okno zamknie się za 5

computer zapisz w ulubionych

Skonfliktowana przestrzeń

22 lutego '21

Od najmłodszych lat, odkąd zaczęliśmy chodzić, przyjmując zgodną z naszym ludzkim gatunkiem pionową postawę, otaczający nas świat oglądamy (nie zdając sobie z tego sprawy) tylko z jednej wertykalnej pozycji. Idąc ulicą, spacerując po parku, czy też jadąc samochodem, kierujemy odruchowo wzrok przed siebie, na boki, lub rzadziej w dół, oglądając mijane elewacje domów, witryny sklepów, ogrodzenia, szpalery drzew, krzewy, szare chodniki, ulice i parkujące przy nich samochody. Zdecydowanie rzadziej podnosimy głowę i spoglądamy w górę, w kierunku nieba, chmur czy migoczących gwiazd.

We wnętrzach też skupiamy na ogół wzrok na ścianach, meblach czasami na podłogach i posadzkach i bardzo rzadko na sufitach. Naturalność otaczającej nas rzeczywistości oglądanej z takiej perspektywy jest dla nas tak oczywista, że nie wyobrażamy sobie innej możliwości. Codzienne powtarzane latami obcowanie z tymi widokami w jakimś stopniu znieczula naszą wrażliwość i prędzej czy później doświadczamy negatywnej adaptacji, a nawet podświadomej akceptacji niskiej jakości naszej przestrzeni. Z czasem wydaje się nam ona nawet może nie najlepszą, acz jedyną możliwą rzeczywistością.

odwrócony świat

Nie tak dawno wydarzyła mi się traumatyczna, acz osobliwie interesująca sytuacja, zaprzeczająca tym przyzwyczajeniom. Zupełnie przypadkiem mimo woli miałem wątpliwą okazję oglądania naszej przestrzeni z zupełnie innej perspektywy. W trakcie ciężkiej choroby byłem wożony parokrotnie ambulansem w pozycji horyzontalnej pomiędzy paroma śląskimi miastami i szpitalami, co w przypadku pandemii nie było niczym wyjątkowym i doświadczyło tego wielu chorych. Widok z tej odmiennej, odwróconej perspektywy był światem automatycznie całkowicie odwróconym. Mijane budynki chaotycznie opierały się gzymsami, attykami i dachami o smogowe niebo. Prostacko przycięte kikuty drzewa, przypominające wiechcie słomy zamiast pięknych koron, wbijały się w chmury, a uliczne toporne latarnie godziły w czeluść nocnego nieba, które zmieniło się w przepastną otchłań podłogi. Jedynie prymitywne prostopadłościenne bloki nie zmieniły swojego wyrazu i były tak samo toporne, jak w normalnym oglądzie. Byłem przewożony dobrze mi znanymi ulicami i drogami, jednak z najwyższym trudem rozpoznawałem je z tej perspektywy. Percepcja przestrzeni z tej pozycji była nie tylko zaskakująca, ale zdecydowanie gorsza od znanych i z konieczności akceptowanych widoków. Przewijający się za oknem dziwny film składał się z ciągu przypadkowych, wręcz surrealistycznych widoków niekontrolowanej nowotworowej miejskiej plazmy. Oglądając z tej nowej perspektywy znane mi przecież miasta Gliwice, Zabrze, Bytom, Piekary Śląskie, lepiej było widać, jak nieopanowany i chaotyczny stał się żywioł miejski, nad którym utraciliśmy chyba już jakąkolwiek kontrolę. Wydaje się, że nawet nie staramy się ograniczyć tego żywiołu, ale wręcz przeciwnie — kreujemy coraz to nowe pola konfliktów i dysonansów przestrzennych. Ta poszarpana, pozbawiana ciągłości i znamion jakiejkolwiek harmonii mijana przestrzeń, była tak samo dotkliwa, jak ciężka choroba.

odmienny obraz przestrzeń

Ocena utworu czy dzieła plastycznego z odwrotnej pozycji nie jest bynajmniej jakimś nowym odkryciem. Historyczni malarze oceniali poprawność kompozycji swoich obrazów, oglądając je w lustrze lub też stawiali „na głowie”. Taka percepcja ukazywała obraz z zupełnie z nowej perspektywy, ujawniając niedostrzegane uprzednio wady i uchybienia. Podobny syndrom zmęczenia pracą nad projektem i braku świeżości ma miejsce również w naszej architektonicznej działalności. Wyświetlenie na ekranie w zwierciadlanym odbiciu sytuacji, rzutu, fasad czy wizualizacji nie daje niestety efektów umożliwiających korektę i poprawę błędów lub niedociągnięć. Zastanawiające jest, że nie wymyśliliśmy dotąd, pomimo komputeryzacji, skutecznych narzędzi korygujących naszą działalność projektową, a weryfikacja niemożliwa już do wprowadzenia zmian, następuje dopiero po realizacji, skazując społeczeństwo na bardzo długie obcowanie z dalekim od perfekcji obiektem. Józef Chełmoński i Witkacy stosowali inną, acz, równie skuteczną metodę. Stawali tyłem do swojego obrazu z rozkraczonymi nogami, pochylali się nisko i w tej pozycji kontemplowali swoje dzieła. Metodę tę Witkacy żartobliwie nazywał „duposkopem”. Chyba to dosadne określenie jest jak najbardziej adekwatne do mojego niegdysiejszego przeżycia, jako że w mijanych obrazach nie dostrzegłem żadnych zalet, a jedynie nieusuwalne wady i chaos. Ta mijana przestrzeń pokazuje, jak nasz zbudowany świat postawiliśmy na głowie. To całkiem nieoczekiwane spojrzenie z nowej, chorobowej pozycji w pewnym momencie uświadomiło mi, że podobnie jak zakaźna choroba jest konfliktem naszej fizjologi z mikroorganizmem, tak nasza przestrzeń postawiona na głowie (tak w dosłownym, jak i przenośnym znaczeniu) jest głęboko wewnętrznie skonfliktowana. Diagnozując stan naszej przestrzeni jako przyczyny bardzo złej jej jakości, wskazujemy: niski stan świadomości społeczeństwa, uwarunkowania historyczne, społeczne, ekonomiczne czy też polityczne. To postawienie naszej przestrzeni na głowie to nie kwestia odwrotnej percepcji, a wynik ponad siedemdziesięciu lat uporczywej działalności naszego społeczeństwa, władz, polityków, a również nas wszystkich, czyniących z niej obrócony jak w krzywym zwierciadle karykaturalny obraz.

Po paru tygodniach i powrocie do zwykłej pozycji i w miarę normalnego trybu życia te negatywne i pesymistyczne spostrzeżenia straciły na swojej ostrości i wyrazistości. Otaczająca mnie przestrzeń znowu zobojętniała, stając się od dawna znaną, acz nie końca akceptowaną rzeczywistością. Jednak te refleksje o skonfliktowanej przestrzeni powracały każdorazowo jak zły sen, kiedy chwilowo uświadamiałem sobie, że żyjemy w przestrzeni, którą opanował i w której nadal szaleje koronawirus. Patogen wprawdzie nie dotknął w sposób fizyczny budynków, placów ulic, zieleni miejskiej, jednak jego wszechobecność określana pandemią zmieniła ich postrzeganie. Wszystkie te przestrzennie stały się nie bezpieczne dla zdrowia i życia, a tym samym w odbiorze indywidualnym i społecznym dotknięte konfliktem epidemii. Nasunęły się natychmiastowe skojarzenia z epidemią nie w dosłownym znaczeniu, ale z powszechną epidemią zdehumanizowanego chaosu. Jego skala i zasięg stały się tak powszechne, że przestał być dostrzegany, podobnie jak mikroskopijny wirus covid.

społeczeństwo w przestrzeni

Te w dużym stopniu intuicyjne paraliterackie analogie, mogą być tłumaczone pesymistyczną atmosferą paru ostatnich miesięcy. Niemniej nawet jako profesjonaliści, nie mówiąc o normalnych użytkownikach, odbieramy przestrzeń w intuicyjnych kategoriach, poddając ją racjonalnej analizie dopiero ex post. Dlatego warto przyjrzeć się wzajemnym relacjom ludzi i otaczającej ich przestrzeni w jakimś stopniu również w kategoriach chwilowej subiektywnej intuicji.

Drugim obok pandemii czynnikiem zmieniającym w ostatnich miesiącach funkcjonowanie i obraz naszej przestrzeni były masowe demonstracje związane ze Strajkiem Kobiet. Te pozornie odlegle od siebie wydarzenia być może, jak wskazują socjolodzy, są jednak ściśle z sobą związane. W sytuacjach zagrożenia ludzie gromadzą się we wspólnotach, a paradoksalnie zagrożenie koronawirusem zmusza ich do wzajemnej izolacji. Wystraszył impuls w postaci Wyroku Trybunału Konstytucyjnego, aby ludzie spontanicznie poczuli potrzebę gromadzenia się w przestrzeniach naszych miast, w reakcji zarówno na wielomiesięczną izolację, jak i działania władz i urzędów. Te masowe demonstracje relacjonowane szeroko przez media, niezależnie od podsycania ich przez polityków i dziennikarzy, pokazują niezwykłą spójność konfliktów społecznych z pełną konfliktów przestrzennych tkanką naszych miast. Pomimo że agresywne, czy gniewne hasła wykrzykiwane przez manifestantów w zamyśle w pierwszej kolejności trafić mają do mediów i polityków, a dalej do społeczeństwa, pierwszym ich adresatem jest na pozór niema przestrzeń otaczająca demonstrantów. Jej milczenie jest jednak iluzoryczne. Tak jak niezadowoleni demonstrujący ludzie kontestują rzeczywistość, w której funkcjonują, tak zbudowana przez nich przestrzeń potwierdza, wspiera i podsyca ich niezadowolenie.

społeczeństwo w przestrzenispołeczeństwo w przestrzenispołeczeństwo w przestrzeni

społeczeństwo w przestrzeni

© Piotr Średniawa

Organizatorzy protestów dla wyznaczenia tras swoich demonstracji posiłkują się odmiennymi kryteriami niż wyraz estetyczny przestrzeni, niemniej kształt, w której się one odbywają w dużej mierze, w przypadkowy sposób, pozostaje paralelny do negatywnych emocji towarzyszących demonstracjom. Szczególnie charakterystyczne były relacje z demonstracji w Warszawie i Katowicach. Trudno wyobrazić sobie dla nich lepszą scenografię niż warszawskie Rondo Dmowskiego i katowicki Rynek. Te niespójne, poszarpane, nigdy do końca niezaprojektowane przestrzenie, nawet w normalnych warunkach sprawiają przygnębiające wrażenie. Przypadkowość otaczających je budynków, brak organizującej je myśli urbanistycznej, nie sprzyja w żaden sposób jakiemukolwiek inkluzywnemu, wspólnototwórczemu myśleniu. Wypełnienie ich protestującym tłumem ludzi, o ironio, wskazało na najbardziej sensowne ich przeznaczenie. Atrybuty tych miejsc jako przestrzeni publicznych niespodziewanie uzyskały nowy do tej pory, ukryty i nieprzewidywalny wymiar. Jako że demonstracje mają również charakter jak najbardziej publicznej działalności, przynależeć im winny również adekwatne do tej aktywności przestrzenie. Można odnieść wrażenie, że skonfliktowane i podzielone społeczeństwo generuje tę nieprzyjazną przestrzeń i nie jest zdolne do konstruktywnego o niej myślenia.

Te wzajemnie negatywne relacje doskonale oddawał rozpowszechniany na kanale You Tube film z ostatniego, zupełnie odmiennego od demonstracji w ramach Strajku Kobiet, Marszu Niepodległości. Początek filmu dokumentuje obrzucanie, czy też ostrzeliwanie racami kamienic wzdłuż estakady Mostu Poniatowskiego przez agresywnych uczestników marszu. Następnie film odwrócono i to kamienice obrzucają racami demonstrantów. Ten żart internetowy, być może nieświadomie, świetnie ukazuje relacje pomiędzy społeczeństwem i przestrzenią, w której żyje. Tak jak przestrzeń staje się obiektem agresji społeczeństwa, przestrzeń odwzajemnia się niechęcią do ludzi. Ten krótki film skłania do zadania istotnego pytania, czy w takiej atmosferze może powstawać przyjazna przestrzeń, w której społeczeństwo będzie się dobrze czuć i harmonijnie funkcjonować? Niestety odpowiedź wydaje się negatywna. Ta pełna konfliktów odwrócona przestrzeń tworzona przez skonfliktowane społeczeństwo powoduje permanentne sprzężenie zwrotne. Codzienne obcowanie z taką przestrzenią pogłębia konflikty trawiące nasze społeczeństwo, a chroniczny charakter tych konfliktów sprzyja powstawaniu i trwaniu wewnętrznie skonfliktowanej przestrzeni.

Konflikty społeczne nie są czymś wyjątkowym i osobliwym. Z historii wiemy, że II RP też była nasycona konfliktami społecznymi, gospodarczymi i politycznymi. Jednak oglądając z osiemdziesięcioletniej perspektywy dorobek architektoniczny II RP, widzimy przede wszystkim wysiłek społeczeństwa budującego przestrzeń swojego kraju i z pozytywnym efektem realizującego wspólny cel. Czy po paru dziesięcioleciach historycy i architekci, analizując współczesną nam zurbanizowaną przestrzeń, będącą materialnym dokumentem dziejących się w niej procesów społecznych, ocenią również naszą współczesną polską historię w pozytywnych kategoriach? Można mieć obawy, że nie, chociaż być może ostatnie zdarzenia to zapowiedź nadciągających, niedostrzeganych przez nas jeszcze zbyt wyraźnie zmian, które również dotyczyć będą przestrzeni naszych miast.

 
Piotr Średniawa

Głos został już oddany