Recenzja książki „Mały architekt. Przybornik do oglądania miasta”

20 kwietnia '22

Recenzja z numeru A&B 02/22.

Kwestią mało jeszcze dyskutowaną w odniesieniu do coraz częściej podnoszonej idei powszechnej edukacji architektonicznej (PEA) jest sprawa narzędzi i metodyki przekazu tej wiedzy. Zdajemy sobie przecież sprawę, że ten rodzaj edukacji może przybierać bardzo różne formy.

Książka zawiera również przybornik konieczny do aktywnego korzystania z niej.

©NIAiU

Jedne mają charakter swobodny, a ich celem jest przede wszystkim rozbudzenie ciekawości otoczeniem, inne skupiają się na budowaniu konstrukcji, wykształcaniu umiejętności pracy zespołowej i wspólnego osiągania celów. Jeszcze inne polegają na spacerach i rozmowach o mieście, poznawaniu lokalnego dziedzictwa, a kolejne na nauce rysowania architektonicznego. Odrębną kategorią są takie, które prezentują pewne zagadnienia, a następnie wciągają uczestników do rozwiązywania przestrzennych wcale niełatwych problemów, a potem prób wypracowania koncepcji, propozycji, wizji, prognoz i tak dalej. Przykłady można by mnożyć. Czy któreś z tych wcieleń PEA jest gorsze od innego? Trudno je porównywać, jednoznacznie oceniać, ponieważ większość tych inicjatyw ma charakter jednorazowy bądź czasowy i rozproszony. Dzieją się w różnych miejscach — w szkołach, instytucjach kultury lub prywatnych pracowniach edukacyjnych. Obejmują uczestników w różnych grupach wiekowych i mogą być realizowane przez prowadzących o różnym wykształceniu i kwalifikacjach. Tę wszechstronność, otwartość i inkluzyjność można rozumieć jako ich wielki atut, ale i pewnego rodzaju problem. Trudno bowiem mówić tu o jakimś spójnym, przemyślanym przekazie treści, nie wspominając o ograniczonych możliwościach ewentualnej ewaluacji osiągniętych efektów tego procesu. A przecież w PEA chodzi raczej o to, by wszelkiej maści zajęcia, warsztaty manualno-konstrukcyjne czy inspiracyjne nie tylko rozwijały dziecięcą, młodzieżową i „dorosłą” wyobraźnię w ogóle, ale realnie rozszerzały pewne podstawy wiedzy o architekturze i urbanistyce wśród uczestników. Co więcej, może raczej jesteśmy już wszyscy na takim etapie w dziejach naszej planety, że same podstawy nie wystarczą? W tym punkcie mogłyby nam przyjść w sukurs pomysłowe i merytorycznie wartościowe pomoce dydaktyczne. Naturalnie nie chodzi tu w ogóle o serię typowych podręczników „do nauki”, ale bardziej „otwarte” materiały, dające prowadzącym zajęcia pewien punkt wyjścia do działań i jednocześnie zdolne do „samodzielnego życia” w rękach edukatorów, kimkolwiek by byli. Nawet gdyby byli po prostu rodzicami swoich dzieci, którzy mają ochotę wraz z nimi zagłębić się w to, co ich wokół architektonicznie otacza.

Kasia Domagała, Marta Kwiatek, „Mały architekt. Przybornik do oglądania miasta”

©NIAiU

Taki właśnie „przybornik” wydał Narodowy Instytut Architektury i Urbanistyki. Co nie bez znaczenia, powstał jako owoc kilkuletniej współpracy historyczki sztuki Katarzyny Domagalskiej, od lat pracującej z dziećmi i młodzieżą w ramach autorskich inicjatyw PEA, a także graficzki Marty Kwiatek, z którą wspólnie udało się im znaleźć adekwatną formę publikacji. Opiekę merytoryczną nad opracowaniem objęła prof. Grażyna Schneider-Skalska z Wydziału Architektury Politechniki Krakowskiej, od lat zajmująca się rozwojem idei PEA w Polsce.

Powiedzmy sobie jasno, to nie jest pierwsza atrakcyjnie wydana publikacja „o architekturze” dla dzieci. Jest ich wiele na polskim rynku czytelniczym i są świetne, mądre, znakomicie zilustrowane, pięknie wydane. W znacznym stopniu wiele z nich zachęca do eksploracji otoczenia, wyjścia z domu, przyjrzenia się budynkom i miejscom znanym i mniej znanym. Przybornik ma jednak tę wyjątkową cechę, zaletę i przewagę nad wieloma z nich, że ma nie tylko służyć do bycia z książką tu i teraz, ale też fizycznie zmusza do działania, ruchu, spaceru, wyjścia na zewnątrz, testowania i odczuwania różnymi zmysłami. Spakowany w zgrabne i mocne pudełko (co może wydaje się banalnym stwierdzeniem, ale dla rodzica pięciolatka ma spore znaczenie), zawiera pełną treści książeczkę, kilka luźnych ilustracji budynków, a także zestaw narzędzi z twardej tektury i nie tylko. Znajdziemy tam także, między innymi, folię do rysowania pisakiem po zdjęciach budynków, specjalną ramkę do kadrowania najciekawszych widoków, sznurek, specjalne paski taśmy klejącej, fragment elastycznej gumki, małą gumkę recepturkę, a nawet okulary à la Corbusier i metalowe kółko. Sznurek i metalowe kółko posłużą jako narzędzia do wyznaczenia pionu, gumka recepturka i tekturowa linijka do mierzenia różnych rzeczy, w tym także proporcji elewacji budynków. Okulary mogą pomóc poczuć się jak francuski „papież modernizmu” — i choć może czasy już inne, to jednak wyrazisty styl Charlesa-Édouarda niezmiennie robi wrażenie i zapada w pamięć.

istotnym celem książki jest skupienie na działaniu, a nie wyłącznie na czytaniu

©NIAiU

O modernizmie zresztą w dołączonej do zestawu książeczce jest sporo, ale są także inne, współczesne odniesienia. Nie znajdziemy tu jednak odwołań do oczywistych czy też, chciałoby się rzec, wręcz turystycznych przykładów historycznego dziedzictwa architektury. Znajdziemy natomiast wiele obiektów ikonicznych, na kanwie których autorki, a właściwie nie one, a bohaterka i narratorka książeczki — Belka Słupeczańska — opowiada z dużym luzem: po trosze o nich samych, ale przede wszystkim o relacjach i procesach budowania, przebudowywania, oddziaływania budynków na środowisko, środowiska i czynników atmosferycznych na obiekty. I nie tylko. Treści rozdzielono na kilka części. Pierwsza, „Dom i sąsiedzi”, pokazuje ten wątek z poziomu planety, poprzez sąsiedztwo geograficzne, a następnie coraz bardziej dosłownie przybliżając go, by skończyć na skali domu, w dodatku bardzo małego i nieoczywistego. W kolejnej „Orientuj się”, Belka zachęca do rozejrzenia się wokół siebie — nie tylko patrzenia, lecz także polisensorycznego doświadczenia tego, co nas otacza, także po to, by uświadomić sobie, że klimat ma bezpośredni wpływ na to, jak budujemy, w czym i jak się chronimy przed jego uciążliwościami, i jak i gdzie czerpiemy z niego korzyści. W części „Mam plan” pochylamy się wraz z Belką nad planem, by znaleźć związki między rzutami i bryłami budynków oraz ich funkcjonalnością. Dalsze części to już przede wszystkim podzielona na zadania garść cennych, zwięzłych informacji i bezpośrednia stymulacja do działania. Trudno usiedzieć — natomiast można zmierzyć, zbadać, przedyskutować, podotykać, ubrać, poćwiczyć architektoniczną gimnastykę (!), pozmieniać wedle swojej woli (a potem zmienić zdanie i zmazać) i w końcu… zainspirować się.

Przybornik jest napisany bezpretensjonalnym językiem, który swój przekaz lokuje z wyczuciem już na pułapie rozumienia świata przedszkolnych starszaków, nie unikając jednak pojęć i sformułowań, w których zrozumieniu pomocny będzie opiekun lub rodzic. Przystępna forma książeczki przyciągnie jednak z pewnością i starsze dzieci, z klas 1–3, a nawet 4–6. Książeczka nie stanowi kompendium wiedzy, a raczej luźną opowieść pełną wątków, które w razie zainteresowania mają skłonić czytelników i użytkowników do dalszych poszukiwań. Niekiedy Belka opowiada nam o czymś bardzo lapidarnie, być może też architekci czytający tę książeczkę swoim dzieciom jakieś pojęcie, proces czy zjawisko opisaliby nieco inaczej. Ale o to właściwie chodzi, by wywołać rozmowę, wymianę komentarzy i spostrzeżeń.

książka z przybornikiem stawia na idee „learning by doing”

©NIAiU

Od strony walorów czysto edukacyjnych formuła tej książki, także w warstwie stylistycznej, plasuje ją w zupełnie innym systemie niż tradycyjny, nastawiony na „nauczanie” i idzie raczej w kierunku idei learning by doing oraz podobnych aktywizujących modeli. Jej silnie wybrzmiewający wymiar praktyczny jest pokłosiem doświadczenia Katarzyny Domagalskiej z młodymi odbiorcami i wieloletniej praktyki w roli edukatorki PEA. W jej tonie jest wyraźnie zaproszenie do swobodnej dyskusji i szerokich interakcji. Poszczególne części książki można wykorzystywać i „przepracowywać” w sposób otwarty i autorski, mogą też stać się inspiracją do kolejnych działań badawczych w przestrzeni. Dzięki tym walorom przybornik należy do pierwszych tego rodzaju materiałów dydaktycznych, uprzywilejowanych przy tym możliwością szerokiej dostępności dzięki NIAiU. Pozostaje korzystać i życzyć sobie, by w kolejnych latach powstawały pomysły kolejnych równie atrakcyjnych, ciekawie pomyślanych pomocy dydaktycznych do powszechnego użycia, i to nie tylko dla najmłodszych.

Dorota Wantuch-Matla

Głos został już oddany

Obiekt roku 2022 w systemach ALUPROF
Stal COR-TEN®. Naturalne piękno
Okna, drzwi – trendy 2022