Zobacz w portalu A&B!
Zostań użytkownikiem portalu A&B i odbierz prezenty!
Zarejestruj się w portalu A&B i odbierz prezenty

Z daleka widok jest przepiękny – o domach do 70 metrów kwadratowych

24 sierpnia '22

Tekst i rozmowy pochodzą z numeru 05/22 Architektura&Biznes.

Rok 2022 to zmiany legislacyjne w ramach Polskiego Ładu, które obejmują także obszar architektury. Czy w związku z programem polskiego rządu w dziedzinie budownictwa adekwatny jest skrót od przymiotnika „ład-nie”? W jakich kategoriach najsprawiedliwiej byłoby rozpatrywać nowe prawo o domach jednorodzinnych do 70 metrów kwadratowych oraz towarzyszący mu konkurs na modelowy dom jednorodzinny?

proj.: Szymon Pleszczak

proj.: Szymon Pleszczak

© Szymon Pleszczak

Podnieść jakość estetyczną polskiego krajobrazu, zwiększyć harmonię i ład przestrzeni z zabudową indywidualną” — to założenia konkursu na projekt modelowego domu jednorodzinnego o powierzchni do 70 metrów kwadratowych, zorganizowanego przez Główny Urząd Nadzoru Budowlanego, ogłoszonego pod koniec 2021 roku. Posługując się dużym uogólnieniem, można powiedzieć, że od czasów pierwszych książek Filipa Springera o kondycji polskiego krajobrazu architektonicznego wszyscy estetyczni wrażliwcy, architekci i historycy marzyli o dniu, w którym rządowi decydenci umieszczą plastykę polskiej rzeczywistości w orbicie swoich zainteresowań. We wrześniu 2021 roku premier Mateusz Morawiecki ogłosił, że w ramach Polskiego Ładu, sztandarowego programu społeczno-gospodarczego rządu PiS, zostanie wprowadzona możliwość budowy niewielkich domów jednorodzinnych bez pozwolenia na budowę, bez kierownika budowy i bez dziennika budowy — pod warunkiem, że jego powierzchnia nie przekroczy 70 metrów kwadratowych. Zmiany, tak jak i cały Polski Ład, zostały przyjęte przez Sejm błyskawicznie, a nowe prawo zaczęło obowiązywać 3 stycznia 2022 roku. 18 stycznia 2022 roku ogłoszono wyniki wspomnianego konkursu. W pięcioosobowym jury zasiedli architekt Adam Baryłka (przewodniczący), architekt Piotr Wiss, prof. Zbigniew Kledyński, prof. Jerzy ObolewiczTomasz Saciłowski. Funkcję sędziów rezerwowych przypisano Radosławowi Sekundzie, Wiesławowi Leszkowi Baranowiczowi i architektowi Adamowi Popielewskiemu. Laureaci otrzymali nagrody pieniężne w wysokości 5000 złotych i zostali zaproszeni do negocjacji w trybie zamówienia z wolnej ręki na wykonanie projektów budowlanych. Projekty opracowane na bazie prac konkursowych zostaną udostępnione inwestorom bezpłatnie w II kwartale 2022 roku do wykorzystania przy zaspokojeniu własnych potrzeb mieszkaniowych (w nowym prawie istnieje zapis o konieczności budowy na własne potrzeby pod groźbą odpowiedzialności karnej).

proj. KGA Konrad Garbowski

proj. KGA Konrad Garbowski

© KGA Konrad Garbowski


Na papierze i w teorii, wszystkie te założenia wyglądają ład-nie i optymistycznie. Ale podobnie jak w filmie Anki i Wilhelma Sasnalów, którego tytuł jest także tytułem tego artykułu, zoom na detale nowego prawa i wyniki konkursu odkrywa niekompletność i ryzyka nowej rzeczywistości budowlanej. Wśród najważniejszych spraw można wymienić na przykład niezręczność — z punktu widzenia środowiska — całej sytuacji, w której do konkursu zaprasza się architektów, wiedząc, że ich projekty mają później być dostępne za darmo, w sytuacji, w której rynek komercyjnych domów jednorodzinnych ma się naprawdę dobrze. Innym zagadnieniem jest brak nadzoru nad efektami budów — nie ma gwarancji i narzędzi do skontrolowania, czy nowe domy jednorodzinne będą bezpieczne i trwałe, nie mówiąc już o ich ekologiczności. W świetle tych dwóch poważnych tematów kwestie estetyczne należałoby rozstrzygać na samym końcu. Przeglądając zwycięskie projekty, ma się wrażenie, że to klony jednego i tego samego modułu: klocka opatrzonego dwuspadowym dachem. Oczywiście są wyjątki od tego schematu, trudno jednak szukać kandydatów na „nowy styl” narodowy. Ale może to przeskalowane oczekiwania? Może do dostatecznie dobrej estetyki polskiego krajobrazu architektonicznego wystarczą poprawne proporcje, harmonijne bryły i dobrej jakości materiały? Niestety, z tymi ostatnimi także będzie problem... By lepiej zrozumieć kontekst, naturę i skutki konkursu, poprosiliśmy o komentarz Dorotę Cabańską, p.o. Głównego Inspektora Nadzoru Budowlanego, oraz Jerzego Grochulskiego z Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej, byłym p.o. prezesa SARP.

proj.: ARCH-STUDIO Pracownia Projektowa

proj.: ARCH-STUDIO Pracownia Projektowa

© ARCH-STUDIO Pracownia Projektowa

WSZYSTKIE PROJEKTY KONKURSOWE ZOBACZĄ PAŃSTWO NA PORTALU A&B

rozmowa z Dorota Cabańską, p.o. Głównego Inspektora Nadzoru Budowlanego

Ania Diduch: Czy jedną z ambicji konkursu było wyłonienie nowej, świeżej typologii polskiego domu rodzinnego?

Dorota Cabańska: Podstawowym celem konkursu było wyłonienie projektów o wysokich walorach architektoniczno-funkcjonalnych, ekologicznych, oszczędnych i estetycznych, które będą udostępnione wszystkim zainteresowanym do wykorzystania przy zaspokajaniu własnych potrzeb mieszkaniowych.

Konkurs dał szansę na powszechne zaistnienie najlepszych, dostępnych i uniwersalnych rozwiązań architektonicznych. W dłuższej perspektywie wyłonione projekty mają szansę podnieść jakość estetyczną polskiego krajobrazu, zwiększyć harmonię i ład przestrzeni z zabudową indywidualną.

Ania: Czy istnieją regulacje prawne mówiące, że budując taki dom, trzeba wybierać z katalogu konkursowego, czy to tylko propozycja, a ostatecznie dom może wyglądać dowolnie, byle nie przekraczał maksymalnej powierzchni?

Dorota: Ustawodawca nie powiązał nowych przepisów prawnych z koniecznością wykorzystania projektów konkursowych przy budowie własnych czterech kątów. Jest to dodatkowa możliwość, pozostająca do wyboru inwestora. Projekty będą bezpłatne, są więc atrakcyjną alternatywą dla projektów rynkowych.

Dorota Cabańska

Dorota Cabańska

© Dorota Cabańska

Ania: Przeglądając zwycięskie domy na stronie konkursu, trudno mi było oprzeć się wrażeniu, że są po prostu takie same... Są wariacjami na temat pewnego stereotypu. W jaki sposób należy rozumieć ten stan rzeczy?

Dorota: Zwycięskie projekty odzwierciedlają najnowsze kierunki i trendy na rynku. To oznacza prostotę, oszczędność formy i bryły. Sądzę, że mamy tu jednak rozwiązania dość urozmaicone stylistycznie: nowoczesne i tradycyjne, z płaskim i spadzistym dachem, dużymi i mniejszymi przeszkleniami. Oczywiście, odzwierciedlają one trendy na rynku domów katalogowych, ale można to potraktować jako atut. Tego rodzaju obiekty już od dłuższego czasu cieszą się na rynku budowlanym bardzo dużym zainteresowaniem wśród inwestorów.

Ania: Co było największym zaskoczeniem w związku z nadesłanymi pracami konkursowymi?

Dorota: Największym zaskoczeniem była duża różnorodność nadesłanych prac, a także ich wysoki poziom. Gdyby prac było dwa razy więcej, mielibyśmy spory problem z wyborem tych najlepszych.

proj.: SLZ Pracownia Projektowa architekt Sławomir Łażewski

proj.: SLZ Pracownia Projektowa architekt Sławomir Łażewski

© SLZ Pracownia Projektowa architekt Sławomir Łażewski

Ania: Ile zgłoszeń wpłynęło w pierwszym etapie?

Dorota: W pierwszym etapie wyłoniono czterdziestu dziewięciu uczestników, którzy zostali zaproszeni do przesłania prac konkursowych.

Ania: Jakie rozwiązania proekologiczne były najczęstsze, a które okazały się miłym, innowacyjnym zaskoczeniem?

Dorota: Najbardziej oczywiste pomysły, a tym samym najbardziej zaawansowane technologicznie i kosztowne, to panele słoneczne i pompy ciepła. Miłym zaskoczeniem były natomiast pomysły niewymagające dużych nakładów, a pokazujące pewną wrażliwość projektantów, takie jak zbiorniki na deszczówkę, kompostowniki i wyznaczone w planie zagospodarowania terenu miejsca na ogrody warzywne.

rozmowa z Jerzym Grochulskim, Wydział Architektury Politechniki Warszawskiej i byłym p.o. prezesa SARP.

Ania Diduch: Czy ten konkurs będzie cezurą dla historii polskiej architektury?

Jerzy Grochulski: Absolutnie nie. Ten konkurs jest wydarzeniem, o którym, mam wrażenie, wielu architektów już zapomniało, że się w ogóle odbył. Znaczenie tego konkursu dla architektonicznego środowiska twórczego nie było duże. Na pewno było inaczej postrzegane z punktu widzenia organizatora, czyli ogólnie rzecz ujmując struktur rządowych, którym zależało na bardzo populistycznym potraktowaniu problemu. Dla inwestorów prywatnych jest on w skali kraju zauważalny, niewydolność przepisów architektoniczno-budowlanych i związana z tym czasochłonność procedur wydawania pozwoleń na budowę powodują bowiem, że ci inwestorzy odnoszą się krytycznie do problemów administracyjnych i czasu, jaki jest potrzebny do przeprowadzenia inwestycji.

Ania: Wobec tego konkursu mogłoby nie być, a procedura, tak czy inaczej, powinna zostać uproszczona?

Jerzy Grochulski: Tak postawione zagadnienie trzeba opatrzyć szerszym komentarzem na temat tego, czym jest procedura wydawania pozwoleń na budowę i czym jest budownictwo jednorodzinne w Polsce. Z punktu widzenia jakości przestrzeni, czy sposobu jej zagospodarowania, poza miastami mieszkaniowe budownictwo indywidualne zasadniczo stanowi o jakości naszego krajobrazu. Polska jest piękna pod względem ukształtowania terenu i przyrody, ale ocena ta niekoniecznie dotyczy kreacji architektonicznych osadzonych w takim kontekście. Brzydota architektury manifestuje się często w poszukiwaniu nowych form budownictwa jednorodzinnego, co jest w mojej ocenie odbiciem naszej narodowej cechy, którą można sprowadzić do stwierdzenia „będę inny od sąsiada”. Zwykle nie ma ku temu wystarczających podstaw. W związku z decyzją o budowie domu odbywają się wśród inwestorów indywidualnych poszukiwania takich form, które w sąsiedztwie są niespotykane. Przez to spójność przestrzeni jest bardzo mocno zachwiana, zdolność przeciętnego inwestora indywidualnego do podporządkowania się regułom zagospodarowania przestrzennego jest bowiem bardzo ograniczona. Na to nakłada się również cały złożony problem podziałów własnościowych. Mamy w Polsce bardzo specyficzny sposób dochodzenia do własności terenu: w nie tak odległej przeszłości stosunkowo wąskie łany pól uprawnych, również części tych pól, które przylegały zwykle do ulicowo projektowanej zabudowy wiejskiej, były dzielone, najczęściej jako skutek spadków i innych niekontrolowanych okoliczności. To spowodowało, że mamy wąskie, długie działki pod zabudowy indywidualne. Czasami jest to urokliwe, natomiast problem przestrzenny jest realny i poważny. Przy nieco większych inwestycjach, nawet tych dotyczących budownictwa indywidualnego, pozwolenie na budowę, które limitowało faktyczną możliwość rozpoczęcia realizacji inwestycji, nie było łatwe do zdobycia i wiązało się z koniecznością przedłożenia projektu budowlanego. Pamiętajmy, że jego uzyskanie stanowi na wstępie procesu inwestycyjnego pierwsze koszty, niechętnie i z dezaprobatą widziane przez inwestorów. Wiele oferentów z rynku dysponuje katalogami domów jednorodzinnych i projekty z nich czerpane z reguły nie są bardzo drogie. To w odniesieniu do faktu, że dla inwestora indywidualnego pierwszym wydatkiem jest zakup projektu i to naturalne, że wydatku tego chce uniknąć bądź go zredukować do minimum, często rezygnuje ze zlecenia opracowania projektu indywidualnego, decydując się na zakup projektu „domu z katalogu”. Często okazuje się też, że projekt to jedno, a realizacja to drugie — powstaje wiele indywidualnych adaptacji projektów powtarzalnych, tak zwanych typowych, znowu w myśl tego, żeby być innym i oryginalnym. W Polsce brakuje policji budowlanej, która potrafiłaby skutecznie przeciwdziałać tego rodzaju samowolnym działaniom, dlatego powstają dziwolągi architektoniczne. Te lepsze domy katalogowe bądź projekty zamawiane indywidualnie zwykle kosztują po prostu więcej.

Jerzy Grochulski

Jerzy Grochulski

© Jerzy Grochulski

Ania: I konkurs na modelowy dom, który można postawić bez pozwolenia na budowę, miał być dobrą inspiracją i antidotum na tę sytuację…

Jerzy Grochulski: Był on adresowany do — poza środowiskiem architektów — inwestora indywidualnego, „pozamiejskiego”. W przypisach należałoby dodać, że zapewne chodziło o inwestorów tej części elektoratu, który dostając prezent w postaci taniego domu, będzie się czuł zmotywowany do określonych zachowań wyborczych. Ten populistyczny gest był w mojej ocenie obarczony kłopotem, który z perspektywy współczesnego widzenia zagadnień architektonicznych czy inwestycyjnych jest większy. Mianowicie budynek, który ma w planie parteru 70 metrów kwadratowych ze ścianami zewnętrznymi licząc w obrysie, oznacza, że budynek ma wymiar na przykład 7 na 10 metrów. Z punktu widzenia poszanowania energii i współczesnego widzenia ochrony zasobów naturalnych w architekturze tak zaplanowana kubatura budynku zużywa po prostu zbyt wiele energii eksploatacyjnej.

Ania: Czyli może nie sam konkurs jest problemem, tylko — ponownie — źle skonstruowane prawo, które nie reguluje precyzyjnie, jak budować bez pozwolenia na budowę.

Jerzy Grochulski: Widzę tutaj kolejne niebezpieczeństwo. Wprawdzie animatorzy konkursu deklarowali, że obiekty, które będą powstawały jako rezultat tego konkursu, będą musiały być podporządkowane zapisom miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego, ale tutaj znowu należy spojrzeć szerzej — ile tak naprawdę mamy w kraju funkcjonujących tego typu planów, zwłaszcza dla obszarów pozamiejskich. Z tego wynika, że te domy, jeżeli już, to powinny powstać na podstawie WZ. Prawda jest taka, zwłaszcza gdy inwestycja nie jest najważniejsza dla gminy, że urzędnik da się przekonać na przykład swojemu sąsiadowi, że powinien się zgodzić na parametry budynku wynikające ze zwycięskiego projektu, chociaż może niekoniecznie realizują zasadę uporządkowanej ciągłości przestrzennej miejsca lokalizacji. Na to wszystko jeszcze nakłada się przyzwolenie sposobu realizacji takich projektów, które wynika z prawa anonsowanego w warunkach konkursu — możliwości wzniesienia tego obiektu sposobem gospodarczym. Skonfrontowane z dość powszechną mentalnością „bo my ze szwagrem potrafimy to zbudować”, może skutkować wprowadzaniem w trakcie realizacji niekontrolowanych rozwiązań materiałowych i nieuprawnionych rozwiązań zamiennych.

Ania: Nowe prawo reguluje, że domy do 70 metrów kwadratowych bez pozwolenia na budowę powinny być wybrane z katalogu projektów konkursowych lub innych komercyjnie dostępnych projektów?

Jerzy Grochulski: Nie. W wypadku tych projektów nie trzeba już przedkładać dodatkowych dokumentacji projektowych i to, jak wspomniałem, dla inwestorów indywidualnych jest dużą oszczędnością, która będzie tym mocniej odczuwalna w związku z dzisiejszą inflacją. Dlatego jest spore prawdopodobieństwo, że te projekty będą wybierane jako najtańsze na rynku, bo przecież i tak „ze szwagrem je zrealizujemy”. Nie twierdzę, że pomysł taniego i powtarzalnego budownictwa jest pozbawiony sensu, podobne inicjatywy pojawiały się już wcześniej, w okresie międzywojnia, i realizowane były z powodzeniem. Współcześnie także za granicą sięga się po tego typu rozwiązania. Warunkiem powodzenia takiej akcji byłoby też zweryfikowanie systemu prawnego, w jakim te obiekty mogą powstawać. Wspomniałem o wizerunkowej stronie nowego prawa, a jest przecież fundamentalny problem dotyczący bezpieczeństwa użytkowania tak realizowanego obiektu. Projekt wykonany sposobem gospodarczym, bez pełnego nadzoru fachowców może się wiązać z tym, że po pierwsze nie będą to obiekty trwałe, a po drugie bezpieczne. Ponadto mamy istotne zmiany klimatyczne, które są już odczuwalne w Polsce. Każdego miesiąca w mediach słychać informacje o zerwanych dachach, przewróconych ścianach budynków jednorodzinnych. Co wobec tego stanie się z tymi nowymi obiektami, które nie mają opieki profesjonalistów podczas ich wznoszenia?

proj.: Pracownia Projektowa MILO7 Miłosz Paweł Stachera

proj.: Pracownia Projektowa MILO7 Miłosz Paweł Stachera

© Pracownia Projektowa MILO7 Miłosz Paweł Stachera

Ania: Czy w takim razie w sferze samych rozwiązań proekologicznych w ramach projektów, które wygrały konkurs, pojawiły się rozwiązania warte odnotowania?

Jerzy Grochulski: Tak jak wspomniałem, niestety same gabaryty budynku nie rokują dobrze, jeśli chodzi o rozwiązania prośrodowiskowe, zwłaszcza widzenie ich z perspektywy nieuniknionego podwyższonego poziomu strat energetycznych jako skutku „miąższości” budynku. W wielu konkursowych projektach znalazły się odwołania do rozwiązań proekologicznych, ale pamiętajmy, że na poziomie konkursu nie ma uszczegółowień upoważaniających do stwierdzenia, że zostało zaproponowane coś radykalnie dobrego. Jeżeli mówimy o rozwiązaniach, które są już niemal standardowe, jak panele fotowoltaiczne, pompy ciepła czy stolarka okienna i drzwiowa o podniesionych parametrach energetycznych, to dopóki nie ma absolutnej kontroli nad tym, że rzeczywiście stolarka będzie dokładnie taka, jak przewidział autor projektu, czy parametry rozwiązań technologicznych będą zgodne z założeniami projektowymi, to nie ma pewności, co będzie w budynku, niewiele więc z założeń prośrodowiskowych wynika. Zderzmy też te założenia z rzeczywistością: załóżmy, że projekt uwzględnia panele fotowoltaiczne na dachu. Jeżeli miejscowy plan zagospodarowania, o ile istnieje, mówi, że zabudowa powinna być równoległa do linii ulicy, a linia ulicy nie daje oczekiwanej w projekcie ekspozycji — wówczas o skuteczności założeń ekologicznych nie ma co mówić.

Ania: To bardzo pesymistyczna wizja i realne zagrożenie. Kwestie estetyczne — a przeglądając zwycięskie projekty ma się wrażenie oglądania wciąż tego samego domu w kolejnych wariantach — powinny być rozpatrywane na trzecim planie.

Jerzy Grochulski: Myślę, że zarówno konkurs, jak i prawo za nim stojące, były przeprowadzone zbyt szybko i pochopnie, bez uwzględnienia pewnych parametrów otaczającej nas rzeczywistości formalnej i ekonomicznej. Jesteśmy w realiach, w których zmiany regulacji formalnych są wprowadzane bez należytej refleksji. Co do swojej idei są może słuszne, ale jeśli nie przeprowadzona jest odpowiednia dyskusja środowiskowa — w tym wypadku ze środowiskiem budowlanym i architektonicznym — to skutki mogą być… przypadkowe. Nie twierdzę, że wszyscy będą łamali prawo i budowali niebezpiecznie, ale regulacje prawne wprowadzane w związku z konkursem stwarzają ku temu wiele okazji i rodzą niepewność co do efektywności całego przedsięwzięcia.

proj.: Pracownia ARCHITEKTURY - Dobry projekt, Kordian Kozieł

proj.: Pracownia ARCHITEKTURY — Dobry projekt, Kordian Kozieł

© Pracownia ARCHITEKTURY — Dobry projekt, Kordian Kozieł

rozmawiała: Anna Diduch

Ilustracje dzięki uprzejmości organizatora konkursu.

Głos został już oddany

Seria Austin – klamki do drzwi wewnątrzlokalowych
IC Project – narzędzie stworzone dla biura architektonicznego
Nowoczesne Biurowce – Trendy