shopping-cart 0,00 zł

swobodnie na temat

Obywatelski plac Wolnica

computer zapisz w ulubionych

Obywatelski plac Wolnica

07 stycznia '20

Od początku 2019 roku krakowski plac Wolnica, dawny rynek Kazimierza, przedstawia smutny widok — działa tu parking. Podobno tymczasowy. Ale wcześniej też nie było dobrze — bruk, brak cienia, brak ławek. Miejsce na eventy. Położone przy placu Muzeum Etnograficzne od lat pokazuje, jak można mądrze myśleć o rozwoju tej przestrzeni. Teraz dojrzał też pomysł sąsiedzkiego okrągłego stołu.

Plac Wolnica to centrum krakowskiej dzielnicy Kazimierz. W kształcie wytyczonym przez króla Kazimierza Wielkiego w XIV wieku wielkością dorównywał Rynkowi Głównemu. W XIX wieku pozostała z niego połowa, gdy w miejscu szlaku poprowadzono ulicę Krakowską. Wciąż jednak to rozległa przestrzeń, nad którą góruje ratusz. Historycznie był to plac targowy. Współcześnie utracił swoją funkcję na rzecz reprezentacji i lokalizacji przeróżnych wydarzeń. Zanim na płycie placu urządzono parking, była to pusta przestrzeń, a samochody otaczały (i wciąż otaczają) ją niczym wieniec. W rogu zaniedbana fontanna. Ciąg starych donic z czasów PRL-u i zaledwie kilka drzew na obrzeżu. Mieszkańcy wielokrotnie wskazywali na potrzebę humanizacji placu.

tymczasowy parking na placu Wolnica został zaaranżowany na początku 2019 roku

fot.: Katarzyna Piszczkiewicz

drewniana podłoga do potańcówki

„Plac Wolnica na co dzień nie żyje. A nawet jest omijany szerokim łukiem, szczególnie w lecie, kiedy jest bardzo gorąco” — mówi Katarzyna Pilitowska, która od siedemnastu lat jest mieszkanką Kazimierza i nieopodal prowadzi znany bar z hummusem i śniadaniami. A jaki, jej zdaniem, powinien być plac Wolnica? „Powinien uwzględnić potrzebę odpoczynku mieszkańców. (...) Plac odpoczynku, plac drzew, plac ławek, plac małej zieleni”.

Najbliżej zmian było w 2009 roku, kiedy zrealizowany został konkurs na opracowanie koncepcji urbanistyczno-architektonicznej zagospodarowania tej przestrzeni. Zwyciężył wówczas projekt Biura Projektów Lewicki Łatak przewidujący wyłożenie placu drewnianą podłogą.

„To, co nas uderzyło w ładnym wnętrzu, dobrych proporcjach i nienajgorszej posadzce placu, to to, że ludzie nie chcą się tu zatrzymywać” — wspomina Piotr Lewicki. Pretekstem do zatrzymania się miała być nieoczywista posadzka — dylowina — miękka podłoga z desek, rozkładana na wiejskich weselach na trawie. Zgodne z założeniem, miała spowodować, że „będzie się tam chciało przyjść i zostać, usiąść, może nawet położyć się latem”.

projekt Biura Projektów Lewicki Łatak, który zwyciężył w 2009 roku w konkursie na koncepcję urbanistyczno-architektoniczną placu Wolnica

fot.: dzięki uprzejmości Biura Projektów Lewicki Łatak

Czas mija, a projekt nie wyszedł poza sferę koncepcji. Gdy konkurs rozstrzygano, w Urzędzie Miasta nie było środków na kontynuowanie prac. A później zaczął popadać w zapomnienie. Zwycięski projekt nie wszystkim się spodobał, z rezerwą podeszło do niego na przykład Muzeum Etnograficzne, uznając go za zbyt ludyczny i narzucający zbyt jednostronną interpretację historycznego placu. Kierunek zmian cały czas jest otwarty — miasto ani teraz, ani w najbliższym czasie placem zajmować się nie będzie, dlaczego więc nie stworzyć wizji tego miejsca oddolnie?

pretekst do spotkania

Inicjatywę podjęło Muzeum Etnograficzne, które mieści się w ratuszu. Jest największym sąsiadem placu i ma poczucie, że wspólnie z innymi sąsiadami jest w stanie „wydyskutować” jego pożądany kształt.

„Współczesne miasto zorganizowane jest w taki sposób, by ludzie, którzy w nim żyją, mogli się bezkolizyjnie wyminąć. Nam chodzi o coś zupełnie przeciwnego — o stworzenie okazji do spotkania. (…) Aranżacja ma w gruncie rzeczy drugorzędną rolę. Po prostu powinna dać pretekst do tego, aby się zatrzymać i porozmawiać” — mówi Katarzyna Piszczkiewicz, która koordynuje w muzeum działania w przestrzeni publicznej. Kierunek myślenia jest więc zbieżny z filozofią architektów.

Takich pretekstów do spotkania na placu w minionych dziesięciu latach muzeum stworzyło wiele. Początek dał festiwal „Etnodizajn”. W 2010 roku na placu pojawiły się inspirowane muzealną kolekcją realizacje współczesnych projektantów i rzemieślników. Kolejne spektakularne wyjście na plac odbyło się w 2018 roku za sprawą wystawy pt. „Kto to wie(ś)? Gra z tradycją/gra z wyobraźnią”. Wielkie drewniane konstrukcje i figury nawiązywały do działalności Stowarzyszenia Warsztaty Krakowskie z początku XX wieku, których artyści twórczo przekształcali ludowe formy i motywy. Było też wiele akcji o charakterze partycypacyjnym — grupowe projektowanie ławeczek przed wejściem, malowanie i obsadzanie starych donic na placu.

wystawa pt. „Kto to wie(ś)? Gra z tradycją/gra z wyobraźnią” zorganizowana w 2018 roku na placu Wolnica przez Muzeum Etnograficzne w Krakowie

fot.: Marcin Wąsik

Dyrektor Muzeum Etnograficznego dr Antoni Bartosz mówi, że to mógłby być świetny plac eksperymentów artystycznych i wskazuje na przykłady, które nigdy nie wyszły poza fazę projektową. „Labirynt Alzheimera” miał odtwarzać doświadczenie ludzi, którzy w wyniku tej choroby, zdezorientowani, chowają na przykład kapcie do lodówki. Z kolei „Architektura mobilna” miała być odpowiedzią na niedostatek zieleni, wpisującą się w dynamikę życia placu, a także respektującą założenia ochrony konserwatorskiej, które uniemożliwiają wszelkie ingerencje w zabytkowy bruk. Zmienność i czasowość rozwiązań wydaje się być idealnym rozwiązaniem.

wywierać wpływ, ale nie zawłaszczać

Pomysłów, które spinają historię i tożsamość placu ze współczesnością, respektują jego dziedzictwo, ale nie petryfikują, są z jednej strony ambitne, a z drugiej przystępne, zrozumiałe i atrakcyjne, w muzeum nie brakuje. Muzeum Etnograficzne po latach doświadczeń z przestrzenią placu dojrzało do roli inkubatora pomysłów na plac. Dr Artur Filip, badający oddolne inicjatywy w przestrzeniach publicznych różnych miast, w szczególności amerykańskich, podkreśla, że realnymi gospodarzami placu mogą być wszyscy obecni w danej przestrzeni, na przykład ci, których okna wychodzą na plac, nawet jeśli formalnie zarząd placu pozostaje w gestii miasta.

„Najlepiej będzie, jeśli zbiorą się wszyscy interesariusze razem i przenegocjują wyobrażenie o tym miejscu. To jest podstawowa trudność. Kolejną jest prawo do przestrzeni, bo tak naprawdę nikt nie ma do niej wyłącznego prawa. Pytanie, w jaki sposób lokalne instytucje, mieszkańcy czy przedsiębiorcy mogą na nią wywierać wpływ i jednocześnie jej nie zawłaszczać. Wszyscy muszą zrozumieć, że ta przestrzeń nie jest nikogo, że jest wszystkich. To jest zagrożenie i trudność” — mówi.

wystawa pt. „Wolnica, wolność, wyobraźnia” zorganizowana w 2010 roku na placu Wolnica przez Muzeum Etnograficzne w Krakowie

fot.: Marcin Wąsik

Przymiarki do sąsiedzkiego okrągłego stołu już się odbyły. Dr Artur Filip, który od dwóch lat pracuje przy metamorfozie placu Defilad w Warszawie, występuje tu w charakterze konsultanta. Rozpuszczane są wici. Muzeum buduje — jak to określa — katalog wartości, który ma stanowić zbiór argumentów do dyskusji nad przeznaczeniem i formą placu. Są to wartości z dziedziny krajobrazu kulturowego całej okolicy, historii placu oraz sposobu jego użytkowania. Cała inicjatywa ma być w założeniu odwrotnością sytuacji, która zazwyczaj ma miejsce przy okazji projektów infrastrukturalnych, czyli kiedy sąsiedzi i użytkownicy miejsca nie uczestniczą w pracach na etapie planowania, a konsultacje społeczne odbywają się wokół gotowego pomysłu, gdzie pole manewru jest już bardzo ograniczone.

czy nie jest za późno?

Tylko co będzie, kiedy Urząd Miasta dojrzeje do zajęcia się sprawą placu i po prostu zacznie działać, nie bacząc na działania lokalnych użytkowników?

„W każdej chwili może się okazać, że ktoś już coś projektuje i staniemy przed faktem dokonanym. Wolałabym, żeby miasto zaakceptowało ideę oddolnego tworzenia nowego kształtu placu i od początku uczestniczyło w tych pracach” — mówi Katarzyna Piszczkiewicz.

Pytanie tylko, czy taki sygnał przyjdzie i czy jednak nie trzeba wypracować tej wizji samemu? Wszak żaden z wiceprezydentów Krakowa nie uznał za ważne wypowiedzieć się na temat pożądanej wizji placu do przygotowywanego przeze mnie artykułu…

Dr Artur Filip wskazuje, że grupa, która sama jest w stanie coś uzgodnić i przyjść z gotową propozycją, powinna być przez władze miasta uznana za cenny zasób. „Oczywiście to musi być mądrze uzgodnione i nie może pomijać interesu tych, którzy pozostają poza tą grupą” — zaznacza.

Nie jest to proste, bo oczekiwania i potrzeby są różne.

ławeczki przed wejściem do Muzeum Etnograficznego w Krakowie zaprojektowane w 2018 roku w ramach projektu partycypacyjnego pt. „PRZED_SIĘ_WZIĘCIE”

fot.: Katarzyna Piszczkiewicz

eksperyment

Zatrzymać się na placu — mówili w swojej koncepcji Piotr Lewicki i Kazimierz Łatak. Zatrzymać się i spotkać — dodaje MEK. Muzeum marzy się plac do eksperymentów. Eksperymentem byłaby już sama metoda pracy — oddolne porozumienie wokół kształtu tak dużej, centralnie położonej przestrzeni. Idealnie by było, aby w tym procesie byli obecni architekci (którzy mówią wprost: „W ciągu dziesięciu lat zmieniły nam się poglądy, mamy inne doświadczenia z innych projektów i dzisiaj o tym placu na pewno myślelibyśmy w inny sposób”) i miasto, aby w rezultacie mogła powstać realistyczna, a nie tylko życzeniowa wizja centrum Kazimierza.

Katarzyna Jagodzińska

Głos został już oddany