Jedziemy aż po Mazur Kres!

computer zapisz w ulubionych

Jedziemy aż po Mazur Kres!

17 maja '20

Tym razem przyjemności szukamy na Mazurach. Nie będzie to trudne zadanie. Trudniejsze byłoby nieznalezienie tu ciekawych i pięknych miejsc! We wsi Lisewo położonej nad jeziorem Rajgrodzkim Radosław Maciorowski stworzył wyjątkowy dom. Wokół brak tłumów turystów, gościom towarzyszy jedynie dzika przyroda, sarny, łosie i bobry.

Niech was nie zwiedzie pięknie odremontowany ceglany dom element architektury charakterystyczny dla tego regionu. Wewnątrz nie znajdziecie rustykalnych mebli, wyrobów lokalnej sztuki czy kolorowych garnków wiszących w kuchni. Czeka was za to jarząca się w rogu kuchni zielona lodówka Smeg, dizajnerskie pufy i fotele oraz nowoczesne lampy. Całość obejmują jednak oryginalne cegły i drewniana stolarka ocieplająca wnętrze. A po dniu pełnym mazurskich przygód można wyłożyć się w przydomowej saunie.

 

Basia Hyjek: Jak zaczęła się Państwa przygoda?
Radosław Maciorowski: Wychowałem się niedaleko, w Ełku. W Lisewie bywałem od około 20 lat dość regularnie, ponieważ mam z tym miejscem związki tak rodzinne, jak i sentymentalne. To bardzo urokliwa i pięknie położona wieś. Jest to prawdziwy kres Mazur, ponieważ to tu przed wojną przebiegała granica polsko‑niemiecka, a samo Lisewo (Lissewen) było dość dużą miejscowością.

Prawie 12 lat temu pierwszy raz zajrzałem do tego domu, a właściwie do opuszczonych ruin domu. Ruin zarośniętych wysokimi do pasa pokrzywami, chwastami i krzakami, zza których trudno było go dostrzec. Mimo tego zakochałem się w tym miejscu od pierwszego wejrzenia. Okazało się jednak, że kupić go nie będzie łatwo. Udało nam się to dopiero po kilku latach. Niestety działka została wcześniej wyczyszczona, a z drewnianej stodoły zostały jedynie betonowe fundamenty.

Mazur Kres - nowoczesna stodoła

po zbudowaniu domu przyszedł czas na stodołę, bez której to nie byłoby prawdziwe siedlisko

fot. Radosław Maciorowski

Basia: Jakie były najtrudniejsze momenty? Jak dom wyglądał wcześniej?
Radosław: Od początku chciałem przywrócić siedlisku dawny wygląd, a jednocześnie uczynić go wygodnym i nowoczesnym miejscem do mieszkania. W trakcie budowy przekonałem się, że te dwa założenia trudno pogodzić. Wymaga to wielu kompromisów i starań. Oraz sporych wydatków. Zwłaszcza gdy buduje się zdalnie na co dzień mieszkamy w Warszawie. Na szczęście trafiłem na dobrego młodego architekta z Ełku, który przełożył moje wizje na projekt, a ponadto polecił mi bardzo dobrego wykonawcę. Przez 9 miesięcy w dzień pracowałem, a wieczory spędzałem na koordynowaniu zakupów, wybieraniu mebli, projektowaniu wnętrz i oglądaniu zdjęć, które pan Grzegorz wykonawca — wysyłał mi niemal codziennie z pytaniami typu „Czy tak dobrze? Czy może zatynkować?”. To była moja pierwsza budowa. Wcześniej nie zdawałem sobie sprawy, ile to wymaga pracy!

Po zbudowaniu domu przyszedł czas na stodołę, bez której to nie byłoby prawdziwe siedlisko. Projekt zrobiłem sam, na podstawie konstrukcji tradycyjnych niemieckich stodół, a zbudowali to lokalni robotnicy pod fachowym kierownictwem mojego teścia, który do dzisiejszego dnia opiekuje się całym siedliskiem.

 

Basia: Jak Państwa goście mają się tu czuć? Skąd pomysł na taki wystrój wnętrz?
Radosław: Na początku wszystko to budowaliśmy dla siebie i urządziliśmy go w stylu, który ja i żona lubimy. Inspirowaliśmy się wnętrzami loftowymi, ale i przykładami tego typu renowacji z Wielkiej Brytanii czy Włoch. Na parterze zastosowaliśmy tylko surowe i naturalne materiały — cegłę, beton, drewno, stal. Cały parter ma betonową posadzkę przemysłową. Tam, gdzie mogliśmy, zostawiliśmy oryginalne stare mury, ale już okna są nowoczesne.

Mazur Kres - wakacje nad jeziorem

z jednej strony ciągnące się po horyzont pola a z drugiej połyskujące zza drzew jezioro

fot. Radosław Maciorowski 

Sercem domu jest duża otwarta kuchnia ze stołem na 12 osób, połączonym z wyspą kuchenną, przy którym mogą zasiąść swobodnie wszyscy mieszkańcy. Stół i meble są mojego projektu — zrobiliśmy je między innymi ze starych belek drewnianych z rozebranego dachu domu. Na dole jest jeszcze obszerny salon z kominkiem ukrytym w ceglanej ścianie oraz drewniana dobudówka z sauną. Na piętrze dom wygląda zupełnie inaczej — jest jasny, ciepły i przytulny. Są tam trzy sypialnie, w tym dwie wysokie z odsłoniętą drewnianą konstrukcją dachu. Ten podział — na nawiązujący do historii domu parter oraz jasne nowoczesne piętro, doskonale oddaje całą koncepcję naszego siedliska.

 

Basia: Co było dla Państwa szczególnie ważne przy tworzeniu tego miejsca?
Radosław: Na początku to miał być dom letni dla naszej rodziny, ale rosnące koszty budowy, a także świadomość, że nie będziemy tam spędzać całych wakacji, więc siedlisko stałoby puste, spowodowały, że postanowiliśmy rozpocząć wynajem. W słuszności tej decyzji utwierdziły nas także opinie pierwszych gości, którzy byli zachwyceni miejscem, przyrodą i okolicą. Jest tu niewielu turystów, za to mnóstwo ptaków i zwierząt. Z jednej strony ciągnące się po horyzont pola a z drugiej połyskujące zza drzew jezioro. Jest w tym miejscu coś magicznego. Po kilku godzinach od przyjazdu zapomina się o całym świecie. Jest tylko spokój, zieleń i popiskujące spod okapu domu jaskółki.

 

oprac.: Basia Hyjek

inne w kategorii "CYKLE"

Hyttee to drewniane domki letniskowe, które posiada wielu Norwegów. Najczęściej zlokalizowane są w wyjątkowo urokliwych [...]

Pałac Nakomiady ma za sobą długą historię, w której nie brakuje również romantycznych wątków! Po tym, jak przez kilka [...]

Niedaleko Krosna w Brzozowie Iza i Tomek stworzyli swoje wyjątkowe miejsce na ziemi. Za sąsiadów mają jedynie lisy, [...]

Głos został już oddany