computer zapisz w ulubionych

Nowy Strzeszyn. Osiedle z biblii projektu pracowni Insomia

26 maja '20

Bez rozgłosu, autolansu i prezentacji w portalach o ładnych domach powstaje jedna z najlepszych w powojennym Poznaniu enklaw mieszkaniowych. Łączy atuty mieszkania oraz domu z ogródkiem i już teraz można ją zaliczyć do krajowej czołówki.

Wyjątkowe poznańskie osiedle nazywa się bezpretensjonalnie: Nowy Strzeszyn. Powstaje bowiem na jednym z ostatnich wolnych kwartałów dzielnicy Strzeszyn zabudowywanej od ponad trzech dekad. Kameralne osiedle (docelowo będzie liczyć około sto mieszkań) wkomponowano w brzozowy lasek między ulicami Literacką, Epicką, Malewskiej i Różańskiego. Inaczej, niż w przypadku działań innych deweloperów, stosunkowo młode drzewa nie poszły tu pod topór. Przeciwnie — uznano je za atut i podporządkowano im układ całej enklawy.

kameralne osiedle jak z książki

Wizytując zrealizowaną część pierwszego etapu, możemy zatem odnieść wrażenie, że teleportowaliśmy się do Holandii, Anglii lub Skandynawii. Albo — na karty popularnej niegdyś książki „Małe zespoły mieszkaniowe”. Wydane w 1983 roku polskie tłumaczenie opracowania Paulhansa Petersa i Rolfa Rosnera prezentowało kameralne (duża gęstość, mała skala) osiedla w Wielkiej Brytanii i Niemczech. Polscy architekci wzdychali do ideałów z książki, ale ani w ostatnich latach PRLu, ani po transformacji nie mieli wielu okazji, by pójść w ślady zachodnich kolegów.

W przypadku Strzeszyna „Małe zespoły…” były naszą biblią — przyznaje się do inspiracji wciąż aktualną lekturą Szymon Januszewski, szef pracowni Insomia, w której powstał projekt Nowego Strzeszyna. — Zależało nam na małej skali, różnorodności, optymalnym wykorzystaniu przestrzeni i stworzeniu warunków do sąsiedzkich interakcji — dodaje.

Różnorodność na osiedlu udało się osiągnąć między innymi dzięki odmiennym okładzinom podobnych segmentów, ich uskokowym układzie czy też zaprojektowaniu pieszych przesmyków między budynkami.

fot.: Jakub Głaz

Architekci z Insomii to nie nowicjusze. W Poznaniu, choć mniej znani od lokalnych wyrobników stawiających drogie i słabe domy, mają na koncie kilka najlepszych realizacji mieszkaniowych. Ich bloki i plomby to nie tylko dobre bryły lub elewacje, ale — przede wszystkim — wzorowe rzuty mieszkań.

Na Strzeszynie skupiliśmy się dodatkowo na urbanistyce. W tym projekcie poczuliśmy, jaką ma siłę — dopowiada Januszewski, który wraz z zespołem musiał wpasować się w mocno już zdefiniowany kształt dzielnicy.

poznański Strzeszyn

Do lat 90. Strzeszyn, a właściwie przyległy do niego Strzeszynek kojarzył się z lasami i jeziorem obleganym latem przez poznaniaków. Przyszłość kilkuset hektarów między strzeszyńskimi lasami a torami PKP do Koszalina nie był jasny. W czasach Gierka robiono przymiarki, by przenieść tam Międzynarodowe Targi Poznańskie. W 1978 roku odbył się konkurs urbanistyczny, ale w kolejnej dekadzie zapadła decyzja: na Strzeszynie staną głównie domy jednorodzinne oraz szeregowe i, w mniejszej części, wielorodzinne.

Kolejny konkurs — na projekt całego założenia wygrał w 1986 roku warszawski zespół architektów: Janusz Falkiewicz, Janusz Szymański i Piotr Wicha. Realizacja wpadła w koleiny dalekie od pierwotnej koncepcji, ale mimo to udało się stworzyć jako taki szkielet całości. Urbanistycznie Strzeszyn jest dość czytelny, choć nie bez mankamentów. Dzielnica do dziś nie ma wyraźnego centrum z placem. Przez lata brakowało usług, szkół i przedszkoli, nie ma domu kultury. Dopiero w tym roku zapadła decyzja o budowie drugiej dzielnicowej szkoły. Coraz gorszy jest dojazd do nieodległego centrum miasta. Puchnący Strzeszyn, odcięty torami kolejowymi, stoi w korkach przed szlabanami. Tramwaj lub efektywna kolej metropolitalna to odległe wizje. Z wolna krystalizują się plany budowy drogowych wiaduktów nad torami.

Ale i tak urbanistyka stoi tu wyżej niż architektura. Pierwsze domy i szeregowce były budowane indywidualnie, choć według zestandaryzowanych projektów. Królował oszczędny postmodernizm wzbogacany fikuśnymi dodatkami. Kolejne obszary — przewidziane pod zabudowę wielorodzinną — zabudowywali deweloperzy lub TBSy, a rozległe tereny na północ od pierwszych etapów trafiły w ręce indywidualnych inwestorów. Przeciętny poziom tutejszej architektury zasługuje na solidną tróję z plusem.

 

Głos został już oddany

okno zamknie się za 5