okno zamknie się za 5

computer zapisz w ulubionych

Piękno odnalezione w strukturze

25 listopada '20

Julia Heuer — ekscentryczna i odważna, bezkompromisowa projektantka tkanin, która tworzy printy dla takich domów mody jak Christian Dior, Comme des GarçonsCalvin Klein. O procesie tworzenia, o tym, co w dizajnie i poszukiwaniach projektowych jest dla niej ważne. O pięknie (pesymistycznym, choć radosnym) i otwartym podejściu do życia, przyszłości mody oraz planety z Julią Heuer rozmawiała Dominika Drozdowska.

Dominika Drozdowska: W swoich pracach łączysz tradycyjną technikę arashi shibori ze współczesnymi technologiami. W jaki sposób można pożenić tradycję z nowoczesnością?

Julia Heuer: W jaki sposób to robię... Podchwytliwe pytanie [śmiech]. To prawda, moja praca skupia się wokół tych aspektów. Z jednej strony współczesność, która bardzo mnie inspiruje, a z drugiej tradycyjne techniki i rękodzieło, których jestem prawdziwą fanką. To połączenie nowoczesności i tradycji przyszło dość naturalnie. Japońskie arashi shibori odkryłam w trakcie studiów i od razu spodobała mi się prostota i dostępność tej techniki. Inne wymagają narzędzi do pracy: krosna, maszyny i tym podobnych, tymczasem arashi shibori praktycznie można robić samemu w domu. Jestem wierna tej technice, ponieważ mogę przełożyć ją na moje prace. Kiedy po studiach zostałam projektantką tkanin w szwajcarskiej firmie Jakob Schlaepfer, zaangażowałam się w projektowanie graficzne materiałów, które odbywa się głównie za pomocą programów komputerowych. Co ciekawe, wcześniej malowałam tkaniny ręcznie, pędzlem na materiale. W pewnym momencie to wszystko — tradycja i nowoczesność — naturalnie się połączyło.

projektantka wykorzystuje technikę arashi shibori   tkanina nabiera formy dzięki technice arashi shibori

projektantka wykorzystuje technikę arashi shibori

fot.: Julia Heuer

 
Dominika
: Zatem, jeśli dobrze rozumiem, projektujesz nadruki i wzory komputerowo, a następnie nadajesz plisowanie, wykorzystując technikę arashi shibori?

Julia: Dokładnie.

 
Dominika
: Rezultat, który otrzymujesz za pomocą arashi shibori, wydaje się dość nieprzewidywalny. Czy mając wieloletnie doświadczenie, w pełni kontrolujesz ten proces? Jesteś mistrzynią tej techniki?

Julia: Nie powiedziałbym, że jestem mistrzynią. Mistrzowie to osoby, które wykonują arashi shibori codziennie przez całe życie. Technika ta ma też wiele różnych aspektów. Ja zajęłam się jednym z nich. Arashi shibori jest zazwyczaj używane do barwienia tkanin. Materiał trzeba nawlec na tubę, związać nicią, włożyć do barwnika, wyjąć. Korzysta się przede wszystkim z jedwabiu lub bawełny. Ja korzystam z tej techniki w trochę inny sposób. Na pewno nie jestem jedyna, ale nie jest to powszechne podejście. Używam tkanin poliestrowych, którym za pomocą tej techniki nadaję plisowany kształt. Zamiast kadzi z barwnikiem używam pieca. Ciepło utrwala formę tkaniny, dzięki czemu pozostaje ona w takim kształcie, jaki mu nadałam. Dlatego właściwie nie farbuję tkaniny podczas tego procesu, ale korzystam z własnych, przygotowanych wcześniej wzorzystych tkanin.

 
Dominika
: Czyli korzystasz z arashi shibori, aby tkaninie nadać formę, a nie kolor.

Julia: Tak. Mam coraz więcej doświadczenia, więc potrafię sobie wyobrazić, jaki będzie rezultat. Podczas pracy dobieram różne wzory tkanin, w rozmaitych rozmiarach i kolorach, a następnie poddaję plisowaniu i sprawdzam, które najlepiej z sobą współgrają. Wybieram te, nad którymi warto pracować dalej.

proces tworzenia tkanin   plisy Julii Heuer

proces tworzenia tkanin

fot.: Julia Heuer

 
Dominika
: Twoje produkty wyglądają na dość unikatowe. Patrząc na asortyment sklepów internetowych, które sprzedają Twoje prace, większość jest wyprzedana. Jak wyjątkowe jest to, co robisz? Jak duża jest kolekcja?

Julia: Na samym początku mieliśmy tylko unikatowe produkty — tkaniny były ręcznie malowane — co faktycznie było dość wyjątkowe. Później zaczęliśmy przygotowywać prototypową kolekcję, tak jak to robią domy mody. Z takiej kolekcji sklepy mogą zamawiać to, co je interesuje. Jeśli chodzi o liczby — to zależy od kolekcji. Niektóre sztuki zamawiane są sporadycznie, inne w dużo większej ilości. W tym momencie mamy kolekcję z pięćdziesięcioma stylami i dwadzieścia trzy sklepy. Sklepy wybierają zazwyczaj kilka sztuk ze stylu, to zależy, kto jest odbiorcą: mały butik czy nasz największy klient Ssense.

 
Dominika
: Chciałbyś, żeby Twoja marka się rozrosła? Rozważasz masową produkcję?

Julia: Cóż, pierwsze pytanie, które sobie zadaję, to gdzie zaczyna się masowa produkcja. Masowa produkcja to globalne firmy, takie jak Nike, Inditex. My jesteśmy daleko od tego modelu biznesowego. Ale produkcja masowa może też oznaczać, że w wielu krajach, czy chociaż w dużych miastach, masz swój sklep. Mamy w Europie obecnie trzy czy cztery sklepy, więc gdyby ktoś chciał przymierzyć coś z mojej kolekcji, musiałby zamówić to bezpośrednio ode mnie. I chociaż rozwijamy tę siatkę — obecnie mamy dwadzieścia trzy sklepy — to tak naprawdę w skali globalnej to jest bardzo mało. Myślę więc, że potencjał do wzrostu i rozwoju jest duży. Ale też trzeba zwrócić uwagę, że jest to produkt ręcznie robiony, który nie może się rozwijać w stronę masowej produkcji, ponieważ jego wytworzenie wymaga czasu, energii i uważności. W jakimś stopniu musi więc pozostać ekskluzywny.

kolekcja Funny Animals, aranżacja Pastor/Placzek   kolekcja Funny Animals, aranżacja Pastor/Placzek

kolekcja Funny Animals, aranżacja Pastor/Placzek

fot.: Anais Horn

 
Dominika
: Wydaje się, że działasz na styku różnych dziedzin. Jesteś projektantką, artystką czy rzemieślnikiem?

Julia: Staram się nie odpowiadać na to pytanie, mam za sobą bardzo wiele bezproduktywnych dyskusji na ten temat. Ludzie mają potrzebę dookreślenia, kim jesteś. Jesteś projektantką? Artystką? Projektanci tekstyliów projektują, ale też działają na polu sztuki, więc mogą mieć problem, żeby wpisać się w te narzucone ramy. Przez piętnaście lat pracy staram się unikać tego pytania — nie mam odpowiedzi i naprawdę nie uważam, żeby była ona potrzebna.

 
Dominika
: Być może w dzisiejszych czasach bycie projektantem oznacza też bycie artystą i rzemieślnikiem.

Julia: Myślę, że granice są naprawdę płynne. Niektórzy są bardziej projektantami niż im się wydaje, a inni projektanci są bardziej artystami. Ale tak naprawdę kto o tym decyduje? Ludzie uważają, że wiedzą, jak te nazwy przyporządkować, ale czy to ma aż takie znaczenie? Myślę, że te kwestie po prostu nie są dla mnie interesujące.

 
Dominika
: W przeciwieństwie do arashi shibori, które nadal jest dla Ciebie interesujące. Co fascynującego jest w tej technice, że od czasu studiów się nią nie znudziłaś?

Julia: Po prostu jest piękna. Za każdym razem, kiedy wyjmuję plisowany materiał z pieca, mówię „wow, ale to jest piękne!” [śmiech]. Sama się sobie dziwię, że jeszcze się nie znudziłam. Ale po prostu interesuje mnie piękno. Coś, co jest piękne samo w sobie, zawsze będzie zadziwiać. To jest coś, czego naprawdę pragnę w swojej pracy — tworzyć coś ponadczasowego, co będzie przyciągać swoim pięknem. To trochę jak malarstwo, ma w sobie cechy związane z medytacją. W tym momencie, kiedy otwieram piec, mogę pogrążyć się w myślach — to moment, który doceniam i bardzo lubię.

 
Dominika
: Najlepszym momentem w Twojej pracy jest więc otwarcie pieca czy jakaś inna część procesu?

Julia: Moim ulubionym momentem jest, kiedy wszystkie wzory i plisy, które przygotowałam dla danej kolekcji, wracają jako gotowe materiały. Wtedy zaczynam gromadzić cały wszechświat kolekcji, uwielbiam bogactwo wzorów i barw. Nie da się tego tak dokładnie wyobrazić projektując, dopiero gdy materiały są gotowe, widać prawdziwy efekt oraz współgranie tkanin z sobą. I to jest mój ulubiony moment.

kolekcja Funny Animals, aranżacja Pastor/Placzek   kolekcja Funny Animals, aranżacja Pastor/Placzek

kolekcja Funny Animals, aranżacja Pastor/Placzek

fot.: Anais Horn

 
Dominika
: Patrząc na to, co wychodzi spod Twoich ręki i oka, muszę zapytać o inspiracje. Różnorodność wzorów, barw, form przestrzennych. Skąd to się wzięło? Czy to dlatego, że Paryż, w którym mieszkasz, jest taki żywy i różnorodny?

Julia: To nie Paryż [śmiech]. Ja po prostu ciągle zbieram obrazy, które przykuwają moją uwagę. Mam ogromne archiwum, które skrywa różne zainteresowania. Nie jestem osobą, która zaczyna cały proces i mówi, co konkretnie pojawi się w danej kolekcji. Raczej pozwalam sobie wystartować i zostawiam drzwi otwarte na to, co się wydarzy. Potrzebuję impulsu, czegoś, co mnie zainteresuje, następnie zbieram wokół tego kolejne wątki i mieszam wszystko razem. Mam bardzo otwarty moodboard w mojej głowie. Podczas pracy nad ostatnią kolekcją — „Funny animals” — wiedziałam, że chcę stworzyć coś związanego ze zwierzęcymi wzorami. Zaczęłam więc od przeglądania archiwum i wpadłam na pomysł, by przeprojektować zwierzęce wzory. Zostawiam wiele miejsca na rozwój różnych pomysłów. Zbieg okoliczności też dostaje u mnie sporo przestrzeni.

kolekcja Funny Animals, aranżacja Pastor/Placzek   kolekcja Funny Animals, aranżacja Pastor/Placzek

kolekcja Funny Animals, aranżacja Pastor/Placzek

fot.: Anais Horn

 
Dominika
: Projektowane przez Ciebie wzory są bogate i ciekawe mogłyby dobrze wyglądać nie tylko na ubraniach, lecz także we wnętrzach. Czy współpracujesz z projektantami, architektami wnętrz?

Julia: Kiedy pracowałam dla firmy Jakob Schlaepfer, kierowałam działem projektowania wzorów dla wnętrz, więc projektowałam głównie tapety dla różnych klientów i projektów na całym świecie. Ogromne tapety — jak obrazy — to było coś, w czym się specjalizowałam. Projektowaliśmy także inne tekstylne elementy wykończeń wnętrz. Mam więc sporo doświadczenia w tej dziedzinie.

 
Dominika
: Ale później poszłaś jednak w stronę branży modowej. Czy to bardziej interesujące?

Julia: Tak naprawdę nigdy tego nie planowałam. Kiedy zaczęłam pracować jako freelancerka, chciałam mieć możliwość pracy z tekstyliami. A gdy zaczęłam robić plisy, zainteresowanie nimi zrobiło się na tyle duże, że w naturalny sposób to właśnie na nich się skupiłam. Ale nigdy nie marzyłam o byciu projektantką mody. To stało się ze względu na dobry produkt.

 
Dominika
: Rozmawiając w dzisiejszych czasach o branży modowej, nie można uciec od pytania o zmiany związane z klimatem czy wyczerpujące się zasoby. Czy i co robisz w swojej pracy zawodowej dla dobra planety?

Julia: Myślę, że zawsze żyłam, nie wiem, czy to dobre słowo, w sposób zrównoważony. Nigdy nie byłam wielkim konsumentem, kimś, kto kupuje dużo i szybko. Jako projektantka tekstyliów nie chciałam iść w kierunku fast fashion. Jeśli znasz procesy, masz własną firmę — po co zaglądać do paszczy lwa? Starasz się znaleźć dla siebie właściwe miejsce. Jeśli masz własną markę — to, gdzie produkujesz, w jaki sposób, z jakich surowców, może być dalekie od fast fashion. Ponieważ pracuję dużo z poliestrem, zaczęłam się rozglądać za tym materiałem z recyklingu. Obecnie na rynku dostępnych jest coraz więcej tkanin z recyklingu, podczas gdy jeszcze rok temu znalezienie takiego materiału nie było wcale łatwe. Dostawcy naprawdę starają się popchnąć sprawy do przodu. W tej branży można wiele zmienić — trzeba się skupić na lepszym recyklingu, rewidować procesy produkcyjne, miejsce produkcji, sprawdzać, kto i za jaką stawkę dla ciebie pracuje. Cały system nie jest łatwy — ale być może teraz jest dobry moment na zmianę.

kolekcja Funny Animals, aranżacja Pastor/Placzek

kolekcja Funny Animals, aranżacja Pastor/Placzek

fot.: Anais Horn

 
Dominika
: Zmiana zajmie zapewne dużo czasu. Czy firmy, z którymi współpracujesz, albo klienci naciskają, aby Twoje produkty były bardziej zrównoważone? A może Ty jako projektantka motywujesz swoich dostawców do zmiany?

Julia: Czasami ludzie myślą, że tylko projektant może zmienić świat. Uważam jednak, że jest to nieco bardziej skomplikowane. Ja na przykład jestem małym projektantem. Mam oczywiście swój łańcuch dostaw, ludzi pracujących dla mojej marki, ale nie dyktuję cen. Właściwie to mnie wszyscy dyktują wszystko: sklepy — warunki, dostawcy — ceny. Nie jestem w takiej pozycji, aby mówić innym, co mają robić. W tym momencie niektórzy mówią, co projektant powinien i co może zrobić, a ja zastanawiam się: jak? Ponieważ mój wpływ nie jest tak duży. Oczywiście możesz wprowadzać zmiany, wpisywać się w dobre standardy i trzeba to robić, ale na tyle, na ile jesteś w stanie. Rzecz jasna mówię moim dostawcom, że chciałabym kupować poliester z recyklingu. Jeśli więc wszyscy projektanci zgłoszą podobną potrzebę, to dostawcy ją zrealizują. Jeśli jednak ktoś walczy samotnie — to może się to nie udać. Musimy więc mieć siłę przebicia, wiele osób musi się zaangażować, aby coś zmienić.

 
Dominika
: Być może więc nie projektanci, ale konsumenci uratują świat.

Julia: Myślę, że jedni i drudzy. Na projektancie spoczywa odpowiedzialność, ponieważ to my kreujemy rzeczy, aby były fajne i rynek był nimi zainteresowany. Jednocześnie rynek ma ogromny wpływ na ceny, a więc na to, co kupują sklepy. Kwestia ceny jest sporym problemem.

 
Dominika
: Problemem jest łączenie biznesu i pieniędzy ze środowiskiem
.

Julia: Tak, dokładnie. Wierzę w zmianę, ale ta zmiana potrzebuje czasu. Coraz więcej osób jest zaangażowanych i świadomych, więc zmiana jest możliwa. Tylko że to nie dzieje się szybko. To, co mogę zrobić na własnym podwórku, to edukować najbliższych na temat procesów i ceny — tej finalnej, która zawiera w sobie koszty produkcji, tkaniny, pracy ludzkiej, a często jest zaniżona. Konsumenci zazwyczaj nie mają świadomości, jak kształtują się ceny i koszty. A jeśli to zrozumieją, będą bardziej skłonni, by dokonać lepszego wyboru i nie kupować kolejnej kurtki z sieciówki.

 
Dominika
: Czy zatem przyszłość mody pójdzie w dobrym kierunku?

Julia: Jestem taką pesymistycznie realistyczną osobą. Nie jestem optymistką — to mój problem [śmiech]. Rozmawiamy na ten temat — należymy więc do bardzo niewielkiej grupy ludzi, którzy są świadomi i mogą sobie na to pozwolić. Żyjemy też dość luksusowym życiem — możemy się nad tym zastanawiać, ale większość osób nie ma takiego przywileju ani możliwości, musi walczyć o przetrwanie. Trudno przewidzieć, jak to się potoczy. Koronawirus pokazał, że nasze plany i oczekiwania mogą się drastycznie zmienić i to w sposób, którego nikt nie przewidział. Zmiana, na którą czekamy, nie nastąpi więc wystarczająco szybko.

 
Dominika
: Aby zakończyć choć odrobinę optymistycznie  zapytam o Twoje plany i marzenia. Wiele już osiągnęłaś, Twoja praca została uhonorowana Swiss Design Prize, obecnie prowadzisz własną markę i tysiące osób obserwują Cię na Instagramie. O czym teraz marzysz i co chciałabyś jeszcze osiągnąć?

Julia: Oczywiście mam wiele planów i pomysłów, nad którymi obecnie pracuję. W życiu zawodowym chciałabym robić to, co lubię, i mieć możliwość utrzymywać się z tego. Mieć także wokół siebie ludzi, z którymi mogę pracować i dzielić się radością. Cieszenie się z sukcesów i pracy nie jest tak zabawne, gdy robi się to samemu. Budowanie rodzinnych relacji w biznesie jest naprawdę wspaniałe. Chciałabym też wieść życie, w którym zachowana jest równowaga pomiędzy życiem zawodowym a prywatnym, co wcale nie jest łatwe. Mieć czas dla bliskich i przyjaciół, czuć się po prostu dobrze. Być usatysfakcjonowaną. Mieć świadomość, że gdy stanie się w obliczu śmierci, będzie się mogło powiedzieć, że to życie było całkiem dobre. Coś pozytywnego na koniec [śmiech].

 
rozmawiała
Dominika Drozdowska

fot.: dzięki uprzejmości Julii Heuer

Głos został już oddany