Architektura (a)polityczna część 1. Archi-washing

23 marca '21

Archi-washing

Po co to Panu? Po co mieszać architekturę z polityką zapytała kilka lat temu pewna architektka podczas konferencji naukowej. Mój referat dotyczył kłopotliwego dziedzictwa włoskiego faszyzmu i traktował o trudnościach w budowie narracji łączącej wybitne walory estetyczne wybranych budynków z politycznohistorycznym kontekstem ich powstania.

Wydarzenia ostatnich tygodni przypomniały mi tamtą konferencyjną rozmowę sprzed kilku lat. Najpierw była internetowa burza wokół (świetnej) okładki, jaką dla „Architektury i Biznes” zaprojektował Jakub Szczęsny. Potem emocje rozpaliła wizualizacja stumetrowych wieżowców w Międzyzdrojach, zaprojektowanych zgodnie z obowiązującym prawem. Ostatnio zaś w social mediach dyskutowano o wyborze tegorocznego laureata Nagrody Pritzkera.

Jeśli wybiorą (Francisa) Kéré albo (Davida) Adjaye to będzie to wybór polityczny stwierdził jeden z komentujących.

Aż chciało się zapytać, czy David Chipperfield, Kengo Kuma lub Bjarke Ingels nie byliby wyborem politycznym? Jak łatwo przychodzi nam traktowanie naszej wizji świata jako „naturalnej” i wyjaśnianie wszelkich zmian bliżej nieokreśloną „polityką”!

No właśnie, po co nam ta polityka? Zajmijmy się architekturą! Zupełnie tak, jakby sama architektura nie zależała nigdy i nigdzie od polityki…

Przez ostatnie sto lat architekci zbudowali sobie kokon. Pancerz ochronny składający się z pojęć „piękno, dobro, prawda”. Zbroję, która chronić miała wielkich i małych. Nosił ją Mies van der Rohe rysujący sztandary ze swastykami łopoczące ponad modernistycznym pawilonem III Rzeszy. Le Corbusier oferujący swoje usługi Stalinowi i rządowi Vichy. Walter Gropius piszący do Josepha Goebbelsa.

Dziś lśniący puklerz zmatowiał i zaczął korodować. Od wielu lat obserwujemy zjawisko, które możemy nazwać archi‑washingiem. Celnie scharakteryzował je Deyan Sudjic na kartach książki „Kompleks gmachu”, opisując proces tzw. ocieplania wizerunku reżimów za pomocą nowoczesnej architektury.

Niewielu odnoszących sukcesy architektów, czy tego chcą, czy nie, może uniknąć stworzenia budynku o wymiarze politycznym. I prawie każdy przywódca wykorzystuje architektów do celów politycznych1.

Możemy pójść nawet krok dalej i w ślad za Michaelem Sorkinem powtórzyć, że architektura zawsze jest polityczna2.

Archiwashing stanowi zjawisko podobne do popularnego sportwashingu, w którym zawodowy sport pełni rolę makijażu przykrywającego łamanie praw człowieka i dyktatorskie zapędy. Szeroki strumień petrodolarów z Kataru i Arabii Saudyjskiej zasila konta klubów piłkarskich. Ani biegający po murawie piłkarze, ani miliony kibiców zdają się nie zauważać, że pieniądze pochodzą ze sfer rządowych państw, które homoseksualizm czy cudzołóstwo karzą śmiercią.

„Tylko idiota powiedziałby nie” odparł Jacques Herzog zapytany o udział w konkursie na projekt stadionu olimpijskiego w Pekinie3. „Musimy być pragmatyczni” dodał Rem Koolhaas, którego pracownia stworzyła gmach państwowej telewizji w Pekinie. Chyba powinniśmy docenić szczerość obu projektantów. Nie zasłaniali się frazesami o poszukiwaniu piękna i prawdy. Czy jednak takie przedstawienie sprawy cokolwiek zmienia? Czy szczerość Koolhaasa sprawia, że chińskie media respektują w większym stopniu wolność słowa, a władze Państwa Środka nie prześladują Ujgurów czy Tybetańczyków?

ilustracja inspirowana projektem gmachu telewizji w Pekinie pracowni OMAilustracja inspirowana projektem gmachu telewizji w Pekinie pracowni OMAilustracja inspirowana projektem gmachu telewizji w Pekinie pracowni OMA

ilustracja inspirowana projektem gmachu telewizji w Pekinie pracowni OMA

il. Błażej Ciarkowski

Pracownia Zaha Hadid Architects stworzyła projekt stadionu na mistrzostwa świata w Katarze. Efektowny obiekt powstaje, podobnie jak większość infrastruktury związanej z imprezą, dzięki niemal niewolniczej pracy imigrantów z Nepalu i Bangladeszu. Pracujący w nieludzkich warunkach, słabo opłacani budują wizerunek nowoczesnego państwa. Czy architekci ponoszą odpowiedzialność za to, że w trakcie dotychczasowych prac śmierć poniosło ponad 6 000 robotników? Nie, to byłoby znaczącym nadużyciem. Czy jednak możemy przyjąć, że projektanci, podejmując się zlecenia, nie wiedzieli, w jaki sposób będzie realizowane?

ilustracja inspirowana projektem stadionu w Katarze biura Zaha Hadid Architects

ilustracja inspirowana projektem stadionu w Katarze biura Zaha Hadid Architects

il. Błażej Ciarkowski

Kontrakt w Katarze to nie tylko kolejne zera na koncie firmy. To także prestiż, okazja do podkreślenia dominującej pozycji w świecie architektury. Chiny i półwysep Arabski stały się oknem wystawowym nowoczesnego budownictwa. Zapewniają niemal nieograniczone możliwości, których nie oferuje już Europa czy Ameryka. Mając w perspektywie wizję stworzenia dzieła „trwałego, użytecznego i pięknego” można przymknąć oko na fakt, iż prawo w Zjednoczonych Emiratach Arabskich wciąż przewiduje nieludzką karę śmierci przez ukamienowanie za „zbrodnię” cudzołóstwa.

Nowoczesne realizacje na Dalekim i Bliskim Wschodzie możemy także rozpatrywać w kategoriach neokolonialnych. Burj Khalifa w Dubaju (proj.: SOM), Narodowe Centrum Sztuk Widowiskowych w Pekinie (proj.: Paul Andreu) czy Capital Gate w Abu Zabi (proj.: RMJM — Robert Matthew Johnson Marshall) to przykłady powierzchownej westernizacji przestrzeni, gdzie „zachodni” zdaje się znaczyć „nowoczesny” i „oryginalny”. Związani z kręgami władzy inwestorzy chcą podkreślić swą progresywność i wzmocnić symboliczne związki z Zachodem, a architekci chętnie na to przystają i często traktują lokalną tradycję budowlaną jako swoisty dekor stosowany bez głębszego zrozumienia istoty rzeczy. Zwrócił na to uwagę architekt Krzysztof Wiśniowski, który przez ponad dwadzieścia lat pracował w Kuwejcie i ze smutkiem obserwował wypieranie lokalnego budownictwa przez „zachodnią” architekturę.

ilustracja inspirowana architekturą w Dubajuilustracja inspirowana architekturą w Dubajuilustracja inspirowana architekturą w Dubaju

ilustracja inspirowana architekturą w Dubaju

il. Błażej Ciarkowski

Architekci i urbaniści nie posiadają mocy zmieniania świata, ale nie oznacza to, że powinni godzić się z rzeczywistością „taką, jaka jest”. Pierwszym krokiem ku wyrażeniu owej „niezgody” może być przyjęcie, że architektura nie jest (i nigdy nie była) apolityczna. Dariusz Herman podsumował kwestię udziału starchiteków w realizacji inwestycji olimpijskich w Pekinie:

Jeśli nie jest kwestią moralną to z pewnością kwestią smaku3.

Smak zaś (podobnie jak moralność) może być różny i zależny od wielu czynników — także tych politycznych.


Koniec części 1.


PS 1 – Wybór tegorocznego laureata Nagrody Pritzkera interesuje mnie przede wszystkim jako reakcja części środowiska na zmiany zachodzące na świecie. Samą ideę nagradzania jednostek uważam za dyskusyjną — w końcu, jak napisał Witold Rybczyński, architektura to nie jest dyscyplina indywidualna.

PS 2 – Mistrzostw Świata w Katarze nie będę oglądał. Podobnie jak nie oglądałem tych organizowanych w Rosji. Zamiast tego wybiorę się na mecz lokalnej drużyny.

 
Błażej Ciarkowski


1 D. Sudjic, Kompleks gmachu. Architektura władzy, Warszawa 2015.
2 https://failedarchitecture.com/architecture-is-never-non-political-michael-sorkin/
3 A. Rasmus-Zgorzelska, Architektura po ciemnej stronie mocy, „Architektura-murator”2009, nr 3.

Głos został już oddany

Velux ArchiTips
FORMICA