Kliknij i zobacz jak w prosty sposób opublikować swój projekt w A&B

Nasz drogi chaos przestrzenny

Kuba Głaz
21 stycznia '22

Kolejny raport nie pozostawia suchej nitki na zarządzaniu polską przestrzenią. Polski Instytut Ekonomiczny opublikował obszerne opracowanie, w którym przypomina o 84 mld złotych, które kosztuje nas rocznie chaos przestrzenny. Raport podaje i kompiluje wiele innych danych, które składają się na alert w sprawie przestrzennego ładu.

Jest źle i końca nie widać – to najprostsze wnioski po przejrzeniu raportu „Społeczno-gospodarcze skutki chaosu przestrzennego” opublikowanego w tym tygodniu przez Polski Instytut Ekonomiczny.
Przytaczana przez autorów kwota 84 mld złotych, które ponosimy z powodu niewłaściwego zarządzania przestrzenią pochodzi sprzed czterech lat (wyliczenia Komitetu Przestrzennego Zagospodarowania Kraju PAN). Można domniemywać, że od tego czasu suma wzrosła (dwa lata temu autorzy naukowego miesięcznika „Land” szacowali wzrost do 90 mld). Główną składową wyliczonej sumy są koszty obsługi transportowej: dojazdów do miejsc pracy, szkół, usług, handlu itp. (31 mld złotych).

Od zawrotnej sumy mającej przyciągnąć uwagę odbiorców, ważniejsze są jednak bardziej aktualne dane oraz wyniki ankiet, które można znaleźć w przejrzystym, liczącym niemal 60 stron raporcie. Pozwalają lepiej zrozumieć trzy główne przyczyny chaosu wyliczone przez autorów i, poniekąd, znane już od dawna: dynamiczne procesy osiedleńcze, niedostateczne nasycenie planami zagospodarowania oraz nadpodaż terenów pod zabudowę mieszkalną.

raport1

Dane z raportu „Społeczno-gospodarcze skutki chaosu przestrzennego”

źródło: Polski Instytut Ekonomiczny

tyjące aglomeracje

Procesy osiedleńcze przejawiają się m.in. w wyludnianiu 70 proc. powierzchni kraju, koncentracji ludności w największych aglomeracjach (Warszawa, Wrocław, Trójmiasto, Kraków, Poznań) i odpływie mieszkańców z miast na przedmieścia (suburbanizacji). Co ciekawe:

procesy wyludniania dotykają nie tylko tradycyjnych obszarów peryferyjnych, ale coraz większej liczby miast. W 2020 r. liczba ludności zmalała w 1784 gminach (72 proc.), w tym w 812 miastach (86 proc.).
Raport uzupełnia, że realny spadek jest większy, bo część odpływu ludności – pozostaje nierejestrowana (zwłaszcza za granicę).

Kłopoty planistyczne wynikają natomiast z faktu, że plany pokrywają jedynie 31 procent kraju, a połowa inwestycji powstaje w oparciu o warunki zabudowy. Autorzy komentują przy tym, że:

zapisy obowiązującej Ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym tak naprawdę nie pozostawiają urzędnikom wiele możliwości odrzucania wniosków o WZ z przyczyn innych niż formalne (np. braki w dokumentacji). W efekcie tylko 5 proc. decyzji jest odmownych. Urzędnik, który postanawia dbać o ład przestrzenny w swojej gminie ma związane ręce, bo decyzje odmowne łatwo może anulować samorządowe kolegium odwoławcze (SKO)1. Dlatego wyolbrzymiony wydaje się problem, że urzędnicy są skorumpowani i z tego powodu powstają dziwne inwestycje (…)

dużo za dużo

Problem trzeci to nadmiar terenów pod zabudowę mieszkalną. Liczba ta rośnie, bo coraz więcej jest zmiany kwalifikacji gruntów z rolnych na budowalne – zwłaszcza w ternach podmiejskich (30 procent decyzji o odrolnieniu). Gminne studia uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przeznaczają pod zabudowę mieszkalną przeszło 12 procent gruntów i pozwalają zamieszkać w kraju 135 mln obywatelom. W przypadku uchwalonych planów miejscowych jest to odpowiednio: 4,3 procent i 59 mln ludzi.

Sytuacja taka wpływa oczywiście na wzrost kosztów infrastruktury, którą gminy muszą obsłużyć nowe inwestycje. Związane z tym obciążenia finansowe to druga co do wielkości składowa kosztów chaosu (20 mld złotych). Raport podaje, że jego ograniczenie pozwoliłoby gminom zaoszczędzić 5,8 mld złotych.

Dane z raportu „Społeczno-gospodarcze skutki chaosu przestrzennego”

źródło: Polski Instytut Ekonomiczny

szczęśliwe suburbia?

Wreszcie przestrzenny bałagan oznacza także wzmożone zanieczyszczenie powietrza (spaliny, indywidualne ogrzewanie węglowe) – największe na przedmieściach. Ten fakt jednak nie wpływa na niekorzystną ocenę tego typu lokalizacji przez mieszkańców, którzy najbardziej cenią sobie peryferia miast. Polski Instytut Ekonomiczny przeprowadził bowiem ankiety, by zbadać postrzeganie zjawisk przestrzennych przez Polaków. Jedynie dostępność do usług oraz transportu zbiorowego oceniana jest przez podmiejskich „uciekinierów” gorzej, niż jest to w przypadku mieszkańców miast.

Co jeszcze przeszkadza Polakom? Przede wszystkim niska dostępność infrastruktury bądź udogodnień (mało inwestycji publicznych, zieleni, parków, miejsc rozrywki i zła komunikacja). Wielu respondentów wskazywało również na niską jakość życia (przede wszystkim hałas, nadmierny ruch samochodowy oraz brak miejsc postojowych). Problemem jest też chaos reklamowy, choć dla ankietowanych jest on mniej ważny od poprzednich bolączek.

Co zrobić, żeby choć częściowo poprawić sytuację? Raport nie odpowiada na to pytanie wprost, ale na ostatnich stronach dostarcza diagnoz i komentarzy, które pozwolą czytelnikowi wypracować własne stanowisko. Można też sięgnąć po wspomniane w dokumencie inne opracowania, których wnioski i ustalenia wykorzystali autorzy z PIE.

Jakub Głaz

Głos został już oddany

Obiekt roku 2022 w systemach ALUPROF
Stal COR-TEN®. Naturalne piękno
Okna, drzwi – trendy 2022