reklama
Zostań użytkownikiem portalu A&B i odbierz prezenty!
Zarejestruj się w portalu A&B i odbierz prezenty
maximize

Nowa prezeska SARP-u „Wybrzeże”: Nie pozwolę na sprzedaż wątpliwej jakości „pamiątek” w Złotej Bramie

06 lutego '24

Powinniśmy próbować w jakimś stopniu eliminować ruch kołowy. Uważam, że nasze stowarzyszenie ostatnio za rzadko brało udział w debacie o kształtowaniu przestrzeni. Chcę to zmienić, będziemy sugerować miastu, instytucjom, jak sprawić, by mieszkańcy częściej wybierali komunikację miejską lub rowery – mówi Natalia Balcerzak, prezeska SARP-u „Wybrzeże”.

Ewa Karendys: — Na stanowisku prezesa SARP Oddział „Wybrzeże” zaszła zmiana pokoleniowa. Czy przełoży się to na podejścia do kształtowania przestrzeni miasta?

Natalia Balcerzak*: — Kiedy osiem lat temu kolega Paweł Wład. Kowalski kandydował na prezesa, miał jedną konkurentkę. I to właśnie byłam ja. Paweł wygrał kilkoma głosami i pełnił tę funkcję przez dwie kadencje. Z perspektywy czasu stwierdzam: dobrze, że tak się stało, wtedy miałam mniejsze doświadczenie, mniej możliwości sprawczych. W SARP O. „Wybrzeże” jestem od 2009 roku czyli od kiedy pozwalał mi na to obowiązujący wówczas statut. W kadencji 2012-2015 byłam członkiem zarządu oddziału. W 2015 zostałam wiceprezeską, a od 2019 roku byłam przewodniczącą Głównego Sądu Koleżeńskiego SARP. I dzięki temu doświadczeniu, mam nadzieję, moja rozpoczynająca się kadencja da mi więcej możliwości.

Na pewno ważna będzie dla mnie konsolidacja naszego środowiska, ale też integracja z samorządem terytorialnym. Celem nadrzędnym jest remont Złotej Bramy, przywrócenie jej dawnego blasku. Poza tym nie jestem zwolenniczką rozlewania się miasta, powinniśmy skupić się na centrotwórczym kształtowaniu przestrzeni. Bardzo bym też chciała, żeby nasz głos mocniej wybrzmiewał w dyskusjach o ważnych inwestycjach w mieście.

Zostańmy na chwilę przy Złotej Bramie. W ostatnich latach wokół cennego zabytku, który jest w rękach SARP-u, narosło wiele kontrowersji. Stowarzyszenie znalazło się pod ostrzałem krytyki za dopuszczenie handlu chińszczyzną w bramie, a później za szpetne ogrodzenie zabytku. Wcześniej kontrowersje wywoływała wielkoformatowa reklama wywieszona na siedzibie SARP-u, czyli sąsiadującym ze Złotą Bramą zabytkowym Dworze Bractwa św. Jerzego.

Byłam w zarządzie, gdy musieliśmy podjąć się niechlubnego udostępnienia przestrzeni Złotej Bramy dla handlu, bo po prostu zmagaliśmy się z problemami finansowymi. Natomiast na ten moment sytuacja oddziału, z tego co przekazano nam na Walnym Zebraniu Członków Oddziału, jest bardzo dobra. Choć nie na tyle zadowalająca, żeby z własnych środków wykonać remont Złotej Bramy. Będziemy starali się zrobić wszystko, co w naszej mocy, żeby pozyskać środki na remont zabytku i jak najszybciej usunąć ogrodzenie. Rozważamy też utworzenie publicznej zbiórki na remont. A w ramach wdzięczności moglibyśmy udostępnić wnętrze Złotej Bramy dla mieszkańców i turystów w wybrane dni. Albo na przykład za wpłatę darowizny na rzecz remontu Złotej Bramy zorganizować wspólne zwiedzanie wnętrz tego pięknego zabytku wraz z przedstawieniem jego historii. Pomysłów mam bardzo dużo!

Ogrodzenie Złotej Bramy wywołuje wiele kontrowersji

Ogrodzenie Złotej Bramy wywołuje wiele kontrowersji

fot. Grzegorz Mehring/gdansk.pl

Ile pieniędzy potrzeba na remont?

Realny koszt naprawczy Złotej Bramy to ok. 2,5 mln zł.

Czy kontrowersyjnych działań już nie będzie?

Dopóki jestem prezeską, nie pozwolę na sprzedaż wątpliwej jakości „pamiątek” w Złotej Bramie, dlatego że jest to wyjątkowy zabytek i powinien być wolny od jakiegokolwiek handlu. Wcześniejsza sprzedaż detaliczna była po prostu doraźną i jednorazową pomocą.
Natomiast jeśli chodzi o reklamy zewnętrzne: kiedy będziemy remontować Złotą Bramę, to jedyną formą jaką jestem w stanie sobie wyobrazić jest reklama branżowa na siatce zabezpieczającej. I to jeśli znajdzie się sponsor, który pomoże nam w sfinansowaniu zakupu materiałów.

Ograniczenie samochodów w centrach miast, uwzględnianie potrzeb pieszych – czy te trendy, które rozpędzają się wreszcie w naszych miastach są pani bliskie?

Jak najbardziej. Sama jestem dobrym przykładem, pracownię projektową prowadzę we Wrzeszczu, mieszkam na Chełmie. Odległość ok. 5 km pokonują pieszo, rowerem, choć zdarza się też samochodem. Projektuję nie tylko na terenie Trójmiasta, ale i w różnych częściach kraju, stąd samochód jest mi potrzebny do bieżącej działalności.

Natomiast jak najbardziej jestem za tym, żeby wyprowadzać samochody z centrów miast. W ogóle jestem wielką fanką Skandynawii – tamtejszej architektury i podejścia do projektowania publicznych przestrzeni. W Gdańsku mamy ogromny problem z parkingami i przeciążeniem ulic. Niestety, do tego doprowadza rozlewanie się miasta na zewnątrz, infrastruktura drogowa nie nadąża za rozrostem przestrzeni miejskiej. Powinniśmy próbować w jakimś stopniu eliminować ruch kołowy. Uważam, że nasze stowarzyszenie ostatnio za rzadko brało udział w debacie o kształtowaniu przestrzeni. Chcę to zmienić, będziemy sugerować miastu, instytucjom, jak sprawić, by mieszkańcy częściej wybierali komunikację miejską lub rowery.

Złych przykładów nie trzeba szukać daleko, wystarczy spojrzeć na wyremontowaną Ogarną. Wybrukowaną, bez zieleni, nieprzyjazną dla rowerzystów.

Pomimo mojego wielkiego szacunku do przeszłości, nie jestem przekonana, że wracanie na siłę do stylizowanych nawierzchni to dobry kierunek. Powinny być one dostosowane do potrzeb użytkowników: bo mamy przecież rodziców z wózkami, osoby jeżdżące rowerem i hulajnogą, osoby z niepełnosprawnością, poruszające się na wózkach inwalidzkich i o kulach. Nie można też zapominać o takich prozaicznych aspektach, jak chodzenie w butach na wysokim obcasie. Sama chodzę w szpilkach i na brukowanej powierzchni zniszczyłam już wiele par butów. A co do zieleni – w mojej ocenie to błąd, że nie wykonano żadnych nasadzeń. Nie rozumiem tego pomysłu, szczególnie w czasach kryzysu klimatycznego.

Od lat mówimy o tym, że Targ Węglowy, sąsiadujący zresztą z siedzibą SARP-u, powinien wreszcie służyć ludziom, a nie samochodom. Zgadza się pani z tym?

Niewątpliwie parking nie jest najszczęśliwszą funkcją tejże przestrzeni. Rozumiem, że jest on potrzebny, ale w tej chwili mamy Forum Gdańsk, które mogłoby odciążyć tę część miasta, jeśli chodzi miejsca parkingowe. Jestem za tym, żeby Targ Węglowy był dostępny dla wszystkich i żeby był to plac miejski z kawiarniami, ogródkami gastronomicznymi, lodowiskiem, coś na zasadzie rynku. Jak to jest możliwe, że Gdańsk nie posiada centrotwórczego placu? Owszem, zimą jest Jarmark Bożonarodzeniowy – i to jest świetna inicjatywa – choć mam pewne zastrzeżenia co do profilu działalności handlowej. Powinniśmy mocniej postawić na wyroby artystów, rzemieślników, na rękodzieło artystyczne, dziś niestety dominują stoiska gastronomiczne.

Jeżeli miasto wróci do debaty, jak zagospodarować Targ Węglowy, to gwarantuję, że SARP będzie w niej uczestniczył, postulując o znalezienie alternatywy dla miejsc parkingowych.

Obok Targu Węglowego mamy budynek LOT-u. Sytuacja jest patowa, mimo rozstrzygniętego konkursu działka nie może doczekać się nowej zabudowy. Konkursowy projekt, który wywoływał kontrowersje powinien być zrealizowany?

Z jednej strony mam do tego budynku duży sentyment, bo stoi tam odkąd pamiętam. Z drugiej zaś powinniśmy postawić na uzupełnienie tej tkanki. Natomiast nie jestem przekonana, czy projekt który wygrał konkurs ma odpowiedni kształt i formę. Może warto rozważyć organizację jeszcze jednego konkursu, albo chociaż warsztatów, które pokazałyby potencjał tej przestrzeni. Konkurs rozstrzygnięto siedem lat temu. Od tego czas mocno zmieniło się postrzeganie przestrzeni. Na pewno chciałabym poznać więcej możliwości: zobaczyć ten budynek w formie wysokiej zabudowy i niskiej, albo w formie nieoczywistej — na przykład w kształcie kuli (śmiech). Tego zabrakło. Chciałabym mieć możliwość porównania różnych propozycji i wtedy mogłabym odpowiedzieć, czy warto wrócić do pracy konkursowej, czy zupełnie zmienić podejście, wzorując się na innych realizacjach ze świata.

Gorącym tematem jest też Młode Miasto, gdzie wreszcie udało się przełamać inwestycyjny impas i mamy już pierwsze inwestycje mieszkaniowe i usługowe. Ale czy  zabudowa, która powstaje, jest godna nowopowstającej dzielnicy z którą wiązaliśmy wielkie nadzieje?

Bardzo się ucieszyłam, kiedy dowiedziałam się, że ta część miasta wreszcie będzie zabudowana, a od ulicy Elektryków przejdziemy aż do nabrzeża Motławy, mijając supernowoczesne osiedla. Natomiast mam spore obawy o osiedla-widmo, które tam powstają, czyli budynki mieszkalne o statusie krótkoterminowego najmu lub zamieszkiwane jedynie latem przez właścicieli z różnych części kraju i świata. I choć poprawiamy jakość techniczną zabytkowych przestrzeni, wyremontowane będą stoczniowe hale, to jednocześnie zamykamy tę przestrzeń, bo lokale mieszkalne są niedostępne dla zwykłego śmiertelnika, który chciałby tam zamieszkać.

Jak dotąd nie widać też oddolnych działań, które spowodują, że to miejsce naprawdę ożyje. Przykładowo w Szwecji w nowej poprzemysłowej dzielnicy Malmö, — Västra Hamnen ludzie tańczą tango, salsę, powstał skatepark oblegany przez młodych ludzi, miejsce do gry w tenisa stołowego. Tymczasem my stawiamy na bardzo prestiżową dzielnicę, ale zupełnie zapominamy o kwestiach mentalnych, społecznych, socjalnych. O łączeniu różnych odbiorców tej przestrzeni. Dziesięć lat temu napisałam artykuł opisujący procesy rewitalizacji ale i związane z tym ryzyka gentryfikacji. Niestety wnioski tam zawarte potwierdzają się. Ożywiamy przestrzeń, poprawiając stan techniczny i jednocześnie ją zamykamy albo udostępniamy wybranym odbiorcom, chwaląc się że coś rewitalizujemy. Przecież to nie ma nic wspólnego z rewitalizacją.

W mediach nazywamy takie miejsca „enklawami luksusu”. I myślę, że Wyspa Spichrzów jest podobnym przykładem. Owszem, mamy mieszkania, restauracje hotele. Ale żadnej społecznej infrastruktury takiej jak biblioteka czy mały dom kultury.

Zgadza się. Nabrzeże wygląda pięknie, ale niektóre restauracje są bardzo drogie, często podkreślam, że nie stać mnie na to, żeby zjeść w Gdańsku wielodaniową kolację. Ale jak pojadę na przykład na wakacje, czy to na Wyspy Kanaryjskie, czy do Włoch, to w zasadzie mogę jeść niemal w każdej knajpie i to codziennie kilka razy. Tam jest zupełnie inne podejście biznesowe, inne podejście do życia. A my stawiamy na to, że ma być bardzo luksusowo. A jak luksusowo, to musi być drogo. I wtedy Gdańsk staje się niedostępny dla swoich obywateli, tylko głównie dla turystów.

Ale to nie tylko wina deweloperów, ale też Miasta. W końcu Wyspa Spichrzów powstała w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego, a grunty do inwestycji wniósł Gdańsk.

Rzeczywiście, Gdańsk nie partycypuje w tych działaniach. Bo chociaż jakąś część lokali na parterze, albo chociaż jeden lokal, można było przeznaczyć na dom kultury. Albo miniteatr. Niech to będzie przestrzeń dla integracji np. osób wykluczonych, czy integracji międzynarodowej — bo w Gdańsku mamy wielu mieszkańców rożnych narodowości.

Nowa zabudowa na północnym cyplu Wyspy Spichrzów

Nowa zabudowa na północnym cyplu Wyspy Spichrzów

Dariusz Kula/ Granaria


Jeszcze kilka lat temu mieliśmy bardzo duże oczekiwania, wierzyliśmy, że na terenach Młodego Miasta powstanie wyjątkowa zabudowa, ikony architektury. Niestety, na razie nic na to nie wskazuje.

Ocenienie pracy innych, to zawsze trudny temat, bo oczywiście nikt nie lubi być krytykowany i ile realizacji tyle opinii. Natomiast faktycznie zgadzam się z tym. Wystarczy spojrzeć na przykład Malmö, czy HafenCity w Hamburgu, gdzie słynna filharmonia jest ikoną świetnej architektury. Natomiast nie wiem z czego to wynika, ale – to moja opinia — obiekty, które do tej pory zostały zrealizowane na Młodym Mieście nie są wybitne. Na pewno nie wywołują efektu „wow” i nie powodują, że ich wyraz architektoniczny na długo mam w pamięci.

Wielkie kontrowersje wywoływał Bastion Wałowa, moim skromnym zdaniem ten budynek nie powinien nigdy powstać. Na początku mocno się wyróżniał — w złym tego słowa znaczeniu. Natomiast teraz, kiedy powstają inne obiekty, Bastion Wałowa aż tak nie razi, bo ma silną konkurencję. Obawiam się, że jeżeli będziemy zmierzali w takim kierunku to po prostu zagospodarujemy tereny postoczniowe. I tyle. Ale nie powstanie żadna nadzwyczajna wyróżniająca się architektura, którą moglibyśmy pochwalić się za granicą. Moim marzeniem jest to, żeby na terenach stoczni powstały obiekty, o tak wyjątkowych walorach, że moi zagraniczni koledzy po fachu będę przyjeżdżać do Gdańska również po to by szukać inspiracji. Gdańsk jest piękny ale może być jeszcze piękniejszy.

Jak to zrobić?

Na tak ważnych terenach zdecydowanie powinny być przeprowadzone konkursy. Tym bardziej, że jest to taka przestrzeń, gdzie można „poszaleć”. Natomiast zaczęliśmy źle i kontynuujmy taką tę wątpliwą jakość. Panuje podejście, że nie ma sensu wybijać się jakąś dominantą czy budynkiem futurystycznym. A ja sobie właśnie tak wyobrażam stocznię: kompilacja różnych obiektów, stylów, każdy inny, wyjątkowy, zachwycający gości z różnych części świata. Dlaczego nie możemy, w porozumieniu z władzami samorządowymi i konserwatorem zabytków, zmobilizować inwestorów do przeprowadzenia konkursów osobno na każdy kwartał lub każdy budynek? Przecież takie wspólne działanie niemal skazane jest na sukces.

Wracając do działalności SARP-u przed panią niełatwe zadanie. Jak zintegrować zróżnicowane środowisko architektów?

Po pierwsze, musimy zintegrować się z Izbą Architektów. Mimo, że dzielimy siedzibę, część naszych pomieszczeń, a sama jestem członkiem zarówno Izby Architektów, jak i SARP-u, nigdy tej konsolidacji nie czułam. Natomiast jeżeli jako środowisko będziemy mówić jednym głosem, będzie on bardziej słyszany. Uprzedziłam pozostałych członków zarządu oddziału, że naszą pierwszą wspólną „delegacją” będzie spotkanie z Radą Pomorskiej Izby Architektów RP.

Chcę organizować wspólne seminaria, wykłady, i to nie tylko dla architektów, ale i dla klientów. Uważam, że powinniśmy edukować naszych inwestorów, jeśli chodzi o podejście do projektowania. A nie być tylko takimi kreślarzami, którzy po prostu mają za zadanie wykonać projekt i zrobić dokładnie tak, jak chce klient. Owszem, klient ma oczekiwania, ale my jesteśmy od tego, żeby czasem coś wytłumaczyć. Doradzić, powiedzieć, że coś jest nieodpowiednie, może przesadzone skalą, powierzchnią. Dobry architekt to niejednokrotnie prawnik, psycholog i świetny menadżer w jednej osobie.

Co jeszcze?

Marzą mi się spotkania, gdzie będziemy mogli wspólnie podyskutować o architekturze na forum. Nie chodzi o to, żebyśmy wzajemnie krytykowali swoją pracę, tylko żebyśmy wymieniali się poglądami i doświadczeniami. Chcę integrować środowisko młodych architektów i starszych członków stowarzyszenia, którzy mają przeogromną wiedzę i doświadczenie. Naprawdę warto żebyśmy z tego korzystali. Przy okazji zachęcam wszystkich architektów do wstąpienia do naszego stowarzyszenia, bo rzeczywiście w SARP-ie zaszła zmiana pokoleniowa i biorę pełną odpowiedzialność za tę przemianę. Ponadto mam poczucie misji do spełnienia.

*Natalia Balcerzak – architektka IARP, od stycznia prezeska Stowarzyszenia Architektów Polskich Oddział „Wybrzeże”. W latach 2012-2017 członek Zarządu i Wiceprezes ds. zewnętrznych. W latach 2019-2024 Przewodnicząca Głównego Sądu Koleżeńskiego SARP. Jest absolwentką Wydziału Architektury Politechniki Gdańskiej, założycielką pracowni projektowej NB ARCHITEKCI. Autorka i współautorka wielu projektów koncepcyjnych, budowlanych i wykonawczych. Specjalizuje się w dziedzinie renowacji obiektów objętych ochroną konserwatorską. W 2017 r. obroniła tytuł doktora nauk technicznych na Politechnice Gdańskiej. Pracę projektową wykonuje nieprzerwanie od 2006 r.

Rozmawiała: Ewa Karendys

Głos został już oddany

KOS Elektro System – jakość, funkcjonalność i styl
Prisma Collection – 50 kolorów farb proszkowych Super Durable
CAD projekt design – 3. edycja spotkań z projektantami wnętrz
INSPIRACJE