NOWOŚĆ! Prawo w architekturze – przystępnie na portalu A&B
Zostań użytkownikiem portalu A&B i odbierz prezenty!
Zarejestruj się w portalu A&B i odbierz prezenty
maximize

Blizny miejskiej przyrody

07 kwietnia '23

 
Edyta
: Jakich narzędzi nam zatem brakuje w obecnym systemie gospodarowania przestrzenią, aby projektowanie z myślą o sukcesji przyrodniczej stało się możliwe?

Kasper: Zanim zostaną opracowane nowe narzędzia, powinniśmy pomyśleć o tym, aby tereny czwartej przyrody objąć jakąkolwiek formą ochrony. W Krakowie na przykład część takich terenów uzyskała status użytków ekologicznych. W Wielkiej Brytanii taką rolę odgrywają lokalne rezerwaty przyrody albo miejsca szczególnego zainteresowania nauki (sites of special scientific interest) — tą kategorią obejmuje się tereny przyrody ewoluującej. One nie muszą mieć szczególnych walorów przyrodniczych, najciekawszym ich elementem jest właśnie zmienność i rozwój w czasie. U nas takie tereny są postrzegane jako chaszcze, rezerwa inwestycyjna, bezwartościowy teren pełen samosiejek. Uważam, że bardzo potrzebne jest poszerzenie zakresu ochrony zieleni istniejącej w przypadku nowych inwestycji uwzględniającej nie tylko pnie drzew czy bryły korzeniowe, ale całe jego siedlisko, czyli to, co się dzieje bezpośrednio wokół drzewa. Ponadto sama architektura krajobrazu nie może być procesem destrukcji, o czym często mówi Wojciech Januszczyk z Fundacji Krajobrazy, a co mogę na co dzień obserwować w procesach rewitalizacji parków. Polegają one bardzo często na wycince lub zniszczeniu całego dolnego poszycia roślinności parku po to, aby posadzić nową roślinność. Takie podejście niszczy i zubaża wierzchnią warstwę gleby, a ma ona kluczowe znaczenie dla dalszego rozwoju przyrody. Nie doceniamy także samosiejek, które bardzo często są gatunkiem, który jest najlepiej dostosowany do lokalnego mikroklimatu. Obecnie określenie „samosiejka”, szczególnie w inwentaryzacjach dendrologicznych pod nowe inwestycje, oznacza wyrok wycinki. Musimy zatem zupełnie zmienić podejście do waloryzacji istniejącej zieleni, co powinno znaleźć odzwierciedlenie również w miejscowych planach zagospodarowania przestrzennego.

przerośnięte krawężniki i zieleń w szczelinach płyt są też elementem czwartej przyrody

przerośnięte krawężniki i zieleń w szczelinach płyt są też elementem czwartej przyrody

fot.: Edyta Skiba

 
Edyta
: Jak zatem powinien ewoluować system planowania przestrzennego, aby lepiej chronił zieleń?

Kasper: Przede wszystkim musi zacząć uwzględniać system planowania tak zwanej zielonej infrastruktury. Profesora Urszula Forczek-Brataniec mówi, że nie można patrzeć na zieleń w mieście tylko przez pryzmat danego budynku, działki czy osiedla. Miejski ekosystem jest zbiorem naczyń połączonych i jako architekci i architektki krajobrazu, musimy zawsze patrzeć na szerszy kontekst połączeń. Musimy chronić szlaki migracyjne zwierząt, połączenia między sąsiednimi terenami, mapować to i zabezpieczać. Jest to absolutnie kluczowe, gdyby się udało włączyć do elementów chronionego krajobrazu nowe tereny, wtedy moglibyśmy mieć do czynienia z siecią zielonych przestrzeni, a nie wyspami. Jeśli uda nam się zabezpieczyć taką sieć połączeń, stworzymy jednocześnie sieć połączeń rekreacyjnych dla mieszkańców miasta. W Polsce niestety nadal myślimy w tym zakresie punktowo, a nie systemowo.

 
Edyta: A co z architekturą?

Kasper: Musi być elementem siedliska, to znaczy powinna tworzyć nie tylko nisze mieszkaniowe dla ludzi, lecz także nisze ekologiczne. Zieleń nie może stanowić tylko dekoracji dla budynku, nie może zamykać się tylko w najbliższym otoczeniu inwestycji; raczej budynek musi być elementem zieleni. Nie chodzi mi tylko o to, aby zapewnić zielone dachy, wypełnić współczynnik powierzchni biologicznie czynnej, ale także o to, by zatapiać architekturę w zieleni, co będzie korzystne dla ludzi pod względem psychologicznym, środowiskowym, energetycznym.

widok na osiedle Zelené Město w Pradze - metamorfoza ogródków działkowych w las - Sad Třešňovka

widok na osiedle Zelené Město w Pradze — metamorfoza ogródków działkowych w las — Sad Třešňovka

fot.: Edyta Skiba

 
Edyta: Tylko jak przekonać do tego pomysłu dewelopera skrzętnie kalkulującego koszty i zyski?

Kasper: Bardzo dużo zależy od tego, z jakim inwestorem mamy do czynienia. Zmienia się świadomość wielu z nich i mam wrażenie, że jest to grupa zawodowa, która czuje i widzi, że z zielenią jest coś nie tak. Bardzo często dostają projekty krajobrazu, których zrealizowanie kosztuje bardzo dużo, choćby z powodu odpowiedniego przygotowania podłoża dla roślin. Okazuje się również, że koszty utrzymania zieleni są dramatycznie wysokie i po kilku latach — jeżeli nie jest pielęgnowana — wygląda źle albo usycha. Pod tym względem oferta czwartej przyrody czy lasów kieszonkowych wygląda dla nich bardzo interesująco. Nie chodzi oczywiście o to, aby teraz zachwaścić cały teren albo pozwolić na zupełnie spontaniczne zadrzewienie samosiejkami. Chodzi o to, aby łączyć w sposób estetyczny elementy ze świata zadbanego krajobrazu i dzikiej przyrody. Nie wiem, czy nie większym wyzwaniem jest przekonanie architektów i architektek krajobrazu, że takie podejście w projektowaniu jest bardzo ważne i potrzebne.

 
Edyta
: Czy odpowiedzią na tę potrzebę może być tworzenie lasów kieszonkowych?

Kasper: Tak, szczególnie trzy pierwsze, które powstały we współpracy z poznańską firmą UWI — na tym przykładzie widać, że tam, gdzie uda się przekonać dewelopera do dobrego, przemyślanego działania, niebędącego jednocześnie greenwashingiem, efekt może być niesamowity. Zostały one zasadzone na nieużytku między osiedlami przy ulicy Milczańskiej w Poznaniu. Inicjatywa ta wywołała niesamowitą energię, aktywując mieszkańców, którzy z chęcią włączyli się w sadzenie lasu naprzeciwko swoich okien. To niesamowite, że deweloperowi udało się także zbudować kapitał społeczny wokół tego działania, które zmieniło zaśmiecony skrawek terenu w przyjazną przestrzeń dla ludzi i przyrody. Istotne jest również to, że nie była to wielomilionowa inwestycja w zieleń trudną do pielęgnacji. Oprócz lasu na terenie tym powstał mały sad oraz wysiano łąki. Cały teren musiał zostać przygotowany poprzez wyeliminowanie inwazyjnej nawłoci, tak aby zapewnić miejsce dla bardziej rodzimych gatunków roślinności w przyszłości. Działanie to pokazuje, że bioróżnorodność może być wartością każdej inwestycji. Musimy już dziś zmienić sposób myślenia o zieleni w mieście i jej projektowaniu. Nie powinniśmy się obawiać eksperymentowania czy popełniania błędów, ponieważ to są rozwiązania, których będziemy potrzebować w przyszłości, dobrze je więc prototypować wcześniej.

widok na osiedle Zelené Město w Pradze - architektura krajobrazu przyszłości

widok na osiedle Zelené Město w Pradze — architektura krajobrazu przyszłości

fot.: Edyta Skiba

 
Edyta: Prototypowanie czy eksperymentowanie z przyrodą brzmi dość ryzykownie. Jak prowadzić takie działania mądrze?

Kasper: Jako profesjonaliści nie powinniśmy się obawiać i wdrażać nowoczesne rozwiązania projektowe, ale jednocześnie edukować co do ich zasadności. Jestem pod ogromnym wrażeniem instalacji „Glebarium”, stworzonej przez Grupę Centrala na wystawę „Antropocen”. Wykorzystywała ona wszystkie te elementy, które podlegają procesom rozpadu i gnicia: liście, resztki trawy, gałęzie, które mają potencjał do budowy wartościowego podłoża dla roślin, a które my traktujemy jak każdy inny rodzaj odpadów. Procesy uważane zwykle za nieprzyjemne zostały wyeksponowane, podkreślając i tłumacząc ich ważność. Budowanie gleby stanowi istotną, jeśli nie najważniejszą część procesu tworzenia lasów kieszonkowych. Sądzę, że w każdej inwestycji jesteśmy w stanie wydzielić 10 procent powierzchni terenu, które byłoby strefą biocenotyczną albo lasem kieszonkowym. W praktyce oznacza to, że na przykład zamiast wywozić przewrócone pnie drzew gdzieś daleko poza miasto, możemy je rozrzucić w takim lesie do swobodnego rozkładu zasilającego glebę; liście zebrane z dróg czy chodników danej inwestycji mogą być wyrzucone do lasu kieszonkowego w celu budowania gleby. Takie działanie pokazuje również, jak ważna jest jej rola w przyrodzie — badania pokazują, że wystarczy wzrost tylko o 1 procent próchnicy na hektarze, aby zatrzymać dodatkowo od 90 do 150 ton wody. Żeby być eko, nie wystarczy posadzić drzewka, trzeba mu także zapewnić odpowiednie siedlisko, w tym glebę bogatą w próchnicę. Sądzę, że doskonałym narzędziem do tego jest tworzenie lasów kieszonkowych, gdzie na samym początku wraz z mieszkańcami przygotowujemy glebę, budujemy próchnicę, wysypujemy liście, ściółkę, kompostujemy, a nie tylko sadzimy drzewka, to ma ogromną rolę edukacyjną.

instalacja o ruderalności i sukcesji w mieście na wystawie „Antropocen” w Pawilonie Zodiak (2022)

instalacja o ruderalności i sukcesji w mieście na wystawie „Antropocen” w Pawilonie Zodiak (2022)

fot.: Edyta Skiba

 
Edyta: Czy przeniesienie na polski grunt metody opracowanej przez japońskiego botanika Akirę Miyawakiego nie jest kluczem do nauki akceptacji estetyki czwartej przyrody?

Kasper: Chciałbym tutaj zastrzec, że lasy kieszonkowe nie są nowym rozwiązaniem, które zlikwiduje wszystkie problemy ekologiczne miasta. Nie zastąpią one ochrony dużych częściowo niezagospodarowanych terenów zieleni, często na przedmieściach, mokradeł, starych drzew i zadbania o te najbardziej cenne przyrodniczo strefy w mieście. Lasy kieszonkowe mogą być świetnym narzędziem do myślenia w inny, nowy sposób o zieleni miejskiej lub osiedlowej. Mogą być pomocne przy przekształcaniu pozbawionych drzew terenów zielonych w mieście. Na tych polach widzę ich ogromną skuteczność. Bardzo ważne jest także to, że powstają one przy zaangażowaniu mieszkańców. Ich energia i czas pozwalają na zbudowanie gleby, dzięki czemu mogą powstawać na nawet bardzo przekształconych i zniszczonych przez człowieka obszarach. Analizujemy również skład gatunkowy lasu dla danej lokalizacji. Najczęściej sadzimy w nich jednak gatunki charakterystyczne dla danego typu siedliskowego leśnego, bardzo często w miastach są to środowiska grądowe. Czasem pozwalam sobie na małe eksperymenty, w ramach których sadzimy na przykład topole. Oprócz tego zajmujemy się nie tylko drzewami, lecz także gatunkami niższych pięter lasu oraz roślinnością leśnego runa. Część osób boi się, że będziemy zalesiać wszelkie możliwe wolne przestrzenie, jednak w tej metodzie zupełnie nie o to chodzi. Dla mnie las kieszonkowy jest „laboratorium” miejskiej natury, w którym możemy obserwować sukcesję i zmiany. Czasem w tych przestrzeniach pojawią się bardzo rzadkie gatunki, nieznane do tej pory w mieście. Lasy kieszonkowe polegają w sumie na sadzeniu dzikości, inicjujemy procesy naturalne i oddajemy te dzikie zagajniki przyrodzie. Potrzebuje ona przestrzeni w mieście tak samo jak my.

 
Edyta: Czy we współczesnym mieście i jego krajobrazie jest miejsce dla „brudu”?

Kasper: Nie wszystko musi się dziś mieścić w kategorii klasycznego piękna, estetyka niedoskonałości może być szokującym elementem, ale jednocześnie na swój sposób atrakcyjnym. Roślinność ruderalna świetnie do niej pasuje. Latem, w okresie kwitnienia, może stanowić bardzo atrakcyjną dekorację, która zimą zmienia się w oszronione badyle stanowiące schronienie na przykład dla owadów. Nie trzeba wtedy ulegać instynktowi jesiennych porządków, w myśl których poprzez wypalanie na pozór zbędnych elementów możemy przybliżyć się do rygorów estetyki Wersalu.

roślinność ruderalna na niezainwestowanych działkach jest usuwana, a można ją z powodzeniem wykorzystać w nowej zieleni

roślinność ruderalna na niezainwestowanych działkach jest usuwana, a można ją z powodzeniem wykorzystać w nowej zieleni

fot.: Edyta Skiba

 
Edyta: Akceptacja przemiany procesów i niedoskonałości w przyrodzie uczy nas akceptacji własnych niedoskonałości, pozwalając poczuć się swobodnie i poprawiając naszą kondycję psychiczną.

Kasper: Współcześni naukowcy potwierdzają teorię, że w takiej estetyce „brudu”, w gąszczu, w „małpich gajach”, zadrzewionej zieleni lepiej się rozwijamy i regenerujemy. Jest to także świetne miejsce do rozwoju dla dzieci. Jeżeli chcemy, aby nabywały miękkich kompetencji, takich jak elastyczność czy kreatywność, to musimy je wręcz zachęcać do tego, aby wspinały się po drzewach, brudziły w błocie, eksplorowały przestrzenie nieokiełznanej ręką człowieka przyrody. Dorośli z kolei nie muszą potwierdzać w takich miejscach swojego statusu społecznego czy materialnego, mogą w pełni korzystać z egalitarnej przestrzeni bycia w naturze.

 
Edyta: Dziękuję za rozmowę!

 
rozmawiała:
Edyta Skiba

Głos został już oddany

Materiał w architekturze — trendy 2024
LS Dark — żaluzje zaciemniające

TECTUS®
całkowicie ukryty system zawiasów

www.simonswerk.com
INSPIRACJE