computer zapisz w ulubionych

LOFT 85 w Szczyrku – dom z widokiem na góry

31 maja '20

W samym sercu Beskidów, na wysokości 650 metrów nad poziomem morza jest zlokalizowany dom z zapierającym dech w piersi widokiem na góry i… zachody słońca. Schronienie znajdą tu wszyscy, którzy szukają ciszy i spokoju, ale i atrakcji. Oryginalne wnętrze sprosta gustom lubiących eklektyzm i zabawę z górskim stylem.

Z tego miejsca nie chce się wyjeżdżać. To właśnie z tą myślą Małgorzata Szymecka stworzyła LOFT 85. Do Szczyrku w zimie zjeżdżają okoliczni narciarze i snowboardziści w poszukiwaniu śnieżnych wrażeń. Jednakże również w każdą inną porę roku warto to miasto odwiedzić. Chociażby po to, by poczytać książkę na skąpanym w słońcu tarasie LOFTu 85.

 

Basia Hyjek: Jak zaczęła się Państwa przygoda?
Małgorzata Szymecka: Cóż... Zaczęło się niewinnie — dom w Szczyrku kupili sobie nasi znajomi. Zaprosili nas na Sylwestra i wpadliśmy! To wtedy zapragnęliśmy sami poszukać tam domu, ale nie było to łatwe. Niestety większość domów wystawionych na sprzedaż w Szczyrku jest stara, zniszczona, zagracona i bez kompletu podstawowych mediów.
Nie wiadomo jakie „niespodzianki” mogły kryć... Gdy z agentem weszliśmy do LOFT 85 (tę nazwę wymyśliliśmy dopiero po wykończeniu) i zobaczyliśmy to ogromne panoramiczne okno na całą szerokość ściany, przez które do salonu wpadało masę światła i słońca, i gdy zobaczyliśmy te widoki, to nas dosłownie zamurowało. Kiedy wyszliśmy na ogromny, narożny, słoneczny taras to wiedzieliśmy, że żadnego innego domu nie będziemy już oglądać. Chciałam od razu zdejmować wiszący na balkonie szyld „Na sprzedaż”!

dom był nowy, w stanie developerskim. Czysta kartka do zapisania własnej historii

for. Yassen Hristov 

Mimo że z zewnątrz dom wcale nie zachęcał do wejścia (krzaki trzeba było dosłownie najpierw wyrywać, żeby dojść do prowizorycznych, podłamanych, drewnianych schodków) to środek domu był z zupełnie innej bajki — dom był nowy, w stanie developerskim. Czysta kartka do zapisania własnej historii. Poprzedni właściciel nie miał czasu i pomysłu, aby się nim zająć, więc przez 2 lata stał i czekał na nas. No i zarastał dookoła krzakami!

 

Basia: Jakie były najtrudniejsze momenty tworzenia tego miejsca?
Małgorzata: Nie pamiętam nic szczególnego. Oczywiście na pewno były jakieś utrudnienia, ale nic, co by zapadło w pamięć. Prace w domu zaczęliśmy w styczniu 2019 roku, a skończyliśmy na początku czerwca, czyli poszło błyskawicznie. Potem do sierpnia trwały jeszcze prace na zewnątrz (ogród, podjazd, schody, barierki). Kocham urządzać wnętrza — to moja pasja trochę zbyt późno odkryta, bo raczej nie stanie się już moim zawodem. Chyba dlatego czerpię z tego więcej radości niż dostrzegam trudy.

 

Basia: Jak Państwa goście mają się tu czuć?
Małgorzata: Dom pierwotnie powstawał „dla siebie”. Pomysł na wynajem zrodził się później, w zasadzie za namową znajomych, bo szkoda, żeby stał pusty, jak nas tam nie ma. Chcemy, żeby nasi Goście czuli się tam dokładnie tak, jak my — przyjemnie, komfortowo — jak we własnym górskim domu. Żeby im tak samo, jak nam nie chciało się stamtąd wracać. Wiem od Gości, że dla nich tam tak właśnie jest...

to jest idealny dom na pobyt z przyjaciółmi, z rodziną, ale też wyłącznie we dwoje...

fot. Yassen Hristov 

Basia: Co było dla Państwa szczególnie ważne przy tworzeniu tego miejsca?
Małgorzata: Miało być jak w luksusowym butikowym domku alpejskim — taki trochę chalet, ale najbliżej, jak to możliwe od naszego miejsca zamieszkania. Poza tym na domek alpejski w Alpach nie było nas niestety stać. Miało być komfortowo, intymnie, a w środku wszystko, czego potrzeba bez konieczności wychodzenia! Duży nacisk położyliśmy na wygodne łóżka — te w LOFcie są tak wygodne, że śpimy tam dużo lepiej niż w domu. To jest idealny dom na pobyt z przyjaciółmi, z rodziną, ale też wyłącznie we dwoje...

 

Basia: Skąd pomysł na tak oryginalny wystrój wnętrz? Co Państwem kierowało?
Małgorzata: Pomysł na wystrój dała sama natura. Stanęłam przed domem, rozejrzałam się i samo przyszło... Dom miał pasować do miejsca, w którym stoi — do gór, ale nie chciałam typowej góralskiej chaty wyłożonej drewnem i ozdobionej ciupagami. Chciałam miejsca z charakterem, takie, które zapada w pamięć. Postawiłam na kolory ziemi i tego, co nas otacza (zieleń z roślin, brąz i czerń z ziemi, biel ze śniegu, granat z nieba, złoto i żółty ze słońca, srebro z gwiazd), na naturalne i wyjątkowe materiały (stare drewno z rozebranych pobliski stodół, wiklina, mosiądz, żeliwo). Tak oto powstało miejsce w stylu butikowego „hoteliku” o niepowtarzalnym klimacie, bo takie najbardziej lubię sama odwiedzać.


rozmawiała: Basia Hyjek

Głos został już oddany

okno zamknie się za 5