okno zamknie się za 5

„Odwiedziny. Rozmowy o dizajnie” – książka Aleksandry Koperdy

computer zapisz w ulubionych

„Odwiedziny. Rozmowy o dizajnie” – książka Aleksandry Koperdy

12 maja '20

Jeśli nazwisko autorki nie brzmi od razu znajomo, zmieni to brzmienie prowadzonego przez nią bloga „Hygge”. Aleksandra Koperda poszukuje niezwykłych miejsc, ludzi i przestrzeni. Odwiedziny to nie tylko tytuł jej książki, ale i cykl na blogu. Autorka odwiedza osoby w ich domowym zaciszu. Jednakże nie tylko o wnętrza tu chodzi przede wszystkim o tych, którzy je tworzą.

Wśród rozmówców Aleksandry Koperdy znaleźli się m.in. szefowie kuchni, miłośnicy polskiego designu powojennego, artyści, restauratorzy, rysownicy, architekci, projektanci i inżynierowie o duszy artysty. Każdy i każda z nich opowiadają historię swojego mieszkania i przedmiotów, którymi się otaczają oraz zdradzają, co ich inspiruje. Autorka powala nam popatrzeć przez dziurkę od klucza do wnętrz zwykłych-niezwykłych ludzi.

W książce oprócz rozmów znalazły się również różnego rodzaju porady adresy najlepszych pchlich targów i sklepów ze starociami, wskazówki, jak kupić swój pierwszy obraz oraz krótkie historie ikon designu np. krzesła Panton.

Aleksandra Koperda to animatorka kultury, od wielu lat zafascynowana dizajnem, architekturą i sztuką. Od 2016 roku prowadzi Hygge Blog, gdzie opowiada o inspirujących ludziach projektantach, dizajnerach, artystach, rzemieślnikach i o wnętrzach, w jakich żyją. Mieszka w Krakowie.

 

Pierwsze mieszkania w Superjednostce oddano do użytku w 1968 roku. Budynek wsparty został na żelbetowych słupach, ma niemal 190 m długości i 15 kondygnacji nadziemnych, mieści 762 lokale mieszkalne i 9 wind, które stają tylko na wybranych piętrach: 2, 5, 8, 11 i 14. W całym bloku istnieją trzy rodzaje mieszkań; to, co jest dla nich wspólne, to balkony ciągnące się przez całą szerokość lokali i ślepe kuchnie. W pierwotnych planach kuchni w mieszkaniach miało wcale nie być. Na ostatnim piętrze chciano utworzyć stołówkę dla wszystkich mieszkańców. Mieszkanie Dominika, w którym mieszka razem z psem Kubą, ma 47 metrów kwadratowych. Dominik to człowiek instytucja znany wielu katowiczanom. Społecznik, animator i miejski partyzant. Właściciel klubokawiarni KATO — miejsca przy ulicy Mariackiej, które zapoczątkowało spore zmiany w tej części miasta, współzałożyciel sklepu Geszeft — promującego lokalny dizajn, aktywny działacz w Stowarzyszeniu Moje Miasto, wielbiciel modernistycznej architektury sadzący bluszcz w miejscach, które tego potrzebują. Jego wyremontowane dziesięć lat temu mieszkanie jest dowodem na to, że dobrze zaplanowane wnętrze może być ponadczasowe. To jest niemal monochromatyczne.

Biały korytarz prowadzi do otwartej przestrzeni: białego salonu z białą kuchnią. Między pomieszczeniami nie ma ścian, sypialnia została oddzielona jedynie białą zasłoną. Zastosowanie bieli, optycznie powiększa przestrzeń. Nie ma tu zbędnych mebli, ważna jest przede wszystkim funkcja. Z bielą kontrastuje soczysta zieleń okazałych
kwiatów doniczkowych.


Aleksandra Koeprda: W 2009 roku otworzyłeś KATO bar, który nie był zwykłą knajpą.
Dominik Tokarski: Organizowaliśmy debaty, koncerty, wystawy, targi. Chciałem stworzyć społeczność. Później wraz z przyjacielem otworzyliśmy sklep Geszeft. Zaczęło się od pomysłu na zestaw gadżetów promujących Katowice, i tak narodził się pierwszy projekt kubek z napisem KATO. Geszeft, podobnie jak bar KATO, powstał w lokalu, którego ze względu na nieciekawą lokalizację nikt nie chciał przez parę lat. Ryzykowaliśmy, ale się udało.

 

Aleksandra: Przejdźmy do mieszkania. Jak tu trafiłeś?
Dominik: Szukałem czegoś na ostatnim piętrze. Po paru latach mieszkania pod dość głośną rodziną wiedziałem, że nie chcę nad sobą sąsiadów. Chciałem znaleźć coś w centrum, żeby do pracy chodzić pieszo. Ogłoszenie o tym lokalu było jednym z pierwszych, na jakie trafiłem. Umówiłem się z agentem nieruchomości, zobaczyłem, że jest na piętnastym ostatnim piętrze. Wyszedłem na balkon, popatrzyłem na Katowice i już wiedziałem, że tu zostanę. Choć wnętrze wcale nie wyglądało dobrze! Wymagało generalnego remontu.

 

Aleksandra: Co trzeba było zrobić?
Dominik: Układ pomieszczeń był zupełnie inny niż teraz ślepa kuchnia, dwa pokoje i mała komórka. Zrezygnowałem ze wszystkich ścian. Pozostały tylko ściany łazienki. Przy projekcie pomagał mi architekt. Według pierwszego planu tu, gdzie teraz są salon i kuchnia, znajdowała się sypialnia, co zupełnie nie sprawdziło się przy moim trybie życia. Do strefy kuchenno-jadalnianej trzeba było przedzierać się przez strefę prywatną. Zabudowa kuchenna tkwiła smętnie w miejscu obecnej szafy. Po jakimś czasie zdecydowałem się na zamianę funkcji pomieszczeń. Chciałem, żeby było tak jak w starych śląskich domach, gdzie w pierwszej izbie była kuchnia z piecem, stołem i byfyjem (śląski kredens), i to tam przyjmowało się gości, a w drugiej, prywatnej, stało łóżko. Wcześniej zielone ściany przemalowałem na biało, a na podłodze położyłem sosnowe deski. Z tymi deskami był zresztą mały kłopot, bo pod żadnym kątem nie wchodziły do windy. Wnosiliśmy je tu po schodach. To było spore wyzwanie. Deski zostały pomalowane na biało farbą olejną, tak jak kiedyś malowano podłogi w śląskich familokach.

 

„Odwiedziny. Rozmowy o dizajnie” Alekandra Koperda
fragent książki dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak Literanova


oprac. : Basia Hyjek

inne w kategorii "NEWS'Y"

Tworzył, zazieleniał, przebudowywał, ulepszał, jednocześnie wysiedlał, karczował, burzył i niszczył. Komiksowa [...]

Wizja Warszawy po 1944 roku – idealnej nowoczesnej metropolii

„Najlepsze miasto świata…” to najnowsza książka Grzegorza Piątka poświęcona historii odbudowy Warszawy. W tym roku [...]

Interdyscyplinarny projekt fotograficzno‑literacki

„Nieswojość” to interdyscyplinarny projekt fotograficzno‑literacki, którego autorzy i autorki za cel postawili sobie [...]

Głos został już oddany