NOWOŚĆ! Prawo w architekturze – przystępnie na portalu A&B
Zostań użytkownikiem portalu A&B i odbierz prezenty!
Zarejestruj się w portalu A&B i odbierz prezenty
maximize

„Mamy dane, ale to nie znaczy, że wiemy”

14 sierpnia '23

Rozmowa pochodzi z numeru A&B 6|23


Hasło przewodnie tegorocznego, 18. Międzynarodowego Biennale Architektury w Wenecji brzmi „Laboratorium przyszłości” (wystawa, której kuratorką jest Lesley Lokko, trwa od 20 maja do 26 listopada 2023 roku). 

Zespół odpowiedzialny za wystawę „Datament” w Polskim Pawilonie tworzą: artystka — Anna Barlik, architekt — Marcin Strzała oraz kurator — Jacek Sosnowski. Wspólnie przygotowali projekt obrazujący niebezpieczeństwo kryjące się w bezkrytycznym podejściu do świata danych, które zdają się nie być nieomylne.

Jacek Sosnowski — kurator i producent. Absolwent kulturoznawstwa w Instytucie Kultury Polskiej na Uniwersytecie Warszawskim oraz historii sztuki w Collegium Civitas. Od 2009 roku prowadzi Fundację Propaganda i galerię Propaganda w Warszawie. Był kuratorem Fundacji Dom Development City Art, gdzie zrealizował kilkanaście projektów artystycznych w przestrzeni nowo powstających osiedli mieszkaniowych. Od 2015 roku jest współorganizatorem Warsaw Gallery Weekend. W latach 2012–2015 realizował projekt Martin Scorsese Presents: Masterpieces of Polish Cinema.

Anna Barlik — artystka wizualna zajmująca się przestrzenią oraz kontekstami lokalnymi, w swoich pracach bada przestrzenne zależności między człowiekiem a otaczającą go rzeczywistością. Absolwentka Wydziału Tkaniny i Ubioru Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi, Wydziału Rzeźby Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie i studiów podyplomowych z urbanistyki i gospodarki przestrzennej na Politechnice Warszawskiej. Odbyła rezydencje artystyczne w Finlandii i Islandii. Wykładowczyni Wydziału Sztuki Nowych Mediów Polsko-Japońskiej Akademii Technik Komputerowych, gdzie uczy kompozycji i struktur wizualnych oraz prowadzi pracownię rzeźby.

Marcin Strzała — projektant, architekt eksplorujący transdyscyplinarny charakter architektury ery cyfrowej. Absolwent Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej. Wykładał na Monash Art, Design and Architecture w Melbourne oraz Xi”an University of Architecture and Technology w Chinach. Prowadzi wykłady na temat cyfrowego paradygmatu w projektowaniu na School of Form Uniwersytetu SWPS oraz na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej. W swojej pracy naukowej zajmuje się relacjami między danymi cyfrowymi a ich fizyczną reprezentacją w architekturze.

 

Anna Walewska: Co słychać w Wenecji?

Anna Barlik: Jesteśmy na etapie montażu. Kończymy i jesteśmy zadowoleni.


Anna W.:
 Co czeka na publiczność w Pawilonie Polonia?

Anna B.: Prawie 7 ton stalowej rzeźby, która jest refleksją o tym, jak dużo danych produkujemy. Analizowaliśmy je przez kilka miesięcy. Różne kraje, regiony produkują różnej jakości dane. Rzeźba jest fizycznym doświadczeniem tego zjawiska.

Pawilon Polski w Wenecji

Pawilon Polski w Wenecji

fot.: Jacopo Salvi (altomare.studio)

Jacek Sosnowski: Chcemy w pawilonie architekturę pokazać, a nie tylko o niej opowiadać. Jest to architektura, która powstała na podstawie danych statystycznych pozyskanych z ogólnodostępnych źródeł. Stworzyliśmy formę, wykorzystując algorytmy i opracowane przez nas komputacje. Ma to, jak wspomniała Ania, formę rzeźbiarską — tak najlepiej określić to, co jest w Pawilonie. Jest to doświadczenie przestrzenne, wizualne i cielesne zarazem, które równocześnie jest architekturą. Prezentujemy cztery modele mieszkań ukazujące cztery poziomy nasycenia danymi. Wybraliśmy Hongkong, Polskę, Meksyk i Malawi. Siatkowe modele je reprezentujące są na siebie nałożone i tworzą rodzaj niemożliwej komparatystyki, labiryntu. Czyli jest to też, można powiedzieć, rodzaj infografiki 3D, która o niczym nie informuje, a przynajmniej nie robi tego wprost. Nie staramy się pokazać tego, że za danymi stoi jakaś bardzo obiektywna prawda. Idziemy w nieco innym kierunku. Mówimy, że dane i skala wytwarzania danych w dzisiejszym świecie jest wręcz przerażająca, przytłaczająca. Nie postulujemy rezygnacji z zaawansowanych komputacji czy też baz danych, jednakże powinniśmy obdarzyć ten cyfrowy świat bardziej krytycznym spojrzeniem i dać mu zdecydowanie mniejszy kredyt zaufania. Z danych w internecie, danych statystycznych nie możemy wytworzyć prawdziwego obrazu świata.

Anna B.: Ponieważ można nim bardzo łatwo manipulować.

Jacek: I my tymi danymi manipulujemy, ponieważ taka jest też natura danych, że w każdej bazie, w każdej matrycy są dziury, błędy, wypaczenia, uproszczenia i każde kolejne przetworzenie tych danych w bardzo dziwne sposoby te błędy usuwa, wprowadza nowe, amplifikuje, tworzy pewnego rodzaju mutacje.

Pawilon Polski w Wenecji

Pawilon Polski w Wenecji

fot.: Jacopo Salvi (altomare.studio)

Anna W.: Dla mnie dane, algorytmy także są zupełnie niematerialne. A mówimy o obiekcie, jakby o czystej materii zamkniętej w tym Pawilonie. Co to znaczy, że Wy wyprodukowaliście dane?

Marcin Strzała: Wszyscy jesteśmy danymi, wszyscy je nadprodukujemy. Jako autorzy tej rzeźby nie generujemy danych, korzystamy z ich wszechobecności. Statystyki wskazują, że od 2021 do 2024 roku, czyli w ciągu trzech lat, wytworzymy łącznie na świecie dwa razy tyle danych, ile od wynalezienia pisma do 2021 roku. Chodzi między innymi o to, co robi twój komputer w tym momencie, co robi twoja komórka, jak Google personalizuje reklamy, a Instagram dostosowuje proponowane treści. To się dzieje bez przerwy i są to ukryte komputacje, mówi się na to ubiquitous computing.

Pawilon Polski w Wenecji

Pawilon Polski w Wenecji

fot.: Jacopo Salvi (altomare.studio)

Jacek: W każdej chwili myśli o tobie bardzo wiele komputerów.

Marcin: Istnieją jednocześnie komputacje, aby radzić sobie z przetwarzaniem i zarządzaniem informacją. Tam, gdzie danych jest tak wiele, że wymykają się naszej percepcji, gdzie jesteśmy ograniczeni, bo mamy za mało palców, by coś policzyć. Jak mamy pięć pomarańczy, to mamy pięć pomarańczy, a jak mamy dwadzieścia pomarańczy, to zaczynamy je układać w pudełka po pięć, żeby wiedzieć, ile mamy pudełek z pomarańczami, i tak dalej. Robimy tak dosłownie ze wszystkimi informacjami, które dotykają naszego życia, do czego odnosimy się bezpośrednio w Pawilonie, chociażby szeregując regiony, państwa na świecie, według tego, jak dużo i jakich danych według naszej wiedzy produkują. Sprawdziliśmy również, dla których z nich mamy informację na temat średniej powierzchni mieszkań. Posłużę się nieco anegdotycznym porównaniem: ponieważ ktoś policzył, że ty razem ze swoim psem macie po trzy nogi, uznano, że buty należy sprzedawać po trzy sztuki, a nie dwie. Obrazuje ono, że na podstawie różnych statystycznych obliczeń podejmowane są decyzje o bardzo realnych konsekwencjach. Ponieważ chcieliśmy naszych widzów skonfrontować z realnością tego problemu, to te dane, które prezentujemy w naszej instalacji, to właśnie średnie mieszkania w różnych miejscach na świecie. Również z tym, jak bardzo przez zastosowanie celowo nieprawidłowego algorytmu projektowego te średnie jesteśmy w stanie pokazać w krzywym zwierciadle. Załóżmy, że w Pawilonie znajduje się reprezentacja mieszkania polskiego. Obliczyliśmy, że średnia kuchnia ma powierzchnię, powiedzmy, 7,5 metra kwadratowego, w związku z tym, z pełną świadomością konsekwencji, ta kuchnia ma wymiary 7,5 metra na 1 metr szerokości. Jest więc bardzo długą, niefunkcjonalną kiełbasą. Ergonomia leży, ale statystycznie i z danymi wszystko się zgadza.

Anna B.: Poruszamy szeroki temat dotyczący gromadzenia, przetwarzania i wykorzystywania danych, natomiast na Biennale Architektury odnosimy się wprost do liczb dotyczących mieszkalnictwa.

Jacek: Które, na przykład, stanowią zaburzenie statystyki albo nie biorą udziału w spisach powszechnych w Polsce.

Pawilon Polski w Wenecji

Pawilon Polski w Wenecji

fot.: Jacopo Salvi (altomare.studio)

Anna B.: Chcemy przede wszystkim, aby nasz odbiorca, widz na Biennale nie zgubił się w wielkiej ilości liczb i informacji, tak jak my, przygotowując projekt konkursowy. Próbowaliśmy rozpracować, jak tak na dobrą sprawę działają statystyki, dane liczbowe, informacje. Nawet mieliśmy jakieś rozmowy na ten temat z czatem GPT. Sprawdziliśmy, jak to jest doświadczać bardzo dużo informacji, których cały czas przybywa. To jest to doświadczenie, kiedy wchodzimy w rzeźbę. Mam wrażenie, że to jest przesycające i myślę, że odbiorca to poczuje.

Jacek: Duże nadzieje pokłada się w analizie danych i tak dalej. Nie jesteśmy w żaden sposób przeciwko tym danym, postulujemy tylko o pewnego rodzaju czujność wobec naszej relacji. Wrażliwość na temat tego, jaką z tymi danymi mamy relację. Na ile uważamy, że te dane nie kłamią, że w ogóle mówią prawdę, na ile i jak często posługujemy się pewnego rodzaju danymi jako wytrychem: dane mówią, że... Czujność dotyczącą naszej tendencji do tego, że im czegoś jest więcej, tym jest lepiej, do pewnego rodzaju inflacji, że jeżeli coś jest, na przykład, o wiele częściej klikane w internecie, to jest bardziej wartościowe. Mówimy też, że jeżeli nasze doświadczenie w tworzeniu architektury ograniczymy do danych, nieprawdopodobnie zubożymy nasze rzeczywiste doświadczenie architektury i bardzo zubożymy nasze życie bądź uczynimy je trudniejszym, niż jest teraz, a nadzieja jest zgoła odwrotna. Nawet można powiedzieć, że tego rodzaju zubożone doświadczenie jest doświadczeniem w Pawilonie.

Pawilon Polski w Wenecji

Pawilon Polski w Wenecji

fot.: Jacopo Salvi (altomare.studio)

Marcin: Celowo estetyka jest taka, żeby na przykład grono, nazwijmy je profesjonalne, które miało styczność z jakimkolwiek modelerem architektonicznym, a w zasadzie dowolną wczesną wizualizacją 3D, rozpoznało pewien język graficzny. Jeśli przyjąć, że to, co widzisz na ekranie komputera, jest reprezentacją przyszłej rzeczywistości, to nasza rzeźba jest fizyczną reprezentacją tejże cyfrowej reprezentacji.

Jacek: De facto to, co jest w Pawilonie, to architektura zbudowana po prostu z podstawowych danych. Powiedzieliśmy maszynie: proszę, to jest zestaw informacji, jaki mamy, rób dalej. W związku z czym jest to dom, który nie ma okien, nie ma klamek, nie ma tam żadnego detalu architektonicznego, więc póki widz nie znajdzie miejsca, w którym jest już eksplicytnie powiedziane, który model przynależy do którego państwa, jest to niemożliwe do rozkodowania.

Marcin: Zupełnie tak samo jak my mamy problem z mówieniem o tym, dlaczego „Datament” wygląda tak, a nie inaczej. Wątek, który dosyć często się pojawiał, to fakt, że ponieważ danych, informacji i zagadnień jest tak wiele, to, tak jak zresztą Ty teraz, wszyscy oczekujemy natychmiastowej odpowiedzi i tego, co z niej wynika. Rzadko sięgamy głębiej, do źródeł danych, do metodyki ich pozyskiwania oraz interpretacji. Przez to jesteśmy podatni na manipulacje wynikające ze sposobu przedstawienia tych danych. Na tej podstawie budujemy nasz obraz rzeczywistości. Wracając do kontekstu architektonicznego. Odkąd już wszyscy zaakceptowali, że nie ma architektury bez komputera, wielką karierę w dyskursie architektonicznym zrobiło słowo „optymalizacja”. Budynki są zoptymalizowane, optymalne jest nasłonecznienie, optymalne jest zagospodarowanie terenu i tak dalej. Przez długi czas było to słowo klucz, które powodowało, że nie dyskutowaliśmy już o architekturze w kategoriach piękna, dobra i prawdy, bo przecież z rzeczami optymalnymi nie wolno dyskutować.

Pawilon Polski w Wenecji

Pawilon Polski w Wenecji

fot.: Jacopo Salvi (altomare.studio)

Jacek: Innym przykładem w dyskursie na temat architektury jest to, że z jednej strony mamy patodeweloperów, z drugiej patoaktywistów. Jedni i drudzy posługują się danymi, aby sprzedać, nazwijmy to, swoją wersję prawdy. Jedni wykorzystując różne rodzaje danych, jak czas dojazdu do centrum czy właśnie powierzchnie mieszkań, będą przedstawiali je jako atrakcyjny parametr danej inwestycji, a inni będą mówić o liczbie drzew, które zostaną wycięte albo przesunięte. Z tych samych danych możemy tworzyć dwa różne fakty, które są równie prawdziwe. Jeżeli na przykład weźmiemy dane dotyczące drzew, to w tym momencie na bazie bardzo precyzyjnie wykonanych zdjęć satelitarnych całej powierzchni Ziemi wiemy, że na świecie jest najwięcej drzew w historii naszej cywilizacji. Jednocześnie przy użyciu tych samych danych wiemy, że wylesianie postępuje w skali katastrofalnej. Czyli, jeżeli ktoś by się uparł, możemy powiedzieć, że tak, nasze miasta nigdy nie były tak zielone. Jednocześnie wycinamy lasy na potęgę. Takie niebezpieczeństwo jest ukryte w danych sztucznej inteligencji, nie do końca też wiemy, w jaki sposób powstaje ta rzeczywistość, którą mamy badać w „Laboratorium przyszłości”.

Anna B.: Człowiek powie „nie wiem”. Coraz częściej włączamy myślenie krytyczne i mówimy „dane kłamią”. Komputer nie powie „nie wiem”. On będzie halucynował, że wie, nawet, że wie na pewno, a to jest już niebezpieczne. Istotna jest uważność człowieka, by to odkryć.

Jacek: To jest różnica w podstawowym postrzeganiu świata: jak postrzega świat maszyna, a jak człowiek. Maszyna zawsze dzieli świat na mniejsze kawałki. Taka jest natura danych. Dane są numeryczne, zawsze jest jakiś poziom uproszczenia, po to, żeby mogły być komputowalne. Możemy zwiększać rozdzielczość analizy i precyzję danych, ale zawsze one będą działały w sposób skończony. Natomiast rozum działa zupełnie inaczej. Myśli w pewnego rodzaju ciągłościach i nieciągłościach. Nasz sposób postrzegania świata jest przede wszystkim zdeterminowany naszymi ograniczeniami. Myślimy, gdzie się zaczyna wnętrze, gdzie się kończy zewnętrze, gdzie się nasza ręka kończy i zaczyna. Mierzymy świat naszym ciałem. Na to Marcin często zwraca uwagę — jesteśmy przyzwyczajeni do prostych komputacji, ale też wykorzystując na przykład nasze ciało czy palce dwóch rąk, jesteśmy w stanie dokonać nawet bardzo złożonych obliczeń. Maszyna nie ma żadnego ograniczenia, w związku z czym kombinuje w innych miejscach niż my. My jesteśmy świadomi naszego braku i wiemy, że działamy w sposób twórczy. Maszyna ma tylko pewien pozór twórczości. To jest mimikra naszego sposobu działania, a nie coś ­wytworzonego od zera.


Anna W.:
 Dane znajdzie się na wszystko. Danymi do tego jeszcze można manipulować. One same sobą też jakoś rządzą i się generują. Tym samym podstawowe pojęcia prawdy nie istnieją. Jeśli tego trzonu nie ma, wygląda na to, że być może świat już się skończył?

Marcin: Ponieważ call Lesley Lokko mówi o Afryce jako najmłodszym kontynencie, to również w kontekście stawiania tezy o uważności staramy się unikać narracji, która mówi, że mamy dane, że wiemy, że statystyki wskazują, że mamy projekty i rozwiązania. Mamy dane, ale to nie znaczy, że wiemy. Nie chcemy uprawiać kolonializmu wiedzy, że oto rozpoznaliśmy potrzeby, rozwiążemy problemy, albo że mamy gotowe odpowiedzi właśnie dlatego, że już sprawdziliśmy, już policzyliśmy. Raczej wskazujemy na to niebezpieczeństwo i na to, że trzeba nad tymi rzeczami pracować ­oddolnie, wernakularnie.

Pawilon Polski w Wenecji

Pawilon Polski w Wenecji

fot.: Jacopo Salvi (altomare.studio)

Anna B.: Z drugiej strony jest ogromna nieuważność w przetwarzaniu informacji. Afryka, o której tutaj rozmawiamy, jest ogromna i ma bardzo zróżnicowaną architekturę, strefy klimatyczne, mieszkańców i wrzucenie całego kontynentu do jednego worka jest takim nieuważnym przetworzeniem informacji. Uśrednione dane odpowiadają za powielanie stereotypów, a w wielu dziedzinach przyzwyczailiśmy się do tego i tak dzielimy świat. Tymczasem mamy różne standardy życia, różne wielkości mieszkań i różne statystyki na ten temat.

Jacek: Bardzo często pojawia się narracja, że Unia Europejska prostuje banany. To iluzja jednorodności. W budownictwie jest to najbardziej widoczne. Europa ma jeden prąd, ale wiele rodzajów wtyczek. Kiedy mówimy o Afryce, tak naprawdę, jeżeli chodzi o dane, nie wiemy, jaką Afryka ma powierzchnię, bo można liczyć powierzchnię kuli w różny sposób, a jest to dość duży kontynent. Nie wiemy, ile w Afryce mieszka ludzi. W Europie jesteśmy o wiele bardziej precyzyjni. W Afryce brak precyzji jest statystycznie bardzo znaczący.

Anna B.: Dookoła „Datamentu” powstał pewien dyskurs, który tutaj prowadzimy i chcemy kontynuować. Przede wszystkim zachęcamy odbiorców do refleksji, bo być może zadajemy sobie złe pytania i źle przetwarzamy informacje, które ciągle nadprodukowujemy. I to jest chyba najpoważniejsze wyzwanie dla „Laboratorium przyszłości” — uporać się z nadmiarem danych, by nie ulec ich dyktaturze.

Jacek: Wydaje mi się, że najlepszym dowodem działania „Datamentu” jest to, że zdecydowana większość inwestycji zawsze przekracza swój budżet. Dlaczego? Szczególnie w przetargach organizowanych przez państwo, miasto, instytucje, gdzie to jest dość transparentne. Zawsze budżet jest przekroczony, mimo że wszystkie warunki przetargu były znane wcześniej i wszystko było do przewidzenia. Przecież to jest niejako skończona kwestia, a zawsze ten budżet trzeba podreperować, aby w ogóle rzecz się wydarzyła.

Pawilon Polski w Wenecji

Pawilon Polski w Wenecji

fot.: Jacopo Salvi (altomare.studio)

Marcin: W gronie ludzi zajmujących się cyfrowym paradygmatem w architekturze jest taka powracająca niczym mantra wypowiedź Cedrica Price”a, który w 1966 roku, na początku rewolucji cyfrowej, powiedział: „technologia jest odpowiedzią, ale jakie było pytanie?”.


Anna W.: 
To, o czym mówicie, to jest współczesność, to jest rzeczywiste, to wszystko jest widoczne i nas otacza.

Anna B.: Odbiór sztuki pozostawimy uważności i wrażliwości odbiorcy, który może mniej lub bardziej odkodowywać „Datament”. Liczymy się z tym, że część osób po prostu nie wejdzie w to tak głęboko, jak my w to wchodzimy. Natomiast fajnie by było, żebyśmy zaczęli rozmawiać o tym, ile danych jest dziś ­produkowanych i w jakim celu.

Marcin: Rzeźba jest zaprojektowana w ten sposób, że odpowiada temu doświadczeniu, które możesz mieć w dowolnej relacji z danymi. Wchodzisz do pawilonu i pierwsze wrażenie, jakie będziesz miała, to przeciążenie informacyjne, kakofonia. Potem, po paru minutach, zaczynasz rozpoznawać kształty i kolory. To jest niebieskie, to różowe, to kwadratowe, a to prostokątne. Dostrzegasz, że one są z sobą jakoś powiązane, zaczynasz tworzyć obraz i masz poczucie, że rozumiesz, o co chodzi. A potem kolejny, trzeci etap, jak analizujesz to, co cię otacza chwilę dłużej i zaczynasz dostrzegać, że rozpoznajesz te miejsca, wiesz, że to sypialnia, ale coś w niej nie gra, sufit powinien być na górze, nie na dole.

Pawilon Polski w Wenecji

Pawilon Polski w Wenecji

fot.: Jacopo Salvi (altomare.studio)

Anna W.: Jak będzie wyglądać przyszłość, skoro te dane, które obecnie wszystko generują, są tak wybiórcze, selektywne i tak wielu aspektów nie uwzględniają?

Jacek: To jest, mimo wszystko, cały czas pewnego rodzaju sprzężenie zwrotne. Ostatecznie mamy swój rozum i orientujemy się, kiedy się potkniemy. Następnym razem postaramy się nie potknąć.

Dane nie podstawią nam nogi jeszcze w sposób fizyczny. Cały czas mamy właśnie te ograniczenia architektoniczne i fizyczne. My się adaptujemy i adaptujemy przestrzeń do nas. Do tego są zmiany, które są nieprzewidywalne czy chaotyczne. Nowożytna wiara w to, że wszystko jest policzalne i możliwe, że będziemy bliżej prawdy, wiedząc, zbierając na temat tego świata więcej informacji, jest bardzo złudna. Dlatego brytyjski badacz, James Bridle mówi, że wkraczamy w kolejne średniowiecze. Nasz wiek ciemny jest taki, że nie wiemy, nie widzimy świata, jaki jest, ale też nie widzimy, jaki jest ten świat ­wytworzony w danych.


Anna W.:
 Myślę, że może to punkt, w którym się różnimy. Jeśli dobrze Was rozumiem, zakładacie jednak, że człowiek jest krytyczny i refleksyjny, a ja uważam przeciwnie.

Marcin: Od razu przypominają mi się wszystkie te krążące wśród architektów memy typu schody wchodzące w ślepą ścianę albo otwór w stropie, który na rysunku był chmurką rewizyjną. To są dowcipne obrazy tego braku czujności, o którym mówisz, a który my chcemy podbić przez to doświadczenie. Bardzo łatwo jest każdego z nas oszukać. Musimy być bardziej czujni w stosunku do tego świata, ponieważ w większości wypadków nasz obraz o nim nie bazuje już na naszym własnym doświadczeniu. Twoja przestrzeń życiowa rozszerzyła się znacząco, chociażby przez internet i ten obraz rzeczywistości, który z niego czerpiesz, również jest tworzony w jakiś sposób przez kogoś. Nasza rzeźba jest generowana algorytmicznie. Program pobrał, przetworzył i dokonał projekcji danych, tyle że finalnie za tym kawałkiem celowo źle zrobionego kodu, a więc pośrednio za jego wynikiem, stoi konkretna osoba. Tak samo jest w przypadku sztucznej inteligencji, którą wszyscy się tak ekscytują. Za sztuczną inteligencją też stoją ludzie, którzy ją oprogramowali, i bazy danych, na których ją wytrenowali.

Anna W.: No właśnie, bo tutaj kluczowa jest kwestia intencji człowieka, który ma jeszcze wpływ na ten proces. Ja niestety nie wierzę, żeby były one dobre. Przynajmniej w większości przypadków, ponieważ to, co rządzi tym światem, to jest jednak kasa. Wracając do projektu — jak się połączyliście do tego zadania i jak się podzieliliście rolami?

Jacek: To jest ładna, romantyczna historia. Z Anią pracujemy od bardzo wielu lat. Zarówno Ani, jak i moim marzeniem było zrealizowanie wystawy w Pawilonie Polskim. Rozmawialiśmy o złożeniu jakiegoś rodzaju propozycji i wtedy, przez przypadek, Ania spotkała swojego kolegę z dzieciństwa, z podstawówki, który fachowo zajmuje się na polu architektury tym, o czym dyskutowaliśmy od pewnego czasu. Mamy niesamowitego farta, bo od kiedy wygraliśmy, dyskusja na temat problemu danych, komputacji, sztucznej inteligencji nabrała tempa i jest to temat bardzo na czasie.

Anna B.: Każdy z naszej trójki reprezentuje swoją dziedzinę. Marcin wykłada na architekturze, Jacek jest kuratorem, ja jestem rzeźbiarką i wykładowczynią rzeźby, kompozycji, struktur wizualnych. Marcin był więc od liczenia i opracowywania algorytmów, ja stworzyłam rzeźbę będącą wizualną koncepcją rzeczywistości architektonicznej przetwarzanej przez sztuczną inteligencję, a Jacek, jako kurator, zajmuje się narracją. Jesteśmy takim smokiem z trzema głowami. Pojedyncze elementy ­czasem wystają.

Pawilon Polski w Wenecji

Pawilon Polski w Wenecji

fot.: Jacopo Salvi (altomare.studio)

Anna W.: Porozmawiajmy o warstwie wizualnej i wchodzeniu danych do tego obszaru. Opowiedz, proszę, o tym doświadczeniu ze swojej strony. Jak to wyglądało i jakiego rodzaju było to wyzwanie?

Anna B.: Wszyscy doświadczamy nadmiaru i kakofonii informacji, także w otaczającej nas przestrzeni. Moje rzeźby są zazwyczaj mocno zakotwiczone w przestrzeni miasta, chętnie nawiązuję w nich do architektury. „Datament” tworzy rzeźba na wskroś architektoniczna, której odbiorca ma sposobność „zanurzenia się” w danych poprzez doświadczenie przestrzeni zdominowanej przez różne algorytmy planujące dziś mieszkania. Wchodzimy w coś, co jest swego rodzaju labiryntem, układem pionów, poziomów, rytmów, w których się gubimy. Zapraszamy widzów do uczestnictwa w tym doświadczeniu. Do instalacji może wejść jednorazowo sześć osób, by spojrzeć na nią z innej perspektywy. Zachodzące na siebie konstrukcje to nakładające się na siebie dane o przeciętnych mieszkaniach w różnych krajach. W swojej sztuce chętnie używam odważnych kolorów. Ta rzeźba pomalowana jest na cztery kontrastowe, ultramatowe barwy, które mają blik światła na poziomie 3–5 procent, dzięki czemu dają też rodzaj doświadczenia komputerowego, bo są takie syntetyczne. Wykorzystaliśmy także naturalne oświetlenie z dużego świetlika w Polskim Pawilonie, zapraszając do środka włoskie słońce, co daje niesamowity efekt.

Jacek: Narracja, którą wystawa ma potencjał wytwarzać, jest nieprawdopodobnie wielowątkowa. Wydaje mi się, że to jest największa siła tego projektu. Naszym lękiem w tym kontekście jest to, że to wszystko, o czym teraz rozmawiamy, jest obecne w Pawilonie, ale niewidoczne. To, co jest w Pawilonie, jest pewnego rodzaju przykładem, destylatem wszystkiego, o czym możemy powiedzieć. Dochodzimy do sytuacji, w której mówimy o tak podstawowych rzeczach, pojęciach, tak podstawowej tkance naszej teraz już antropomaszynologii, że to są albo wielkie książki, albo najprostsze elementy. W Pawilonie jest to bardzo czytelne w takim sensie, że jest bardzo proste. Jeżeli ktoś będzie bezrefleksyjny, zobaczy po prostu kolorowe formy…

Anna B.: Nawet jeśli ktoś będzie odbierał instalację wyłącznie w kategoriach estetycznych czy architektonicznych, to też dobrze. Wydaje się jednak, że temat wykorzystywania wielkich ilości gromadzonych danych jest obecnie najgorętszym zagadnieniem dotyczącym wszystkich aspektów naszego życia, nie tylko architektury, ale w ogóle cywilizacji, bo rodzi zarówno nadzieję na postęp ludzkości, jak i niepokój, czy aby na pewno zmierzamy w dobrym kierunku.

Pawilon Polski w Wenecji

Pawilon Polski w Wenecji

fot.: Jacopo Salvi (altomare.studio)

Marcin: Taki jest plan, żeby ta refleksja została z nami dłużej. Nie chcieliśmy też rozpoczynać z pozycji autorytetu, chcieliśmy uniknąć sytuacji, w której będziemy mówić „oto nasza teoria, a tu katalog za 50 euro, w którym można poczytać o naszym strumieniu świadomości”. Już od dłuższego czasu wiedzieliśmy, że nie będziemy wydawać żadnego katalogu. Będzie tylko krótka nota w pawilonie, na stronie internetowej będzie można poszerzyć aspekty merytoryczne. Tak naprawdę chcemy, żeby wystawa „Datament” i definicja, którą Jacek sformułował, stanowiły punkt startowy dla szerszej dyskusji w różnych kręgach kuratorsko-artystyczno-architektonicznych. Aby była zaproszeniem do refleksji wielu teoretyków i praktyków, które moglibyśmy wydać jako kompilację roboczo nazywaną „­słownikiem Datamentu”.

Anna B.: Otwierając Pawilon Polski, otwieramy bardzo szeroką dyskusję o danych. Na pewno będziemy chcieli zapraszać do ­partycypowania w takim dialogu.

Jacek: Zrobiliśmy bardzo nowoczesny Pawilon. Nowoczesny nie tylko dlatego, że zajmuje się danymi, czymś bardzo technologicznym, ale też pod kątem tego, jaka to jest strategia wystawiennicza, kuratorska, artystyczna czy wręcz architektoniczna. W przeciwieństwie do wielu pawilonów nie występujemy z pozycji wiedzy. Mówimy do widza to, że czujemy się w tej relacji podobnie zagubieni, że taka jest sytuacja wokół danych i teraz odpowiedzialność spoczywa na wszystkich odbiorcach.


Anna W
.: Dziękuję za rozmowę.

rozmawiała: Anna WALEWSKA

 

fot.: Jacopo Salvi (altomare.studio)

 

Ilustracje udostępnione dzięki uprzejmości Zachęty — Narodowej Galerii Sztuki.

Głos został już oddany

IGP-DURA®one – system powlekania proszkowego
Dachówki na elewacji – trend w architekturze 2024
DACHRYNNA: zintegrowany system dachowy 2w1 (Dach + Rynna)
INSPIRACJE