okno zamknie się za 5

computer zapisz w ulubionych

Miejska wspólnota architektury

20 stycznia '20

Wspólne zamieszkiwanie

[materiał oryginalny A&B 01'2020]


W sztokholmskiej sali koncertowej król Karol XVI Gustaw i jego Rodzina, Komitet Noblowski, Laureaci i Laureatki Nagrody, orkiestra z dyrygentem i solistką, publiczność, medale i dyplomy w dłoniach, rzeźby, meble i kwiaty na scenie — wszyscy i wszystko, wspólnie, (od)tworzyło światowej rangi ceremonię.

Pulpit na scenie stał lekko przesunięty na prawo, by oś symetrii sali oddać kamiennemu popiersiu fundatora Nagrody. Nad sceną, na chórze rozłożonym w tej samej symetrii, oczekiwała skupiona orkiestra. Król i członkowie rodziny królewskiej zajęli miejsca po prawej stronie, a spośród dziewięćdziesięciu osób obecnych na scenie wyróżniały ich jedynie bogate fotele, a w przypadku królowej i księżnej kolorowe suknie. Tłem rodziny królewskiej byli siedzący na wznoszących się rzędach krzeseł członkowie i członkinie Szwedzkiej Akademii Nauk, Komitetu Noblowskiego i Fundacji Nobla. To ich decyzje przekaże Laureatom Pierwszy z królewskiej rodziny. Po lewej stronie, domykając sceniczny półokrąg krzeseł, w pierwszym rzędzie zasiedli obecni laureaci, za nimi zaś, z medalami Alfreda Nobla na piersiach, laureaci poprzednich lat.

Po wygłoszonej laudacji i zaproszeniu do ceremonii wręczenia Nagrody Literackiej za 2018 rok król Szwecji i laureatka w ciszy podeszli do centrum sceny. Zatrzymali się na jej środku, stojąc po obu stronach geometrycznej osi sali, a ta jakby zaiskrzyła, elektrycznie zbliżając do nich rzeźbiony wizerunek Alfreda Nobla. Trwali przez chwilę naprzeciw siebie równi i symetryczni, oboje profilem do widowni. W ciszy sali i szmerze wymienianych słów król przekazał dyplom i medal zamknięty w futerale do lewej ręki laureatki, swoją lewą dłonią pomagając utrzymać je w równowadze. Uścisnęli prawe dłonie. Gdy Laureatka przejęła insygnia w obie ręce, nastąpiły symetryczne kroki w tył, a jej ukłon ku królowi dokonał się w ciszy. W tej samej ciszy obróciła się w kierunku Komitetu Noblowskiego. Ukłoniła się równie starannie. Potem odwróciła się w kierunku widowni. Cisza trwała. Laureatka po raz trzeci powtórzyła ukłon. Publiczność odpowiedziała, wznosząc oklaski. Sala niosła wibracje z ich dłoni do wszystkich mikrofonów, dalej w eter, w sieć, do membran głośników w radiach, telewizorach i komputerach na całym świecie.

Dwa dni wcześniej, w słowach noblowskiego odczytu, Olga Tokarczuk spokojnym głosem pyta: „Czy możliwa jest taka opowieść (…) która umiałaby się zdystansować od udeptanego oczywistego i banalnego centrum »powszechnie podzielanych opinii« i potrafiła spojrzeć na sprawy eks-centrycznie, spoza centrum?”. Zalał mnie zachwyt nad literacką precyzją tych słów, która odkrywa na nowo istotę ekscentryczności. Ten zachwyt określił perspektywę, z której, na publicznym spotkaniu w gdańskim Instytucie Kultury Miejskiej, obserwowałem Olgę Tokarczuk kłaniającą się trzykrotnie na scenie Konserthuset Stockholm. Ale to cała ceremonia, w której muzyczne aury rozdzielały precyzyjnie powtarzający się rytuał wręczania kolejnych Nagród, uświadomiła mi strukturę tego zdarzenia kultury: oto mistrzowie eks-centryczności, odkrywcy i przepowiadacze przyszłości spotykają się w jednym miejscu, by celebrować szacunek dla wspólnoty badaczy próbujących zrozumieć i ulepszyć świat, szacunek dla tradycji i ciągłości tej wspólnoty, dla przyznanych przez nią ról, uznań i nobilitacji, i — uwaga — precyzyjnie ustalonej formy tych zdarzeń, starannej architektury ich miejsc.

A codzienność kultury? Niewątpliwie też dotyczy umiejętności budowania wspólnot, szacunku dla ich form i miejsc. A więc, zapytam, jak precyzyjna jest forma naszego wspólnego zamieszkiwania? Jak staranna jest architektura jego miejsc? Czy możliwe są takie formy i architektury, które „umiałyby się zdystansować od udeptanego i oczywistego centrum »powszechnie podzielanych opinii« i potrafiły spojrzeć na sprawy eks-centrycznie, spoza centrum”?

Jakie „powszechnie podzielane opinie” udeptaliśmy w centrum współczesnej architektury? Od razu z pamięci powraca architektoniczne spotkanie w SARP kilka lat temu. Było tak miłe i ciekawe, że zaproponowałem, byśmy spotkali się ponownie i zadali sobie pytanie o błędy, jakie popełniamy w akademickich pracowniach i wykładowych salach, które prowadzą do tego, że współcześnie budowane (przez naszych absolwentów) obszary mieszkaniowe są tak topornie nie-miejskie? Ale nie spotkaliśmy się. Moją myśl zbagatelizowało uśmiechnięte zdanie jednego z przyjaciół: „Jacek, przecież powstało tyle ciekawych i dobrych budynków w mieście. Nie narzekaj”. Dzisiaj myślę, że to jedna z najbardziej wdeptanych w centrum architektury opinii. Architektury, która naiwne przekonuje samą siebie, że może nie interesować się urbanistyką. A mnie wciąż marzy się zdanie, jak zrozumiałem, eks-centryczne: „nie narzekajmy, że na razie nie zbudowaliśmy zbyt wielu superbudynków. Udało nam się zbudować supermiasto — zbudowaliśmy miejską wspólnotę architektury”.

Celebracja w Konserthuset Stockholm jest dla nauki i literatury tym, czym miasto dla architektury. Indywidualności i różnice spotykają się w jednym miejscu, by wspólnie (od)tworzyć kulturę, której esencją jest umiejętność wspólnotowych zachowań.

Jacek Dominiczak

Głos został już oddany