Zobacz w portalu A&B!

Czym są lasy kieszonkowe? Wywiad z Kasprem Jakubowskim

Wiktor Bochenek
31 grudnia '21

Pojęcie lasów kieszonkowych dopiero rozpoczyna zawrotną karierę w dyskusjach na temat zazieleniania miast. O tym, co to jest las kieszonkowy, czym się różnią od lasów tradycyjnych i w jaki sposób mogą pomóc w adaptowaniu miast do zmian klimatycznych opowiada Kasper Jakubowski, architekt krajobrazu i prezes Fundacji Dzieci w Naturę. 

Wiktor Bochenek: Co to jest las kieszonkowy?

Kasper Jakubowski: Lasy kieszonkowe, zwane również lasami Miyawaki są sadzone metodą opracowaną przez japońskiego botanika Akira Miyawakiego. Miyawaki obserwował naturalnie rosnącą i chronioną roślinność wokół japońskich świątyń, gdzie była ona najbardziej dzika i różnorodna. Zainspirowany tą przyrodą opracował własną metodę sadzenia, która ma już ponad pięćdziesiąt lat.

Istotą takiego lasu jest różnorodność gatunków. W Poznaniu, gdzie sadziliśmy z UWI Inwestycja S.A. pierwszy, miejski las kieszonkowy, użyliśmy do jego posadzenia dwadzieścia pięć gatunków drzew i krzewów. Kilka lat po posadzeniu takiego mikrolasu zaprzestaje się w nim ingerencji, ten ekosystem ma sam się regulować i „dziczeć”.

W Azji ta metoda sadzenia lasu jest bardzo popularna i stosowana w tysiącach realizacji. Mniej więcej od dziesięciu lat zaczyna się jej używać w miastach europejskich. Największą zaletą lasów kieszonkowych jest to, że można je stworzyć na najbardziej zdegradowanych terenach. Nie sadzi się ich pod linijkę, ale spontanicznie, pamiętając, aby sadzonki były posadzone bardzo blisko siebie — co 30-60 cm.

Wiktor Bochenek: Czym się różni las Miyawaki od tradycyjnych terenów zielonych?

Kasper Jakubowski: Lasy Miyawaki sadzi się w dużym zagęszczeniu, od trzech nawet do siedmiu sztuk na metr kwadratowy. Istotne jest również unikanie sadzenia tych samych gatunków obok siebie. Współczesna zieleń miejska jest planowana pod linijkę i zwykle oparta na gatunkach obcych, a nie rzadko inwazyjnych. Niewiele w niej miejsca dla naturalności i bioróżnorodności. W lasach Miyawaki używa się tylko gatunków rodzimych takich, jak kalina, kruszyna, szakłak, dzika jabłoń, czereśnia ptasia czy osika. W tego typu siedliskach programujemy tak naprawdę las, by sam się regulował i adaptował do zmian klimatu i miejskiej wyspy ciepła. Po 3-5 latach oddajemy pole naturalnym procesom i ograniczamy do zera koszty pielęgnacji!

proces sadzenia zieleni przy
poznańskiej realizacji

proces sadzenia zieleni przy poznańskiej realizacji

© Zielone Miasto Poznań / UWI INWESTYCJE SA

Wiktor Bochenek: Jakiej wielkości mogą być lasy kieszonkowe?

Kasper Jakubowski: Te lasy mogą być stosunkowo małe — wielkości kortu tenisowego, czyli około 250 m2. W Holandii czy Belgi lasy kieszonkowe są jeszcze mniejsze, nawet 120-150 m2. W miastach jest dużo przestrzeni, które są po prostu trawnikami lub zdegradowanymi obszarami. To są idealne przestrzenie do tworzenia takich miejskich zagajników. W Poznaniu z inicjatywy mojej i dewelopera udało się posadzić kilka niewielkich zagajników na wąskim, zdegradowanym terenie między osiedlami. Metoda sadzenia lasów kieszonkowych pozwala na lepszą adaptację do coraz bardziej zmieniającego się środowiska – zróżnicowana zieleń chłodzi, wpływa korzystnie na mikroklimat, ale też magazynuje wodę opadową.  

Lasy kieszonkowe są ważne również ze względu na pomoc pożytecznym owadom, ale też coraz rzadszym ptakom śpiewającym, w tym słowikom czy wróblom. Mogą być więc skutecznymi i stosunkowo tanimi narzędziami dla tworzenia nowych miejsc dla dzikiej przyrody w miastach.

Zaletą takich zagajników jest również to, że rosną szybciej niż konwencjonalne lasy. Wynika to z doboru gatunkowego, dużego zagęszczenia i symbiozy między grzybami a roślinami. Nie trzeba czekać dekady, żeby coś tam się wyrosło. Takie lasy Miywawakiego mogą też efektownie kontrastować z trawnikami i bardziej urządzonymi przestrzeniami.

Wiktor Bochenek: W jaki sposób może współgrać z miejską architekturą?

Kasper Jakubowski: Badania nad mikrolasami wskazały, że te obniżają temperaturę od dwóch do czterech stopni w otoczeniu budynków. Pełnią również doskonale funkcje retencyjną. Pozwalają ochłodzić i stworzyć przyjemną przestrzeń. Zagajnik jako kategoria zieleni dobrze się kojarzy. Z powodzeniem może spełnić swoją rolę w nowoczesnych osiedlach „zatopionych” w zieleni, a na to coraz częściej zwracają uwagę deweloperzy i ich klienci oraz klientki.

Ale to nie jest tak, że wszędzie należy zasadzić lasy kieszonkowe. To jest jeden z elementów zieleni w całym rozplanowaniu osiedla czy parku W Poznaniu deweloper UWI, z którym sadziliśmy taki mikrolas, tworzy również w tym miejscu rzadziej koszone trawniki oraz łąki kwietne, założy sad miejski. Niewielka powierzchnia takich lasów o różnorodnym kształcie pozwala na ciekawe zagospodarowanie terenów biologicznie czynnych osiedli.

Gdy zaczynaliśmy sadzić ten las obawiałem się, że ludzie będą protestować przeciw jego sadzeniu, bo za kilka lat pozasłania okna. Odbiór był zupełnie inny. Pytano mnie, dlaczego nie posadzono również drzew bliżej ich okien. Aspekt społeczny jest bardzo ważny w projektowaniu mikrolasów. Nie doceniamy w Polsce społecznego wpływu proprzyrodniczych działań — w Poznaniu przy lesie sadzonym przez dewelopera przyszło prawie tysiąc poznaniaków i poznanianek. W Londynie takie działania z udziałem przedsiębiorców inwestycyjnych, organizacji pozarządowych i mieszkańców są normą, u nas wciąż rzadkością. A korzyści społeczne i ekologiczne takich alternatywnych rozwiązań w zagospodarowaniu zieleni mogą być ogromne!

tablica informacyjna

© Zielone Miasto Poznań / UWI INWESTYCJE SA

Wiktor Bochenek: Pojawiają się opinię, że lasy kieszonkowe to nowy rodzaj greenwashingu i wymyślanie koła na nowo. Jak się Pan odniesie do tego zarzutu?

Kasper Jakubowski: Może to wynikać z niewielkiego, społecznego zaufania wobec deweloperów, których posądza się o taki greenwashing. Jasne, gdybyśmy określili lasy kieszonkowe jako jedyną odpowiedź przeciw polskiej betonozie to byłby czysty greenwashing i cyniczny PR. Wydaje mi się, że trzeba dziś tworzyć ogromne tereny zielone – parki typu XXL, chronić i odtwarzać tereny podmokłe, bo to są eko-gąbki, zakładać łąki kwietne i sady miejskie, projektować zielone dachy, pnączować fasady, a w nowych osiedlach i w zieleni publicznej zakładać lasy kieszonkowe.

Lasy kieszonkowe nie są panaceum na wszystkie problemy ekologiczno-społeczne polskich miast. To przede wszystkim kwestia dobrego planowania. Las Miyawaki to coś, co może zostać posadzone zarówno przez samorząd, organizacje pozarządowe jak i dewelopera i jest lepszym rozwiązaniem niż setki nawet nasadzeń zamiennych Nie mam oporu jako architekt krajobrazu pracować z deweloperem, jeśli wiem, że powstanie z tego dobry projekt, z korzyścią dla ludzi i przyrody. Po ilości realizacji w Europie widać, że sadzenie z mieszkańcami lasów kieszonkowych ma sens. Udało mi się przekonać do tego poznańskiego dewelopera, który zaprosił mnie do realizacji tej idei.

Zdaje mi się, że greenwashingiem możemy nazwać zapraszanie pracowników firm i przedsiębiorców do wspólnego sadzenia lasów gospodarczych we razem z Lasami Państwowymi. Przecież te lasy sadzi się z myślą przede wszystkich o pozyskiwaniu drewna i rąbaniu ich, więc nie za bardzo wiadomo o jaki ekologiczny wymiar takich działań tu chodzi. Natomiast, jeżeli deweloper sam zdecydował na stworzenie takiego lasu na jednej ze swoich działek, zainwestował w to, stworzy tam dodatkowo park dla mieszkańców, to nie jest greenwashing.

Jeżeli architekci i deweloperzy będą chcieli tworzyć lasy kieszonkowe, to trzeba pamiętać, że nie może to wiązać się z wycinaniem rosnących drzew na miejscu. Ochrona samosiejek czy stanu wcześniejszego jest istotna. Wtedy należy uszanować to, co zastaliśmyrośnie samo.

Wiktor Bochenek: Dziękuje za rozmowę!

rozmawiał: Wiktor Bochenek

Głos został już oddany

Obiekt roku 2022 w systemach ALUPROF
Stal COR-TEN®. Naturalne piękno
Okna, drzwi – trendy 2022