WALA - uchwyty do drzwi [BIM]

Jestem trochę pustelnikiem – rozmowa z Władysławem Grochowskim, prezesem Arche SA

Wiktor Bochenek
12 listopada '21

O Władysławie Grochowskim, prezesie grupy Arche SA zrobiło się głośno po apelu skierowanym do władz i liderów politycznych, w którym prosił o humanitarne traktowanie uchodźców przebywających na granicy polsko-białoruskiej. Zadeklarował przyjęcie 100 rodzin uchodźców, zapewniając im pomoc. W naszej rozmowie porusza kwestie odpowiedzialności dzisiejszego dewelopera, planów na przyszłość i wartości, jakie ceni.

Wiktor Bochenek: Jaka jest dzisiejsza rola dewelopera w Polsce?

Władysław Grochowski: No to mnie Pan mocno zaskoczył [śmiech]. Szerzej patrząc, myślę, że deweloper powinien mieć duży, pozytywny wpływ na kształtowanie przestrzeni publicznej. Nie chodzi tylko o zarabianie pieniędzy. Deweloperzy powinni ponosić odpowiedzialność. Chodzi o świadomość dewelopera za swoją działalność, bo to przecież dzieje się w przestrzeni miejskiej, która jest wspólnym dobrem. Ma również duży wpływ na środowisko na to, ile używa betonu, ile zabudowuje terenu. Trzeba jednak dużo pokory w swojej działalności.

Wiktor: Zapytałem o to, ponieważ deweloperzy w Polsce często krytykowani są za zabetonowanie przestrzeni, tworzenie nieludzkich warunków mieszkaniowych czy mikro apartamentów. Czy według Pana ta krytyka jest słuszna?

Władysław Grochowski: W części jest słuszna i trzeba to przyjąć na siebie.

Władysław Grochowski, prezes grupy Arche SA

© Grupa Arche

Wiktor: Co Pan i Pana firma robi, żeby to zmienić?

Władysław Grochowski: Od kilku lat jako grupa [Arche SA – przyp. red] nie kupujemy terenów, które nie były wcześniej zabudowane. Mamy kilka nieruchomości sprzed dziesięciu lat, gdzie nie mogliśmy przeprowadzić takiej inwestycji. Kupujemy głównie obiekty poprzemysłowe i zabytki. Tego jest tak dużo, że wystarczyłoby dla wszystkich. Nie musimy odbierać kolejnych przestrzeni naturze i społeczności. Zgubiliśmy człowieka w inwestowaniu. Nie wiem jak inni, ale ja się źle czuję w przeskalowanych miastach, szerokich ulicach, dzielnicach biurowców. Ta skala przekroczyła wszelkie granice proporcji. Urzeczeni technologią, zapomnieliśmy o wartościach i o tym, że robimy to dla ludzi. Czuje, że trochę nabroiliśmy, ale ta świadomość dewelopera się zmienia. Cały czas myślę, że trochę psujemy i trochę naprawiamy.

Wiktor: Chciałbym zapytać o Arche: Siedlisko. To dość nietypowy przykład stworzenia warunków hotelowych pośród dzikiej natury. Skąd ten pomysł?

Władysław Grochowski: Ja mieszkam daleko, na odludziu. Wcześniej tam było siedlisko, więc nie zająłem nic nowego. Zawsze wracam do siebie, zajmuje mi to nawet kilka godzin, żeby się przespać poza miastem. Nie jestem w stanie długo przebywać w Warszawie, mimo że tu mam firmę. W czasie pandemii zrobiłem sobie dłuższy urlop i wtedy pojawiło mi się wiele pomysłów. Powrót do natury, do źródeł. Znam wartości, które zostały na wsi. Żyję bez telewizji i internetu. Nawet mówię, że jestem lekkim pustelnikiem [śmiech].

Arche Siedlisko to próba stworzenia wysokiej klasy hotelu w kontenerze morskim

© Grupa Arche

Pojawił się taki pomysł, żeby pokazać jak wiele osób jeszcze żyje według swojej filozofii. To są ludzie szczęśliwi, ci co tu zostali. Dopóki oni są, to my te zabawki, jak nazywamy jednostki kontenerowe, stawiamy. Te wioski szybko się wyludniają. Nie spodziewałem się, że istnieją jeszcze wsie ze stu procentową drewnianą architekturą. Te piękne, małe budynki, które tu zostały, z których ludzie wyjechali 20-30 lat temu wyglądają tak, jakby ktoś przed chwilą z nich wyszedł. Zupełnie inny świat. Chciałem je ze sobą zderzyć – wielkiego świata biurowców i tych, którzy mają swój mały świat w takich siedliskach. Mają swoje zwyczaje, czynności wiejskie, to jest egzotyczne dla ludzi z miast. Bliższe poznanie się daje wiele radości. To jest dopiero początek naszej działalności. Dla miejscowych to nowość, bo do nich przyjeżdżamy, a zwykle to od nich wyjeżdżają. Coś sobie możemy dać nawzajem.

przykładowe wnętrze pokoju w hotelu Arche Siedlisko

© Grupa Arche

Wiktor: Stworzył Pan również hotel w Cukrowni Żnin (proj. Bulak Projekt, Arche). Czy w najbliższej przyszłości podejmie się Pan podobnego wyzwania?

Władysław Grochowski: Tak. Po doświadczeniach Cukrowni Żnin podejmujemy się chyba jeszcze większej rewitalizacji. To Papiernia królewska w Konstancinie-Jeziornie – zdecydowanie większy projekt i trudniejszy, ale jesteśmy już gotowi. Cukrownia Żnin była gotowa do wyburzenia, a teren miał zostać podzielony na mniejsze działki, nie widziano możliwości uratowania tego. Oprócz inwestycji w budynek, jestem dumny, że wchodzimy również w daną społeczność. Ludzie zaczynają wierzyć w siebie i zostają na miejscu. Nie wyjeżdżają w Polskę czy w świat, tylko tam zostają. Jestem pod wielkim wrażeniem tych młodych ludzi. Określiłbym to jako projektowanie społeczne.

Cukrownia Żnin – Flagowa inwestycja grupy Arche

fot. Alka Murat

Wiktor: Jak Pan widzi przyszłość firm deweloperskich i hotelarskich w Polsce?

Władysław Grochowski: Widzę tu duży potencjał, głównie w rewitalizacji. Chcielibyśmy wprowadzać szersze podejście. Często gdzieś pojawia się kilka pojedynczych obiektów, które do siebie niepasujących. Widziałbym rolę dzisiejszych deweloperów, by skupili się na całości, spojrzeli na architekturę i urbanistykę holistycznie. W hotelarstwie również widzę ogromny potencjał po pandemii, może się rozszerzyć o wiele nowych funkcji. Włączyć lokalne ośrodki kultury i organizacje by działały w hotelach. My zawsze zaczynamy od jak największej sali, w której można wiele rzeczy zrobić, od gastronomii przez koncerty, spektakle po działania społeczne. Wraz z Fundacją Leny Grochowskiej tworzymy miejsca dla osób z niepełnosprawnością intelektualną. Okazuje się, że jesteśmy sobie bliscy, to są osoby bardzo otwarte i świetnie się sprawdzają w wielu działaniach. Świetnie malują, pieką, pracują w ceramice. Nawet robiliśmy takie warsztaty dla architektów, które prowadziły osoby z niepełnosprawnościami. Nowe hotelarstwo to działalność, dzięki której możemy być bliżej siebie.

Wiktor: Przed kilkoma dniami zaproponował Pan pomoc uchodźcom z granicy polsko-białoruskiej. Z jakimi relacjami spotkał się Pan po tej deklaracji?

Władysław Grochowski: Nie spodziewałem się takiego odzewu. Dostałem setki SMS-ów, maili, telefonów, podziękowań i gotowości do włączenia się, nawet od dużych firm. Jestem tym mocno podbudowany. Myślę, że tego typu zadania zaprocentują. Rząd znalazł się w trudniej sytuacji. Trzeba będzie wziąć odpowiedzialność za tych ludzi na granicy. Znam podobną sytuację z Czadu, gdzie zbudowaliśmy szkołę. Te mury nic tu nie pomogą.

pałac i folwark Łochów – jedna z wielu inwestycji Władysława Grochowskiego

© Grupa Arche

Wiktor: Czy można połączyć rolę dewelopera z działalnością charytatywno-społeczną?

Władysław Grochowski: Myślę, że świetnie można je łączyć. W czasach po pandemii należy myśleć, że nie tylko pieniądze się liczą. Latamy w kosmos, a wciąż nie załatwiliśmy podstawowych spraw na świecie, jak kwestia głodu czy wojen. Może powinniśmy się zatrzymać? Może starczy już kolejnych majątków, luksusowych samochodów i nie wiadomo czego. Najbiedniejszym krajom afrykańskim trzeba pomagać, dać szansę. Stamtąd naprawdę nie chcą wszyscy wyjeżdżać. Było niewolnictwo, kolonializm a teraz niszczenie środowiska przez bogate kraje. Żadne mury czy zamykanie się nas nie uchronią. Trzeba temu stawić czoła. Jestem optymistą, ludzkość jako cywilizacja przetrwała wiele złego. Powinniśmy trochę przewartościować to, co się teraz dzieje. Może powinniśmy nie produkować tyle rzeczy, które zamienią się w góry śmieci? Czy to wszystko jest nam do szczęścia potrzebne? Myślę, że ważniejsze będą doświadczenia i edukacja. Widzę tu dużą szansę po pandemii, coraz lepiej to dostrzegamy.

Wiktor: Dziękuje za rozmowę.

rozmawiał : Wiktor Bochenek

Głos został już oddany

Klasyczny urok drewna – profile okienne VEKA SPECTRAL
Stal COR-TEN®. Naturalne piękno
Okna, drzwi – trendy 2022