Otwórzmy oczy na Łódź!

Małgorzata Tomczak
21 lutego '22

rozmowa z numeru A&B 06/2021

Dlaczego chcąc rozwijać polskie miasta, w których po transformacji upadł przemysł, powinniśmy sięgać po narzędzia regeneracji, a nie tylko rewitalizacji? Czym różnią się te dwa procesy, a co je łączy? Jak wykorzystywać naturalnie istniejący potencjał polskich miast i wyprowadzać z niego siłę rozwojową? O nowoczesnym sposobie organizacji miasta wykorzystującym własny potencjał oraz zasoby z prof. Jerzym Hausnerem rozmawia Małgorzata Tomczak.


Małgorzata Tomczak
: Panie Profesorze, Open Eyes Economy Summit to kongres, który do tej pory odbywał się co roku w listopadzie w Krakowie. Przez pięć kolejnych lat śledziliśmy jego ciekawy program. Tegoroczna, VI edycja również odbędzie się w Krakowie, dodatkowo 22 i 23 czerwca zorganizowano również OEES łódzki pod hasłem Regeneracja Miast Przemysłowych. Dlaczego właśnie w Łodzi?

prof. Jerzy Hausner: Łódź jest ważnym ośrodkiem dyskusji nad problematyką transformacji miasta przemysłowego. W porównaniu do Krakowa czy Wrocławia jest miastem młodym. Jej umiejscowienie na granicy między zaborami pruskim i rosyjskim stwarzało w XIX wieku dogodne warunki dla rozwoju przemysłu i handlu. Była to jednak przemysłowa monokultura, która wpadła w spiralę zapaści w okresie rynkowej transformacji lat 90. XX wieku.


Małgorzata: W wypadku łódzkiej transformacji podkreśla się raczej znaczenie regeneracji jako bardziej skutecznego narzędzia rozwojowego, a nie rewitalizacji.

prof. Jerzy Hausner: Rewitalizacja oznacza ożywianie zdegradowanego terenu. Przykładem rewitalizacji terenu poprzemysłowego w Łodzi jest chociażby Manufaktura. Jej przestrzeń została przekształcona i zyskała nowe funkcje związane z handlem, rozrywką, czasem wolnym, częściowo również z kulturą. O regeneracji myślimy zaś jako o procesie, który nie dotyczy określonego fragmentu miasta, ale jego całościowo ujętego potencjału. Chodzi tu o wykorzystanie tego potencjału do nowych, obecnie występujących warunków, poprzez jego zasadnicze przestawienie. Regeneracja ma prowadzić do wyznaczenia nowej trajektorii rozwoju miasta przemysłowego.


Małgorzata: Przemysłowego, a nie poprzemysłowego? Czyli pojawia się postulat wskrzeszenia przemysłu? Co to konkretnie oznacza?

prof. Jerzy Hausner: W mieście poprzemysłowym zanika przemysł, czyli działalność wytwórcza. Współcześnie przemysł jest powiązaniem produkcji i usług. Regeneracja oznacza, że miasto potrzebuje zróżnicowanej działalności wytwórczej. W tym sensie ma ono być nowoczesnym ośrodkiem przemysłowym. Jego przemysłowo-techniczny potencjał go do tego predestynuje. I z tego potencjału trzeba wyprowadzać siłę rozwojową. Wielkie miasta potrzebują nowocześnie rozumianej bazy wytwórczej. Kraków, Wrocław czy inne polskie miasta też jej potrzebują, ale to Łódź potrzebuje jej w szczególności. Wynika to z jej dziedzictwa. Z niego trzeba czerpać witalność. Nie należy się od niego odwracać, trzeba je odkryć, właściwie odczytać i przeobrazić.

O Krakowie powiemy, że jest miastem kultury i bardzo często chodzi tu o powiązanie kultury z przemysłami kreatywnymi. To mogą być film, intermedia, firmy medialne — taki rodzaj działalności wytwórczej, w której komponent kreatywny jest bardzo silny. Otóż Łódź też ma taki potencjał, wystarczy wspomnieć choćby łódzką filmówkę z jej bardzo bogatymi tradycjami. To jest ważna, ale nie dominująca składowa tego dziedzictwa i potencjału. Trzeba ją jednak umiejętnie włączyć w obieg rozwojowy. Potrzeba regeneracji, czyli rozwojowego uruchomienia, żeby nie była obciążeniem, a stała się napędem. Mówiąc inaczej: dziedzictwo (w tym przypadku przemysłowe) nie jest po to, by je konserwować czy zastąpić, tylko je przeobrazić i rozwijać. Przyszłość dowolnego miasta musi być zakorzeniona w jego dziedzictwie i organicznie z niego wyrastać.


Małgorzata: Najlepsze wydaje się więc połączenie idei rewitalizacji z regeneracją.

prof. Jerzy Hausner: Rzecz w tym, że w Łodzi są oczywiście tereny, które wymagają rewitalizacji. Dotyczy to na przykład dzielnic mieszkalnych w samym centrum miasta. Żyli tam ludzie, którzy byli związani z przemysłem, a kiedy upadł, stracili źródła dochodów i nie byli w stanie utrzymywać swoich mieszkań. Można sobie wyobrazić gentryfikację tych obszarów. A jednocześnie przenoszenie działalności wytwórczej na obrzeża w przekonaniu, że szkodzi środowisku i mieszkańcom, będzie prowadzić do dalszego rozlewania się miasta i wzrostu kosztów jego funkcjonowania. A przecież nowoczesna działalność wytwórcza związana z gospodarką cyfrową i zaawansowana technologicznie nie niszczy środowiska, przeciwnie — wymaga utrzymania jego wysokiej jakości i może się do tego przyczyniać. To podejście zgodne z koncepcją Zielonego Ładu. Potrzebujemy procesu, który nie wyłącza rewitalizacji, ale jest generatywny, czyli jest procesem, w którym nowe wyrasta na gruncie tego, co było. Przeciwna temu podejściu jest schematyczna komercjalizacja centrum miast w pogoni za wysoką rentą gruntową i szybkim zwrotem z kapitału.


Małgorzata: Czyli regeneracja powinna uzupełniać rewitalizację i odwrotnie.

prof. Jerzy Hausner: Jeśli miasto zrezygnowałoby z rozwijania działalności wytwórczej, to zrezygnowałoby ze znaczącej części swojego potencjału rozwojowego, którego nie wolno rozumieć tylko i wyłącznie jako bazę materialną, lecz także jako kulturę techniczną i kulturę w ogóle. Potencjał rozwojowy miasta, także Łodzi, to przede wszystkim potencjał twórczy jego mieszkańców, czyli ich umiejętności, kompetencje, innowacyjność, przedsiębiorczość, wyobraźnia, zdolność do współdziałania. Potencjał wytwórczy miasta to nie tylko fabryki, ale również biura projektowe, ośrodki badawcze, uczelnie, szkoły zawodowe, także małe zakłady naprawcze. Jeśli się dopuści do wytracenia tego wszystkiego, to znaczy, że będziemy budowali coś zupełnie nowego, nie mając jednak źródłowego potencjału. Oczywiście nie chodzi o to, żeby ten potencjał służył dokładnie temu samemu co kiedyś. Nie chodzi o to, żeby dalej produkowano w Łodzi tekstylia. Ale produkcja maszyn związanych z przemysłem tekstylnym, z włókiennictwem — czemu nie! I znowu: nie mówię, że teraz mamy produkować maszyny zamiast tekstyliów. Chodzi o to, żeby wykorzystać historycznie istniejący potencjał i połączyć go z jakimś innym rodzajem działalności, żeby ten nowy potencjał wyrastał z tego, który istnieje, ale został w przeszłości zdezaktywizowany. Nie zdegradowany, ale właśnie zdezaktywizowany. W związku z tym już nie działa i się nie rozwija. Na tym właśnie polega nowocześnie rozumiane odniesienie do dziedzictwa, w szczególności do dziedzictwa przemysłowego. Ono nie jest po to, żeby je pielęgnować, hołubić i chronić: jest po to, żeby wyprowadzać z niego siłę rozwojową.


Małgorzata: Bazowanie na dziedzictwie, aktywizowanie potencjału i wyprowadzanie z niego siły rozwojowej wydaje się oczywistym i logicznym sposobem adaptacji miast do zmieniających się warunków. Jednak w polskich miastach regeneracja nie jest traktowana jako koło zamachowe rozwoju. Przeciwnie, wydajemy pieniądze głównie na twardą rewitalizację, czyli poprawę infrastruktury, często z opłakanym zresztą rezultatem.

prof. Jerzy Hausner: Przyjrzyjmy się więc choćby Śląskowi, który jest jeszcze bardziej dramatycznym przykładem niż Łódź. Z jednej strony błędem jest myślenie, że jak zaprzestaniemy działalności przemysłu związanego z górnictwem węglowym, to Śląska nie będzie. A drugiej strony to nie jest tak, że jak zaoramy górnictwo węglowe, to Śląsk będzie miał lepiej. Chodzi o to, żeby się zastanowić, co z tego dziedzictwa węglowego chcemy i możemy wziąć, co zrobić z tą kulturą techniczną, wiedzą inżynierską, umiejętnościami i kompetencjami ludzi, żeby służyły kolejnemu etapowi działalności wytwórczej. I nie chodzi o przekształcanie kopalń w muzea czy ośrodki lecznicze. Inny przykład — w Trójmieście rozwinięty był przemysł stoczniowy, który w pewnym momencie upadł. To wcale nie oznacza, że natychmiast musi upaść całe Trójmiasto. Upadnie, jeśli nie będziemy potrafili wykorzystać tego potencjału do wytworzenia do nowych rodzajów przemysłu. Często podaję przykład regeneracji, która odbywała się w północno-wschodniej Anglii, w okolicach Newcastle i Sunderland. Kiedyś było tam skoncentrowane dwadzieścia pięć procent produkcji światowego tonażu statków. To było największe zagłębie stoczniowe. Dzisiaj nie produkuje się tam statków, przeprowadzono proces regeneracji i w jego rezultacie powstaje tam wiele innych urządzeń związanych z infranstrukturą wodną. Wiedza inżynierów zajmujących się statkami okazała się bardzo pomocna przy budowaniu platform wiertniczych, tworzeniu przemysłu związanego z technologiami, które w jakiś sposób łączą się z wodą, ale które służą innemu rodzajowi działalności wytwórczej.

Regeneracja potencjału wytwórczego musi być związana z poprawą jakości życia mieszkańców, a ta z kolei z zielono-błękitną infrastrukturą. Tu rola władz miasta jest kluczowa. Regeneracja to także twarde planowanie przestrzenne i egzekwowanie miejscowego prawa.


Małgorzata: Łódzkie władze zdaje się postawiły na przyciąganie do miasta inwestorów. Od jakiegoś czasu o Łodzi mówi się, że to miasto deweloperskie ze wszystkimi tego konsekwencjami.

prof. Jerzy Hausner: Omówmy to na przykładzie Krakowa, bo on jest odmienny, a przez tę odmienność łatwo uchwycić tok myślenia. Kraków rozwijał się powoli wokół historycznego centrum. Nie można w Krakowie, w samym centrum zburzyć czegoś, co stało tam setki lat, i w to miejsce zbudować coś nowego. Nie mamy więc tradycyjnego problemu deweloperskiego w centrum miasta. Ale mamy problem z inwestorami, którzy przychodzą i przekształcają wszystko w banki, restauracje, hotele albo w biurowce. Komercjalizacja centrum Krakowa powoduje, że przychody inwestorów są bardzo wysokie. Teraz obserwujemy, jak ta koncepcja się załamuje. Gdyby nie było pandemii, również by do tego doszło, pandemia tylko ten proces przyspieszyła. Jest więc oczywiste, że nie należy zostawiać wszystkiego wolnemu rynkowi. Rola władz miasta polega na tym, że określają reguły gry w mieście. Nie mówmy: wy macie robić to, a wy tamto. Mówmy: w tej przestrzeni są wyraźne ograniczenia. Ograniczenia korzystne ekonomicznie i społecznie. Atrakcyjność turystyczna Krakowa wywołuje ogromną presję deweloperów. Czy mamy im powiedzieć, że nic tu dla was nie ma? Musimy powiedzieć: jeśli macie wyższą rentę z tego tytułu, to musicie się nią podzielić, bo nie możemy się zgodzić na to, że z centrum miasta znikną małe kawiarnie, małe księgarnie, małe zakłady rzemieślnicze, wszystko stanie się sieciowe i wyprze to, co lokalne i zakorzenione. Do tego nie wolno dopuścić! W związku z tym wprowadzamy ograniczenia, nie tylko co do rodzaju działalności, lecz także co do sposobu jej prowadzenia. W imię czego? W imię zachowania tkanki miasta otwartej dla jego stałych mieszkańców. Przede wszystkim chodzi o to, żeby nie było windowania cen i czynszów do takich wysokości, że tylko wybrani będą mogli być uczestnikami w tej przestrzeni, miasto stanie się biesiadne, a jego mieszkańcy będą żyli poza centrum. W dalszej perspektywie oznaczałoby to, że mieszkańcy nie czuliby się z nim związani, bo byłoby to miasto deweloperów, hotelarzy, restauratorów i turystów, nie zaś ich miasto. Centrum Krakowa to jest premia, którą dostaliśmy od przeszłości, ale musimy ją rozsądnie pieniężyć. Jeżeli więc ruch turystyczny jest prowadzony ponad miarę, oznacza to, że prowadzimy gospodarkę rabunkową. To, co się dzieje w centrum miasta, musi zostać wyważone, tak aby korzystnie promieniowało na jego całościowy rozwój.

Narzędzia, jakimi władze miasta powinny się posłużyć, stanowią istotną kwestię, jednak wtórną w stosunku do koncepcji rozwoju. Regeneracja potencjału przemysłowego — regeneracja każdego potencjału — jest poszukiwaniem własnej drogi. Tutaj nie ma mowy o naśladownictwie. Miasta nie należy tylko odnawiać, ale także odkrywać je i tworzyć.


Małgorzata: Dziękuję za rozmowę!

rozmawiała: Małgorzata Tomczak

Głos został już oddany

Obiekt roku 2022 w systemach ALUPROF
Stal COR-TEN®. Naturalne piękno
Okna, drzwi – trendy 2022