okno zamknie się za 5

computer zapisz w ulubionych

Jakoś, a nie jakość – konkursy w Trójmieście

21 października '20

Tajemnicą poliszynela jest, że wielu architektów — zarówno z polskiej czołówki, jak i tych mniej znanych — unika udziału w trójmiejskich konkursach. Od lat dominuje opinia, że trudno tu wygrać, reprezentując pracownię „z zewnątrz” oraz że akurat w Trójmieście konkursy niezwykle często wiążą się z różnego rodzaju kontrowersjami.

Bez względu na to, czy mowa o konkursach, czy o zleceniach prywatnych, Trójmiasto faktycznie zdominowali lokalni architekci. Dopiero od niedawna projektują tu pracownie z innych części kraju, powstały pierwsze realizacje JEMS-ów czy medusy, a wyjątek, który potwierdza regułę, to gdyńska filia APA Wojciechowski, która od lat projektuje biurowce i apartamentowce. Na mapach wybitnej polskiej architektury trójmiejskie realizacje pojawiają się jednak rzadko, a młodym pracowniom jest tu szczególnie trudno się przebić. Kontrowersje wzbudzały jednak także konkursy, w których zwyciężali zagraniczni architekci. Przyczyniło się to do opinii, że trójmiejskie konkursy lepiej omijać z daleka, i to bez względu na to, kto jest ich organizatorem — SARP, samorząd, publiczna instytucja czy inwestor prywatny.

Chociaż temat trójmiejskich konkursów jest od lat dyskutowany przy okazji branżowych wydarzeń, rozmowy te zwykle odbywają się w kuluarach. Wielu rozgoryczonych architektów, zarówno z Trójmiasta, jak i z innych miast, chętnie wypowiada się na ten temat, ale… anonimowo. Zwykle wskazują na kilkanaście ostatnich lat, kiedy ich zdaniem utrwaliła się negatywna opinia. Po wejściu Polski do Unii w kraju pojawiły się duże pieniądze na nadrabianie infrastrukturalnych i budowlanych zaległości, między innymi w dziedzinie kultury. Międzynarodowe konkursy na muzea i filharmonie przyciągały znane nazwiska z całego świata nie tylko ze względu na interesujące tematy projektowe, ale i budżety. To w tym okresie wyłoniono w konkursach koncepcje tak świetnych i docenionych na świecie obiektów jak Filharmonia Szczecińska, Muzeum Śląskie czy warszawski Polin. To w tym okresie w Gdańsku (bo głównie o tej części Trójmiasta mowa) miała miejsce seria złotych konkursowych strzałów lokalnych pracowni. Czarę goryczy konkurencji przelały dwa ogromne konkursy: na Europejskie Centrum Solidarności (2007, zwycięzca: Fort, sześćdziesiąt osiem zgłoszonych prac, prawie milionowa pula nagród) i Muzeum II Wojny Światowej (2010, zwycięzca: Studio Kwadrat, sto dwadzieścia dziewięć zgłoszonych prac, pula nagród — dwieście tysięcy euro). Do nielicznych prestiżowych konkursów wygranych przez pracownie spoza Trójmiasta należy kładka na Ołowiankę (słoweńskie biuro Ponting) czy niezrealizowana Droga do Wolności na terenach postoczniowych (Grupa 5 Architekci).


konkurs Droga do Wolności na terenach postoczniowych, I miejsce, proj.: Grupa 5 Architekci

wiz.: © Grupa 5 Architekci

Ponieważ czołówka trójmiejskich architektów stosunkowo rzadko pracuje w innych częściach Polski, może to wzmacniać wrażenie, że na lokalnym rynku działają pracownie „dwóch prędkości”. Trudno określić, na ile taki odbiór kolejnych zwycięstw lokalnej konkurencji to niezadowolenie niedocenionych uczestników, na ile zbieg okoliczności. Budowaniu zaufania wobec procedur konkursowych anonimowości i bezstronności nie pomogły zniszczone koperty w konkursie na Muzeum II Wojny Światowej.

Czy sytuacja, w której na 129 kopert zniszczeniu ulegają cztery, a wśród nich jest koperta zwycięzcy, nie może budzić obaw co do przejrzystości konkursu?” — pisał portal trójmiasto.pl na temat tej kłopotliwej sytuacji. Konkurs został oprotestowany i żądano jego unieważnienia. Nie tylko na podstawie możliwego zakłócenia anonimowości, lecz także, jak określono to w treści protestu, „relacji zawodowych, koleżeńskich i naukowych” pomiędzy członkami sądu konkursowego a zwycięzcami. Regulamin konkursu zakwestionował SARP: „Nasz brak rekomendacji spowodował, że wiele polskich pracowni nie wzięło udziału w konkursie (…). Regulamin był usiany proceduralnymi dziurami, mówiąc wprost: groził jazdą bez trzymanki” — komentował Jacek Lenart, sędzia konkursowy z SARP.

Paradoksalnie to ten właśnie konkurs, który z jednej strony był gwoździem do trumny dla konkursowego wizerunku Gdańska w związku ze zwycięstwem Studia Kwadrat — znanej trójmiejskiej pracowni — wymieniany jest przez wiele osób z branży jako szczególnie udany. Wybrano w nim wyjątkową, wyróżniającą się na tle pozostałych zgłoszeń wizję, a obiekt otrzymał później liczne nagrody i nominacje za realizację. Niesmak i mało przekonujące wyjaśnienia organizatora sprawiły jednak, że wiele pracowni zrezygnowało ze startowania w Gdańsku. Przyczynia się to do samospełniającej się przepowiedni, bo jeśli uznane biura spoza Trójmiasta unikają uczestniczenia w tutejszych konkursach, znów wygrywa ta sama mocna lokalna czołówka.

Kontrowersje nie dotyczyły jednak wyłącznie konkursów, w których zwyciężały lokalne pracownie, także tych, w których nagradzano wyłącznie zagraniczne zespoły. W 2005 roku Fundacja Theatrum Gedanense przeprowadziła międzynarodowy konkurs na projekt Teatru Szekspirowskiego. Jury, w którym zasiadali tak uznani architekci, jak Arata Isozaki czy Gaetano Pesce, nie przyznało pierwszej nagrody, a równorzędne drugie miejsca zajęły pracownie Design Engine Architects i Nissen Adams Architects. Projekt Renato Rizziego otrzymał wówczas nagrodę specjalną — pierwszej nie mógł zdobyć ze względu na złamanie kilku regulaminowych zapisów, między innymi przekroczenie wielkości wyznaczonej pod budowę działki. Ostatecznie konkurs został unieważniony, lecz Fundacja kupiła projekt Rizziego z wolnej ręki i z sukcesem zrealizowała obiekt. Podobnie jak w przypadku konkursu na Muzeum II Wojny Światowej, rezultat jest świetny. Obiekt zdobył wiele nagród, a możliwości inscenizacyjne, jakie dają jego wnętrza, dziedzińce i dach, bardzo doceniają użytkownicy — widzowie, artyści i pracownicy. Sposób pozyskania projektu nie przyczynił się jednak do budowania zaufania wobec procedur konkursowych w Gdańsku.

Tam, gdzie najprężniej działają lokalne oddziały SARP, konkursów jest więcej i są najlepiej zorganizowane. Stowarzyszenie sprawdziło się jako strażnik standardów przy wspomnianym konkursie na Muzeum II Wojny Światowej i kiedy już wydawało się, że niejasne sytuacje to przeszłość, w 2017 roku pod patronatem SARP odbył się konkurs na budynek, który miałby zastąpić modernistyczny pawilon LOT w centrum miasta (wpisany do gminnej ewidencji zabytków). W dwuetapowym konkursie nie przyznano pierwszej nagrody, a drugie miejsce (to ten projekt inwestor wybrał do realizacji) otrzymała kontrowersyjna propozycja KD Kozikowski Design, gdańskiej pracowni.


konkurs na budynek, który miałby zastąpić modernistyczny pawilon LOT w centrum miasta (wpisany do gminnej ewidencji zabytków)
II miejsce (projekt wybrany do realizacji): KD Kozikowski Design

wiz.: © KD Kozikowski Design

Otwarcie od strony Wałów Jagiellońskich musi lekko szokować. Dlatego staraliśmy się wprowadzić architekturę typową dla biurowców, w połączeniu z gdańską architekturą ceglaną” — mówili dziennikarzom zwycięzcy. Faktycznie, chaotyczne elewacje z nadmierną liczbą materiałów i podwójna szklana fasada zszokowały zarówno opinię publiczną, jak i środowisko architektoniczne oraz konserwatorskie. Standardy konkursowe SARP wyraźnie wskazują, że bezstronność i odpowiednie kwalifikacje członków sądu są podstawowym warunkiem skutecznego wyboru najlepszej propozycji.

Krótko po rozstrzygnięciu w trójmiejskich mediach pojawiały się opinie zawiedzionych lokalnych architektów, wskazujące, że inwestor miał możliwość przegłosowania projektu pracowni, z którą już współpracował przy innych realizacjach. W sądzie konkursowym przeważali reprezentanci inwestora (pięć osób), zaproszono zaledwie dwóch sędziów SARP — i to z lokalnego oddziału — oraz Andrzeja Ducha, nieżyjącego już dyrektora Wydziału Urbanistyki i Architektury Urzędu Miejskiego w Gdańsku. Zaufanie znów zostało nadszarpnięte.

Sytuacji nie poprawiała niechęć do konkursów gdańskiego Wydziału Urbanistyki i Architektury Urzędu Miejskiego i to nawet dla najważniejszych lokalizacji w mieście, między innymi ulic Długiej i Długiego Targu. Po nierozstrzygniętym przetargu w formie dialogu konkurencyjnego pojawiły się — postulowane przez środowisko branżowe — pomysły przeprowadzenia konkursu. Dyrektor Andrzej Duch wyjaśniał, że konkursu nie będzie, bo uczestnicy na siłę będą chcieli… wykazać się ekscentrycznością czy nadmierną oryginalnością. Pomimo zaproszenia do ponowionej procedury, tym razem przetargowej, kilku czołowych pracowni, do udziału w postępowaniu dopuszczono także lokalne biuro, które uczestniczyło w pierwszym podejściu do tematu (i którego praca również nacechowana była, zdaniem dyrektora, „nadmierną oryginalnością”). Zaproszeni architekci byli dosyć zdezorientowani, nie rozumiejąc, na czym właściwie polega postępowanie i większość nie wyraziła zainteresowania udziałem.

Propozycje wykorzystania na przykład formuły flamandzkiej nie zostały w ogóle wzięte pod uwagę, chociaż podobny tryb konsultowano wcześniej z przedstawicielami urzędu Gandawy: „My nie mamy takich możliwości, koncepcje przecież kosztują, a trudno byłoby namówić architektów, żeby zrobili je dla nas za darmo, nie mając gwarancji, że dostaną zlecenie. Próbowaliśmy to jakoś dopasować do naszych warunków”. „Jakoś” to jednak za mało, aby zdobyć zaufanie branży.

Okazji do przeprowadzenia przejrzystych, dobrze zorganizowanych konkursów, było więcej, bo w tym czasie pojawiały się zlecenia, między innymi, na finansowane przez Gdańsk obiekty kultury, w tym Muzeum Bursztynu (gdzie w ubiegłym roku na projekt wystawy stałej ogłoszono… przetarg z kryterium cenowym sto procent). Z kolei pomysł utworzenia Muzeum Gdańska nie wszedł w fazę realizacji pomimo przymiarek do lokalizacji przy ulicy Rycerskiej, obok Muzeum II Wojny Światowej.

Sytuacji nie poprawiają także duże inwestycje realizowane w Gdańsku w formule PPP, jak Wyspa Spichrzów i Forum Gdańsk. Gdańsk jest niezwykle skuteczny we wdrażaniu tej formuły i choć za jakość koncepcji przyznawane są punkty, niezwykle trudno zmieścić w tym rodzaju postępowania procedurę konkursową z prawdziwego zdarzenia. Na szczęście partnerzy prywatni na Wyspie Spichrzów postawili na mocną architektoniczną markę i zaprosili do współpracy RKW Rhode Kellermann Wawrowsky.

Głos został już oddany