NOWOŚĆ! Prawo w architekturze – przystępnie na portalu A&B
Zostań użytkownikiem portalu A&B i odbierz prezenty!
Zarejestruj się w portalu A&B i odbierz prezenty
maximize

Projektowanie, czyli dobieranie form w przestrzeni. Wnętrze butiku autorstwa Zofii Strumiłło-Sukiennik

14 sierpnia '23
w skrócie
  1. Wnętrze butiku w kamienicy na Mokotowskiej 61 w Warszawie to efekt pracy kilku kobiet: Basi Chrabołowskiej i jej babci, projektantki Zofii Strumiłło-Sukiennik oraz artystki Magdaleny Łapińskiej-Rozenbaum.
  2. Przestrzeń odzwierciedla zarówno tradycje Podlasia, jak i bliską relację między wnuczką a babcią.
  3. Mural autorstwa Magdaleny Łapińskiej-Rozenbaum oraz nietypowy kolor kotary podkreślają wyjątkowość historii marki.
  4. Meble i dodatki o zaokrąglonych formach, w tym fotel Carla Öjerstama, krzesła The Good Living i wazony UAUPROJECT, tworzą unikalną, harmonijną przestrzeń. Estetyka projektu sprzyja także fotogeniczności, uwzględniając nietuzinkowe formy i detale.
  5. Więcej ciekawych informacji znajdziesz na stronie głównej portalu A&B

    Wnętrze butiku w kamienicy przy ulicy Mokotowskiej 61 w Warszawie powstało z połączenia wrażliwości kilku kobiet — Basi Chrabołowskiej i jej babci, które tworzą markę dziewiarską (B Sides Handmade), projektantki Zofii Strumiłło-Sukiennik, odpowiedzialnej za aranżację przestrzeni i artystki — Magdaleny Łapińskiej-Rozenbaum, która stworzyła zdobiący wnętrze mural. W pełnej ciepła i wspomnień rozmowie o relacjach, finezji w projektowaniu, starciu współczesności z tradycją i... amalgamatach dentystycznych opowiada Zofia Strumiłło-Sukiennik.

     
    Ola Kloc
    : Marka, dla której zaprojektowała pani wnętrze butiku, powstała z miłości babci i wnuczki do wełny, ich produkty wykonywane są przez ręcznie przez Podlaskie dziewiarki. Czy i jak ta relacja wpłynęła na projekt wnętrza?

    Zofia Strumiłło-Sukiennik: Bardzo bliskie są mi tematy Podlaskie. Podlasie jest pięknym regionem, gdzie mieszają się kultury, co jest niezwykle inspirujące na wielu płaszczyznach. Relacja wnuczki z babcią także jest mi bliska, bo sama miałam bardzo bliską relację z moją babcią. Była stomatolożką i zabierała mnie do swojego gabinetu, często wdrażając w różne arkany wiedzy stomatologicznej. Może się to wydawać śmieszne, ale widzę po latach dosyć dużo podobieństw działań stomatologicznych do rzeźby czy tworzenia przedmiotów w ogóle w obu dziedzinach występuje pewna materia, którą kształtujemy, w przypadku stomatologów po to, żeby uleczyć człowieka, jego ząb. Dawniej w gabinetach dentystycznych wykorzystywane były zupełnie inne technologie, na szklanych tabliczkach przygotowywało się wypełnienie. Babcia dawała mi szpatułkę, za pomocą której rozrabiało się amalgamat, pastę, którą potem wkładało się w ząb. Bardzo mi się to podobało, bo każde takie urządzonko i ta tabliczka, i ta szpachelka, i małe lusterko było urocze, zdefiniowane stylistycznie. Każdy taki przedmiot był zaprojektowany, ale jednocześnie nie był pod nim podpisany projektant, bo wykonywał je wytwórca, rzemieślnik. Wszystkie miały jednak znamiona prawdziwego produktu szpatułka była cała nagzymkowana, miała nafrezowane wgłębienia, dzięki którym dłoń się nie ślizgała. To wszystko obserwowałam jako dziecko, a to, że dużo przebywałam w tym gabinecie, oswoiło mnie z dentystą.

    To jest drugi projekt, który robiłyśmy z Basią kiedyś, jeszcze w ramach studia Beza, tworzyłyśmy pop-up w Elektrowni, tam projektowałam wyposażenie, a nie przestrzeń, bo była to tymczasowa inicjatywa. Bardzo się ucieszyłam, gdy zaprosiła mnie do pracy nad projektem butiku, że będę miała do czynienia z tą przepiękną historią, bo wydaje mi się, że takie rodzinne historie dodają uroku. I choć sama nie kontynuuję tradycji stomatologicznej, może moja więź z babcią też kiedyś wybrzmi w jakimś projekcie.

    główne pomieszczenie ma nieregularny kształt, wpłynęło to na dobór mebli o wyoblonych kształtach

    główne pomieszczenie ma nieregularny kształt, wpłynęło to na dobór mebli o wyoblonych kształtach

    fot.: Maria Miklaszewska | materiały promocyjne B Sides Handmade

     
    Ola
    : Pojawia się też tu wątek optyczny, prawda? To właśnie salon optyczny był poprzednim najemcą lokalu, o którym rozmawiamy.

    Zofia: Poprzedni najemcy prawdopodobnie weszli tam w późnych latach 80. czy na początku lat 90., kiedy panowała stylistyka postmodernistyczna. Były tam więc różne zabudowy, czuć było to pokłosie lat 80., które teraz wracają. Czerpią one w jakimś sensie z różnych historii art-decowskich, są uproszczeniem pewnych form, pojawiają się zaokrąglenia, łuki, zabawa geometryczna formą to od razu było widać w tej przestrzeni. I chociaż nie zachowaliśmy zastanych elementów, udało się co nieco przemycić w nieco inny sposób, na przykład w modnych kształtach nóg stołów i elementach wsporników półek.

    Ta przestrzeń ma przepiękne proporcje, jest bardzo wysoka, człowiek czuje się w niej jak w mieszkaniu. Zwykle sklepy znajdują się w centrach handlowych i są wymyślone stricte pod handel, przez co mają zupełnie inną wyrazowość. Takiego butiku z historią nie wyobrażam sobie w innej przestrzeni niż taka jak w tym miejscu. Wchodząc do niej, człowiek przenosi się do „mieszkania babci”, gdzie czuje się zaopiekowany, ma odpowiednią przestrzeń, jest oddzielny pokój na przymierzalnię, są tam przepiękne okna, światło, jest mural. Dzięki temu odbiór całej tej przygody czy kontaktu z tą opowieścią i tym niezwykle pięknym produktem, jakim są swetry, jest na zupełnie innym poziomie.

    akcent kolorystyczny we wnętrzu jest trudny do nazwania, jest to odcień osadzony pomiędzy niebieskim a fioletem       detale wnętrza

    detale wnętrza

    fot.: Maria Miklaszewska | materiały promocyjne B Sides Handmade

     
    Ola
    : Wspomniała pani o muralu (proj.: Magdalena Łapińska-Rozenbaum) chciałabym o niego dopytać, a także o ten nietypowy odcień koloru niebieskiego, który pojawia się zarówno na muralu, jak i na kotarze w przymierzalni. Co wpłynęło na taki wybór kolorów i dobór artystki, z którą pani współpracowała?

    Zofia: Za dobór artystki odpowiada inwestorka Basia, myśmy tylko rozmawiały o tym, co się powinno na nim pojawić. Były rozmaite pomysły, od tradycyjnych po abstrakcję. Twórczość Magdy jest bardzo emocjonalna, intuicyjna, ma w sobie wiele dekoracyjności, wydaje mi się więc, że był to bardzo trafiony wybór. Natomiast jeśli chodzi o kolor to nie jest niebieski! [śmiech] To jest bardzo wysublimowany odcień, którego absolutnie nie nazwałabym niebieskim, ale też trudno go zdefiniować, jest to fiolet, ale usytuowany gdzieś pomiędzy niebieskim a fioletem… trzeba go zobaczyć na żywo. Do jego wyboru zainspirowały mnie dwie rzeczy po pierwsze miałam kiedyś w tym kolorze genialną kieckę mojej mamy, a po drugie zwrócił on moją uwagę, kiedy dobierałam tkaninę do kotar postawiłam na zamsz z Dekomy. Ten kolor jest bardzo trudny do sfotografowania, do nazwania, mało jest rzeczy w tym kolorze. Jest tak nietypowy i wysublimowany, że od razu wpadł mi w oko, wydawało mi się też, że ta historia zasługuje na coś równie wyjątkowego.

    autorką muralu jest Magdalena Łapińska-Rozenbaum

    autorką muralu jest Magdalena Łapińska-Rozenbaum

    fot.: Maria Miklaszewska | materiały promocyjne B Sides Handmade

     
    Ola
    : Nie da się go opisać słowami!

    Zofia: W pewnym sensie tak. Tak jak zresztą tę relację babci z wnuczką można ją nazwać miłością, ale też poeci różnie opisują to, czym jest miłość, malarze malują, muzycy komponują piękne utwory, natomiast ciężko jest to ująć w jednym słowie, trzeba po prostu tego doświadczać posłuchać pięknej muzyki, przeczytać piękną poezję, pójść do  mam nadzieję pięknego butiku B Sides, założyć ładny sweter, posłuchać historii opowiadanej przez pracującą tam Basię. To jest doświadczenie pozakonsumpcyjne.

     
    Ola
    : Co prawda nie trafiłam z kolorem, ale chyba dość dobrze zidentyfikowałam elementy wyposażenia postawiła pani głównie na zaoblone meble i dodatki, jak wiklinowy fotel Carla Öjerstama dla IKEA, modne ostatnio krzesła The Good Living czy kolorowy wazon UAUPROJECT. Co wpłynęło na taki ich dobór i zestawienie?

    Zofia: Główne pomieszczenie ma nieregularny kształt, z jednej strony jest bardzo długi łuk, który jest zrobiony pod zlokalizowane tam okno. Skłoniło mnie to do tego, żeby każdy umieszczony we wnętrzu przedmiot był rodzajem obiektu-rzeźby. Meble nie mają przodu i tyłu, nie są też zbyt kanciaste, wręcz przeciwnie ułatwiają ruch wokół nich, tworzą rodzaj wysp, wokół każdego z tych przedmiotów możemy swobodnie przejść. Na przykład fotel The Good Living jest rodzajem takiej „piguły”, można skierować na niego wzrok, zrobić zdjęcie i uznać, że jest to pewnego rodzaju rzeźba, a my jesteśmy w galerii różnych obiektów. Podobnie stół o eliptycznym kształcie z dosyć przysadzistymi nogami, on też jest obiektem na granicy bycia meblem i rzeźbą.

    kolorowy wazon UAUPROJECT       fotel The Good Living

    kolorowy wazon UAUPROJECT i fotel The Good Living

    fot.: Maria Miklaszewska | materiały promocyjne B Sides Handmade

    Długo znam się z właścicielami firmy UAU, oni też studiowali wzornictwo przemysłowe, potem śledziłam, co robią. Spotykamy się też prywatnie na koncertach naszych dzieci, bo chodzą do tej samej szkoły ich córka gra na perkusji, a mój syn na fortepianie. Bardzo podoba mi się to story UAUPROJECT zatrudnili maszyny do produkcji ich wyrobów i robią to w sposób bardzo wrażliwy, finezyjny i piękny. Podoba mi się to starcie współczesności i rzemiosła, tradycji. Wydaje mi się, że tradycja bardzo tego potrzebuje, żeby gdzieś wpuścić tę nutkę zamieszania związanego ze współczesnością, nowymi technologiami, trochę innym podejściem do dekoracyjności, do proporcji, do koloru. Wszystkie wazony UAU są niezwykle barwne i w ciekawy sposób wykorzystują możliwości kolorystyczne samego materiału. Z kolei z Moniką Szycą z The Good Living poznałyśmy się przy okazji Salonu Warszawskiego. Było to wydarzenie, które organizowałam z Przemkiem Cepakiem, z Lexavalą w zeszłym roku we wrześniu zrobiliśmy alternatywę, czy też uzupełnienie dla targów Warsaw Home. Chcieliśmy pokazać nasze rzeczy, ale „nie chciało nam się” jechać do Nadarzyna, więc postanowiliśmy zrobić swoje miniwydarzenie w starej kamienicy w Śródmieściu, w pracowni Zosi Wyganowskiej. Wtedy poznałam się z Moniką i „zatrybiło”. Bardzo mi się podoba jej wyobraźnia, jej poczucie tego, co teraz jest w trednach. Lubię jej meble, ale też jej historię ona nie studiowała wzornictwa, ale ma możliwości, aby tworzyć meble i to robi.

     
    Ola
    : Współcześnie instafriendly wnętrze jest częścią działań marketingowych wielu marek czy pani, projektując, bierze ten element pod uwagę? Jakie rozwiązania pani zdaniem czynią wnętrza fotogenicznymi? Czy w tym butiku zastosowała pani jakieś triki?

    Zofia: Dla mnie instagramowość jest tym, że człowiek po prostu dobrze czuje się w danym wnętrzu, że coś się w nim dzieje, że wykorzystane są w nim takie zabiegi, które zwracają uwagę, są nietypowe. Może to być użycie jakiejś formy, kształtu, tekstury. Tak naprawdę to składa się na projektowanie, czyli dobieranie form w przestrzeni. Nazywamy to instagramowością, bo jest to narzędzie, które współcześnie wykorzystujemy, ale tak naprawdę chodzi o pewien walor projektowy, który powinien się bronić zarówno w realu, jak i na zdjęciu. W tym wnętrzu przepiękne zdjęcia zrobiła Marysia Miklaszewska, a to wymaga dobrania odpowiedniego kąta wykonywanego zdjęcia, światła, zauważenia pewnych detali, które może mogą umknąć podczas wizyty w danej przestrzeni. Istotnym elementem jest to, co prezentujemy we wnętrzu i czasem po prostu nie do końca zwracamy uwagę na samą przestrzeń. Kiedyś słyszałam ciekawą opinię na temat muzyki do filmów że najlepsza jest wtedy, gdy jej nie słyszymy, bo staje się rodzajem tła. Tutaj ciężko tak o tym powiedzieć, bo przestrzeń jest bardzo charakterystyczna, ale tak też powinno działać wnętrze butiku, ono ma prezentować produkty i opowiadać ich historię. Rolą fotografa jest pokazanie relacji tych dwóch wartości.

    Ola: Dziękuję za rozmowę.

     
    rozmawiała: Ola Kloc

    Głos został już oddany

    DACHRYNNA: zintegrowany system dachowy 2w1 (Dach + Rynna)
    SPACE Designer
    INSPIRACJE