okno zamknie się za 5

computer zapisz w ulubionych

Pomniki, tabliczki, ulice. Czy umiemy doceniać pamięć o polskich architektach?

17 listopada '20

W Zodiaku Warszawskim Pawilonie Architektury trwa wystawa poświęcona dorobkowi Zbigniewa Karpińskiego, projektanta centralnego założenia urbanistycznego stolicy — Ściany Wschodniej. To jedna z rzadkich sytuacji, gdy miasto przypomina postać ważnego architekta.

widok na Domy Towarowe Centrum i punktowce Ściany Wschodniej.

widok na Domy Towarowe Centrum i punktowce Ściany Wschodniej

ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego

Debata na temat architektury w Polsce wciąż w dużym stopniu bazuje na efekcie (najchętniej omawia się wielkie, widowiskowe gmachy, nie poświęcając uwagi codziennej, „zwykłej” architektonicznej tkance, z której składają się miasta), albo wynika z kompleksów — dlatego tak lubimy zagranicznych architektów, którzy coś projektują nad Wisłą, a przeciętny zagraniczny projektant jest otaczany większym szacunkiem niż bardzo dobry, ale polski. Wciąż większą ekscytację i zainteresowanie wzbudzają podobne do siebie nowe wieżowce albo nawet centra handlowe, a nie te obiekty, które powstałe przed dekadami ukształtowały przestrzeń i wypłynęły na to, jak użytkujemy ją dziś.

czy umiemy doceniać pamięć o architektach?

Dowodem na poparcie tej tezy jest „odkrycie” właśnie postaci Zbigniewa Karpińskiego, głównego projektanta Ściany Wschodniej, najważniejszego założenia urbanistycznego stołecznego Śródmieścia, prawdziwej przeciwwagi dla gmachu Pałacu Kultury i Nauki, kompleksu stanowiącego realne centrum Warszawy. Otwarta 24 października wystawa prezentująca dorobek tego architekta jest ważna i potrzebna, trudno jednak nie widzieć jej jako łabędziego śpiewu wszak założenie Ściany Wschodniej w zaprojektowanej przez Karpińskiego formie już nie istnieje, większość jego części składowych albo została przebudowana, albo wręcz zastąpiona nowymi obiektami. O tym, jak była ciekawa i doskonale zaprojektowana zaczęliśmy mówić właściwie, dopiero gdy zaczęła znikać.

Ściana Wschodnia, wrzesień 2019 r.

Ściana Wschodnia, wrzesień 2019 r.

fot.: Anna Cymer

Wystawa, choć z powodu pandemii na razie zamknięta dla zwiedzających, dostępna jest w formie przewodnika online, towarzyszy jej także bardzo ciekawy program wykładów i debat (wszystkie wydarzenia dostępne bez wychodzenia z domu, odbywać się będą aż do końca grudnia). Przybliża nie tylko nowoczesne założenie Ściany Wschodniej, ale i inne realizacje Karpińskiego, także te przedwojenne, jak gmach Sądu Okręgowego w Gdyni z 1936 roku. Przy okazji wystawy jednak trudno nie zastanowić się nad tym, czy umiemy doceniać pamięć o architektach budujących nasze miasta? Czy są oni w miejscach, które zaprojektowali w jakikolwiek sposób uhonorowani?

W kompleksie Ściany Wschodniej trudno znaleźć, choć maleńką tabliczkę, informującą o tym, kto zaprojektował ten ważny i wciąż masowo użytkowany zespół zabudowy. Czy nie warto by było jednak taki gest wykonać? Nie chodzi o podpisywanie wszystkich budynków w mieście, ale zaznaczanie autorstwa tych najważniejszych, najsilniej na przestrzeń miasta oddziałujących obiektów byłoby cenne zarówno dla mieszkańców, jak i przyjezdnych.

pomniki i popiersia

Całkiem niedawno, bo latem tego roku udało się znaleźć na Muranowie miejsce dla upamiętnienia architekta tego niezwykłego osiedlapomnika, miejsca życia na gruzach zamordowanej dzielnicy, realizacji z ducha modernistycznej, a powstałej w epoce socrealizmu. Bohdan Lachert, choć stworzył nie tylko to osiedle o wielowątkowej historii i wielowarstwowej idei, ale i wiele innych stołecznych budowli, był też bardzo ważną postacią w przedwojennym ruchu awangardowym, nie był upamiętniony w przestrzeni miasta.

Wyświetl ten post na Instagramie.

Post udostępniony przez Biblioteka Publiczna (@bpwola)

© bpwola

Inaczej niż jego współpracownik, z którym tworzył w latach 20. i 30. autorski duet, czyli Józef Szanacja, który jest od dawna patronem jednej z ulic. Skąd ta dysproporcja? Czy ma związek z tym, że Szanajca zginął w czasie II wojny światowej, a Lachert z awangardzisty stał się ważnym architektem nowego systemu, autorem nie tylko Muranowa, ale i Mauzoleum Żołnierzy Radzieckich (notabene jednego z piękniejszych, monumentalnych w swojej prostocie założeń pomnikowych)? Zresztą przy okazji przygotowań do nazwania skweru na Muranowie imieniem Bohdana Lacherta w czerwcu 2020 roku nadal pojawiały się głosy, jakoby „komunistyczny” architekt nie był godny honorów.

pomnika Stanisława Jankowskiego „Agatona”

pomnika Stanisława Jankowskiego „Agatona”

fot.: Anna Cymer

Zaskakującymi drogami wędruje krytyka architektów (bo nie architektoniczna). W niektórych kręgach zniesmaczenie wywołało także postawienie w Warszawie pomnika Stanisława Jankowskiego „Agatona” (odsłonięto go 1 sierpnia 2020 roku). Prawicowi publicyści, bo to z ich strony dało się słyszeć oburzenie, nie radzą sobie z życiorysami, choć odrobinę bardziej skomplikowanymi w przypadku Jankowskiego jego prace projektowe w latach 40. i 50. uznali za przewinę tak wielką, że niwelującą jego bohaterską kartę wojenną. Współprojektowanie Trasy WZMarszałkowskiej Dzielnicy Mieszkaniowej (nieważne, jak dziś to cenne i ważne w Warszawie obiekty) uznali za dyskwalifikujące. Nie pomogło nawet to, że pomysłodawcą, inwestorem i realizatorem pomnika była Fundacja Pamięci o Bohaterach Powstania Warszawskiego, a więc powodem jego budowy należy uznać przede wszystkim zasługi architekta w czasie II wojny światowej. Nie da się jednak ukryć, że zaprojektowany przez Antoniego Janusza Pastwę pomnik Jankowskiego jest jednym z dwóch znanych mi monumentów poświęconych architektowi. Drugim jest popiersie Józefa Szanajcy, znajdujące się przy ulicy tegoż. W mieście znaleźć można tablice pamiątkowe, ale pomników architektów, zdaje się, więcej nie ma.

pomnik Józefa Szanajcy

pomnik Józefa Szanajcy

fot.: Gastrograf

nazwy ulic na Nowych Żernikach

Trudno w tym kontekście też nie przywołać historii z Wrocławia, w którym to kiedy na osiedlu Nowe Żerniki ulice swoim patronatem mieli objąć ważni dla miasta architekci, z prawej strony podniósł się rwetes, bo część z nich byli to architekci niemieccy. „Wdzięczność czy proniemiecka propaganda?”, „Wrocław znów niemiecki?” z troską pytali prawicowi dziennikarze, niemający najwyraźniej elementarnej wiedzy historycznej. Ciekawe, czy składali oni odwołania od decyzji UNESCO, kiedy na Listę Światowego Dziedzictwa wpisywano Halę Stulecia. Jedna z ulic na Nowych Żernikach nosi dziś imię jej architekta, Maxa Berga.

czy to muszą być pomniki?

Niedługo swojego monumentu w stolicy ma się doczekać Jan Zachwatowicz, postać kluczowa w dziejach odbudowy Warszawy, patron tzw. Międzymurza, ciągu pieszego między wewnętrznym a zewnętrznym pierścieniem murów Starego Miasta. Tylko czy akurat pomników najbardziej potrzebujemy, aby godnie uczcić pamięć tych, którzy projektowali nasze miasto? Kilku architektów patronuje warszawskim ulicom na osiedlu w pobliżu Pałacu w Wilanowie znaleźć można ulice Marconich, Jakuba Kubickiego, Franciszka Marii Lanciego, ulica biegnąca wzdłuż muru Politechniki Warszawskiej nosi imię Stanisława Noakowskiego, na Rakowcu znajduje się skwer imienia głównego projektanta powojennej części tego osiedla, Zasława Malickiego. To miejsca uzasadnione i logiczne; szkoda jednak, że nie udało się na całym Żoliborzu nigdzie „wcisnąć” Barbary i Stanisława Brukalskich, autorów niezwykle ważnych dla rozwoju polskiej architektury bloków osiedla Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej i skrajnie awangardowej willi własnej architektów, że na osiedlach na Rakowcu, Pradze ani na Kole nie dało się uhonorować Heleny i Szymona Surkusów, że Halina Skibniewska nie ma swojego popiersia, skweru, alejki na Sadach Żoliborskich czy przy Szwoleżerów (a może znów problemem jest „komunizm”? w końcu architektka była nawet wicemarszałkinią sejmu PRL!).

Pomników w Warszawie mamy mnóstwo (a i tak powstają wciąż kolejne), ale form upamiętnienia ważnych dla danego miejsca postaci jest o wiele więcej. Architekci i urbaniści wyjątkowo na to zasługują, bo pamięć o nich nadal przynależy do garstki specjalistów i pasjonatów, mimo że to praca tychże projektantów oddziałuje na życie naprawdę wszystkich użytkowników miasta. Może warto ich upamiętniać choćby po to, żeby widzieć, do kogo mieć ewentualne pretensje? A w epoce klęski klimatycznej ciekawą formą upamiętniania wydają się nawet pojedyncze drzewa, nazywane imieniem znaczącej osobistości. Niechby obok takiegoż ustawić niewielką tablicę z informacją, że to osiedle, tę siedzibę władz, teatr czy muzeum zaprojektował wtedy to taki to a taki architekt. Na Ścianie Wschodniej drzew co prawda brakuje, ale i tam znalazłoby się miejsce na uhonorowanie autora tego założenia. On szczególnie na to zasługuje.

 
Anna Cymer

Głos został już oddany