Joanna Spychała – „O(d)grodzenia”

30 maja '20

Publikujemy kolejne studenckie prace wybrane w preselekcji w konkursie na reportaż prasowy o architekturze. Zapraszamy do lektury tekstu Joanny Spychały pt.„O(d)grodzenia”.

Joanna Spychała — studentka trzeciego roku Architektury na Politechnice Poznańskiej. Studiowała także w Madrycie w ETSAM na Universidad Politécnica de Madrid. Uwielbia gubić się w różnych zakątkach miasta i świata, a znalezione przestrzenie zapisywać na szkicach, w fotografii i słowie.


O(d)grodzenia

Niedzielne spacery rzadziej uczęszczanymi uliczkami i obserwowanie zmian, jakie zaszły w ogródkach sąsiadów to odwieczne, wiejskie rytuały. Nic więc dziwnego, że przystajemy ze zdziwieniem, kiedy zamiast lekkich, peerelowskich ogrodzeń nasz wzrok napotyka barierę w postaci betonowych płotów. Zagubieni w tej sytuacji rozglądamy się w poszukiwaniu innego punktu zaczepienia i nawet tak kontrowersyjne ozdoby ogrodowe, jak łabędzie z opony lub krasnale ogrodowe wydają się przyjaźniejsze od masy betonu. Możemy odwzajemnić ich uśmiechy, bo spozierają na nas pomiędzy szczebelkami ogrodzenia z przemyślanych kompozycji roślinnogipsowych przed budynkiem. Rodzi się w nas pytanie: dlaczego jedni współtworzą publiczną przestrzeń ulicy, a drudzy odgradzają się wysokim, grubym płotem? Czy to chęć ukrycia czegoś, a może kwestia obrony? Zabezpieczenie z obawy przed złodziejami czy sąsiadami? Czym motywowane jest stawianie muru wokół własnego domu?

Istnieje niezliczona ilość kombinacji płotów, wariacji pośrednich między kunsztem kowalstwa a najzwyklejszą siatką. Opisać je wszystkie nie sposób. Chciałabym jednak pogrupować je na podstawie pewnych tendencji oraz zastanowić się, z czego wynikają. Swoje rozważania na temat ogradzania (a czasem wręcz odgradzania się) będę opierać na przykładach zaczerpniętych z niewielkiej, bo trzytysięcznej miejscowości pod Poznaniem, która obecnie przeżywa szybki rozwój jako „sypialnia” tego dużego miasta. Myślę, że są one jednak adekwatne w kontekście całego kraju. 

metalowe ogrodzenia
z czasów PRL, stylowe zero waste

fot.: Karol Klimanek

stylowe zero waste

Wspomniane wcześniej własnoręcznie spawane płoty były zobrazowaniem wszechstronności człowieka PRLu, jego pomysłowości i zaradności spowodowanych brakiem surowców i produktów na rynku. W książce „Wyroby” Olga Drenda opisuje nie tylko rodzaje, ale i sposób powstawania płotów w trudnych latach 60. Ogrodzenia przybierały kształt, na jaki pozwoliła zamożność lub spryt właściciela. Materiały zdobywano różnymi (nie zawsze legalnymi) środkami z warsztatów metalurgicznych oraz placów budowy. Paski metalu z frezarki przeplatane kręconymi prętami zbrojeniowymi lub brama w postaci mozaiki ze zużytych narzędzi to tylko kropla w morzu pomysłowości ówczesnych majsterkowiczów. Geometryczne wzory czasami przegrywały z fantazyjnymi ornamentami.

metalowe ogrodzenia
z czasów PRL, stylowe zero waste

fot.: Joanna Spychała

Nie było złych rozwiązań, jeżeli spełniały swoją funkcję. Front domu był chlubą i wizytówką jego właścicieli, a między najbliższymi sąsiadami często dochodziło do nieformalnej rywalizacji. Dlatego starano się, by ta funkcjonalność ubrana była w ładny i oryginalny wzór. Trudno znaleźć dwa takie same płoty z czasów PRLu, tym bardziej że zza każdego z nich prześwitują różnorodne, fantastyczne dekoracje. Ozdoby z gipsu (krasnale, flamingi, pieski, żaby) i opon (łabędzie, żurawie, kwietniki), które zabarwione niezbyt dokładnym i profesjonalnym pędzlem, dumnie pilnowały domostw. Niekiedy tworzyły scenki grzybobrania lub inne kompozycje widoczne za zielonożółtymi szczebelkami ogrodzeń.

zza ogorodzeń często
widać zdobiące ogród figurki z gipsu lub kompozycje z opon

fot.: Joanna Spychała

Popularne w małomiejskim krajobrazie samoróbki występują naprzemiennie z ogrodzeniami typu siatka. Niekiedy miały być pewnie tymczasowym rozwiązaniem, dopóki w domowym budżecie nie uzbiera się odpowiednich funduszy. Z czasem albo zostały przykryte przez ważniejsze sprawy, albo wpasowały się w krajobraz zapomniane przez właścicieli. Siatki porośnięte pnączem lub przebite gałęziami żywopłotu w taki sposób, że o ich likwidacji nie ma mowy, stały się jego integralną częścią. O podmurówkach też można by długo pisać. Robiono je z tego, co było pod ręką: od kamieni z pola, po stare cegły, wylewany beton, wszystko na raz. Działało?

czarne halabardy

Swego czasu bardzo modne stały się metalowe ogrodzenia malowane proszkowo, zwykle na czarno, umieszczane na ceglanym lub kamiennym fundamencie. Był to okres wymiany pamiątek przeszłości i wkraczania w nową, zamożniejszą erę. Ostro zakończone ornamenty dodają poczucia bezpieczeństwa i odrobinę przywodzą na myśl bramy wciągane łańcuchami w głąb wież średniowiecznych miast. Przeglądając katalogi o zawrót głowy nie trudno, bo zawijasów, jak i prostych wzorów są tysiące. Jest to kontynuacja poprzedniego trendu w wydaniu bardziej zachodnioeuropejskim, prefabrykowanym na szeroką skalę.

metalowe ogrodzeniamalowane proszkowo, zwykle na czarno

fot.: Joanna Spychała

Obecnie na rynku dostępne są kolejne ewolucje płotów, które zmierzają w stronę nie tyle ogradzania, ile wręcz odgradzania prywatnej przestrzeni działki. Gęstość i szerokość już prostszych, lecz masywniejszych szprosów nie pozwala na swobodne spoglądanie przechodnia w głąb działki. Czasami zamiast wąskich szpar między pionowymi lub poziomymi elementami po prostu wycina się dziury w płaskiej blasze, lub rezygnuje z nich zupełnie, układając listwy na zakładkę. Dorzućmy do zestawu betonowe panele i voilà, przepis na modny płot z kolekcji „mojadziałkamojasprawa” gotowy. Jeśli nadal nie czujemy się swobodnie, chociażby na jedynej działce na środku pola, można dodać szpaler wysokich tui, otaczając się nim szczelnie.

współczesne
ogrodzenia

fot.: Joanna Spychała

konkretnie

Tu zaczyna się temat rzeka — betonowe płoty. Trudno o bardziej adekwatny przykład niż przywoływany wielokrotnie w architektonicznych kręgach Dom Bezpieczny Roberta Koniecznego. Szeroko nagradzany architekt dla uzyskania możliwie jak największej bezpiecznej przestrzeni użył w tym projekcie mobilnych betonowych elementów. Klientowi tak bardzo zależało na tym, że zdecydowano się zamknąć nie tylko obszar działki, ale i sam budynek. Daleko im do lekkości i ażuru, jednak za dnia Dom Bezpieczny otwiera się dużymi przeszkleniami na otaczającą go zieleń. Osoba z zewnątrz ma wtedy dostęp tylko do odgrodzonego ze wszystkich stron betonem placyku. Widoczny jest mocny kontrast między tworzeniem przytulnej przestrzeni prywatnej i mocno surowego frontu.

Wyświetl ten post na Instagramie.

Post udostępniony przez Robert Konieczny - KWK Promes (@robertokonieczny)


© Robert Konieczny - KWK Promes

Trudno nie zauważyć analogii do bloków mieszkalnych. Żyjąc w mieście, jest się przyzwyczajonym do kolejnych rzędów i kolumn mieszkań. Każde z tych „pudełek” tworzy własną, zamkniętą strefę prywatną z okazjonalnym minimum sąsiedzkim, jakim jest powiedzenie sobie „dzień dobry” na klatce schodowej.

Podczas wywiadu przeprowadzanego w ramach projektu Koła Naukowego ArchImpact studentów architektury Politechniki Poznańskiej z pisarzem Witem Szostakiem, poruszaliśmy tematykę zamieszkiwania miast. Szostak zauważył, że w bloku relacje społeczne rozciągają się liniowo. Zna się (chociażby z widzenia) sąsiadów jedną do dwóch kondygnacji nad i pod własnym mieszkaniem, lecz ludzie z dalszych pięter są pewnego rodzaju abstrakcją. Wiemy, że istnieją, choć nie mają konkretnych twarzy. W mieście jest się bardziej anonimowym, ludzie zyskują imiona „pana spod czwórki”, a relacje opierają się na nieprzeszkadzaniu sobie nawzajem. Drogę po schodach przemierza się jak najszybciej, by odetchnąć z ulgą swobody po zamknięciu drzwi własnego mieszkania.

Przenosząc ten sposób myślenia do przestrzeni wiejskiej, otrzymujemy ogromne „pudełka” działek otoczone betonowym płotem. Robert Konieczny stworzył projekt w całości zintegrowanych ze sobą ogrodzenia i budynku, jednak to należy do rzadkości. Zwykle spotykamy się z jednostronnie rzeźbionymi, masywnymi segmentami, które niejednokrotnie różnią się wzorem i kolorem w obrębie jednej działki.

jednostronnie
rzeźbione, masywne segmenty ogrodzeń niejednokrotnie różnią się wzorem i kolorem w obrębie jednej działki

fot.: Joanna Spychała

Do niedawna tego typu płotów używano tylko w tylnej części posiadłości, nie od strony ulicy, która zawsze miała charakter reprezentacyjny, więc też bardziej otwarty. Obecnie jednak działki są na tyle małe, że granica między ogrodem prywatnym a tym frontowym zniknęła, spajając oba w niewielką, zieloną przestrzeń, na której trzeba zmieścić wszystkie potrzebne funkcje. Ażurowy płot nie daje poczucia intymności, gdy chcemy poopalać się w letnie popołudnie lub postawić basen dla dzieci. Z tego powodu zamiast na przykład rosnących latami żywopłotów, które zapewniłyby nam trochę prywatności w mniej surowej formie, stawiamy betopłoty. Możemy też pokusić się o ich bardziej wyrafinowaną, pałacową wersję z finezyjną, przewiewną formą przed wejściem do domu.

 

Głos został już oddany

Aluprof Future Builders — „Jak powinno wyglądać budownictwo przyszłości?” — rozmowy z architektami z całego świata
Biblioteka BIM Wiśniowski - bramy, okna, drzwi, ogrodzenia
Konkurs City & Rest - Wspólna Przestrzeń Miasta