okno zamknie się za 5

computer zapisz w ulubionych

Hity i kity, czyli podsumowanie roku 2020 w architekturze (część IV)

13 stycznia '21


Koniec grudnia — bo wtedy kończyliśmy przygotowywać numer styczniowy — to najlepszy czas na wszelkiego rodzaju podsumowania. I jak co roku prosimy praktyków oraz krytyków architektury, żeby napisali, co w danym roku uważają za sukces, a co za porażkę. Robimy to w konwencji KITÓW I HITÓW. Dajemy naszym Autorom i Autorkom całkowitą swobodę wypowiedzi i wyjątkowo nie moderujemy tej dyskusji. Jesteśmy jej po prostu bardzo ciekawi. Dla nas największą porażką tego roku był wyraźny spadek zainteresowania procedurą konkursową. Duża liczba przetargów na ważne przestrzenie w polskich miastach świadczy o tym, że nie jakość jest najważniejsza, a taniość. To bardzo niepokojący trend. Za sukces uważamy wymuszone pandemią zainteresowanie ekologią, kryzysem klimatycznym oraz relacjami społecznymi wynikającymi z użytkowania architektury. Dużo jest jeszcze do zrobienia, ale trafność diagnozowanych problemów napawa optymizmem. 2020 rok przeszedł już do historii, z nadzieją patrzymy więc w przyszłość!
— Redakcja A&B

Robert Konieczny o kitach i hitach w architekturze roku 2020


Ten rok był trudny dla nas wszystkich ze względu na pandemię. Kity najchętniej przyznałbym naszemu złemu przygotowaniu do tego kryzysu, potem słabym środkom zaradczym, ale też wszystkim osobom lekceważącym obostrzenia sanitarne. Mogliśmy szybciej ugasić pandemię, ale stało się inaczej. Staram się jednak szukać jakichś pozytywów w 2020 roku. Jednym z nich było na pewno przystopowanie tempa życia. Ostatnie lata, a może dekady, spędziłem w ciągłej trasie, niczym muzyk z zespołu, w nieustannych wizytach na budowie, wyjazdach na wykłady. Szczytowym okresem była budowa Centrum Dialogu Przełomy w Szczecinie, kiedy musiałem gonić przez całą Polskę. W pewnym momencie córka zapytała mnie, czy śpię dziś w domu, uświadamiając mi, że stałem się dla niej rzadko widywanym gościem. Tych straconych z nią wspólnych chwil już nie odzyskam. Właśnie pandemia, przez którą przestałem tak pędzić, dała mi więcej czasu dla rodziny i siebie. I największe odkrycie tego roku — wykłady online. Wcześniej musiałem cały dzień poświęcić na dojazd na spotkanie i powrót. Dziś odpalam komputer w Arce i w kapciach mogę zrobić wykład i to nie dla trzystu osób, ale trzech tysięcy, a nawet większej publiczności, bo nagrane wykłady mają swoje drugie życie w internecie i są potem chętnie oglądane. Niby wcześniej technologia wykładów na odległość już działała, ale ja odkryłem ją dopiero teraz i sądzę, że wiele osób również. To dla mnie największy hit tego roku.

Dzięki uziemieniu miałem również czas, żeby dokończyć razem z Tomaszem Malkowskim naszą książkę „Archiprzewodnik po Europie”, który ukazał się na początku grudnia nakładem wydawnictwa Pascal. Rozmowy do tego przewodnika zaczęliśmy w 2019 roku, ale ciągle miałem coś innego na głowie i trudno było nam się złapać. Lockdown był czasem, kiedy mogliśmy spokojnie dokończyć pracę nad książką. Coś negatywnego — zły czas pandemii — starałem się pracą przekuć w coś bardziej pozytywnego.

Kitem jest dla mnie od lat jakość powietrza w Polsce, wciąż skandaliczna. Mam dom w górach, ale wieczorami muszę się w nim z rodziną szczelnie zamykać, bo smog by nas zadusił. Ludzie palą w swoich domach byle czym, w kiepskiej jakości piecach kopciuchach. I w wielu pięknych miejscowościach górskich zamiast cieszyć się alpejskim powietrzem czuć przez całą zimę zapach palonego plastiku, węgla i śmieci. Pozostają spacery w wysokie rejony gór, ponad poziom smogu. Kiedy siadałem do pisania tego tekstu, w Katowicach, w centrum miasta, przy ulicy Raciborskiej, niedaleko naszej pracowni, kolejny bezmyślny deweloper wyciął dorodne drzewa. Mimo naszych wcześniejszych protestów, uwag zgłaszanych przez mieszkańców, braku zgody miasta na wycinkę, pod topór poszły ponadstuletnie kasztanowce. To wszystko w mieście, w którym przez większość roku przekroczone są normy jakości powietrza, przy ulicy, gdzie znajduje się szpital onkologiczny — z pewnością wielu jego pacjentów znalazło się tam przez rakotwórcze, zabójcze powietrze.

W całej Polsce podobne sytuacje stały się normą. Wycinki to dla mnie problem systemowy, który tylko systemowo można rozwiązać. W rejonie Raciborskiej funkcjonuje plan zagospodarowania, który zakładał budowę pierzei. Planiści pozbawieni bez wyobraźni narysowali linię obowiązującej zabudowy tuż przy wiekowych drzewach, w miejscu, gdzie przez lata nic nie stało. Było wiadomo, że planowana pierzeja wchodzi w kolizję z dorodnymi koronami drzew i ich rozbudowanym systemem korzeniowym. I tak się teraz tłumaczy deweloper, że kopiąc dziurę, uszkodził korzenie drzew i naruszył ich stabilność, co „zmusiło go” do wycinki drzew. To pokazuje, że nasze drzewa są pozostawione bez ochrony. W planach skupiamy się na ładzie przestrzennym, ale rozumianym wąsko jako kubatury. A ład przestrzenny to również zieleń, w tym ta istniejąca. W planach należałoby mocniej zapisać ochronę zieleni, szczególnie dorodnych drzew, które potrafią przetworzyć najwięcej CO2 w tlen, i przyczyniają się do zmniejszenia zapylenia w mieście. Pod topór idą jednak ciągle całe szpalery wielkich drzew, a w ich miejscach sadzi się rachityczne drzewka, których nawet setka nie odpowiada jednemu ściętemu. Kit 2020 dla systemowego braku ochrony drzew w Polsce.

I jeszcze jedna bulwersująca mnie w Katowicach sprawa, mająca po części związek z jakością powietrza. Niedawno oddano do użytku dwa centra przesiadkowe, które mają zachęcić katowiczan i przyjezdnych do pozostawienia samochodów i korzystania z komunikacji publicznej. To bardzo potrzebne obiekty w mieście, które mogą się przyczynić do zmniejszenia ilości spalin i właśnie poprawy jakości powietrza. Niestety powstały obiekty o tak tragicznie złej architekturze, że boję się, że zamiast zachęcać do transportu miejskiego, odstraszą. A że centrum przesiadkowe może być wybitną architekturą pokazuje przykład Strasburga. Na początku tego wieku Zaha Hadid zbudowała tam parking i rzeźbiarską wiatę z betonu, obiekt zdobył w 2003 roku nagrodę im. Miesa van der Rohe dla najlepszego budynku w Europie. Nie szukając daleko — w małych Żorach udało się wybudować fajne, minimalistyczne centrum przesiadkowe. Jego architektura to przeskalowana wiata i szklane pudełko w środku. Tylko tyle i aż tyle. Za to w Katowicach w grudniu otwarto dwa centra — bombastyczne, przegadane, jakby ktoś bez talentu chciał zbudować namiastkę Dubaju. W Zawodziu mamy masywny dach z rur; na Brynowie jakiś nieforemny grzyb. Wcześniejsze katowickie centra przesiadkowe są równie fatalnie zaprojektowane, mają dziwne, nieracjonalne konstrukcje. Zmarnowano szansę na budowę ciekawych przestrzeni publicznych w mieście. Ogromna szkoda, tym większa, że te inwestycje kosztowały setki milionów złotych. Wyszło prowincjonalnie. I to wszystko w mieście, które słynie ze znakomitej architektury!

Robert KONIECZNY

architekt, szef biura KWK Promes

Głos został już oddany