Łazienki na miarę XXI wieku – oazy spokoju i dobrego samopoczucia

Wczasy po łebkach. Książka „Ostatni turnus” Marcina Wojdaka

Kuba Głaz
14 lipca '22

Wczasy w PRL temat obszerny i słabo zagospodarowany. Poza ikonicznymi budynkami i kompleksami architektura ośrodków wypoczynkowych nie doczekała się rzeczowego popularnego opisu. Luki tej nie wypełnia również „Ostatni turnus” Marcina Wojdaka, nowa publikacja pełna zdjęć urlopowego socmodernizmu. Mało tu faktów, są za to rozbudowane impresje. Zabieg celowy, ale dyskusyjny.

To nie jest książka, na którą czekacie uprzedza na różne sposoby Wojdak w swoim drukowanym debiucie i zdaje się w ten sposób rozbrajać spodziewaną krytykę. Przeczuwa bowiem lub wie, że czytelnicy liczą na rzeczowe i dobrze udokumentowane kompendium o PRL-owskich wczasach i służącej im architekturze. Tego jednak u Wojdaka nie ma. Są za to dobre, nieoczywiste zdjęcia i pisarskie impresje, którym do tych fotografii daleko.

Marcin Wojdak „Ostatni turnus”

Marcin Wojdak „Ostatni turnus” — Wydawnictwo Znak, 2022

fot.: Jakub Głaz

instagramowe impresje

Wydane drukiem dzieło jest rozwinięciem instagramowego profilu Cosmoderna, na którym autor od kilku lat zamieszcza zdjęcia starych ośrodków wczasowych. Ostatniej zimy fotografie i towarzyszące im teksty można było oglądać na wystawie w kieleckim Instytucie Dizajnu. Teraz, u progu wakacji, dostaliśmy papierowy „Ostatni turnus. Pocztówki z wczasów w PRL-u”. Polski Ludowej nie ma tu jednak wiele  pojawia się raczej jako fantom. Zdjęcia są współczesne, podobnie jak powiązane z nimi impresje. We wstępie Wojdak zastrzega:

Nie znajdziecie tutaj bogatej faktografii, […] ani tym bardziej biogramów architektów projektujących ośrodki. Będzie za to dużo dialogów między fikcyjnymi postaciami [...]. Po tym, jak przejechałem kilka tysięcy kilometrów w poszukiwaniu najciekawszych ośrodków, jak zobaczyłem setki rozlatujących się stołówek, pomostów, tysiące zgniłych domków, zrozumiałem, że to nie ich architektura jest tu najważniejsza, bo ta bywa powtarzalna, ale emocje, które sobą wywołuje, czyli nostalgia, sentyment […].

fotograficzna synteza

Marcin Wojdak „Ostatni turnus”

Marcin Wojdak „Ostatni turnus” — Wydawnictwo Znak, 2022

fot.: Jakub Głaz

O kompendium wiedzy możemy zatem zapomnieć. Co wartościowego dostajemy w zamian? Przede wszystkim przegląd fotografii ze starych ośrodków wypoczynkowych. Miejsc rozsianych po niemal całej Polsce — znanych nielicznym, zapomnianych, opuszczonych, ukrytych w lasach i za płotami, wypełnionych budynkami, o których nie wspominają monografie powojennej architektury. Owszem, Wojdak pisze o ikonach, takich jak na przykład uzdrowisko w Zawodziu (proj.: Henryk Buszko, Aleksander Franta, Tadeusz Szewczyk), ale — i to jest wielka wartość jego pracy — pokazuje mniej spektakularne przykłady. Dostajemy zatem przekrojową syntezę PRL-owskiego ośrodka, w której mieszczą się i budowane z rozmachem ośrodki partyjne, jak i znacznie skromniejsze domki stawiane przez uboższe zakłady pracy. Tylko nieliczne — jak bardzo interesujący Posejdon w Jastarnii — działają nadal w niemal niezmienionej formie. Natomiast spora część zaraz zniknie, niektórych już nie ma. Inne, nad czym autor boleje, modyfikowane są w paskudny sposób. Tym większa jest dokumentalna wartość zdjęć Wojdaka, których walorem bywa dodatkowo pustka otaczająca budynki. Zdjęcia powstawały poza sezonem.

Marcin Wojdak „Ostatni turnus”

Marcin Wojdak „Ostatni turnus” — Wydawnictwo Znak, 2022

fot.: Jakub Głaz

Czy u czytelników fotografie te wywołają jednak wspomnianą nostalgię za zjawiskiem wczasów, które obrosło grubą skórą skojarzeń, kodów kulturowych, stało się tematem piosenek, filmowych scenek i ironicznych komentarzy Polskiej Kroniki Filmowej? Fundusz Wczasów Pracowniczych, wczasy zakładowe, turnusy, wieczorki zapoznawcze, kulturalno-oświatowy. Te słowa budzą u starszych na pewno żywe wspomnienie wzmocnione niekiedy sentymentem. Dla młodszych „wczasy” to jednak jedynie popkulturowy gadżet, niedoświadczony osobiście, zatem tym prostszy w swobodnej obróbce i przetwarzaniu. Prostszy pozornie, bo pełen pułapek.

pagórki i rowy

Wpadł w te sidła i trzydziestosiedmioletni Wojdak, który, czego żałuje, wczasów w PRL-owskim wydaniu nigdy nie przeżył. Mimo że metrykalnie sytuuje się na styku obu pokoleń, z pewnością bliżej mu do młodszej generacji. Stąd też swoboda w snuciu impresyjnych opowiadań, którymi przeplatane są fotografie. Poziom? Przygotujcie się na turbulencje. Wojdak czasem wspina się na prozatorskie pagórki, ale częściej ląduje w głębokich rowach, zwłaszcza tam, gdzie wplata w treść anonsowane już tu wyimaginowane dialogi. Czy przez brak słuchu, czy przez skromne pisarskie doświadczenie, zdania szeleszczą papierem, na którym kleksami zaznaczają się co jakiś czas wulgaryzmy. Przekleństwa, rzecz nierzadko zasadna, ale tu — mimo luźnego tematu — podawana jest cepem. Niemniej i ten zarzut autor rozbraja w jednym z wymyślonych dialogów, po użyciu „kurwy” w formie przecinka:

— Po co tu ta kurwa?
— Jak to po co? Bez niej to nie byłoby zdanie.

W opowiadaniach znajdziecie też sporo okołoseksualnych wtrętów na poziomie podpitego wuja lub luźnej gadki kumpli z podwórka. Po co? Odpowiedź ukryła się chyba w wywiadzie, którego autor udzielił magazynowi Vogue:

Mam nadmiar myśli, muszę je gdzieś upłynnić i te teksty okazały się dobrym sposobem. Piszę je dość szybko — patrzę na zdjęcie, szukam skojarzenia, nawet najbardziej odległego, z nazwą, jakimś przedmiotem, czymkolwiek i lecę.

przestrzeń do zagospodarowania

W ten sposób czasem więcej dowiecie się o samym Wojdaku niż o opisywanych przez niego obiektach. „Ostatni turnus” wygląda, jak by go pisano przeciwko niewidzialnemu recenzentowi lub redaktorowi, który bezskutecznie stara się przekierować autora w bardziej racjonalne i spójne rejony. Forma całości rozłazi się, rozpada, butwieje — podobnie jak część opisanych i sfotografowanych obiektów. Jeśli o to chodziło, to zabieg się udał. Jest spójność formy i treści.

Jednak najlepiej dzieło wypada tam, gdzie dostarcza rzeczowych informacji — w obszernych podpisach, danych adresowych, czy niektórych tekstach wolnych od zbyt wartkiego strumienia świadomości. Czuć, że autor wie znacznie więcej, ale się z tym nie zdradza. Być może dlatego, że nie wie dostatecznie dużo, by napisać rzeczowe, a zarazem kompletne dzieło. Stąd pewnie ucieczka w luźne impresje. Temat wypoczynkowej architektury PRL-u jest bowiem bardzo pojemny i trudny w eksploracji. Opór stawiają rozproszone lub zaginione archiwa, zmieniający się właściciele, zawodna pamięć użytkowników. Gdy nie ma się natury dociekliwego badacza, można, po prostu, nie dać rady. Stale jest zatem przestrzeń do zagospodarowania. Jeśli nie przez jednego autora, to może przez sprawny i zgrany kolektyw — jak w przypadku „Architektury VII dnia” (Izabela Cichońska, Karolina Popera, Kuba Snopek) czy „Atlasu Altan” (Wojciech Mazan, Paul Cetnarski, Dominika Dymek, Mirabela Jurczenko, Rafał Śliwa).

Fotograficzny research już jest. Teraz czas na porządną robotę.

 
Jakub Głaz

Głos został już oddany

Poznaj nowości produktowe ALUPROF i zyskaj rabat!
Cegły i płytki ręcznie formowane
Advertisement
Poznaj 5 historii o tym, jak światło dzienne potrafi zmienić przestrzeń w Twoje ulubione miejsce
TRENDY [2022] - Przestrzenie zewnętrzne – trendy 2022