reklama

Zbuduj sobie domek – trwa konkurs na projekt koncepcyjny domu jednorodzinnego o powierzchni zabudowy do 70 mkw.

08 października '21

rozmowa z numeru 10|2021 A&B


Nowy Polski Ład „rozprawia się” z ładem przestrzennym. Trwa konkurs realizacyjny na projekt koncepcyjny domu jednorodzinnego o powierzchni zabudowy do 70 metrów kwadratowych. Powstanie bank projektów, które za złotówkę będzie można pobrać ze strony internetowej, wydrukować i samemu według nich zbudować dom. Umożliwi to nowelizacja ustawy Prawo budowlane upraszczająca cały proces — niepotrzebne będzie pozwolenie na budowę i kierownik budowy. Czy to się może udać? Katarzyna Jagodzińska rozmawia o tym z Małgorzatą Pilinkiewicz, Prezesem Krajowej Rady Izby Architektów RP.

Izba Architektów RP od lat postuluje zmiany w ustawie Prawo budowlane liberalizujące procedury związane z pozyskaniem pozwolenia na budowę. Rządowy pomysł początkowo brzmiał jak żart, ale już nikt się nie śmieje. Każdy, kto chce zbudować mały dom (do 70 metrów kwadratowych powierzchni zabudowy), sam będzie mógł zostać kierownikiem budowy. Idea „zrób to sam” wkracza w nowy wymiar — rząd przekonuje, że do zbudowania domu dla czteroosobowej rodziny (bo taką w tym domu oczami wyobraźni widzi), nie są potrzebne szczególne umiejętności i każdy na własną rękę może się z takim wyzwaniem zmierzyć. A że budowa małego domu nie może być skomplikowana, odnotowywanie postępów prac w dzienniku budowy nie jest wymagane. W miejsce procedury pozyskania pozwolenia na budowę pojawia się zgłoszenie z projektem budowlanym. Brzmi jak budowlane eldorado. Nie ma więc co czekać, tylko otworzyć wzornik, wybrać ładny projekt, wpłacić złotówkę i podjechać do marketu budowlanego po zestaw majsterkowicza.

DIY i wzornik

Zapowiedziany przed wakacjami pomysł rządowy opiera się na dwóch filarach: uproszczeniu procesu budowy (co bez profesjonalnego nadzoru może się odbyć kosztem bezpieczeństwa) oraz stworzeniu banku gotowych projektów. Ma być szybko, prosto i przystępnie.

Pomysł projektu zmiany ustawy Prawo budowlane oraz Ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym z 2 sierpnia 2021 roku — czytamy w uzasadnieniu — „wynika z konieczności zapewnienia prostych narzędzi prawnych umożliwiających budowę domów jednorodzinnych dla zaspokojenia własnych potrzeb mieszkaniowych”. Aby przeciwdziałać zabudowie deweloperskiej za pomocą tego instrumentu, określona została dopuszczalna gęstość zabudowy — jeden taki budynek na działce o powierzchni co najmniej 1000 metrów kwadratowych.

Drugie ułatwienie to projekty takich domów w wolnym dostępie. Na podstawie ogłoszonego 7 września konkursu architektonicznego powstać ma pięćdziesiąt projektów, które zostaną udostępnione do pobrania wszystkim chętnym do budowy katalogowca. W konkursie oceniane będą: atrakcyjność proponowanych rozwiązań architektonicznych i zagospodarowania; rozwiązania funkcjonalno-użytkowe budynku; ekonomika rozwiązań oraz rozwiązania proekologiczne. Zamawiający (Ministerstwo Rozwoju i Technologii) zakłada, że maksymalny łączny koszt wykonania domu według takiego projektu wyniesie 150 tysięcy złotych brutto.

Dzięki konkursowi — czytamy na stronie Głównego Urzędu Nadzoru Budowlanegoszansę na powszechne zaistnienie zyskają najlepsze, dostępne i uniwersalne rozwiązania architektoniczne. W dłuższej perspektywie wyłonione projekty mają szansę podnieść jakość estetyczną polskiego krajobrazu, zwiększyć harmonię i ład przestrzeni z zabudową indywidualną.

środowiskowe wrzenie

W środowisku architektów zawrzało. Głos zabrała IARP. Gromy posypały się na profilu facebookowym Izby, i to nie tylko pod adresem rządu, lecz także władz Izby za zachowawcze czy pomijające meritum sprawy oświadczenie. Izba zorganizowała konsultacje społeczne, by zebrać opinie i argumenty, a następnie sformułowała oficjalne stanowisko, wskazując, że projekt zmian w ustawie „rozszczelnia system prawa budowlanego, prowokuje do nadużyć, nie gwarantuje bezpieczeństwa realizowanych na jej podstawie obiektów oraz może przyczynić się do rozlewu chaotycznej zabudowy”. W ponad trzystronicowym liście do ministerstwa zabrakło miejsca na uargumentowanie ostatniego punktu.

Tydzień po ogłoszeniu konkursu architektonicznego Izba wydała na swojej stronie „ostrzeżenie” przed udziałem w konkursie, czy to w charakterze sędziego konkursowego, czy uczestnika. Na szczycie argumentów znalazło się stwierdzenie:

Projekt typowy może nie tylko nie zapewnić potrzeb indywidualnych, ale przede wszystkim nie spełnić wymagań ładu przestrzennego, który jest dobrem społecznym, a nie indywidualnym. Nadto, dystrybucja przez państwo nieodpłatnych projektów budowlanych domów jednorodzinnych o pow. zabudowy do 70 m² pogłębi kryzys na rynku projektowym, doprowadzając do marginalizacji zawodu architekta jako partnera inwestora w procesie inwestycyjnym, a w konsekwencji do degradacji ładu przestrzennego.

W komentarzach na Facebooku architekci postulowali usunięcie z Izby osób, które do konkursu przystąpią, ale ostrzeżenie to po prostu brak rekomendacji. Małgorzata Pilinkiewicz zapytana o możliwość wprowadzenia takiego rozwiązania odsyła do etyki zawodowej:

Izba realizuje zadania ustawowe nadzoru nad należytym wykonywaniem zawodu na podstawie i w granicach prawa powszechnego i samorządowego, a w tym Kodeksu etyki. Rzecznicy i sąd dyscyplinarny są niezawiśli i niezależni w podejmowaniu decyzji w sprawach odpowiedzialności zawodowej lub dyscyplinarnej członków Izby. O ukaraniu architekta może zadecydować zatem wyłącznie sąd dyscyplinarny na wniosek rzecznika. Natomiast decyzję o udziale w konkursie na rekomendowane przez rząd domy jednorodzinne do 70 metrów kwadratowych lub adaptacje projektów typowych i powtarzalnych, w tym darowanych za złotówkę, architekci podejmą samodzielnie i na własną odpowiedzialność. W świetle dyskusji, jaka toczy się w przestrzeni medialnej, uważam, że środowisko zawodowe architektów przedkłada jednak etykę nad zamówienie polityczne lub doraźne korzyści. Wierzę, że etos i przesłanie zawodu architekta jako zawodu zaufania publicznego przetrwa tę burzę.

nie-ład

Chciałoby się powiedzieć, że Polski Ład wprowadza nieład, ale nieład już jest. Może będzie trochę większy, choć różnicy pewnie się nie zauważy. Co te nowe rozwiązania zmienią w skali makro? 

Nie bardzo wiem, o co ta afera — napisał na Facebooku IARP Wojciech Gawinowski z biura Vostok Design w Krakowie. — Czy naprawdę tak wielką różnicę zrobi to, że będą projekty za 1 zł zamiast za 1500 zł? Przecież katalogi są od lat i od lat to zdecydowana większość rynku. Od lat wybierane są projekty niepasujące do otoczenia przez inwestorów, którzy nie mają o tym pojęcia. Te katalogi przecież wyprodukowali członkowie naszej Izby i nic złego ich za to nie spotyka. Czy znajdą się chętni? Przecież firmy katalogowe mają już gotowych projektów pełne szafy, a etyka zawodu ich nie interesuje od bardzo dawna. Więc co to za różnica?

Obawa architektów, że obywatele masowo rzucą się na budowę małych domów według projektów zaoferowanych przez rząd, jest chyba na wyrost. Obstawiam, że projekty rządowe nie będą konkurować z architektami projektującymi na indywidualne zamówienie.

Nie ujmując zasadności argumentów sformułowanych przez władze IARP, wydaje mi się, że dużo większym zagadnieniem są przestrzeń, krajobraz i infrastruktura miejska, podmiejska i wiejska. Lubię sięgać po „Wannę z kolumnadą” Filipa Springera i cytować fragment, w którym autor rozprawia się z definicją ładu przestrzennego. Po ośmiu latach, jakie minęły od wydania książki, aktualność tekstu nie wydaje się zagrożona — „Ład przestrzenny to jest coś, o czym każdy w Polsce słyszał, ale nikt od dawna tego nie widział”. Tomasz Maksymiuk z Biura Projektowego MXL4 w Szczecinie wskazuje, że:

Prawdziwym zagrożeniem jest zawarta w projekcie intencja wywołania masowego ruchu budownictwa jednorodzinnego jako rzekomego antidotum na problemy mieszkaniowe gorzej usytuowanej części (czyli większości!) społeczeństwa. Z ustawy wynika przekaz: idźcie i budujcie się! Doprowadzi to w prostej linii do jeszcze większego rozlewania się polskich miast, miasteczek i wsi na modłę krytykowanej dziś amerykańskiej suburbanizacji z poprzedniego stulecia. Do tego planowane ułatwienia planistyczne i ograniczenia nadzoru jeszcze bardziej pogłębią istniejący chaos przestrzenny. Chaos, który, co warto przypominać, nie jest pojęciem estetycznym, tylko policzalnym w skutkach hamulcem rozwoju gospodarczego.

Agnieszka Kalinowska-Sołtys, wiceprezeska SARP ds. środowiska i ochrony klimatu, zwraca uwagę, że rozlewanie się miast wymusza budowę drogiej infrastruktury, która ingeruje w przyrodę i nierzadko degraduje środowisko naturalne. Zatem promowanie budownictwa domów jednorodzinnych, o małej kubaturze, jest nieekologiczne. Małe domy są nieefektywne energetycznie i tym samym drogie w przeliczeniu na metr kwadratowy.

Domy o powierzchni do 70 metrów kwadratowych — tłumaczy Kalinowska-Sołtys — to niewielka kubatura o proporcjonalnie olbrzymiej liczbie przegród zewnętrznych — ścian i dachu, które są elementem budowlanym powodującym znaczne utraty ciepła w okresach chłodnych, są też dużą powierzchnią, która w czasie upałów nagrzewa niewielkie wnętrza. Ze względu na geometrię małe domy mają olbrzymie zapotrzebowanie na energię w porównaniu na przykład z mieszkaniem o tej samej powierzchni w budynku wielorodzinnym, ale tylko z jedną ścianą zewnętrzną. Małe budynki wymagają szczególnego dopasowania do lokalizacji, tak aby dobrze zabezpieczyć je przed negatywnym wpływem wilgoci, mrozu, ale również wykorzystać potencjał pasywnych rozwiązań projektowych, które dają zdrowe, komfortowe wnętrze dzięki właściwemu kształtowaniu bryły budynku i usytuowaniu na działce.

Czas pokaże, czy obywatele masowo porwą się na organizację placów budowy. Jestem sceptyczna. Wydaje się, że wygoda miasta piętnastominutowego, na którą zwracają uwagę nie tylko planiści, lecz także niektórzy deweloperzy, odpowiada wielu osobom. Michał Wiśniewski z Instytutu Architektury nie ma wątpliwości, że koncepcja budowy domów bez pozwolenia, to:

...próba tworzenia medialnej zasłony dymnej dla całkowitej bezradności państwa wobec aktualnej sytuacji na rynku mieszkaniowym i absurdalnie wywindowanych cen mieszkań. W chwili gdy budową mieszkań zajmuje się „niewidzialna ręka rynku”, a opodatkowanie nieruchomości jest niskie, mieszkania stały się lokatą oszczędności, która wciąż gwarantuje stosunkowo wysoki zwrot zainwestowanego kapitału. Efekt jest taki, że ceny stale rosną, mieszkania są poza zasięgiem tych, którzy ich realnie potrzebują, a w miastach przybywa toksycznej, przeskalowanej i pozbawionej odpowiedniej infrastruktury zabudowy. Domy o powierzchni 70 metrów kwadratowych nie stanowią odpowiedzi na ten kryzys, nie jest wiadome, gdzie mają one powstawać, a kontekst urbanistyczny takiej zabudowy jest jeszcze większą zagadką. Do tego dochodzi skala tych domów, będących nieznacznie większymi altanami działkowymi z poddaszem. Czy to się może udać? To pytanie pozostawię bez odpowiedzi.

Podbijam pytanie. I czekamy. A nuż ktoś do konkursu na nowy polski dom przystąpi i może stworzy projekt, który zmieni oblicze polskiego krajobrazu. Na koniec napomknę, że na ośmioro sędziów konkursowych tylko dwóch jest czynnymi architektami. Urbanisty w tym gronie brak.


Katarzyna Jagodzińska

Głos został już oddany

EQUITONE [lunara] - materiał elewacyjny z włókno-cementu
Margate XLDF – cegła klinkierowa o wyjątkowej fakturze oraz barwie
REHAU NA WARSAW HOME
Farby – innowacje 2021