Najwięcej jest do zrobienia w kwestii komunikacji

08 marca '22

rozmowa z numeru A&B 01/2022

Wartości, idee, misja, odpowiedzialność — cały katalog wielkich słów — versus funkcja, rynek, PUM… Otwieramy rok spojrzeniem z lotu ptaka na te kwestie we współczesnej polskiej architekturze.

Grzegorz Piątek

 
 
 
Grzegorz PIĄTEK
 — absolwent Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej (2006), krytyk architektury, publicysta, pisarz, tłumacz i kurator. Współautor wystawy „Hotel Polonia. The Afterlife of Buildings” nagrodzonej Złotym Lwem na Biennale Architektury w Wenecji (2008). Autor książek „Najlepsze miasto świata. Warszawa w odbudowie 1944-1949” (2020) oraz „Niezniszczalny. Bohdan Pniewski — architekt salonu i władzy” (2021). W 2022 roku ukaże się jego książka poświęcona projektowaniu i budowie Gdyni.

 
Katarzyna Jagodzińska
: Zacznijmy od tego, co kryje się pod formą architektoniczną — z jednej strony funkcje, z drugiej idee, wartości, poczucie odpowiedzialności. W jakim miejscu tej dyskusji jesteśmy dzisiaj? W czasie pandemii pojawiło się sporo rozważań na temat kierunków, w jakich będzie czy może podążać architektura, na temat dostosowywania się do zmian zachodzących w przestrzeni publicznej. Czy stan zagrożenia, w jakim żyjemy, wpływa na refleksję architektów, czy coś zmienia?

Grzegorz Piątek: Te zmiany, jak to często bywa, wyprzedzają refleksję. Mijają właśnie dwa lata od początku pandemii. Pierwsze, bardzo radykalne wróżby, już się nie sprawdziły: miasta nie wymarły, nie uciekliśmy wszyscy na wieś, magicznie nie powiększyły nam się domy. Zmiany są raczej na poziomie stylu i sposobu życia, organizacji. To przyspieszyło procesy, które i tak się już toczyły — cyfryzację, pracę i naukę zdalną. To było od dawna przygotowywane, a pandemia była wymuszonym impulsem. Paczkomaty, teleporady i spotkania zdalne, jak nasze dzisiaj, zostaną z nami na zawsze. Przećwiczyliśmy to i przełamaliśmy barierę nawyków. A czy to przeora architekturę? Problem w tym, że cały czas jesteśmy przyzwyczajeni do tego, aby myśleć o architekturze w kategoriach użyteczności i potrzeby, a ona jest tak mocno związana z rynkowymi mechanizmami, że często użyteczność i przydatność są na drugim miejscu. Jeśli mieszkania sprzedają się na pniu i wiele z nich w dużych miastach i miejscowościach wypoczynkowych jest wykupywana inwestycyjnie, to nie ma większego znaczenia, czy to mieszkanie jest dobrze rozplanowane. Ono jest tylko metrami kwadratowymi w arkuszu kalkulacyjnym, a potem złotówkami czy dolarami w raporcie giełdowym. To jest raczej żonglerka liczbami niż zaspokajanie potrzeb mieszkaniowych. Dlatego architektura, moim zdaniem, od razu się pod wpływem pandemii nie zmieni. Pandemia wcale tego procesu nie naruszyła, wręcz przeciwnie — wzmocniła go. Niepewność sprawiła, że ludzie z pieniędzmi zaczęli uciekać w nieruchomości.

Szkoła Podstawowa nr 400 w WilanowieSzkoła Podstawowa nr 400 w WilanowieSzkoła Podstawowa nr 400 w Wilanowie

Szkoła Podstawowa nr 400 w Wilanowie, Warszawa, proj.: Bujnowski Architekci

fot.: Juliusz Sokołowski

 
Katarzyna
: Czy idee tkwiące w architekturze ulegają dziś zmianom?

Grzegorz: Myślę, że w Polsce niezauważalnie. Trudno w Polsce być w tym zawodzie wojownikiem, bo jest mocno urynkowiony. Nie ma wiele możliwości praktykowania go w sposób eksperymentalny i innowacyjny. Mieszkaniówka jest tego najlepszym przykładem. Ona jest teraz solą polskiej architektury, bo buduje się najwięcej od dziesięcioleci, ale ideowo nie zmienia się nic. Ponieważ rynek jest tak bardzo skomercjalizowany, nie potrzebuje innowacji czy ciekawych rozwiązań funkcjonalnych. O ile deweloperowi nie zależy, aby dołożyć coś specjalnego, wyróżnić się czymś na rynku, to architekci nie mają za dużo do powiedzenia. Wielu architektów, z którymi rozmawiam, żali się, że jako projektanci architektury mieszkaniowej mają dwa zadania: po pierwsze jak najskuteczniej wycisnąć PUM, a nie dbać o rozwiązania funkcjonalne, o doświetlenie, o przewietrzanie, oczekuje się od nich wręcz naginania parametrów, które decydują o komforcie, a po drugie skupić się na elewacji, ponieważ mieszkania kupuje się oczami. Ludzie oglądają wizualizacje, rzutów najczęściej nie umieją czytać, a decyzje podejmują często, zanim budynek wyjdzie z ziemi. Architekci są więc od robienia PUM-u i ładnego opakowania, dlatego polska architektura mieszkaniowa jest często bardzo estetyczna i efektowna, ale użytkowo rozczarowuje.

Szkoła Podstawowa nr 400 w WilanowieSzkoła Podstawowa nr 400 w WilanowieSzkoła Podstawowa nr 400 w Wilanowie

Szkoła Podstawowa nr 400 w Wilanowie, Warszawa, proj.: Bujnowski Architekci

fot.: Juliusz Sokołowski

 
Katarzyna
: Jak to wygląda na innych polach — architektury biurowej czy użyteczności publicznej?

Grzegorz: Architektura biurowa ma o wiele lepsze perspektywy innowacyjności, może dawać większe pole do popisu niż mieszkaniowa. Różnica jest zasadnicza — architektura mieszkaniowa w większości w Polsce jest sprzedawana — deweloper sprzedaje, podlicza i zapomina, nie biorąc odpowiedzialności za to, jak ta architektura funkcjonuje i się starzeje. Natomiast biurowce są wynajmowane i nieprzypadkowo tak często się je modernizuje i odświeża. Trzeba się nieustannie o najemców bić. Przy wygaśnięciu jednej umowy rozglądają się na boki i szukają lepszego miejsca. Warszawski Mordor jest przykładem dzielnicy, która się wyludniła — nie tylko przez pandemię, również dlatego, że rosną nowocześniejsze, lepiej skomunikowane dzielnice biurowe, jak skupisko wieżowców przy rondzie Daszyńskiego czy kwartały przy Dworcu Gdańskim.

Jeśli chodzi o architekturę publiczną, to wiele zależy od ambicji i świadomości zamawiających ją władz. Ogromnym przełomem jest to, że miasto Warszawa opracowało dokument, przyjęty jako zarządzenie prezydenta w maju 2021 roku — wytyczne dla projektowania szkół, tak zwane standardy szkolne. To sprawia, że proces, który do tej pory był kompletnie dziki, urynkowiony, bo od trzydziestu lat szkoły budowało się głównie z przetargu, gdzie, jak wiadomo, projektant ma bardzo małą kontrolę nad efektem, a podstawowym kryterium jest cena. Te standardy są oparte na drobiazgowych studiach, określają zarówno rozmiary szkół, jak i układy funkcjonalne, oświetlenie, zagospodarowanie terenu wokół szkoły. Samo w sobie twórcze jest to, że wieloosobowy zespół wykonał we współpracy z samorządem pracę intelektualną, żeby taki dokument stworzyć. Ja też do niego przyłożyłem rękę, ale tylko w rysie historycznym warszawskich szkół. To przykład na to, że architektura publiczna może być innowacyjna. Zobaczymy, co z tego wyjdzie, bo żadna szkoła ściśle według tych standardów nie powstała.

Szkoła Podstawowa nr 400 w WilanowieSzkoła Podstawowa nr 400 w WilanowieSzkoła Podstawowa nr 400 w Wilanowie

Szkoła Podstawowa nr 400 w Wilanowie, Warszawa, proj.: Bujnowski Architekci

fot.: Juliusz Sokołowski

 
Katarzyna
: Jeszcze?

Grzegorz: Powstało ostatnio kilka dobrych podstawówek w Warszawie, na przykład projektu zespołu Piotra Bujnowskiego i na Kabatach projektu Macieja Siudy, już ze świadomością tych powstających standardów, ale jeszcze nie w rygorach obowiązującego zarządzenia. Zapewne każdy dokument da się nagiąć, więc wiele zależy od jakości rządzenia. Ale wierzę, że architektura publiczna może zapewniać jakość oraz sprzyjać innowacyjności i odpowiedzialnemu projektowaniu, dlatego że nie musi zarabiać. To jest tylko kwestia wzięcia politycznej odpowiedzialności za określenie priorytetów i za to, że być może wyjdzie drożej. Choć niekoniecznie. Świetnym przykładem tego, że ta architektura nie musi być droga, jest warszawska pracownia xystudio, która specjalizuje się w architekturze przedszkolnej, żłobkowej, szkolnej. Zaprojektowali świetny żłobek w Warszawie Wesołej, który w 2020 roku dostał Grand Prix Nagrody Architektonicznej Prezydenta Warszawy. Udało się go zaprojektować bardzo funkcjonalnie i estetycznie dzięki dobrej współpracy na linii inwestor–wykonawca–projektanci. Mało tego, wyszło taniej niż niektóre żłobki budowane z przetargów.

Żłobek nr 67 w WesołejŻłobek nr 67 w WesołejŻłobek nr 67 w Wesołej

Żłobek nr 67 w Wesołej, Warszawa, proj.: xystudio

fot.: Marcin Czechowicz

Zdarza się więc, że z trybu przetargowego wychodzą rzeczy mądre, świadome i odpowiedzialne, ale myślę, że samorządy polskie mają jeszcze dużo do odkrycia, jeśli chodzi o świadomy mecenat architektoniczny. Marzy mi się, żeby zaczęły w tak samo oświecony sposób podchodzić do budownictwa mieszkaniowego. Teraz najczęściej w ogóle nie chcą się tym zajmować. Doszło do tego, że „mieszkanie komunalne” uchodzi za synonim „mieszkania socjalnego”, za jakieś obciążenie dla porządnych, płacących podatki obywateli. A przecież samorządy mogłyby być takimi deweloperami, którzy, choć muszą budować oszczędnie, to jednak nie muszą zarabiać. Mogłyby budować porządne, przystępne cenowo mieszkania na wynajem.

Pandemia może w bardzo nieoczekiwany sposób zmienić wszystko, co się wokół nas dzieje. Pandemia, kryzys klimatyczny, rosnące problemy z logistyką, to wszystko zmieni sposób uprawiania zawodu, sposób budowania, bo nadchodzi czas niedoborów. Niedobory mogą sprawić, że popularna stanie się znowu idea interwencjonizmu publicznego, bo zasobami trzeba będzie zarządzać odgórnie.

Samorządowy ŻłobekSamorządowy ŻłobekSamorządowy Żłobek

Samorządowy Żłobek, Adamów, proj.: xystudio

© xystudio

 
Katarzyna
: Czy wytyczanie reguł, tak jak w przypadku szkół, powinno się rozszerzyć na inne kategorie budynków?

Grzegorz: Same przepisy nas nie zbawią, ważna jest kultura ich stosowania. Bardzo często się je przecież nagina, sprzyjają one różnym dziwnym interpretacjom. Albo są interpretowane luźno, albo ze zbytnią ostrożnością. Uważam, że o tych standardach zawsze warto dyskutować. Te zapisy nie są raz na zawsze i my jako architekci czy eksperci zaangażowani w te procesy powinniśmy dbać o to, żeby one się mądrze zmieniały. Weźmy światło dzienne. Niedawno wyszły wytyczne europejskie dotyczące oświetlenia budynków i są tam rzeczy, których w polskich przepisach jeszcze nie ma, na przykład kwestia widoku. To, czy widok jest bliski czy daleki, czy światło dzienne jest bezpośrednie, przefiltrowane przez drzewa albo odbite od sąsiedniej elewacji również wpływa na komfort. Kolejnym przykładem jest kwestia toalet damskich i męskich. Przepisy są tak ułożone, że do damskich toalet tworzą się kolejki, a to dlatego, że minima przewidują więcej oczek w męskich toaletach. Przed nami zapewne dyskusja, czy w ogóle robić podział na damskie i męskie toalety. Na Biennale w Wenecji zrobiono eksperyment i wymieszano kolejki, aby je skrócić, i to podziałało. Każdy inwestor i projektant oczywiście zawsze może zwiększyć liczbę oczek w toaletach, ale po co, jeśli nie trzeba.

Przedszkole Publiczne nr 6 KIDOPrzedszkole Publiczne nr 6 KIDOPrzedszkole Publiczne nr 6 KIDO

Przedszkole Publiczne nr 6 KIDO, Aleksandrów Łódzki, proj.: xystudio

fot.: Stan Zajączkowski

 
Katarzyna
: Skoro o ideach mówimy, to musi się też pojawić zagadnienie misji architektów. Jak to się dzieje, że wśród architektów jest tak wielu „teoretyków” działających praktycznie?

Grzegorz: Ja mam wrażenie, że większość architektów wyłącznie praktykuje. Prac teoretycznych architektów jest raczej niewiele.

 
Katarzyna
: Nie tyle w zakresie poważnych prac teoretycznych, ile raczej osadzania swoich projektów w filozoficznym, czasem też historycznym kontekście. Tak się często dzieje w projektach domów jednorodzinnych, można podać całkiem sporo przykładów — pracownia 81.WAW.PL, Architecture Club…

Grzegorz: Sukces Roberta Koniecznego, który stworzył architekturę opartą na bardzo mocnej i lapidarnej idei, sprawił, że rzeczywiście w budownictwie jednorodzinnym jest wiele prób zrobienia tego samego. Te projekty są bardzo diagramowe. Myślę, że Robert nie próbował stworzyć nowego nurtu, przyszło mu to naturalnie, ale stworzył silny wzorzec dla całego pokolenia.

 
dalszy ciąg rozmowy na kolejnej stronie

Głos został już oddany

Klasyczny urok drewna – profile okienne VEKA SPECTRAL
Stal COR-TEN®. Naturalne piękno
Okna, drzwi – trendy 2022