Apartament Peachy znajduje się w samym centrum Wrocławia, tuż obok rynku, ale nie próbuje konkurować z miejskim zgiełkiem. Zamiast tego działa jak schronienie: przygaszone, ciepłe, pełne drewna, mosiądzu, kamiennych wzorów i światła, które buduje nastrój od progu. Kohlrabi zaprojektowało wnętrze dla gości, którzy nie chcą tylko przenocować w mieście, ale naprawdę poczuć jego atmosferę.
Strefa dzienna Apartamentu Peachy łączy salon, jadalnię i kuchnię w jedną spokojną, dopracowaną przestrzeń. Ciepłe drewno, miękkie tkaniny i ciemne akcenty przełamują neutralną bazę wnętrza — © Stanisław Zajączkowski
apartament w drugiej linii od rynku
To mieszkanie od początku miało być przeznaczone na krótkoterminowy wynajem. Lokalizacja była więc kluczowa: centrum Wrocławia, druga linia kamienic od płyty rynku, blisko życia miasta, ale z odrobiną dystansu. Kamienica, w której mieści się apartament, przeszła w latach 60. gruntowny remont. Straciła wtedy część dawnych zdobień, ale zyskała elementy typowe dla tamtego czasu, między innymi parapety z lastryko. Projektanci z pracowni Kohlrabi nie potraktowali tego jako problemu. Zamiast rekonstruować nieistniejącą już historię, wybrali inną drogę: zbudowali wnętrze na granicy starego i nowego, elegancji i swobody, kamienicznego klimatu i współczesnego komfortu. Jest tu trochę nostalgii, trochę hotelowego dopieszczenia i dużo domowego ciepła.
Kuchnia i salon przenikają się tu bez wyraźnej granicy. Czeczotowe fronty, ciemny blat, drewniana komoda i dekoracyjne dodatki budują spójny, ciepły charakter wnętrza — © Stanisław Zajączkowski
mniej ścian, więcej oddechu
Pierwotnie mieszkanie składało się z dwóch pokoi i wydzielonej kuchni. Wymagało gruntownego remontu, dlatego projektanci zdecydowali się na mocną zmianę układu. Usunięto niemal wszystkie ściany, połączono kuchnię z salonem i wydzielono dużą sypialnię z wykuszem. Na 60 metrach kwadratowych powstał apartament dla dwóch do czterech osób — wygodny, kameralny, ale bez wrażenia ciasnoty. W salonie najważniejsze jest światło i faktury. Miękkie zasłony, ciemnozielona sofa, drewniana podłoga ułożona w jodełkę, czarny okrągły stół i zaoblona komoda tworzą spokojną bazę, ale nie jest to wnętrze zachowawcze. Dużo dzieje się w detalach: w dekoracyjnych oprawach, czarnych akcentach, ceramice, rzeźbiarskich dodatkach i dyskretnie obecnych przedmiotach vintage. Dzięki nim apartament nie wygląda jak anonimowe mieszkanie na wynajem, lecz jak miejsce z własnym charakterem.
W sypialni znalazło się miejsce do pracy lub porannej kawy — © Stanisław Zajączkowski
światło, które robi klimat
Wąska uliczka starego miasta sprawia, że do mieszkania dociera ograniczona ilość dziennego światła. W projekcie stało się to jednym z najważniejszych punktów wyjścia. Kohlrabi zaprojektowało oświetlenie w ciepłych barwach. To ono prowadzi przez wnętrze i zmienia jego odbiór w zależności od pory dnia. Wieczorem apartament staje się bardziej teatralny. W przedpokoju i łazience światło odbija się od wzorzystych płytek, patynowanego mosiądzu i przeszkleń nad drzwiami. W salonie kinkiet nad kuchennym blatem działa bardziej jak detal scenograficzny niż typowe oświetlenie robocze. Jest miękko, ciepło, trochę filmowo.
Sypialnia jest najbardziej otulającą częścią apartamentu. Zieleń ścian, miękkie tkaniny i dekoracyjna szafa wprowadzają do wnętrza spokój, ale bez rezygnacji z wyrazistego detalu — © Stanisław Zajączkowski
apartament Peachy i sztuka zaskoczenia
Najciekawsze w tym projekcie są jednak małe zwroty akcji. Sypialnia została ukryta za lustrzanymi drzwiami, a szafa wykończona tapetą. W wykuszu pojawia się kolejny zabieg: lustro na suficie. Nie jest tylko efektownym detalem. Odbija fragment ulicy, dzięki czemu wnętrze łapie więcej światła, a jednocześnie dyskretnie przypomina, że za oknami toczy się życie miasta. To rozwiązanie dobrze oddaje cały projekt. Apartament Peachy nie jest krzykliwy, ale potrafi zaskoczyć. Nie opiera się na jednym mocnym geście, tylko na serii drobnych decyzji, które budują atmosferę: lustrze, świetle, kolorze ścian, fakturze drewna, połysku płytek, głębokim odcieniu kamienia.
Kuchnia została potraktowana jak elegancki mebel. Fronty z czeczotu, zielony kamienny blat i patynowane detale dobrze wpisują się w nastrojowy charakter apartamentu — © Stanisław Zajączkowski
kuchnia jak elegancki mebel
Kuchnia, choć niewielka, została potraktowana bardzo starannie. Ma wszystkie elementy potrzebne do komfortowego pobytu, ale nie dominuje nad salonem. Bardziej przypomina elegancki mebel niż klasyczną zabudowę kuchenną. Fronty wykonano z forniru z czeczotu, który wnosi do wnętrza wyrazisty, naturalny rysunek. Nad nimi pojawia się kamienny blat w głębokim zielonym kolorze, a całość dopełniają detale ze starego, patynowanego mosiądzu. Ten sam materiał wraca w lampach i wykończeniach, spajając poszczególne części mieszkania. W połączeniu z jasnymi płytkami nad blatem kuchnia zyskuje spokojną, ale bardzo wyrafinowaną obecność.
Łazienka utrzymana jest w ciepłej, przygaszonej palecie. — © Stanisław Zajączkowski
łazienka w ciepłych tonach
Łazienka kontynuuje paletę apartamentu, ale robi to w bardziej nasycony sposób. Beże, brązy, czerwonawe użylenia płytek i złociste refleksy metalu tworzą wnętrze kameralne, niemal otulające. Uwagę przyciąga umywalka ustawiona na ciemnym blacie. Obok pojawia się dekoracyjne lustro, prosta oprawa ścienna i wysoki grzejnik, który wpisuje się w pionowy rytm niewielkiego pomieszczenia. W strefie prysznica projektanci zestawili drobne, kwadratowe płytki z zasłoną w ciepłym odcieniu. To detal, który nadaje łazience miękkości. Na ścianie pojawia się też niewielki obraz — pozornie drobiazg, ale właśnie takie elementy sprawiają, że apartament nie traci osobistego tonu.
W sypialni najważniejsze są światło i miękkość. Łóżko ustawiono przy przygaszonej zielonej ścianie, a wykusz zamieniono w spokojny kąt do pracy z widokiem na centrum Wrocławia — © Stanisław Zajączkowski
kolor, który nie męczy
Paleta wnętrza została zbudowana z beżu, żółci, czerwieni i zieleni. To kolory ciepłe, ale nie słodkie; wyraziste, ale przygaszone. Dzięki temu mieszkanie jest nastrojowe, a jednocześnie spokojne. W salonie dominuje drewno, oliwkowa zieleń i miękkie tkaniny. W przedpokoju oraz łazience mocniej wybrzmiewają kamienne wzory podłogi i ciepłe światło. Całość ma w sobie coś z retro estetyki, ale bez dosłownych cytatów. Apartament Peachy nie odsłania wszystkiego od razu: najpierw wprowadza przez ciemniejszy, klimatyczny przedpokój, potem otwiera się na salon z kuchnią, a na końcu zaskakuje sypialnią ukrytą za lustrzanymi drzwiami. W efekcie 60 metrów kwadratowych zamienia się w małą, miejską opowieść — o świetle, odpoczynku i przyjemności odkrywania detali.













