computer zapisz w ulubionych

Ochronić współczesność

12 stycznia '21

Od nieco ponad roku działa w Warszawie zespół do spraw dóbr kultury współczesnej. Jego dokonania pobudzają debatę nad tym, co i jak w architekturze należy chronić.

Burze w świecie architektury mają ograniczony zasięg i oczywiście nie można ich porównywać z „aferami” ze świata popkultury czy polityki. A jednak ogłoszona jakiś czas temu nowa lista dóbr kultury współczesnej, na której pojawiły się budynki powstałe od lat 80. do dziś (najmłodszy jest z 2016 roku, najstarszy z końca lat 70.) wzbudziła naprawdę wiele emocji. Czy rzeczywiście są potrzebne?

lista dóbr kultury współczesnej

Lista powstała jako wynik prac powołanego do życia w październiku 2019 roku zespołu do spraw dóbr kultury współczesnej przy Prezydencie m.st. Warszawy. Członkowie i członkinie rady trafili do niej z pewnością z klucza merytorycznego, trudno mieć do jej składu zastrzeżenia (wszystkie nazwiska można znaleźć na stronie internetowej). W wyniku obrad i spotkań, ale przecież i wcześniejszych dokonań, badań, prac naukowych wszystkich osób wchodzących z jej skład, rada stworzyła listę obiektów, które rekomenduje jako te, które w jej opinii dobrze reprezentują czas, w którym powstały, są wartościowym zapisem swojej epoki i jako takie rada „rekomenduje do objęcia ochroną planistyczną jako dobra kultury współczesnej”.

Warto zwrócić uwagę na słowo „rekomenduje”. Lista nie jest równoznaczna z wpisem do rejestru zabytków, jest zaledwie sugestią grona ekspertów co do jakości architektonicznej wybranych budowli. Przypomnijmy sobie rok 2006, kiedy to Oddział Warszawski SARP opublikował (złożył na ręce Prezydenta m.st Warszawy wniosek o objęcie ochroną w planach miejscowych) pierwszą wersję Listy Dziedzictwa Kultury Współczesnej, na której znalazło się ponad 130 budynków powstałych w okresie PRLu (głównie pod koniec lat 40., w latach 50. i 60., późniejsze dekady reprezentowało już mniej obiektów). I ona wzbudzała krytykę, bo wtedy zaledwie 15 lat temu! otaczanie ochroną „socjalistycznych” czy „komunistycznych” budynków, brzydkich, zaniedbanych, szarych, reprezentujących epokę, o której wszyscy chcieli zapomnieć, przez wielu uznane zostało za skandal i niezrozumienie czym jest „zabytek” i „architektura godna ochrony”.

Biblioteka Uniwersytetu WarszawskiegoBiblioteka Uniwersytetu WarszawskiegoBiblioteka Uniwersytetu Warszawskiego

Biblioteka Uniwersytetu Warszawskiego, proj.: Marek Budzyński, Zbigniew Badowski

fot.: Anna Cymer

W tym samym roku buldożery rozprawiły się z Supersamem, za którym niedługo później płakali już prawie wszyscy, bo pojmowanie dziedzictwa architektury PRL‑u zmieniło się o 180 stopni zaledwie w kilka kolejnych lat. Ale jaki skutek przyniosła tamta lista z 2006 roku? Ze 133 uwzględnionych na niej obiektów kilkanaście już nie istnieje (między innymi pawilon Chemii, Kino Skarpa, WZ i Praha, Stadion Dziesięciolecia) lub znajduje się w ruinie (jak stadion Skra), spora część przeszła fatalne remonty i przebudowy (Ściana Wschodnia, Centralny Dom Towarowy), a na palcach może dwóch rąk da się policzyć te, które trafiły w końcu do rejestru zabytków (dla porządku należy podkreślić, że wiele z nich znajduje się w gminnej ewidencji). Część z tych budynków powoli jest uwzględniana w tworzonych w bólach i wciąż za wolno planach miejscowych, choć i tu trudno o uczciwość: dawna księgarnia „Uniwersus” (a raczej niewielka działka, na której budynek stoi) została sprytnie wycięta jako jedyna z powstającego planu miejscowego dla Sielc (granice planu biegną logicznie wzdłuż ulic poza tym jednym narożnikiem skrzyżowania, który został „w ząbek” z planu usunięty). Niżej podpisana złożyła uwagę do tego projektu planu; odpowiedź urzędu można streścić: „nic już się nie da zrobić”.

Centrum Biurowo-Bankowe KaskadaCentrum Biurowo-Bankowe KaskadaCentrum Biurowo-Bankowe Kaskada

Centrum Biurowo-Bankowe Kaskada, proj.: Jerzy Skrzypczak, Jerzy Janczak, Maciej Piechotka, Andrzej Darski, Mieczysław Zientarski

fot.: Anna Cymer

Po co w takim razie powstała tamta pionierska lista w 2006 roku, skoro „nie obroniła” iluś cennych obiektów? Była bardzo potrzebna! Nie ma wątpliwości, że przyczyniła się ona do rozwoju debaty na temat architektonicznego dziedzictwa PRL, której skutkiem jest nie tylko panująca od lat szalona moda na tę architekturę, ale i zupełna zmiana podejścia do niej. Dziś jest już jasne i oczywiste, że warto ją chronić, że jest tego warta i że sama w sobie jest atrakcyjna, ciekawa i funkcjonalna. I że współcześnie możemy ją traktować jako zapis przeszłości, ale zarazem użytkować na milion sposobów.

modne i lubiane

Dokładnie ten sam cel powinna spełnić obecnie spisana lista dóbr kultury współczesnej. Najwyższy czas na debatę o architekturze lat 90., zrozumienie jej cech, zasad, form. Potrzebna jest wiedza, wytłumaczenie, dlaczego takie właśnie budynki wtedy budowano, skąd wzięły się na nie pomysły, rozwiązania techniczne czy materiałowe, jak wyglądał świat architektów i system projektowania. Taka edukacja pomogła w przypadku dzieł z PRLu, z pewnością przyda się i w odniesieniu do kolejnej epoki. Uczmy się na błędach: nie udało się ocalić kilku ważnych budowli z lat 60. i 70., bo za późno zaczęliśmy o tym dziedzictwie rozmawiać, za późno je doceniliśmy. Zaraz zaczną znikać budynki z kolejnej epoki (Solpol!) i poczujemy déjà vu, chwilę później żałując ich rozbiórki. Nie ma wątpliwości, że potrzeba pewnie najwyżej kilku lat, by wrocławski Solpol czy z Warszawy choćby Curtis Plaza, zespół Atrium, Centrum Handlowe Panorama, siedziba firmy Hector, szkoła na Kopcińskiego czy wreszcie wciąż nienawidzony Hotel Sobieski stały się modne i lubiane.

Curtis Plaza w WarszawieCurtis Plaza w WarszawieCurtis Plaza w Warszawie

Curtis Plaza w Warszawie, proj.: Geokart Projekt (Mirosław Kartowicz, Romuald Welder)

fot.: Anna Cymer

Dlatego też ogromne cieszy odwaga warszawskiego zespołu do spraw dóbr kultury współczesnej do stworzenia listy cennych budowli z czasów, które za chwilę będą fascynować. I tak jak w ślad za warszawskim SARP poszły po 2006 roku inne miasta, tworząc własne zbiory obiektów ważnych jako dziedzictwo współczesności, miejmy nadzieję, że i tym razem stołeczna inicjatywa stanie się inspiracją, żeby w każdym mieście taki katalog cennych obiektów powstał.

Na warszawskiej liście znalazły się nie tylko budynki z lat 80. i 90., ale też znacznie nowsze. Te jednak nie budzą kontrowersji, tym bardziej, jeśli ktoś rozumie różnicę pomiędzy wpisem budynku do rejestru zabytków a ochroną ich w planie miejscowym (co postulują autorzy warszawskiej listy). To jasne, że trudno sobie wyobrazić, żeby teraz czy nawet za kilka dekad ktoś chciał Służewski Dom Kultury, Muzeum Polin czy budynek ASP na Powiślu rozbierać i zastępować inną zabudową.

Akademia Sztuk Pięknych w WarszawieAkademia Sztuk Pięknych w WarszawieAkademia Sztuk Pięknych w Warszawie

Akademia Sztuk Pięknych w Warszawie, proj.: JEMS Architekci

fot.: Anna Cymer

Może tym budynkom przyda się dystans czasowy, abyśmy mogli je rzetelnie ocenić, jednak nikt nie podważa ich wartości i w naturalny sposób zdają się one być już tak wplecione w krajobraz Warszawy, że wydaje się oczywiste uwzględnianie i ich w planach miejscowych jako obiektów „nie do ruszenia”. Tak jak ich 20 lat młodszych architektonicznych braci, którzy mieli pecha „urodzić się” w czasach, gdy w projektowaniu obowiązywały inne mody, ale i były inne możliwości. I jako zapis tych realiów, których dziś już się pamięta, nawet dziś wydające się kiczowatymi pojedyncze budynki — „relikty” należy bezwzględnie zachować. Bo nawet jeśli nie udzieli się nam moda na ich formy, nie będzie innego sposobu, żeby o tamtych czasach opowiedzieć kolejnym pokoleniom.

 
Anna Cymer

Głos został już oddany

okno zamknie się za 5