computer zapisz w ulubionych

Potrzebujemy Aliny Scholtz XXI wieku

06 kwietnia '21

W ostatnich latach znacząco wrosła świadomość dobra, jakie płynie z obecności zieleni w mieście. Im bardziej urzędnicy zezwalają na wycinkę drzew, a deweloperzy betonują kolejne powierzchnie, tym bardziej mieszkańcy walczą o rośliny. W tej debacie brakuje tylko głosów ekspertów.

Architekt/ka krajobrazu — to zawód zupełnie pomijany w debacie publicznej. Choć wykonujących tę pracę ekspertów i ekspertek jest wiele, mało kto o nich pamięta, co więcej są oni zatrudniani zazwyczaj do projektowania prywatnych ogrodów, bo deweloperzy i inni inwestorzy nie uważają zwykle za potrzebne wspieranie swoich przedsięwzięć profesjonalistami z tej dziedziny. W branży projektującej krajobraz powszechne jest przekonanie o byciu niedocenianym, słuszny w dużym stopniu żal o pozostawanie w tle „prawdziwych” architektów, jako ich „pośledniejsza” odmiana.

To paradoks, że w czasach, gdy o zieleni w mieście mówimy coraz więcej, krytykujemy betonowanie kolejnych powierzchni miast i walczymy z wycinkami drzew, nie doceniamy pracy tych, którzy o projektowaniu krajobrazu wiedzą najwięcej (a w mieście nie ma przecież zwykle mowy o dzikiej przyrodzie — tu zieleń najczęściej się projektuje lub dba o tę już istniejącą). Mówiąc o projektach dla miast, mamy w głowie architektów i urbanistów, ale nie projektujących tereny zielone. Wydaje się, że najwyższy czas na renesans tego zawodu. Musimy zrozumieć i docenić umiejętności tych, którzy są w stanie zaproponować optymalne rozwiązania krajobrazowe dla terenów zurbanizowanych — te przecież mogą obejmować nie tylko parki czy skwery, ale i niewielkie zieleńce, a nawet obśmiewane powszechnie rośliny w donicach. Trudno sobie wyobrazić, by był ktoś lepiej przygotowany do tego, by proponować kompozycje roślinne dla trudnych miejskich przestrzeni, to właśnie z wiedzy architektów i architektek krajobrazu należy czerpać, szukając metod, miejsc, sposobów na włączenie zieleni do coraz bardziej jej potrzebujących miast, na dobranie odpowiednich gatunków roślin, które odnajdą się betonowych dżunglach. W sytuacji, gdy zieleń w mieście staje się dobrem rzadkim, a zarazem jest coraz bardziej potrzebna, bo ratuje nas przed problemami zmian klimatycznych, najwyższy czas poświecić jej więcej fachowej uwagi.

osiedle Sady Żoliborskie

fot.: Anna Cymer

Aby ten obraz kondycji zawodu architekta czy architektki krajobrazu był sprawiedliwy, warto wyrazić żal, że eksperci z tej dziedziny zdecydowanie zbyt rzadko zabierają głos w debacie publicznej. Nie przypominam sobie wystąpień znawców projektowania zieleni odnoszących się do zjawisk, które elektryzują mieszkańców apelujących o szanowanie zielonych miejskich zasobów. Ale ten problem w takim samym stopniu dotyczy projektujących budynki: głos architektów w debatach o tym, jak w zrównoważony sposób powinny się rozwijać nasze miasta, jest także praktycznie niesłyszalny. Na tej płaszczyźnie oba te zawody wydają się równe — ich przedstawiciele, mimo kompetencji, wolą się trzymać z daleka od społeczno‑ekonomicznych sporów, w których obywatele walczą o lepszą jakość życia i oddzielenie jej od finansowych korzyści tych, którzy nasz krajobraz przekształcają.

To jednak wynik kryzysu etyki zawodowej, który warto piętnować i naprawiać, ale który nie ma bezpośredniego związku z potrzebą przywrócenia znaczenia zawodu architekta i architektki krajobrazu. Tym bardziej że jest na kim się w tej dziedzinie wzorować — mamy w Polsce bogate tradycje projektowania terenów zielonych, których rozwój zaczął się już pod koniec dziewiętnastego wieku. Za ojca tej dziedziny, prekursora i pioniera uważa się Franciszka Krzywdę‑Polkowskiego, który swoje zrozumienie dla architektury krajobrazu zbudował studiując w Moskwie, Londynie, a przede wszystkim w Bostonie i Nowym Jorku. To jemu w 1930 roku Rada Wydziału Ogrodniczego Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie powierzyła stworzenie i prowadzenie Zakładu Architektury Krajobrazu i Parkoznawstwa w Skierniewicach. To była pierwsza tego typu inicjatywa w Polsce.

W 1932 roku dyplom pod kierunkiem KrzywdyPolkowskiego obroniła tu Alina Scholtz, jedna z najciekawszych i wartych przypomnienia postaci z polskiej historii architektury krajobrazu. Scholtz od 1938 roku była członkinią Towarzystwa Urbanistów Polskich, od 1946 SARP, w którym przez dwie dekady szefowała Sekcji Architektury Krajobrazu.

Od 16 czerwca do 28 listopada 2021 roku w warszawskim Muzeum Woli trwać będzie wystawa pt. „Więcej zieleni! Projekty Aliny Scholtz”, mająca na celu przypomnienie tej niesłusznie zapomnianej postaci, której wpływ na współczesny wygląd Warszawy, a jeszcze bardziej na sposób i jakość życia jej mieszkańców był bardzo duży.

Żelazowa Wola dworek chopinowski

BN Polona © mat. prasowe Muzeum Woli w Warszawie

Jedną z pierwszych realizacji Aliny Scholtz był opracowany jeszcze w latach 30. wspólnie z jej opiekunem, Krzywdą‑Polkowskim projekt parku i ogrodu wokół dworku Fryderyka Chopina w Żelazowej Woli. To przedsięwzięcie niosło w sobie spory bagaż symboliczny — zieleń wokół domu kompozytora musiała przecież być nie tylko efektowna, ale i stosownie „polska”. W 1949 roku Schultz dołączyła do zespołu Biura Odbudowy Stolicy — stała za projektem zieleni wzdłuż Trasy W‑Z (czy dziś przy budowach arterii samochodowych ktoś zaprząta sobie głowę zielenią?), ogrodów przy Pałacu Brühla, terenu Toru Wyścigów Konnych na Służewcu.

Trasa W-Z

fot.: Zbyszko Siemaszko, NAC © mat. prasowe Muzeum Woli w Warszawie

Przez wiele lat Alina Scholtz blisko współpracowała z Romualdem Guttem, niezwykle świadomym architektem, który dobrze zdawał sobie sprawę z rangi zieleni w kontekście architektonicznym. Dla Gutta Scholtz opracowała ogród przy ambasadzie Chin w Warszawie oraz przy ambasadach PRL w Pekinie i w Pjongjangu (tu współpracowała ze Zbigniewem Karpińskim), odbudowę Ogrodu Saskiego czy Kopiec Piłsudskiego w Krakowie. Zaprojektowała także ogród przy domu własnym Romualda Gutta przy ulicy Górnośląskiej w Warszawie. To według jej koncepcji (we współpracy z Marią Szczypiorską) powstał stołeczny Park Moczydło. Przez wiele lat Scholtz pracowała także przy powstawaniu projektów osiedli mieszkaniowych — to ona stała za projektami zieleni na osiedlach projektu Haliny Skibniewskiej, sadach Żoliborskich, osiedlu Szwoleżerów czy na Sadybie.

osiedle Szwoleżerów

fot.: Anna Cymer

Z dorobku Aliny Scholtz można czerpać i dziś — choć grunty w mieście stały się cennym elementem spekulacji, a co za tym idzie, na zieleń przeznacza się je rzadko (wszak zieleń nie przynosi dochodu), to właśnie ta architektka krajobrazu pokazywała, że w tej pracy nie chodzi tylko o malownicze ukształtowanie rabat, ale też dobranie gatunków roślin, które dobrze będą znosiły miejskie warunki i polski klimat (Scholtz była wielbicielką rajskich jabłoni czy głogów, które według niej doskonale harmonizowały z zabudową mieszkaniową). Byłoby wspaniale, gdyby przygotowywana na czerwiec wystawa poświęcona Scholtz stała się punktem wyjścia do dyskusji na temat obecności architektów krajobrazu we współczesnym procesie projektowania.

 
Anna Cymer

Głos został już oddany

okno zamknie się za 5

Odkryj przyszłość już teraz: platforma cyfrowa GROHE X
Advertisement
Odkryj przyszłość już teraz: platforma cyfrowa GROHE X