NOWOŚĆ! Prawo w architekturze – przystępnie na portalu A&B
Zostań użytkownikiem portalu A&B i odbierz prezenty!
Zarejestruj się w portalu A&B i odbierz prezenty
maximize

O pochodzeniu materii

02 stycznia '24

Artykuł pochodzi z numeru A&B 9|23

Widząc górę piasku, nie widzimy dołu, który pozostał po jej wykopaniu kilka czy kilkaset kilometrów dalej. Każda rzecz ma swój dół, swój zasób i pochodzenie. „Nic nie znika, jedynie zmienia miejsce” to instalacja, którą wraz z Olą Korbańską wykonaliśmy dla festiwalu Malta w 2022 roku. Obiekt, wzniesiony z ziemi zastanej w parku Wieniawskiego w Poznaniu, był refleksją na temat cyrkulacji materii, jej nieustannego ruchu. Instalacja została umiejscowiona na wykrojonym z przestrzeni publicznej obszarze — brutalność tego zabiegu miała na celu zdemaskowanie antropocentrycznych zasad gry i sposobu postrzegania ziemi jako nieskończonego zasobu. Do stworzenia instalacji wykorzystano ponad 50 ton ziemi wykopanej w miejscu budowy i ubitej w drewnianych formach.

Obiekt stał się miejscem rezydencji artystycznych i przestrzenią do rozmowy o ziemi, prawie własności i zasobach. Na koniec festiwalu ściany zostały celebracyjnie przewrócone i zarówno one, jak i dół zniknęły, wrócił stan wyjściowy. Ta i inne realizacje, których jestem częścią, skłaniają mnie do refleksji na temat znaczenia lokalności, ruchu materii, konsekwencji jej globalnej cyrkulacji pod względem środowiskowym i kulturowym.

Nic nie znika, jedynie zmienia miejsce, instalacja, Poznań

Nic nie znika, jedynie zmienia miejsce, instalacja, Poznań — autorzy: Iwo Borkowicz i Ola Korbańska

fot.: © Iwo Borkowicz, Ola Korbańska

Relacja architektury z materią jest w sposób oczywisty fundamentalna. Przez większą część rozwoju budownictwa, jego charakter był sprzężony bezpośrednio z rodzajami lokalnie dostępnych surowców. Z pewnymi sławnymi wyjątkami, zogniskowanymi wokół anomalnie bogatych cywilizacji historycznych, ta zależność kształtowała regionalne typologie na całym globie aż do XIX wieku. W erze kulturowej, ekonomicznej i technologicznej globalizacji napędzanej niesłychanie wydajną infrastrukturą transportową, zasilanej pozornie tanimi paliwami kopalnymi, lokalne materiały nie pełnią już tak wielu ról. Najczęściej zatracają one swoje atuty ekonomiczne, przestają być najtańszym, a często i najlepszym technologicznie rozwiązaniem. Równolegle poprzez słabsze poddawanie się standaryzacji bywają bardziej pracochłonne. Znaczenie kulturowe i tożsamościowe pozostaje silne, lecz wypłukanie ich z pozostałych odpowiedzialności powoduje, że ich stosowanie traci na wadze i szczerości.

Projektując, a następnie budując szkołę w obozie uchodźczym w zachodniej Tanzanii, staraliśmy się wraz z Fundacją Wayair odnaleźć odpowiedni balans między lokalnym zaangażowaniem a wydajnością budowy. Wybieraliśmy pomiędzy zastaną wiedzą budowlaną a innowacją (którą chcieliśmy zaproponować). Mając dodatkowo na uwadze niewielki budżet, wymaganą trwałość budynku oraz potrzeby i nadzieje miejscowej ludności, zdecydowaliśmy się na zastosowanie trzech podstawowych materiałów.

Konstrukcja i pokrycie dachów to stal. Jest importowana do Tanzanii głównie z Chin i Indii, kupiliśmy ją w Dar Es Salaam i przewieźliśmy przez całą szerokość kraju aż na budowę w Ulyankulu. Alternatywą dla stalowej konstrukcji byłoby lokalne drewno, którego wycinka jest zakazana, ponieważ region Ulyankulu (który przez ostatnie dekady został już skrajnie wylesiony) otoczony jest rezerwatami i rezerwami leśnymi. Dla samego pokrycia dachu realnych alternatyw nie ma. Nawet najbiedniejsze gliniane chatki kryte są w większości blachą falistą. Można spotkać pojedyncze budynki z dachami z liści i traw i choć z naszej perspektywy prezentują zarówno estetyczne, jak i środowiskowe zalety, są obecnie postrzegane jako oznaka biedy i tymczasowości. Szkoła ma stać się jednym z wielu argumentów lokalnej ludności, która od lat żyje w strachu przed wysiedleniem, do pozostania w rejonie. Między innymi z tego powodu unikaliśmy materiałów uznawanych za nietrwałe.

szkoła w Ulyankulu, Tanzania

szkoła w Ulyankulu, Tanzania — proj.: JEJU.studio, Arh+

fot.: Iwo Borkowicz © JEJU.studio

Drugim materiałem jest ręcznie formowana cegła. Wykonywaliśmy ją z dwóch rodzajów miejscowej gliny. Pierwszą, ciemnoczerwoną, wydobywaliśmy bezpośrednio na placu budowy, a drugą, beżową, w dolinie oddalonej od niego o dwa kilometry. Cegła po uformowaniu w drewnianych ramach suszona jest na słońcu. Kolejno, układana w wielkie stosy z komorami na opał, wypalana: sama jest zarówno piecem, jak i jego zawartością. Użycie takiej cegły ma w tym projekcie sens zarówno ekonomiczny, logistyczny, jak i tożsamościowy. W namacalny sposób upodabnia szkołę, która pod wieloma innymi względami różni się od lokalnej zabudowy, do okolicznych domów. Zastosowanie takich cegieł pozwoliło nam na czas budowy zatrudnić osiem miejscowych osób, które były odpowiedzialne za jej produkcję. Aspekt stymulowania lokalnej ekonomii poprzez stosowanie lokalnie wytwarzanych usług i materiałów jest bardzo istotny. Pomimo wszechobecności cegły w tym projekcie jej koszt stanowił jedynie 2,5 procent budżetu, a wytworzone przy jej użyciu dodatkowe przestrzenie poza klasami lekcyjnymi nadały szkole wymiar strefy publicznej, miejsca spotkań i zabawy.

Trzecim materiałem jest żelbet. Zawiera on w sobie zarówno importowane spoza Tanzanii zbrojenie, produkowany w Tanzanii, lecz przywieziony z oddalonej o kilkaset kilometrów cementowni cement oraz lokalny piasek, tłuczone kamienie i wodę. Staje się w ten sposób materiałem paradoksalnym, łączącym absolutną lokalność ze skrajną globalnością.

Na przykładzie tego projektu łatwo także dostrzec zależność między lokalną materią i lokalną wiedzą wykonawczą. Do formowania cegieł w Ulyankulu znaleźć można pracowników na każdym rogu (jednej z trzech ulic), do spawania konstrukcji dachu częściowo musieliśmy posiłkować się pomocą z pobliskiego miasta. Wraz z implementacją wydajniejszych i/lub tańszych materiałów importowanych w sposób naturalny postępuje proces zanikania wiedzy i warsztatu lokalnego.

Budowanie z lokalnych materiałów intuicyjnie wydaje się słuszne. Osobiście mam kontradyktoryjny stosunek do warstwy estetycznej i tożsamościowej tego zagadnienia. Z jednej strony odczuwam głębokie rozczarowanie bezmyślną globalizacją estetyczną, na przykład w zakresie budownictwa mieszkaniowego. Skuteczność kilku standardowych rozwiązań technicznych, które replikowane są w ogromnych ilościach w dynamicznie zaludniającym i urbanizującym się świecie w dużej mierze zmonopolizowały również estetykę. Zmiany ekspresji architektury tego typu dzielą się raczej na regiony klimatyczne i strefy dobrobytu lub jego braku, niezależnie od lokalnej tożsamości czy lokalnej materialności. Równolegle skonfrontowany z próbami uwspółcześniania i wybronienia w nowych skalach istniejących regionalizmów, często czuję równie wielki dyskomfort. Rana powstała pomiędzy większością wernakularnych typologii a współczesnymi zasadami budowania jest głęboka. Jej załatanie, szczególnie w kontekście nowych potrzeb skali i energooszczędności budownictwa, wymagać będzie w wielu wypadkach wytworzenia nowych tradycji lub głębokiej reimaginacji tych zastanych.

lobby galerii Shoplifter Höfuðstöðin, Islandia

lobby galerii Shoplifter Höfuðstöðin, Islandia — proj.: Iwo Borkowicz, Björn Steinar

fot.: © Björn Steiner

Kolejną ścieżką, często uczęszczaną przez szanowane pracownie projektowe, jest traktowanie materialności lokalnej poprzez jej uabstrakcyjnienie. Polega to na stosowaniu jej w oderwaniu od lokalnej tożsamości kulturowej, bez powielania technik z tą materialnością uprzednio związanych. Termy w Vals Petera Zumthora są tego koronnym przykładem. Żelbetowy budynek o stalowej konstrukcji wsporników dachowych został obłożony gnejsem z pobliskiej kopalni. Jest to bezsprzecznie świetny budynek, chwalony między innymi za sposób, w jaki wpisał się w otaczający go krajobraz. Pomimo użycia lokalnego materiału abstrahuje on od lokalnej metodologii budowlanej i nie wzmacnia tradycyjnej tożsamości Vals. Równolegle jednak poprzez wykorzystanie rzeczonego kamienia, w sposób częściowo zrozumiały z perspektywy regionalnej, buduje potencjał na jej nową część. Słusznie robi to w niecałkowicie arbitralny sposób właśnie dzięki lokalnemu materiałowi.

Drugim intuicyjnym powodem budowania z lokalnej materii jest kontekst środowiskowy. Transport jest odpowiedzialny za niebanalną część śladu węglowego budów. Ślad wbudowany to suma śladów węglowych, które zostały wyemitowane podczas powstawania budynku (na przykład poprzez produkcję i transport materiałów, oraz sam proces budowy). W nowoczesnym budownictwie zawiera on coraz większą część jego całościowego śladu węglowego. Jest to spowodowane zarówno znaczącą poprawą wydajności budynków (co zmniejsza ich operacyjny ślad węglowy), jak i zwiększonym śladem węglowym budowania — ze względu na wyższe skomplikowanie i standardy, co powoduje większe nakłady materiałowe. Suma śladów węglowych dzisiejszych budynków w przeliczeniu na metr kwadratowy oczywiście spada, nie zmienia to jednak faktu, że w zakresie śladu węglowego wbudowanego musimy szukać wielu nowych rozwiązań, które pomogą w osiąganiu celów klimatycznych. Jedną z tych metod może być reintrodukcja lokalnej materii w procesach budowlanych. Jeżeli w kontekście polskim spojrzymy na budowanie z lokalnych materiałów, opcji, w zależności od regionów, mamy wiele.

Jeżeli jednak sparujemy ją z chęcią budowania budynków o niskim śladzie energetycznym wbudowanym, wachlarz znacząco się zawęża. Biorąc pod uwagę warstwę konstrukcyjną budynku, dobrą dla naszego położenia i powszechnie stosowaną alternatywą dla cegieł, stali i żelbetu jest drewno. Nie jest jednak rozsądne wsadzanie wszystkich jajek do jednego koszyka. Dlatego warto przyjrzeć się mniej popularnym rozwiązaniom: od konstrukcji konopnych po ziemne.

Jednym z najpopularniejszych i najłatwiej dostępnych materiałów globalnie jest ziemia. Była wykorzystywana nawet podczas budowy segmentów muru chińskiego oraz wielu miast północnej Afryki, południowej Ameryki i Europy. Współczesna teoria budownictwa z ubitej ziemi, próbując w stopniu maksymalnym uaktualnić swój charakter, stoi przed ciekawym wyzwaniem. Ziemia znakomicie reaguje na siły kompresujące, jest jednak bezbronna w konfrontacji z siłami rozrywającymi czy ukośnymi. Mury w technice rammed earth potrzebują więc być stabilizowane. W skali architektonicznej najczęściej stosowana jest stabilizacja chemiczna, czyli dodawanie do mieszanki piasków, pyłów, gliny i wody — cementu lub wapna palonego. W zależności od jakości tej mieszanki komponent stabilizujący to od 10 do nawet tylko 4 procent jej zawartości. Świętym Graalem współczesnego budownictwa z ubitej ziemi jest uzyskanie precyzyjnej mieszanki różnych typów piasków, pyłów i gliny, która w ogóle nie będzie wymagała cementu, równolegle gwarantując trwałość. Rammed earth potrzebuje jednak opieki, ochrony i konserwacji. W ten sposób obrazuje częstą bolączkę tradycyjnie stosowanych materiałów lokalnych. Prostsze w swojej strukturze technologie, jak dachy ze strzechy czy właśnie ziemia, dyktują wiele wymagań projektowych i konserwacyjnych, przez co nie są w stanie realnie konkurować z wysokoenergetycznymi materiałami, które je wyparły.

Z perspektywy środowiskowej materiałem lokalnym staje się również każdy odpad, niezależnie od jego oryginalnego pochodzenia. W 2022 roku wraz z Björnem Steinarem zaprojektowaliśmy i wykonaliśmy w Reykjavíku wnętrza galerii islandzkiej artystki, Hrafnhildur Arnardóttir. Pozyskaliśmy i poddaliśmy recyklingowi ponad 1500 kilogramów lokalnych odpadów z tworzyw sztucznych, powstały meble, wykończenia i oświetlenie. Tego typu recykling jest jednak działaniem niedoskonałym, polimery syntetyczne przy każdym kolejnym cyklu użycia tracą na jakości i ulegają zabrudzeniom, a ich ponowna separacja i puryfikacja jest bardzo trudna. Wtórne stosowanie materiałów budowlanych lub adaptacja odpadu niebudowlanego w architekturze, choć jeszcze nie stanowi znaczącego komponentu przemysłu budowlanego, słusznie staje się jego ważną częścią, podłączając architekturę do zagadnień ekonomii cyrkularnej.

Idąc dalej tym tokiem myślenia, lokalny staje się nawet odpad gazowy w formie dwutlenku węgla. Ma on potencjał na stałą mineralizację i wykorzystanie w formie kruszyw, na przykład do produkcji betonu. Pionierami w tej technologii jest firma Blue Planet, która wprowadza na rynek kruszywo produkowane w takim procesie. Około 40 procent masy tego kruszywa to zmineralizowany, uwięziony na tysiące lat dwutlenek węgla. Pozwala to na tworzenie budynków betonowych o ujemnym śladzie węglowym. Materiał Blue Planet został już użyty między innymi podczas rozbudowy lotniska w San Francisco. Zagadnienie lokalności w tym ujęciu staje się już skrajnie płynne, co w mojej ocenie nadaje mu ciekawej złożoności. Czym byłby dwutlenek węgla zmineralizowany w polskiej elektrowni powstały w wyniku spalania chińskiego węgla? Czy gonty, które ozdobiły elewacje People”s Pavillion na Dutch Design Week w 2017 roku (projekt Bureau SLA i Overtreders W), które zostały wykonane z plastikowych śmieci mieszkańców Eindhoven, są wykorzystaniem materiału lokalnego? W sensie środowiskowym tak, w sensie kulturowym — nie wiem.

Dom pod Rakiem

Dom pod Rakiem — proj.: JEJU.studio, wykonany w konstrukcji drewnianej HBE

fot.: © Marcel Skrzywanek

Globalna cyrkulacja materii, którą solidarnie napędzamy, jest wszechobecna. Łatwo ją demonizować. Na nieszczęście na każdy złożony problem można znaleźć proste i zrozumiałe rozwiązanie, które jest błędne. Celem nadrzędnym, globalnym zadaniem domowym, nie jest koniecznie stosowanie materiałów lokalnych, a dekarbonizacja. Rozwiązania takie jak kleje, membrany, ciepłe profile, żywice, polistyren, polipropylen i wiele innych, które umożliwiają nam obecnie skuteczne obniżanie energochłonności budownictwa w globalnej skali, w wielu wypadkach nie mają realnych alternatyw lokalnych. Ślad węglowy importu ropy lub gazu, z którego są produkowane, jest wielokrotnie zoffsetowany poprzez zmniejszoną energochłonność współczesnych budynków. Równolegle praca w kierunku maksymalnego zlokalizowania pozostałych procesów budowlanych (w szczególności w zakresie konstrukcji budynku) jest równie ważna i zawiera potencjał dalszej redukcji śladu środowiskowego budownictwa. Odnalezienie złotego środka (który dodatkowo jest i będzie środkiem ruchomym) pomiędzy działaniem lokalnym i działaniem wydajnym jest naszym celem. Nic nie znika, jedynie zmienia miejsce.

Iwo Borkowicz

Głos został już oddany

KOS Elektro System – jakość, funkcjonalność i styl
Prisma Collection – 50 kolorów farb proszkowych Super Durable
CAD projekt design – 3. edycja spotkań z projektantami wnętrz
INSPIRACJE