computer zapisz w ulubionych

Bałagan w planowaniu przestrzennym

07 kwietnia '20

Słowo „plan” zmienia znaczenie. W Poznaniu to już nie wizja przyszłości, a zatwierdzenie narastającego chaosu. Uchwalenie miejscowego planu zagospodarowania dla kilku kluczowych miejsc potrafi zająć dekadę lub więcej, a przez ten czas inwestorzy budują na potęgę. Oczywiście — bez planu.

Od wielu lat wiemy, że polski system planistyczny nadaje się, jeśli nie do kosza, to do gruntownej zmiany. W obecnym kształcie zaczął obowiązywać w 2003 roku i szybko stworzył mnóstwo problemów oraz nieprawidłowości. Jednak, zamiast reformować, zbrataliśmy się z wykreowaną przez prawo patologią. Inwestorzy, samorządy i architekci wyżłobili sobie koleiny w grząskim gruncie ustawy o planowaniu przestrzennym i jakoś docierają do celu. Nierzadko z powodzeniem, tyle że jest to sukces indywidualny — uzyskany kosztem ładu przestrzennego.

plany na przyszłość

Nie inaczej jest w Poznaniu. Poza znanymi z całego kraju skutkami systemu opartego o warunki zabudowy („wuzetki”), obowiązuje tu jeszcze jedna niepisana reguła. Część kluczowych obszarów śródmieścia lub historycznych dzielnic nie ma wcale planów, lub czeka na nie bardzo długo. W tym czasie powstają inwestycje, które post factum trafiają do tych swoistych planów na przeszłość. To już nie tylko pokłosie złego prawa, ale również niezbyt czytelnej miejskiej polityki: rytmu prac i decyzji nadzorowanych przez magistrat oraz radnych. Rekordy bije uchwalanie planów dla dwóch obszarów graniczących od północy ze Starym Miastem: w rejonie Starej Rzeźniulicy Bóżniczej oraz dawnej elektrociepłowni na Ostrowie Tumskim.

W latach 70. zeszłego wieku rejon Bóżniczej został odcięty od najstarszej części lokacyjnego miasta szeroką arterią — tak zwaną Trasą Chwaliszewską, jedną z największych pomyłek urbanistycznych czasów PRL. Miejska szosa brutalnie przepruła nie tylko obrzeże Starego Miasta, ale również kameralny Ostrów Tumski z katedrą i równie spokojną, historyczną dzielnicę Śródka.

Prace nad planem dla Bóżniczej i nieczynnej od początku wieku rzeźni rozpoczęto w 2004 roku. Jednak uchwalony po dwóch latach dokument unieważniły, ze względów formalnych, służby nieprzychylnego miastu wojewody Tadeusza Dziuby. Po kilku latach ponownie ruszyły prace nad planami dla tej przestrzeni, poszatkowanej dla projektowej wygody na mniejsze części. A przez ten czas przy Bóżniczej wyrosły mieszkalne bloki — w miejscu, gdzie planowano pierwotnie sensowny placyk. Korygował on zgrabnie przebieg zamierzonej osi spacerowej Stare MiastoCytadela. Jej realizacja w tym optymalnym kształcie nie jest już możliwa. Planu nie ma nadal. Od 2004 roku minęło 16 lat.

Dla sąsiedniej Starej Rzeźni planu nie uchwalono do dziś. Na tym skomplikowanym i nasyconym zabytkami terenie miasto zrzekło się częściowo swojej roli i czeka na ostateczne decyzje projektowe architektów inwestora. Powinny zapaść w najbliższych miesiącach. Po dwóch dekadach od zamknięcia dawna rzeźnia ma stać się enklawą mieszkaniowousługową.

alibi dla „wuzetek”

Tuż za Starą Rzeźnią rozciąga się kolejne pole inwestycyjne między ulicą Północną a stacją PKP Poznań Garbary, gdzie straszą magazyny, warsztaty i składowisko śmieci. I tutaj nie ma planu, choć powstał już pierwszy mieszkalny budynek, który może posłużyć za alibi dla kolejnych „wuzetek”. Rada Osiedla Stare Miasto cały czas apeluje o plan dla terenów przy Północnej. Warto dodać, że ponad 10 lat temu magistrat urządził zamknięty (i niemal tajny) konkurs dla kilku pracowni na zagospodarowanie tego obszaru. Nagrody przyznano, ale żaden z pomysłów nie został rozwinięty przez miejskich planistów. Nieco podobnie stało się też z efektami zorganizowanych w pierwszej dekadzie tego wieku konkursów na zagospodarowanie dwóch kluczowych terenów między Starym Miastem a Wartą: Starej Gazowni i sąsiedniego Chwaliszewa. Prace nad planami dla obu tych miejsc trwają od 2008 roku.

Natomiast naprzeciw Starej Rzeźni, w dawnym porcie rzecznym, trwa budowa kolejnego kompleksu mieszkaniowego. Oczywiście — tu też nie ma planu. Jeden z deweloperów chce nawet postawić wysoki dom z masywnym nawisem nad niskim budynkiem zabytkowego kapitanatu. Dziwaczny pomysł wywołał burzę wśród osiedlowych radnych i miłośników zabytków. „Urbanistyczny gniot” — komentowali dla prasy.

Wreszcie: elektrociepłownia Garbary. Ten izolowany za torami PKP teren na Ostrowie Tumskim kupiła w zeszłym roku od Veolii firma Robyg, która zamierza budować tu dzielnicę mieszkaniową. Prace nad wciąż nieukończonym planem dla EC Garbary zaczęły się w roku 2005 i trwają nadal. Intensywna zabudowa, którą zaproponowali tu projektanci z Miejskiej Pracowni Urbanistycznej, wzbudziła przed dwoma laty spore zastrzeżenia Miejskiej Komisji UrbanistycznoArchitektonicznej. Trudno się jednak spodziewać, by sugestie MKUA zostały wzięte choć w części pod uwagę przez władze liczące na znaczną inwestycję.

Głos został już oddany

okno zamknie się za 5

Rewolucyjne i rewelacyjne sufity HeartFelt® Origami od Hunter Douglas Architectural
Rewolucyjne i rewelacyjne sufity HeartFelt® Origami od Hunter Douglas Architectural