Laboratorium Gdańsk

01 lutego '20

Wspólne zamieszkiwanie

[materiał oryginalny A&B 02'2020]


Gdańsk jest miejskim laboratorium, a ścierają się w nim dwie strategie kreatywności. Pierwsza jest analityczna i przez to głęboko modernistyczna: dąży do funkcjonalnej jakości przestrzeni według wzoru martenowskiego pieca: wypalić trzeba zanieczyszczenia, doskonale stopić najczystsze składniki. Druga jest syntetyczna i przez to głęboko pomodernistyczna (ang.: aftermodern) — dąży do kulturowej jakości przestrzeni według wzoru natury: uzyskać trzeba nawarstwienie i mix, pozwolić nowemu powstać przy starym.

Gdańsk hybrydową odbudową Głównego Miasta odwrócił zeitgeist urbanistyki: pomodernizm wydarzył się w nim najpierw, a dopiero potem przyszedł modernizm. Najpierw (od)budowano znakomitą przestrzeń publiczną i wspólnotową, a dopiero potem tę pierwszą zaczęto podporządkowywać funkcjonalności transportu, a tę drugą zamieniać na parkingi. Najpierw w Głównym Mieście zbudowano prawdziwie miejski program użytkowy: mieszaninę mieszkań, sklepów, biur, szkół, przedszkoli, żłobków, kościołów i kin — a dopiero potem zaczęto budować dzielnice-sypialnie, zbiorcze szkoły, sklepy-prawie-dzielnice, biura też prawie-dzielnice. Dwupoziomowe kościoły i wielosalowe kina zbudowano wraz z powrotem wolności i kapitalizmu, choć zapomniano wtedy o budowie przedszkoli i żłobków.

Dzisiaj urbanistyczny pomodernizm tworzy klamrę dobrego miejskiego budowania: od hybrydowej (od)budowy Głównego Miasta do równie hybrydowej (prze)budowy Garnizonu we Wrzeszczu. Warto zobaczyć, że obie te hybrydy rozpoczynały swój sukces od budowania kultury: na Głównym Mieście bombardowania przetrwały niemal jedynie masywne kościoły, niedługo po rozpoczęciu odbudowy, w 1954 roku, do Wielkiej Zbrojowni sprowadziła się z Sopotu szkoła sztuki, a już w 1957 działał kultowy studencki klub Żak. W Garnizonie (prze)budowa zaczęła się w 2005 roku od adaptacji starych budynków na restauracje i koncertową halę Starego Maneżu, i kawiarnię-księgarnię Sztuka Wyboru. Garnizon stał się dobrym adresem, zanim zbudowano tam pierwsze domy z mieszkaniami, sklepami i podziemnymi garażami. Co ważne, Główne Miasto i Garnizon zbudowane są na precyzyjnie zdefiniowanych, geometrycznych siatkach ulic, które wyznaczają zamknięte kwartały przestrzeni wspólnotowych zarezerwowanych dla mieszkańców.

Wewnątrz tej klamry dobrego miejskiego pomodernizmu powstają w Gdańsku martenowskie konstrukcje urbanistycznego modernizmu.

Spektakularnie, bo jako przedłużenie osi Głównego Miasta, powstało Forum Gdańsk z przestrzenią publiczną uformowaną przez budynki centrum handlowego i całkowicie pozbawioną mieszkań i lokalnych mieszkańców. Wielopoziomowa quasi-publiczna przestrzeń wewnątrz budynków jest tak dobra jak przestrzeń dobrych międzynarodowych lotnisk.

Podobnie ważne miejsce Gdańska — bo pomiędzy kampusem uniwersytetu i starą Oliwą — zajęło supercentrum biurowe z najwyższym drapaczem chmur w mieście. Urbaniści mówią, że uniwersytet jest jego zapleczem (a ja bym wolał odwrotnie). A najbardziej bym chciał, żeby w starej biskupiej Oliwie najwyższą budowlą pozostała katedra, a jej park i otaczające miasto-ogród połączyły się z uniwersytetem i stworzyły prawdziwie europejskie, uniwersyteckie miasteczko. Biurowy martens spowodował jednak odwrotną sytuację: uniwersytet ogrodził się — odgrodził od poszukujących darmowego parkingu ludzi z biurowców.

W gdańskim laboratorium urbanistyki jest też naprawdę ważne miejsce: tereny po stoczni. Od lat trwa debata na ich temat — trudna, bo już na jej samym początku przyjęto plan urbanistyczny, który mimo że nie zakładał utrzymania poindustrialnej urbanistyki, to nie nałożył na teren ani spójnej sieci ulicznej, ani ograniczeń wysokości zabudowy. Martenowski plan — choć jeszcze do uratowania.

Lubię to gdańskie laboratorium, choć bycie jego częścią jest trudne. Jak w całej chyba polskiej architekturze zbyt mało mówi się w nim o teorii (która przecież musi być teorią, jeśli ma wyprzedzać praktykę), a zbyt dużo uczy na błędach. Nadal wierzę, że ziarnem, z którego powinna wyrastać lokalna tożsamość gdańskiej urbanistyki, jest hybrydowa budowa miasta. To ucząc się od Głównego Miasta, opisałem wagę sieci ulicznej i jej deformacji w budowaniu tożsamości wnętrz miejskich [por. s. 102]. To mieszkając w nim, przekonałem się, że istotą dobrej architektury jest jej dialogiczność, a nie ekspresyjność. Tak czy inaczej, również dzisiaj przekonuję moich rozmówców, że Gdańsk wciąż może stać się europejskim wzorcem Miasta Dialogicznego — a Garnizon jest dobrym tego znakiem.

A na koniec opowiem krótką historią z życia na Głównym Mieście. Oto usłyszałem klucz w drzwiach mieszkania, zeskoczyłem z krzesła w kuchni i pobiegłem. — Uważaj! — usłyszałem za sobą głos babci. Pierwsza, prawie tyłem, szeroko otwierając drzwi, weszła mama. Za nią tata. Drewniana, zaokrąglona skrzynka telewizora balansowała na jego rękach ryzykownie przytrzymywana brodą. Za nim pan Skrzynecki — złota rączka — z anteną i kablem w dłoniach. Pracowali do późna. A rano… najbardziej zachwycił mnie pomysł pana Skrzyneckiego! Oto kabel anteny („dobry, bo koncentryczny, a nie dwużyłowy”) nie wychodził za okno, ale znikał w wentylacyjnej kratce pokoju! A więc nie zawisł bezwzględnie na zewnętrznej fasadzie kamienicy wedle zasady „nowe ma swoje wymagania”, ale skrył się, wpasował, bo rozumiał niewidoczną strukturę naszego domu. To był pierwszy widziany przeze mnie dialogiczny gest architektury.

Jacek Dominiczak

Głos został już oddany

okno zamknie się za 5

Velux ArchiTips
FAKRO Innoview