Zobacz w portalu A&B!
Zostań użytkownikiem portalu A&B i odbierz prezenty!
Zarejestruj się w portalu A&B i odbierz prezenty
maximize

Miejski Ogarniacz Miasta – antidotum na złe zarządzanie? Niezły pomysł poznańskich aktywistów

17 sierpnia '23

Brzmi nieco żartobliwie, ale to poważna sprawa. „Miejski Ogarniacz Miasta” to robocza nazwa jednostki, która miałaby zająć się koordynacją i sensem działań urzędników. Pomysł rzuciło Stowarzyszenie Inwestycje dla Poznania. Być może to koncept potrzebny także w innych miastach.

„Poznański porządek” od dawna jest tylko mitem. Degrengolada dotyczy wielu aspektów: od niesprzątanych dobrze ulic, przepełnionych koszy i lepiących się ławek, po bałagan organizacyjny, zarządczy i koncepcyjny. O poznańskich remontach w ramach projektu centrum i przebudowy płyty Starego Rynku, ich złej koordynacji, ułomnym nadzorze nad kiepsko wykonywanymi pracami oraz fatalnym sposobie informowania o zmianach pisaliśmy już kilka razy. Zastrzeżenia te są nadal aktualne, bo — choć prace postępują — daleko im do końca.

ławki na wyremontowanym w 2019 roku odcinku Świętego Marcina

ławki na wyremontowanym w 2019 roku odcinku Świętego Marcina —
wielodniowa warstwa brudu na ławkach i chodnikach zalegała w czerwcu na całej ulicy (głównym trakcie śródmieścia)

fot.: Jakub Głaz

Projekt Centrum, czyli rewaloryzacja głównych ulic śródmieścia jest skomplikowany i z pewnością wymaga wyrzeczeń, ale organizacja prac i zaplecze budowy ciągle przypominają obrazki rodem z PRL-owskich budów. Dochodzą do tego niespodziewane zmiany w projekcie wynikające z niedostatecznego przygotowania dokumentacji, ułomnych konsultacji społecznych oraz innych okoliczności, których można się jedynie domyślać (komunikaty magistratu mają mało wspólnego z porządną informacją).

remont Starego Rynku w Poznaniu

remont Starego Rynku w Poznaniu — tymczasowa droga bez właściwych oznaczeń kierunkowych — po deszczu zamienia się w błoto; nie ma żadnych ułatwień dla pieszych

fot.:Jakub Głaz

pięścią w stół

Mieszkańcy i przyjezdni znoszą z trudem informacyjny i organizacyjny bałagan, błotniste tymczasowe przeprawy, ślepe zaułki z przestawianych stale płotów i złą separację placów budowy od ruchu pieszego (zdarzały się nawet wypadki). Nakładają się na to obecne w mieście od lat brud i nieporządek — na innych nieremontowanych ulicach oraz — zwłaszcza — wokół stacji Poznań Główny. Gołym okiem widać zatem, że w Poznań — mówiąc potocznie — „nie ogarnia”. Stąd też apel zasłużonego stowarzyszenia Inwestycje dla Poznania, które pisze na swojej stronie internetowej, że

nasze Miasto PONOWNIE potrzebuje gospodarza — „ogarniacza” wielu i różnorodnych spraw, które się dzieją, a dzieją się źle. Takiego, by znów mówiono — jak przed wojną: „w Poznaniu nie odważ się rzucić papierka, bo będzie mandat”. Podstawowe uprawnienie to „MOM jest uprawniony do żądania odpowiedzi na pytanie stawiane odpowiednim osobom zarządzającym elementami życia Miasta”. Drugie uprawnienie: „Jeżeli MOM nie zostanie przekonany udzieloną odpowiedzią, należy wykonać jego polecenia”. Trzecie uprawnienie: prawo do głośnego walenia pięścią w stół na naradach urzędowych.

postulat Inwestycji dla Poznania

postulat Inwestycji dla Poznania

© idp.org.pl

Stowarzyszenie zastrzega, że bezpośrednim powodem jest świąteczna (15 sierpnia) lustracja niesprzątanego i zaniedbanego śródmieścia, a kwestia organizacji remontów i poważniejszych miejskich przedsięwzięć to temat na osobną okazję. Trudno jednak nie zauważyć, że te wątki wiążą się ze sobą. Apel o „ogarniacza” wpisuje się zresztą w postulat głębokiej reformy zarządzania miastem i poprawy koordynacji wszystkich jego działań — zgłaszany przez wielu miejskich aktywistów i publicystów (z niżej podpisanym włącznie). Bardzo trafne i obrazowe jest przy tym ukute przez IdP słowo „ogarniacz” — sensownie ilustrujące charakter takiego ciała. IdP rozwija to pojęcie następująco:

MOM musi cechować rozpoznawanie problemów tzw. zdrowym rozsądkiem, podejściem takim, jak ma „zwykły człowiek”, a nie jak biurokracja, która plac budowy w środku miasta traktuje tylko jako plac budowy, a nie jako „miejsce w turystyczno-biznesowym środku miasta przeznaczone do życia i obsługi gości, choć czasowo z działającym placem budowy”. Czyli: MOM powinien dla każdego rozwiązania przeprowadzać to, co technicznym żargonem określa się jako stress testing; po polsku można to oddać jako sprawdź, czy to ogólnie wypali”. Powinien zadawać pytania w rodzaju „czy potraficie mnie przekonać, że dana rzecz nie mogła zostać wykonana lepiej?”.

ul. św. Marcin w Poznaniu po remoncie

ul. św. Marcin w Poznaniu po remoncie — przykład bezmyślności i „nieogarnięcia” sytuacji: nowe ławki w obrębie ogródka gastronomicznego;
nieprzemyślana lokalizacja (ławek lub ogródka) uniemożliwia korzystanie z publicznych siedzisk

fot.: Jakub Głaz

skuteczna naiwność

Pytania te MOM kierowałby w stronę jednostek i wydziałów odpowiedzialnych za poszczególne aspekty funkcjonowania miasta. I choć przykłady podawane przez IdP brzmią bardzo prosto, to są celne — zgodnie z zasadą, że pozornie naiwne pytania mają największą siłę. Zmuszają bowiem do odpowiedzi dalekich od urzędowych łamańców umysłowych. Odnotujmy zatem kilka przykładów podanych przez IdP:

• czy nie jest możliwe wyegzekwowanie dobrej jakości robót zgodnie z treścią umowy i przeprowadzenie rzetelnych odbiorów tych robót (z pomiarami geodety, przed zakryciem elementów podziemnych, zgodnie z elementarnym odczuciem estetyki itp.)?
• czy stosując te tysiące znaków, bzdurnych barierek postępujecie tak, jak stanowią przepisy, czy tak jak Wy (koledzy MOM z Urzędu) te przepisy zrozumieliście lub uznajecie za wygodne dla Was samych?
• czy zmuszenie „gestorów sieci” do przesunięcia tychże, by móc wsadzić drzewa uliczne było zastosowane, czy od razu „wiecie”, że „się nie da, bo by trzeba było to, czy tamto”?

Wieloletnia obserwacja działań poznańskiego magistratu pokazuje, że te pozornie proste kwestie powodują największą konfuzję i — po sformułowaniu opinii w duchu „zawsze się tak działa” — indagowany robi wszystko, by o problemie zapomniano i nie wymuszano żadnych zmian.

narożnik

narożnik „Kupca Poznańskiego” przy pl. Wiosny Ludów w Poznaniu,
władze Miasta nie umieją poradzić sobie od 23 lat z bałaganem i handlową samowolą na narożnej niezabudowanej działce

fot.: Jakub Głaz

premia za efektywność

Czym zatem przekonać władze miasta do ustanowienia „ogarniacza” i — co się z tym powinno wiązać — głębokiej reformy struktury magistratu? Pomysł uściśla dla nas Jacek Jarzina z IdP, odpowiedzialny za sformułowanie postulatów Stowarzyszenia:

Zależy nam, żeby MOM był rodzajem jednostki lub wydziału, który zrealizuje co najmniej te zadania, które wyliczyliśmy w tekście na stronie internetowej, choć byłoby ich o wiele więcej. MOM musiałby być rozliczany z efektywności: premiowany za trafne interwencje, które usprawnią i uporządkują życie w mieście i pracę urzędu. Takie ciało musiałoby mieć silne umocowanie w strukturach zarządzania miastem, by bez przeszkód ze strony istniejących struktur móc rozpoznać przyczyny błędów i szybko je neutralizować. A nazwa jest nieco żartobliwa, bo wiemy, jak wrażliwe na krytykę są obecnie władze miasta. Chcieliśmy zatem złagodzić efekt naszej na wskroś poważnej propozycji. Nie musimy chyba dodawać, że nasz postulat jest jedynie punktem wyjścia do dyskusji o tym, jak takie „ogarniające” ciało powinno wyglądać i działać.

Jarzina dodaje, że IdP jest świadome stanu finansów samorządu i faktu, że powołanie kolejnej jednostki z pewnością wzbudziłoby kontrowersje. Warto jednak zauważyć, że „ogarniacz” z powodzeniem mógłby zastąpić niewydolne lub fasadowe wydziały urzędu oraz likwidować te jednostki, których kompetencje się dublują. W dłuższej perspektywie „ogarniacz” przyniósłby więc miastu zyski nie tylko w postaci lepszej organizacji i działania, ale również — finansowe.

prace budowlane w ramach Projektu Centrum na ul. 27 Grudnia

prace budowlane w ramach Projektu Centrum na ul. 27 Grudnia — zamiast lepszej organizacji robót i przejść dla pieszych znacząco wzrosła liczba tablic z przeprosinami

fot.: Jakub Głaz

Korzyści te Miasto mogłoby zresztą odnieść i wcześniej, gdyby, np. zgodnie z sugestiami doradców, stworzyło rodzaj miejskiego think tanku funkcjonującego przy Urzędzie. Nie doszło do tego jednak, a think tankiem nazywa dziś Wydział Rozwoju Miasta cykl niezobowiązujących spotkań ze specjalistami. Spotkaniom tym jednak blisko do merytorycznego kółka dyskusyjnego, a bardzo daleko do realnego wpływu na cokolwiek.

Jakub Głaz

Głos został już oddany

Materiał w architekturze — trendy 2024
LS Dark — żaluzje zaciemniające

TECTUS®
całkowicie ukryty system zawiasów

www.simonswerk.com
INSPIRACJE