okno zamknie się za 5

computer zapisz w ulubionych

Deptać trawę! Zieleń miejska w Łodzi z perspektywy spacerowicza

01 września '20

Czy zastanawialiście się kiedyś nad tym, jaki wpływ na odbiór przestrzeni może mieć posiadanie psa? Odkąd w moim planie dnia pojawiły się długie spacery z czworonogiem, zacząłem inaczej postrzegać elementy struktury miasta, a przede wszystkim — tereny zielone. Życie, reprezentowane przez drepczącego na krótkich nóżkach kundelka Burbona, weryfikuje politykę władz Łodzi dotyczącą zieleni miejskiej, kpiąc sobie z powtarzanych sloganów.

ile jest zieleni w Łodzi?

„Mało które miasto w Polsce może pochwalić się tyloma zielonymi terenami” — podkreślają władze Łodzi na oficjalnej stronie Urzędu Miasta. Teza jest tyle odważna, co nieznajdująca potwierdzenia w rzeczywistości. Nawet jeśli nie będziemy porównywać się z Sopotem, gdzie tereny zielone zajmują aż 61 proc. powierzchni miasta (dane GUS z 2017 roku), czy Gdynią (48 proc.), to i tak wyprzedza nas Warszawa, Poznań, Katowice… w sumie trzydzieści pięć miast powiatowych.

Tereny zielone zajmują niespełna 18 proc. powierzchni miasta. Największą ich część (ponad połowę całości) stanowią lasy. Parki to zaledwie 2,13 proc. powierzchni Łodzi, a zieleń osiedlowa — 3,41 proc. Warto podkreślić, że w ciągu ostatnich lat wzrosła ilość zieleni przyulicznej oraz, w mniejszym stopniu, liczba zieleńców. Co z tego wynika? Dla kundelka Burbona — niewiele. Szpalery drzew sadzonych wzdłuż ulic i woonerfów, jakkolwiek pożądane, nie zastąpią skupiska zieleni w postaci dużego skweru czy parku.

Jeden z parków
kieszonkowych na Starym Polesiu w Łodzi.

Jeden z parków kieszonkowych na Starym Polesiu w Łodzi.

fot.: Błażej Ciarkowski

trawnik dostępny

Na stronie Zielonego Expo, które odbędzie się w Łodzi w 2024 roku, możemy przeczytać, że „nawet w gęsto zabudowanym centrum miasta można spotkać obszary zieleni”, które są efektem działań dziewiętnastowiecznych fabrykantów, którzy tworzyli parki i ogrody — najpierw prywatne, a potem publiczne. „W Łodzi znajduje się łącznie trzydzieści siedem parków” — podkreślają autorzy witryny utworzonej przez Urząd Miasta Łodzi i konkludują: „łodzianie mają mnóstwo możliwości, żeby spędzić weekend pośród zieleni!”.

Tymczasem, jak podkreśla Anka Pustkowska, „w Łodzi dostępność do parku dla mieszkańców jest, delikatnie mówiąc, na niskim poziomie. Szczególnie w Śródmieściu trzeba pokonać duże odległości, żeby móc z nich skorzystać”. Dla mieszkańców Starego Polesia, takich jak ja i Burbon, oznacza to dwukilometrowy spacer do najbliższego parku. Parki kieszonkowe, które zdaniem Urzędu Miasta „cieszą się coraz większą popularnością (…) za sprawą akcji Zielone Polesie”, nie stanowią alternatywy, zarówno ze względu na niewielkie rozmiary, jak i specyficzny sposób urządzenia terenu.

Park jest bowiem parkowi nierówny. Brukowane lub wysypane żwirem ścieżki nie zastąpią łąki, a porośnięta bylinami rabata — soczystego trawnika, na którym można usiąść lub biegać. Obserwacja zachowania użytkowników oraz ich liczby w poszczególnych miejscach wskazuje na prostą zależność: im mniej „zaprojektowana” jest dana przestrzeń, tym lepiej.

używane nieużytki zielone

W bezpośrednim sąsiedztwie Manufaktury, na pograniczu Starego Polesia i Bałut, znajdują się Ogrody Karskiego. Pod wzniosłą nazwą kryje się dzika łąka przecięta ścieżką prowadzącą do centrum handlowego, a także zaniedbane boiska otoczone kilkoma ławkami. Mimo tego niezależnie od pory dnia i pogody można spotkać tam ludzi spacerujących ze swoimi psami, dzieciaki grające w piłkę oraz (rzecz nieunikniona) miłośników konsumpcji „pod chmurką”. Kilka lat temu Miasto przedstawiło plany wykorzystania tego terenu pod zabudowę mieszkaniową. Zdecydowany sprzeciw mieszkańców oraz społeczników, którzy opublikowali kontrpropozycję w postaci projektu parku, sprawiły, że odstąpiono od zamierzenia.

„Ogrody
Karskiego”

„Ogrody Karskiego” – zaniedbany teren sportowo-rekreacyjny i dzika „łąka miejska”.

fot.: Błażej Ciarkowski

Nieco dalej w kierunku północnym rozciąga się szeroka łąka. Stanowi teren, który w planach z lat 60. XX wieku przeznaczony był pod budowę dwupasmowej jezdni. Drogi nie wybudowano, natomiast porośnięty bujną trawą i kępami krzewów obszar stał się miejscem rekreacji. Chwilę wytchnienia znajduje tam nie tylko kundelek Burbon, który niezmordowanie nurkuje w zieleni lub biega z innymi psami. W słoneczne dni na dzikim trawniku koce piknikowe rozkładają niekiedy rodziny z dziećmi, przychodzą osoby chcące w spokoju zatopić się w lekturze lub „złapać” nieco opalenizny.

 

Głos został już oddany