okno zamknie się za 5

computer zapisz w ulubionych

Myśl globalnie, działaj lokalnie

18 listopada '20

Architekturę Dietmara Eberle cechuje doskonała analiza lokalnych uwarunkowań i potrzeb użytkowników, idąca w parze z bezkompromisową minimalistyczną formą. Główną ideą projektową jest znalezienie rozwiązania, które spełni wymogi zarówno teraźniejszości, jak i przyszłości. Projektanci z pracowni Baumschlager Eberle Architekten tworzą zatem budynki zrównoważone w najszerszym tego słowa znaczeniu. Nie chodzi tylko o ich energooszczędność czy uwarunkowania środowiskowe, lecz także o aspekty kulturowe, społeczne i estetyczne. W swojej metodologii projektowej Eberle na pierwszym miejscu stawia przejrzystość procesu projektowego. Wszystkie rozwiązania muszą być logiczne i łatwe do zrozumienia. W lutym tego roku architekt wygłosił wykład w Katowicach w ramach sarpowskiego cyklu „Mistrzowie Architektury”.

Dietmar Eberle i Justyna Boduch podczas rozmowyDietmar Eberle i Justyna Boduch podczas rozmowyDietmar Eberle i Justyna Boduch podczas rozmowy

Dietmar Eberle i Justyna Boduch podczas rozmowy

fot.: Kinga Gołąbek

Justyna Boduch: Na samym początku, chciałabym zapytać o książkę „9 × 9 – A Method of Design”, w której opisujesz własne podejście do architektury. Wierzysz w istnienie jednej, najlepszej metody projektowania?

Dietmar Eberle: Metoda projektowania musi być dostosowana do zmieniającej się rzeczywistości. Coraz więcej jest ludzi mających wpływ na powstawanie budynków, a każdy z nich ma inne interesy. Książka „9×9 – A Method of Design” jest niczym innym jak odpowiedzią na pytanie, jak dostosować nasze strategie projektowe do rosnącej złożoności architektury, biorąc pod uwagę potrzeby ludzi i świata. Książka jest kontynuacją części pierwszej — „From City to House” — która cieszyła się powodzeniem wśród architektów. Po jej publikacji zdałem sobie sprawę z dużej potrzeby edukacji w tym temacie.

 
Justyna
: Na czym zatem polega metoda „9 × 9”?

Dietmar: „9 × 9” oznacza, że w projekcie przechodzimy przez dziewięć poszczególnych kroków, a dla każdego z nich istnieje dziewięć różnych metod lub strategii na znalezienie najlepszego rozwiązania. Aby powstała dobra architektura, należy znaleźć dobrą odpowiedź dla każdego z tych dziewięciu aspektów.

 
Justyna
: W swojej książce dzielisz architekturę na pięć kategorii: miejsce, konstrukcję, fasadę, funkcję i wnętrze. Dlaczego na pierwszym miejscu wymieniasz miejsce?

Dietmar: W XX wieku sądziłem, że najważniejsze w budynku są funkcja i program przestrzenny. Mówiąc o wysokiej jakości architektury, myślałem przede wszystkim o komforcie jej użytkowników. Teraz jednak, gdy mamy XXI wiek, uważam, że najważniejszy jest wkład, jaki budynek wnosi dla społeczeństwa, a budynek, który takiego wkładu nie wnosi w ogóle, nie ma racji bytu. Najważniejszą przestrzenią w mieście jest przestrzeń publiczna, a nie indywidualne budynki. I to jest właśnie wyzwanie architektury — zaprojektować taki budynek, który przyczyni się do zwiększenia jakości przestrzeni publicznej w mieście. Właśnie dlatego relacja pomiędzy budynkiem a miejscem jest dla mnie priorytetem.

Jest jednak na to jeszcze inny argument. W pytaniu wymieniłaś pięć kategorii, które określają pięć różnych ram czasowych każdego budynku. Najdłuższą spośród nich jest relacja pomiędzy budynkiem a miejscem. Kiedy podejmujemy decyzję dotyczącą miejsca, jest to decyzja na około dwieście lat. Właśnie dlatego to ona jest najważniejsza. Zaraz potem jest konstrukcja budynku, dla której podejmujemy drugą najważniejszą decyzję, zważywszy na trwałość materiałów. Trzecia jest fasada, której średnia żywotność również jest długa, na przykład okna w budynku wymieniane są średnio raz na pięćdziesiąt lat. Następnie mamy funkcję budynku, określoną przez jego program. Rama czasowa tej kategorii to zwykle dwadzieścia lat. To krótki okres, obejmujący zaledwie jedno pokolenie. Często pytam ludzi, czy chcieliby żyć tak jak ich rodzice albo pracować tak jak się pracowało dwadzieścia lat temu. Większość odpowiada, że nie, ponieważ styl życia i sposób pracy bardzo się zmieniły. Dlatego co dwadzieścia lat zmienia się też sposób użytkowania budynków. Ostatnia rama czasowa dotyczy wnętrza. Jego typowy czas trwania to dziesięć lat. Dotyczy to podłóg, sufitów, ścian czy drzwi, ale również technologii — oświetlenia, wentylacji i tym podobne.

To, o czym mówię, może brzmieć nieco filozoficznie, jednak w rzeczywistości jest bardzo pragmatyczne. Wszystkie te ramy czasowe bazują na konkretnych badaniach, określających, jak często wymieniane są poszczególne elementy budynku, czy jak często budynki są adaptowane do nowych potrzeb.

Dlatego w swojej książce podkreślam, że aby stworzyć zrównoważony budynek, musimy zdać sobie sprawę, że poprzez różne decyzje projektowe odnosimy się do różnych ram czasowych. Powinniśmy się zatem skupić przede wszystkim na tych decyzjach, którymi oddziałujemy na najdłuższy okres.

budynek e-Science Lab na kampusie Politechniki Federalnej (ETH)budynek e-Science Lab na kampusie Politechniki Federalnej (ETH)budynek e-Science Lab na kampusie Politechniki Federalnej (ETH)

budynek e-Science Lab na kampusie Politechniki Federalnej (ETH), Zurych, Szwajcaria, proj.: Baumschlager Eberle Architekten

fot.: Eduard Hueber

Justyna: Jak zatem określisz rolę nas, architektów we współczesnym świecie?

Dietmar: Przede wszystkim jako architekci powinniśmy poświęcić energię na rozwijanie swoich pomysłów. Urzeczywistnieniem tych pomysłów zajmuje się wiele innych branż i wiele innych ludzi, natomiast odpowiedzialnością architekta jest rozwijanie pomysłów, tak aby były możliwie jak najlepsze. To podstawowe zadanie architekta, jednak mam także swoje bardziej osobiste rozumienie roli architekta w świecie. Uważam, że architekt musi reprezentować wszystkich tych ludzi, którzy nie siedzą przy stole. Rozumiem przez to, że kiedy podejmowane są decyzję związane z architekturą, przy stole siedzą władze miasta, deweloperzy, inwestorzy i czasem także użytkownicy. Często zapominamy jednak o pozostałych, dla których brakuje miejsca przy tym stole. Nie ma tam również przyszłych pokoleń, a kiedy tworzymy architekturę, nie robimy jej przecież dla obecnego pokolenia, a dla czterech, pięciu czy sześciu pokoleń w przód. Inwestorzy i deweloperzy myślą tylko w kontekście własnego pokolenia, dlatego my architekci musimy myśleć w znacznie dłuższej perspektywie czasowej.

 
Justyna
: Świat rozwija się jednak niesamowicie szybko. Czy jesteśmy w stanie przewidzieć potrzeby ludzi na kilka pokoleń do przodu?

Dietmar: Oczywiście nie jesteśmy w stanie przewidzieć potrzeb przyszłych pokoleń, możemy jednak stworzyć dla nich różne możliwości. Po stronie ludzi pozostaje natomiast sposób, w jaki te możliwości wykorzystają. Jeżeli takich możliwości nie będzie w ogóle, budynek jest skazany na rozbiórkę. Zresztą dziś często to obserwujemy, kiedy niszczone są budowle stworzone przez poprzednie pokolenia. Każdej rozbiórce towarzyszą różne argumenty, dotyczące na przykład stanu technicznego, złego nasłonecznienia czy ekonomii. Uważam jednak, że budynki są rozbierane z innych powodów. Wystarczy zadać proste pytanie: lubimy jakiś budynek czy nie? Zastanawiamy się, czy jest w nim wystarczająca liczba pomieszczeń, czy ma dostatecznie dużo możliwości i tym podobne. To są kluczowe pytania, które decydują o tym, czy budynek przetrwa, czy też zostanie rozebrany. Spójrz zresztą na przestrzeń, w której się właśnie znajdujemy [tereny Muzeum Śląskiego w Katowicach – przyp. red.]. Otacza nas wiele budynków, które zostały zachowane i nadano im nową funkcję. Pomimo nie najlepszego stanu technicznego, nie zostały wyburzone, ponieważ to przyzwoite budynki, które podobają się ludziom. Dlatego, myśląc o przyszłych pokoleniach, twórzmy wartościową architekturę, którą ludzie będą po prostu lubić.

 
Justyna
: A co z ekologią? Czy zmiany klimatu stawiają przed architekturą nowe wyzwania?

Dietmar: Zmiany klimatu na świecie to oczywiście fakt, jednak nie są dla mnie najistotniejszą sprawą. Ważne jest to, co możemy zrobić z naszymi budynkami. Dlatego przy projektowaniu zwracam uwagę na trzy aspekty. Po pierwsze, zmniejszenie oddziaływania budynku na środowisko; po drugie, ograniczenie jego zapotrzebowania na nieodnawialne zasoby; po trzecie, wykorzystanie takich materiałów, które w przyszłości mogą być użyte ponownie.

biurowiec 2226biurowiec 2226biurowiec 2226

biurowiec 2226, w którym znajduje się siedziba Baumschlager Eberle Architekten, Lustenau, Austria, proj.: Baumschlager Eberle Architekten

fot.: Eduard Hueber

Justyna: Jedną z Twoich najbardziej znanych realizacji jest biurowiec 2226, w którym znajduje się siedziba Baumschlager Eberle Architekten. Budynek nie ma wentylacji mechanicznej, klimatyzacji ani ogrzewania, a jednak utrzymuje się w nim stała temperatura pomiędzy 22 a 26 stopni Celsjusza? Jak udało Wam się to osiągnąć?

Dietmar: Wszystko jest kwestią fizyki. W budynku 2226 wykorzystujemy to, co mamy do dyspozycji na co dzień, jednak w bardziej inteligentny sposób. Przykładowo, na co dzień dysponujemy świeżym powietrzem. Każdy lubi otwierać okno, co niesie z sobą cyrkulację tego powietrza wewnątrz budynku. Ponadto, w zależności od pory roku, mamy w budynku różną ilość światła słonecznego. Idąc dalej, mamy określoną dla naszego klimatu wilgotność, a nawet standardowe zachowania ludzi, wynikające z ich przyzwyczajeń. To wszystko zwyczajne rzeczy, jednak my rozpatrujemy je jako zasoby, które mogą być wykorzystane do zaopatrzenia budynku w energię. Podam Ci teraz prosty przykład. Siedzimy właśnie w kawiarni, która jest oświetlona sztucznym światłem. I to sztuczne światło może uzyskać kolejny wymiar, na przykład poprzez wykorzystanie go do ogrzania budynku. Zamiast wstawiania dodatkowych systemów, staramy się mądrzej wykorzystywać to, co już mamy. Na takim sposobie myślenia bazuje budynek 2226. Dzięki temu potrzebujemy znacznie mniej technologii, pomaga nam jednak oprogramowanie, które analizuje to, co dzieje się wewnątrz i na zewnątrz budynku i odpowiednio steruje reakcjami budynku. Wszystko sprowadza się do know-how.

 
Justyna
: Czy powinniśmy zatem ustalić światowe standardy projektowe, technologiczne i ekologiczne?

Dietmar: Projektowałem w różnych miejscach świata i bawi mnie to, że w różnych krajach istnieją różne standardy projektowania. Standardy w Szwajcarii są inne niż w Niemczech, Polsce czy Chinach i często zadaję sobie pytanie — dlaczego? Czy różne kraje mają różną fizykę? Jest jak jest jednak zamiast standardów liczą się dla mnie ambicje ludzi zaangażowanych w kreowanie naszego środowiska. W praktyce chodzi przecież o konkretną wiedzę ludzi, a standardów nie bierzmy zbyt poważnie.

 
Justyna
: Jesteś także profesorem i wykładowcą akademickim. Co Twoim zdaniem jest najważniejsze w edukacji oraz przekazywaniu wiedzy młodej osobie?

Dietmar: Wydaje mi się, że w architekturze najważniejsze jest zbudowanie w młodych ludziach poczucia pewności siebie. Studenci powinni krytycznie patrzeć na otaczającą nas rzeczywistość i starać się samodzielnie myśleć. Ilość wiedzy, którą architekt powinien zdobyć, jest ogromna i pięć lat studiów to zdecydowanie za mało na jej przyswojenie. Ponadto, wiedza zmienia się w czasie. Trzydzieści lat temu zupełnie inaczej mówiło się o fizyce budynków i często obserwuję, że ludzie, którzy kończyli studia trzydzieści lat temu, nie rozumieją dzisiejszego świata. Dlatego zamiast przekazywania wiedzy, zależy mi na wykształceniu u studentów pewnej postawy. Młodzi ludzie muszą stać się świadomi swojej społecznej odpowiedzialności, powinni chcieć tworzyć coraz lepsze budynki. W ciągu ich życia wiedza zmieni się jeszcze wiele razy, dlatego to, co liczy się najbardziej, to postawa.

 
Justyna
: Pamiętam, że na mojej uczelni niewiele uczyliśmy się o biznesie. Dziś architekt musi być biegły w tej dziedzinie. Czy uważasz, że dobry architekt może być równocześnie dobrym biznesmenem?

Dietmar: Myślę, że bycie dobrym biznesmenem jest kwestią talentu, jednak połączenie dobrego architekta i dobrego biznesmena jest rzadkością. Ważne natomiast, aby architekt miał podstawową wiedzę w tej dziedzinie. Nie chodzi oczywiście o to, aby samemu na siłę próbować stać się specjalistą od biznesu, można przecież nawiązać współpracę z ludźmi, którzy są dobrzy w tej dziedzinie. Często obserwuję naiwne myślenie, że architekci mogą sami nauczyć się wszystkiego. Nie jest to prawdą. Jeżeli chcesz rozwijać własny architektoniczny biznes, potrzebujesz kogoś, kto przekaże ci konkretną wiedzę w zakresie przedsiębiorczości.

La Maison du SavoirLa Maison du SavoirLa Maison du Savoir

La Maison du Savoir, budynek na kampusie Uniwersytetu Luksemburskiego, Esch-sur-Alzette, Luksemburg, proj.: Baumschlager Eberle Architekten we współpracy z Christian Bauer & Associés Architectes

fot.: Eduard Hueber

Justyna: Co Ci pomogło w odniesieniu sukcesu na międzynarodową skalę?

Dietmar: Przez całe życie konsekwentnie kierowałem się własnymi zasadami. Nawiązywałem współpracę z ludźmi w wielu krajach, jednak tylko w przypadku, gdy podzielali moje podejście do architektury. Dzisiaj moja pracownia jest dosyć duża, natomiast jej sukces wziął się z prostych rzeczy: trzymania się własnych zasad, podążania za swoimi pomysłami, a także zaufania samemu sobie.

 
Justyna
: Jak wspominasz początki swojej kariery?

Dietmar: Kiedy kończyłem studia na politechnice, miałem przyjaciela, który w tym samym czasie studiował na Akademii Sztuk Pięknych. Tym przyjacielem był Carlo Baumschlager i obydwoje mieliśmy poczucie, że otaczająca nas architektura jest bardzo słabej jakości. Wspólnie postanowiliśmy założyć małą pracownię, w której tworzyliśmy własne projekty, zgodne z własnymi zasadami. Zasady te były następujące: nasze budynki mają być bardzo tanie, należy ograniczać ich zapotrzebowanie na energię, a także kreować interakcje społeczne pomiędzy ludźmi. Dziś takie podejście jest bardzo modne, ale my stosowaliśmy je już w latach 1978–1980. Nikt wtedy nie rozumiał, o czym mówimy. Gazety, takie jak „Die Zeit” z Hamburga czy „Der Spiegel”, rozpisywały się o nas w bardzo obszernych artykułach, ponieważ byliśmy dla nich olbrzymią ciekawostką. Na początku lat 80. architekturę traktowano jak rzemiosło i nie do pomyślenia było, że młodzi architekci nie chcą tworzyć typowej architektury. Odmawialiśmy realizowania projektów dla władz i dla deweloperów, ponieważ mieli oni zupełnie inne cele. Znali jednak nasze projekty i dziesięć lat później niektórzy z nich zaczęli do nas przychodzić. Mówili, że zrozumieli nasze podejście i chcą podążać za tymi samymi wartościami. Zaczęliśmy więc z nimi współpracować i szybko odnosić sukcesy. Zdarza się, że dzisiaj ludzie mówią mi o społecznej odpowiedzialności w projektowaniu. Wtedy uśmiecham się tylko i odpowiadam: „OK, zrób to. Ja projektuję w ten sposób już od czterdziestu lat”.

 
Justyna
: W Twoim biurze pracuje mniej więcej trzysta osób z dwudziestu jeden krajów, w czternastu lokalizacjach. Z jakimi problemami zmagasz się na tym etapie?

Dietmar: Wierzę w ideę social networkingu. W różnych oddziałach biura jakość architektury nie zawsze była na takim samym poziomie, to mógłbym uznać za problem, ale de facto nie mamy zbyt wielu zmartwień i powodów do narzekania. Wszystko działa dobrze, co stanowi o poziomie biura i projektów, ludzie wspierają się wzajemnie. Naturalnie istotą sprawy jest miejsce, w którym się projektuje, oraz jakość architektury definiowana przez konkretne osoby. Istnieje wiele różnic pomiędzy oddziałami, wszystkie są na bardzo dobrym poziomie, lecz różnią się od siebie. Bardzo mocno wierzę w regionalizm i lokalne podejście do projektowania. W naszej pracowni staramy się zrozumieć i wspierać lokalne tradycje, tło, kulturę miejscowej społeczności, wspierać te lokalne wartości poprzez najlepsze międzynarodowe rozwiązania. Istnieje powiedzenie, które pasuje do naszej rozmowy, i być może słyszałaś je już wiele razy: „myśl globalnie, działaj lokalnie”.

La Maison du SavoirLa Maison du SavoirLa Maison du Savoir

La Maison du Savoir, budynek na kampusie Uniwersytetu Luksemburskiego, Esch-sur-Alzette, Luksemburg, proj.: Baumschlager Eberle Architekten we współpracy z Christian Bauer & Associés Architectes

fot.: Eduard Hueber

Justyna: Jesteś autorem wielu książek. Jakie książki lubisz i jaką literaturę aktualnie czytasz?

Dietmar: W tym momencie czytam dwie książki. Pierwsza to nowe wydanie biografii Hannesa Meyera, architekta i urbanisty modernistycznego, drugiego dyrektora Bauhausu. Książka ma podłoże polityczne, co nie czyni jej powszechną. Bardzo doceniam postawę Hannesa i ucieszyłem się, kiedy wyszła kolejna jego biografia. Kolejną książką jest „Historia piękna” [Umberto Eco „Storia Della Bellezza” – przyp. red.], dzieło literackie, które odzwierciedla zróżnicowane pojęcia piękna pojawiające się w ciągu dziejów. Bardzo podoba mi się ogólna formuła tej książki. Zaczyna się od samego zjawiska piękna, w miarę czytania zaczynamy je rozumieć lepiej, spostrzegając jego wpływ na dzisiejsze społeczeństwo, a nawet tło ekonomiczne. Przeczytałem w życiu wiele książek o teorii architektury, po pierwsze dlatego, że lubię odkrywać inne, nowe rzeczy, a później je rozważać, po drugie dlatego, że często jestem pytany o opinię o nich. Mam nadzieję, że sam wydam jeszcze niejedną książkę.

 
Justyna
: Zmieniając temat. Dom czy mieszkanie? Miasto czy wieś? Jaki habitat preferujesz?

Dietmar: Szczerze mówiąc, jestem osobą, dla której relacja z naturą jest ważna, a takie spotkanie jest łatwiejsze na wsi czy w małych miejscowościach niż w dużym mieście. Natomiast kultura rozwija się raczej w metropoliach. Mam to szczęście, że żyję w niewielkim mieście ze znaczną ilością kultury. Kiedy myślę o miejscu zamieszkania, zależy mi na dwóch czynnikach: relacji z kulturą i sztuką: muzea, wystawy, opera, sztuka nowoczesna, oraz relacji z przyrodą. Gdybym jednak miał wymienić swoje ulubione miasta w Europie, byłyby to Madryt, Paryż i Rzym.

 
Justyna
: Co chcesz przekazać osobom, które przyszły wysłuchać Twojego wykładu?

Dietmar: Chciałbym, aby mój wykład zmotywował ludzi do samodzielnego myślenia, by podążali nie za tłumem, a za sobą i swoimi pasjami.

 
rozmawiała:
Justyna Boduch

Ilustracje udostępnione dzięki uprzejmości katowickiego oddziału SARP.

Głos został już oddany