapomnieliśmy, która jednak nie przestała być wielkim zagrożeniem.

Anna CYMER

historyczka sztuki, popularyzatorka architektury, autorka książki „Architektura w Polsce 1945–1989”, wydanej przez CA i NIAiU

Głos został już oddany