okno zamknie się za 5

computer zapisz w ulubionych

Warszawa z kompleksem wyższości

15 września '20

Mało co zmienia się ostatnio szybciej niż panorama Warszawy. Właściwie co kilka miesięcy skyline stolicy wzbogaca się o nową wieżę. Wyższych niż sto metrów budowli jest już w mieście ponad trzydzieści, a kolejne rosną.

W Warszawie jest jeden prawdziwy i godny uwagi wieżowiec: to oczywiście Pałac Kultury i Nauki, swoją iglicą sięgający 237 metrów. Mimo że przez ponad pół wieku był najwyższym obiektem w mieście, nie jest typowym drapaczem chmur. Bo przecież na to hasło pojawiają się każdemu przed oczami szklane prostopadłościany, a nie kamienne pałace. No, ale nie pojawiają się też stadiony czy kościoły. Tymczasem 53. najwyższym budynkiem w Warszawie jest Świątynia Opatrzności [info], a 28. — Stadion Narodowy.

Pałac Kultury
i Nauki, widok z jednego z apartamentów w wieżowcu Złota 44

Pałac Kultury i Nauki, widok z jednego z apartamentów w wieżowcu Złota 44

fot.: Anna Cymer

Nie można też powiedzieć, że socrealistyczny „dar Stalina” zapoczątkował w Warszawie modę na budowanie wysoko, wszak przez długie lata skyline był raczej — żeby użyć modnego ostatnio słowa — „wypłaszczony”. Przedwojenny Prudential z 1933 roku ze swoimi 66 metrami czy praska katedra (zbudowana w 1903 roku) z neogotyckimi wieżami sięgającymi 75 metrów nie robiły wrażenia i nie górowały nad miastem. W drugiej połowie lat 60. panoramę urozmaiciły ponad osiemdziesięciometrowe wieże mieszkalne Ściany Wschodniej, w kolejnej dekadzie powstały Hotel Forum czy biurowiec Intraco — wysokościowce miały być oczekiwanym i podarowanym przez władze znakiem, że u nas też może być „jak na Zachodzie”. Efekt wielkomiejskości miały też dać stolicy stworzone przez zespół Jerzego Skrzypczaka wieże (niestety nie w pełni zrealizowanego) tzw. Zachodniego Rejonu Centrum Warszawy, czy zaprojektowany w latach 70., ale ukończony dopiero w 1991 roku Błękitny Wieżowiec przy placu Bankowym.

od lewej: Widok
Towers, Hotel Forum

od lewej: Widok Towers, Hotel Forum

fot.: Anna Cymer

Jednak Warszawa ruszyła na całego w górę dopiero po tym, jak staliśmy się państwem kapitalistycznym. To wtedy stało się jasne, że potrzebne są w mieście wysokie, szklane biurowce na modłę zachodnią, że drapacze chmur na pewno pomogą przyciągnąć inwestorów — „zachodni kapitał”. W dekadzie lat 90. powstało ich kilka, w tym wstrząsająco wtedy wysoki, 208‑metrowy Warsaw Trade Tower, przez jakiś czas siedziba firmy Daewoo (proj. Wyszyński, Majewski, Hermanowicz oraz RTKL). Dziś nieco zapomniany, jakby opuszczony, pozostaje jednym z ciekawszych warszawskich wieżowców. Ma nieco postmodernistyczną, jakby poskładaną z kawałków różnych budynków bryłę, która dzięki temu z każdej strony wygląda inaczej.

Później już poszła lawina: w centrum miasta wyrosły m.in. lśniący i stylowy Rondo I (proj. SOM), inspirowany kryształem Q22 (proj. Kuryłowicz&Associates) czy Warsaw Spire (proj. Jaspers & Eyers Partners, PROJEKT Polsko‑Belgijska Pracownia Architektury). Ten ostatni może architekturą nie poraża, ale jest ważny dla miasta: u jego stóp deweloper stworzył bardzo udaną, naprawdę ogólnodostępną, atrakcyjną dla różnych grup użytkowników przestrzeń publiczną. Doczekaliśmy się też superluksusowych wieżowców mieszkalnych — w miarę subtelnej wieży Cosmpolitan (proj.  Helmut Jahn) i przysadzistego „żagla” Złota 44 (proj. Daniel Libeskind).

od lewej: Q22,
Spektrum Tower, Cosmopolitan

od lewej: Q22, Spektrum Tower, Cosmopolitan

fot.: Anna Cymer

W tej chwili w Warszawie trwa budowa kilkunastu kolejnych wieżowców. Według wyliczeń „Gazety Stołecznej” tylko w tym roku oddanych zostanie do użytku dziewięć drapaczy chmur. Jeden z nowo powstających obiektów, Varso (proj. Foster and Partners, HRA Architekci), strąci wreszcie z podium lidera warszawskich wysokości, Pałac Kultury i Nauki. Budowany naprzeciwko socrealistycznego gmachu biurowiec sięgnie 310 metrów (choć do dachu ma mieć „tylko” 230 metrów), co uczyni go najwyższym budynkiem w Unii Europejskiej.

po lewej: Varso,
wkrótce najwyższy budynek w Polsce i Unii Europejskiej

po lewej: Varso, wkrótce najwyższy budynek w Polsce i Unii Europejskiej

fot.: Anna Cymer

Najwięcej nowych gmachów rośnie na Woli — w dzielnicy, która w XXI wieku z robotniczej zamieniła się w biznesową (czyli w zasadzie dalej zaludniają ją robotnicy, tylko nie ci z fabryk, a z korporacji…). Tu są już miejsca, z których coraz trudniej dostrzec niebo, ulice tak gęsto zostały zastawione wysokościowcami. Choć ich inwestorzy starają się czymś swoje „dzieła” wyróżnić (jedna z nowych wolskich budowli będzie miała falujący na wietrze fragment elewacji, inna zyskała właśnie dizajnerskie przejście podziemne, wiodące wprost na stację metra), od blisko dwóch dekad stołeczne wieże coraz trudniej rozróżnić. I nie chodzi przecież o to, że każdy powinien być „ikoną” (to by było rujnujące dla przestrzeni miasta!). Jeśli stanąć na środku Ronda Daszyńskiego, centrum biznesowej Woli, i rozejrzeć się wokoło, łatwo stracić orientację: będą człowieka otaczać i nad nim górować jednakowe, płaskie, monotonne ściany. Nie sposób nie poczuć tu potęgi wielkich korporacji, w obliczu których każdy z nas jest tylko trybikiem, drobiazgiem bez znaczenia.

warszawska Wola

warszawska Wola

fot.: Anna Cymer

Łatwo się pisze o wieżowcach: tabelka z Wikipedii pomaga w zebraniu danych do dynamicznej wyliczanki, a przerzucanie się kolejnymi setkami metrów wysokości na każdym robi wrażenie. Tylko czemu ma to wszystko służyć? Czy wieżowce jakoś ubogaciły przestrzeń Warszawy? Widziane z praskiego brzegu Wisły, w promieniach zachodzącego słońca na pewno wyglądają efektownie, niektóre dały też wyjątkową szansę spojrzenia na Pałac Kultury i Nauki z góry. Wieżowce leczą kompleksy — uważa się, że prawdziwie nowoczesna metropolia nie może być „płaska”, nade wszystko są emanacją ego — lokujących tu swoje siedziby firm, inwestorów, wreszcie samych architektów. 195‑metrowy Q22, choć zbudowany już po śmierci Stefana Kuryłowicza, miał być jego wymarzoną realizacją, bo architekt zawsze ponoć chciał zaprojektować wysokościowiec (swoją drogą to bardzo udana bryła, pozytywnie wyróżnia się w warszawskiej panoramie). Warszawa zawsze marzyła o tym, żeby coś tu zbudował prawdziwy starchitekt — i Daniel Libeskind zostawił nam pokraczną Złotą 44 (wciąż w pamięci mamy też Lilium Tower, „wykwit” pracowni Zahy Hadid, szczęśliwie wieża stała się ofiarą światowego kryzysu w 2008 roku).

od lewej: Q22, Rondo
I, Warsaw Financial Center, hotel InterContinental

od lewej: Q22, Rondo I, Warsaw Financial Center, hotel InterContinental

fot.: Anna Cymer

Wieżowce bywają efektowne, są jednak mało „miastotwórcze”. Wchłaniają ludzi do swojego wnętrza, niewiele oferując w zamian. Zwykle ich partery są niedostępne, a otoczenie pozbawione wyrazu, sprowadzone do roli uliczki dojazdowej, wylotu wentylacji i ewentualnie miejsca na wyjście na papierosa (chlubnym wyjątkiem przywołany już plac Europejski obok Warsaw Spire). Nie mieszczą funkcji publicznych, znakomita większość mieszkańców miasta więc z nich nie korzysta, nie dostanie się do środka ktoś, kto by chciał po prostu budynek zwiedzić, zatrzymany przez ochronę i elektroniczne bramki (jak bardzo odróżnia się od tego Pałac Kultury i Nauki!). Po doświadczeniu pandemii nie sposób nie zadać sobie też pytania o przyszłość wieżowców: skoro cały świat mówi o tym, że prawie na pewno część pracy zacznie odbywać się w trybie zdalnym już na stałe, co zrobimy z tymi milionami metrów kwadratowych powierzchni biurowych w szklanych wieżach?

 
Anna Cymer

Głos został już oddany