Czym właściwie jest cyrkularność i jak wprowadzić ją do planowania miast? O dobrych praktykach związanych z Gospodarką Obiegu Zamkniętego na konkretnym przykładzie — konkursowej propozycji dla Punktu Selektywnego Zbierania Odpadów Komunalnych i Ośrodka Edukacji Ekologicznej przy ulicy Łysakowskiej na warszawskim Wawrze rozmawiamy ze zdobywcami trzeciej nagrody — Agatą Misiejuk-Wąsowską, Edytą Skibą, Michałem Kołodziejem i Agnieszką Jurczak-Machcewicz.
Ola Kloc: Coraz częściej posługujemy się skrótem GOZ, ale myślę, że dla wielu osób jest to wciąż dość enigmatyczne hasło.
Edyta Skiba: Mam pewien problem ze skrótem GOZ, czyli Gospodarka Obiegu Zamkniętego, który jest mało intuicyjny. Potrzebujemy bardziej przystępnej nazwy. Sama chętniej posługuje się słowem „cyrkularność”. Choć to kalka językowa z angielskiej circular economy, to dobrze oddaje istotę procesu, w którym najważniejsze są zasady, na podstawie których podejmowane są decyzje.
Cyrkularność bazuje na racjonalnym gospodarowaniu zasobami w całym cyklu życia projektu. Wymaga uwzględnienia globalnego przepływu materiałów oraz społecznych i ekologicznych kosztów ich pozyskiwania. W projektowaniu prowadzi to do holistycznego myślenia: budynek przestaje być autonomicznym obiektem, a zaczyna wynikać z szeroko rozumianego kontekstu. To bardzo ważne, ponieważ powierzchowne zrozumienie idei może przynieść odwrotny do zamierzonego skutek — ograniczamy konsumpcję w jednym miejscu, a zwiększamy w drugim. Może to budzić nieufność wobec samej idei. Dlatego cyrkularność wymaga w pierwszej kolejności zrozumienia mechanizmów, a następnie dobrania odpowiednich narzędzi.
hale PSZOK, widok od strony ulicy Łysakowskiej — projekt: Agnieszka Jurczak-Machcewicz, Agata Misiejuk-Wąsowska, Edyta Skiba, Michał Kołodziej [architektura i urbanistyka], Justyna Dziedziejko, Magdalena Wnęk, Aneta Justyńska [architektura krajobrazu], Kamil Ziółkowski [wizualizacja], Aleksandra Milanowska [rozwiązania proekologiczne], Łukasz Brycki [kosztorys], Adam Grabowski [konstrukcja], Ireneusz Kopczyński [ochrona ppoż], Piotr Raszewski [instalacje sanitarne], Elżbieta Skiba [procesy fitoremediacji], Wojciech Sobolewski [układ drogowy], Bogusław Wicik [technologia]
© Autorzy projektu
Ola Kloc: Skąd to zainteresowanie ekonomią cyrkularną?
Edyta Skiba: Nie zainteresowałam się nią dlatego, że stała się modnym hasłem. Przeciwnie — zobaczyłam w niej możliwość powrotu do projektowania trwałych obiektów, wrastających w krajobraz, zgodnie z logiką lokalnych materiałów. Od wielu lat bliskie mi było kontekstualne projektowanie, wykorzystanie biomateriałów i myślenie o architekturze poprzez zmysłowe doświadczenie. Cyrkularność przywraca znaczenie rzemiosła, wiedzy przekazywanej z pokolenia na pokolenie i ludzkiej kreatywności — wartości inspirujących mnie, chociażby w architekturze Alvara Aalto. Obecnie w ramach doktoratu realizowanego na Politechnice Łódzkiej analizuję możliwość przeniesienia tego podejścia do zarządzania obszarami międzymieścia. Podjęta przeze mnie współpraca badawcza z Uniwersytetem Technicznym w Delft oraz filią MIT Senseable City Lab w Amsterdamie pokazuje mi jednocześnie, jak duży potencjał tkwi w łączeniu pracy urzędów i środowiska naukowego. Traktuję cyrkularność jako odpowiedź na znacznie szersze wyzwanie. Dążenie do permanentnego wzrostu może być zgubne w skutkach dla planety, a tym samym dla ludzkości. Wdrażanie nowego modelu ekonomicznego na szczeblu Unii Europejskiej, zachęca architekturę i urbanistykę do szukania alternatywnych dróg rozwoju. Dodatkowo, globalne konflikty — również te wokół wyczerpujących się zasobów nieodnawialnych, sprawiają, że jest to nowa rzeczywistość, a nie przyszłość.
Agata Misiejuk-Wąsowska: Od początku praktyki zawodowej, zarówno w architekturze, jak i urbanistyce, miałam poczucie, że coraz sprawniej mierzymy pojedyncze parametry budynku, ale znacznie gorzej oceniamy pełne konsekwencje decyzji projektowych. Potrafimy policzyć koszt, powierzchnię czy zużycie energii, natomiast rzadziej pytamy, gdzie właściwie przebiega granica takiego rachunku. Rozwiązanie określane jako „zielone” może przestać nim być po uwzględnieniu produkcji, transportu, trwałości czy możliwości ponownego użycia. Łatwo więc poprawić jeden wskaźnik, przenosząc obciążenie na inny etap cyklu życia. Podobnie ekonomia procesu inwestycyjnego słabo uwzględnia utratę istniejących relacji społecznych czy sposobów użytkowania miejsca. Cyrkularność jest dla mnie interesująca właśnie dlatego, że poszerza tę perspektywę i zmienia kolejność pytań. Zanim zdecydujemy, jak i z czego budować, powinniśmy sprawdzić, czego nie trzeba budować, co można zachować, przekształcić lub wykorzystać ponownie. Przeanalizowanie istniejących zasobów społecznych, relacji i interakcji międzyludzkich pozwala te relacje w projektowaniu wzmacniać, a nie zaburzać. Dla mnie cyrkularność to narzędzie do etycznego projektowania — także dlatego, że każe myśleć o konsekwencjach naszych decyzji dla przyszłych użytkowników. Budynek projektujemy na dziesięciolecia, a wiele decyzji wynika z budżetu i potrzeb kilku najbliższych lat. Nie chodzi więc o przewidywanie przyszłości, lecz o unikanie projektowego lock-in, czyli sytuacji, w której dzisiejsze decyzje niepotrzebnie zamykają możliwość późniejszej adaptacji.
widok ze strefy czwartej przyrody na część edukacyjną i ponownego użycia — projekt: Agnieszka Jurczak-Machcewicz, Agata Misiejuk-Wąsowska, Edyta Skiba, Michał Kołodziej [architektura i urbanistyka], Justyna Dziedziejko, Magdalena Wnęk, Aneta Justyńska [architektura krajobrazu], Kamil Ziółkowski [wizualizacja], Aleksandra Milanowska [rozwiązania proekologiczne], Łukasz Brycki [kosztorys], Adam Grabowski [konstrukcja], Ireneusz Kopczyński [ochrona ppoż], Piotr Raszewski [instalacje sanitarne], Elżbieta Skiba [procesy fitoremediacji], Wojciech Sobolewski [układ drogowy], Bogusław Wicik [technologia]
© Autorzy projektu
Agnieszka Jurczak-Machcewicz: W kontekście cyrkularności najbardziej interesuje mnie to, jak możemy wykorzystywać w budownictwie materiały naturalne, pochodzące z recyklingu albo takie, które w przyszłości można ponownie wykorzystać. Śledzę realizacje, w których stosuje się na przykład bloczki konopne, sprasowaną słomę czy spienione szkło wykorzystywane w fundamentowaniu. Interesują mnie również konstrukcje drewniane i rozwój ich prefabrykacji. W Polsce są to wciąż materiały dość niszowe, a samo słowo „prefabrykacja” nadal często ma nie najlepsze konotacje, kojarząc się z masowym budownictwem z poprzednich dekad. Tymczasem współczesna prefabrykacja może oznaczać zupełnie inną jakość — precyzję, ograniczenie ilości odpadów, efektywniejsze wykorzystanie materiałów. Myślę, że właśnie tutaj jest duże pole do działania dla architektów: nie tylko korzystać z nowych technologii i materiałów, ale też zmieniać sposób, w jaki o nich myślimy i jak są postrzegane.
Ola Kloc: Jak wprowadzać tę cyrkularność w urbanistyce, w planowaniu miast?
Edyta Skiba: Na poziomie zarządzania miastem cyrkularność staje się bardziej złożonym zagadnieniem niż w przypadku pojedynczego obiektu, ponieważ forma urbanistyczna wynika ze strategicznych decyzji politycznych i inwestycyjnych, z kultury i tradycji miejsca, ale także z jego fizycznych uwarunkowań: układu geologicznego gleb, roślinności, rzeźby terenu oraz klimatu. Wszystko to tworzy unikalne i wartościowe zasoby — zarówno w skali regionu, jak i pojedynczej działki. To właśnie zmiana sposobu myślenia wydaje mi się jednym z najważniejszych elementów miasta GOZ. W wielu miastach pierwszym etapem transformacji jest tworzenie strategii pozwalających śledzić obieg materiałów, w tym tych „z drugiej ręki”. Promowane jest także odzyskiwanie i ponowne zastosowanie przydatnych zasobów traktowanych do tej pory jako odpad lub wprowadzanie rozwiązań z materiałów pochodzenia organicznego. W skali urbanistycznej należy jeszcze stworzyć przestrzenną, społeczną i logistyczną strukturę, która umożliwi ten obieg materii.
Michał Kołodziej: W Warszawie możemy już obserwować procesy, które dobrze pokazują, jak trudne jest wprowadzanie cyrkularności w praktyce. Przykładem są istniejące biurowce, które wraz ze zmianami na rynku nieruchomości tracą swoją pierwotną funkcję. W wielu przypadkach najbardziej oczywistym scenariuszem jest ich wyburzenie i zastąpienie nową inwestycją. To pokazuje, że wciąż myślimy o mieście w kategoriach linearnego cyklu: wybudować, użytkować, a następnie wyburzyć i zastąpić nowym obiektem. Wiele budynków nie było projektowanych z myślą o tym, że w przyszłości mogą zmienić swoją funkcję. Nie przewidziano scenariusza, w którym istniejąca konstrukcja, infrastruktura czy materiały mogłyby zostać wykorzystane ponownie. Tymczasem jednym z podstawowych założeń architektury cyrkularnej powinna być możliwość adaptacji budynków do zmieniających się potrzeb miasta.
Ola Kloc: Jak to wygląda w praktyce?
Edyta Skiba: Wraz z rozwojem idei cyrkularności zaczynamy dostrzegać jej wymiar przestrzenny. Tworzone są rozbudowane strategie, uruchamiane są różne projekty pilotażowe takie jak budowanie sieci połączeń między rolnikami a lokalnymi sklepami lub start-upami produkującymi organiczne materiały budowlane, realizowanie obiektów ponownie wprowadzających do użytku stare, ale nadal sprawne okna, drewno lub elementy stalowe czy też promowanie tzw. repair-cafe, miejsc, w których można naprawić domowe sprzęty. Amsterdam jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych laboratoriów takich działań. Jednak ciekawszy z punktu widzenia urbanistyki jest dla mnie Rotterdam, ponieważ jest jednym z nielicznych miast, które dostrzega zależność między strategią cyrkularną a przestrzenią miasta.
Ułatwienie obiegu materiałów wymaga wyznaczenia punktów składowania, odbierania, katalogowania i przetwarzania. Muszą być one odpowiednio duże — czasami mamy do czynienia z meblami, z dużą ilością ubrań, książek, farb, ale też łatwo dostępne dla mieszkańców. Oznacza to, że obieg materiałów staje się zagadnieniem z zakresu planowania przestrzennego. Podobnie dzieje się z zasobami naturalnymi. Rotterdam wykorzystuje rozwiązanie oparte na japońskim systemie Bokashi pozwalające na kompostowanie zieleni zebranej z przestrzeni publicznych, na przykład liści jesienią. Zbudowana dzięki temu materia organiczna wykorzystywana jest do poprawy jakości gleby w mieście. Takie rozwiązania również potrzebują odpowiedniej przestrzeni, a jednocześnie prawdopodobnie, ze względu na zapachy i inne uciążliwości, nie mogą być zlokalizowane tuż przy domach mieszkalnych. Przykłady te pokazują, że miasta cyrkularnego nie da się stworzyć tylko poprzez katalog dobrych praktyk. Potrzebna jest przestrzeń dla nowych obiegów i zrozumienie ich powiązań społecznych, ekonomicznych i środowiskowych.
widok na plac sąsiedzki — projekt: Agnieszka Jurczak-Machcewicz, Agata Misiejuk-Wąsowska, Edyta Skiba, Michał Kołodziej [architektura i urbanistyka], Justyna Dziedziejko, Magdalena Wnęk, Aneta Justyńska [architektura krajobrazu], Kamil Ziółkowski [wizualizacja], Aleksandra Milanowska [rozwiązania proekologiczne], Łukasz Brycki [kosztorys], Adam Grabowski [konstrukcja], Ireneusz Kopczyński [ochrona ppoż], Piotr Raszewski [instalacje sanitarne], Elżbieta Skiba [procesy fitoremediacji], Wojciech Sobolewski [układ drogowy], Bogusław Wicik [technologia]
© Autorzy projektu
Ola Kloc: W Polsce Punkty Selektywnej Zbiórki Odpadów Komunalnych (PSZOK) zwykle lokalizowane są w peryferyjnych częściach miasta, co dla osób bez samochodu jest sporym wyzwaniem i może przekładać się na niewłaściwą segregację problematycznych odpadów. W jakim miejscu jesteśmy dzisiaj, jeżeli chodzi o cyrkularność?
Edyta Skiba: Nie startujemy od zera — mamy wiele rozwiązań, które, choć są niedoceniane, mają silny potencjał bycia cyrkularnymi. Problem polega raczej na tym, że często nie potrafimy jeszcze dostrzec ich wartości. Przykładem może być Łódź, miasto w pewnym sensie ukształtowane przez ekonomię niedoborów, które ze względu na swoją historię, dekady bezrobocia i postindustrialny charakter wytworzyło wiele lokalnych mechanizmów ponownego użycia zasobów. W wielu jej dzielnicach można napotkać drobne punkty napraw, wypożyczalnie, second-handy. Obecność takich usług bywa postrzegana jako dowód słabości ekonomicznej, podczas gdy z perspektywy GOZ tworzą wartościową lokalną infrastrukturę. Po co kupować wiertarkę czy szlifierkę, żeby odnowić mebel kupiony na OLX-ie, skoro można wypożyczyć? Funkcjonowanie takich punktów w Amsterdamie jest przywracane poprzez zaplanowaną strategię miasta — posiadacze karty Stadpass mogą korzystać z 40 procentowej zniżki na naprawy, na przykład krawieckie. W Polsce sporo dzieje się w dziedzinie rewitalizacji — nadawaniu budynkom nowego życia oraz renaturyzacji. Nadal jednak, jeśli nie mamy do czynienia z zabytkiem lub kluczową dla regionu atrakcją turystyczną, to o zachowaniu zadecydują koszty adaptacji. Coraz lepiej szacujemy LCA, czyli środowiskową ocenę cyklu życia, natomiast znacznie trudniej jest nam wycenić tzw. szarą energię pochodzącą z już wbudowanych w obiekt elementów. Bardzo dobrze problem ten opisał Filip Springer w „Szarej Godzinie” między innymi na przykładzie przebudowy szpitala w Starachowicach. Być może jednym z ważniejszych kroków dla wdrożenia cyrkularności w Polsce jest nie tylko wprowadzanie nowych praktyk, ale także zauważanie i docenienie już posiadanych zasobów.
Agnieszka Jurczak-Machcewicz: Pojawiają się miejskie strategie. W Warszawie, w większości dzielnic funkcjonują „Dzielnie”, miejsca, w których mieszkańcy mogą naprawiać lub oddawać rzeczy do wzięcia za darmo. W wyznaczonych godzinach w warsztatach można tam spotkać „złotą rączkę”, czyli osobę, która pomoże w naprawie. Obserwując „Dzielnię” na Pradze Południe, widzę, że to miejsce działa.
Ola Kloc: Coraz częściej pojawiają się też lodówki, w których można zostawiać jedzenie, cyrkularne sklepy. Myślę, że wciąż też żywy jest model wychowania, w którym nie chcemy marnować, czego ikonicznym już przykładem są pudełka po lodach, w których nasze babcie przechowują w zamrażarce pokrojony koperek. Czy ubranie tego w systemowe ramy nie sprawi jednak, że będziemy się buntować przeciwko odgórnie narzuconym zasadom i ograniczeniom?
Agata Misiejuk-Wąsowska: Myślę, że ten przykład z pudełkiem po lodach jest ciekawy, bo pokazuje, że część zachowań, które dziś nazwalibyśmy cyrkularnymi, funkcjonowała dużo wcześniej i nie wynikały one z regulacji. I chyba nie chodzi o to, żeby te oddolne praktyki zastąpić skomplikowanym systemem zasad. Z drugiej strony same indywidualne wybory konsumenckie nie wystarczą, żeby zmienić sposób funkcjonowania gospodarki. Wprowadzanie cyrkularności powinno odbywać się w kilku wymiarach, zarówno w skali makro, jak i mikro.
Ciekawym przykładem kodyfikacji są cyfrowe paszporty produktów wprowadzane przez Unię Europejską. Pozwolą konsumentom i architektom na świadomy wybór produktów, dla których informacje dotyczące potencjału dalszego obiegu, będą opisane w sposób ustandaryzowany i porównywalny. Jednocześnie bez odpowiedniego podejścia i edukacji te działania mogą faktycznie zostać odebrane jako kolejny „bat na społeczeństwo”. Dlatego ważne jest chyba połączenie obu kierunków: wykorzystanie istniejących już społecznych wzorców niezgody na marnowanie i jednoczesne stworzenie takich ram, które pozwolą przenieść je z poziomu pojedynczych wyborów na większą skalę. I podobnie jest w architekturze. Cyrkularność to nie jest kolejny trend w architekturze czy jakaś estetyka, ale zmiana sposobu myślenia, poprzez wprowadzanie materiałów z odzysku i projektowanie z myślą o przyszłej adaptacji lub demontażu.
widok na budynki edukacyjne od strony trasy Otwockiej — projekt: Agnieszka Jurczak-Machcewicz, Agata Misiejuk-Wąsowska, Edyta Skiba, Michał Kołodziej [architektura i urbanistyka], Justyna Dziedziejko, Magdalena Wnęk, Aneta Justyńska [architektura krajobrazu], Kamil Ziółkowski [wizualizacja], Aleksandra Milanowska [rozwiązania proekologiczne], Łukasz Brycki [kosztorys], Adam Grabowski [konstrukcja], Ireneusz Kopczyński [ochrona ppoż], Piotr Raszewski [instalacje sanitarne], Elżbieta Skiba [procesy fitoremediacji], Wojciech Sobolewski [układ drogowy], Bogusław Wicik [technologia]
© Autorzy projektu
Ola Kloc: Żeby jednak ponowne korzystanie z materiałów budowlanych mogło stać się modne, potrzebujemy chyba zmian na gruncie prawnym.
Edyta Skiba: Zdecydowanie. Obieg materiałów z drugiej ręki w budownictwie istnieje, ale głównie w indywidualnych projektach wnętrz, gdzie odpowiedzialność za zastosowanie materiałów bez atestu lub po okresie gwarancji spoczywa na właścicielu lokalu. W budynkach, na przykład użyteczności publicznej, takie podejście jest obecnie wręcz niemożliwe, gdyż wymaga jednostkowego dopuszczenia materiału wprowadzanego ponownego do użycia, co generuje duże koszty, ale i przenosi ryzyka na projektanta, zatwierdzającego takie dopuszczenie. Paszporty materiałów będą pomocne, pytanie jednak, co zrobić z tymi materiałami, które już zostały wprowadzone do obiegu? Mam tutaj na myśli głównie obiekty, które powstały w latach 70., 80., 90. i dwutysięcznych. W Warszawie burzone są biurowce, ponieważ na przykład wysokości kondygnacji nie pozwalają na wprowadzenie bardziej nowoczesnych systemów wentylacji, bryła zaproponowana kilka dekad temu nie jest wystarczająco atrakcyjna lub zmienia się lokalizacja samego centrum biznesowego. Pilnie zatem potrzebujemy prostszych narzędzi prawnych oraz ekonomicznych zwiększających konkurencyjność istniejących, sprawnych technicznie budynków. Tę tematykę porusza w swoich działaniach zespół House Europe, promujący właśnie różne ulgi podatkowe.
Wróćmy jeszcze na chwilę do skali urbanistycznej, obecnie polskie miasta wdrażają plany ogólne definiujące strefy funkcjonalne oraz obszary uzupełnienia zabudowy. To wyjątkowy moment, żeby wykorzystać cyrkularność jako narzędzie ograniczenia suburbanizacji. Zawężanie obszaru zabudowy w planach ogólnych mogłoby spowodować, że pustostany lub nieużytkowane od lat tereny staną się bardziej konkurencyjne niż budowanie nowych osiedli na przedmieściach. Pozwoliłoby to także chronić przed zabudową inne nieodnawialne zasoby, takie jak wysokiej jakości grunty rolne.
Agata Misiejuk-Wąsowska: Jeżeli ponowne użycie materiałów ma wyjść poza pojedyncze eksperymentalne realizacje, potrzebujemy sprawnego mechanizmu pozwalającego taki element ponownie bezpiecznie wprowadzić do obiegu. Jednak cyrkularności nie warto mierzyć procentem odzyskanej masy, ważne jest, na jakim poziomie udaje się zachować wartość tego, co już zostało wytworzone lub jest istniejące.
Ola Kloc: Jakie jeszcze są drogi do cyrkularności na większą skalę?
Agata Misiejuk-Wąsowska: Chociażby takie projektowanie, żeby budynki były adaptowalne, czyli zastanowienie się, jak ich struktura i użytkowanie będą się zmieniały w czasie i odpowiednia odpowiedź na to pytanie w projekcie. Ważne jest rozdzielenie warstw budynku o różnym czasie życia. Konstrukcja powinna móc trwać znacznie dłużej niż instalacje czy wykończenie, a ich wymiana nie powinna wymagać niszczenia trwalszych elementów. Adaptowalność nie oznacza jednak przewymiarowania wszystkiego na zapas. Chodzi raczej o pozostawienie rezerwy tam, gdzie późniejsza ingerencja byłaby szczególnie trudna. Takie podejście może też wpłynąć na to, że te budynki, na przykład biurowe, będą tańsze dla inwestorów w skali całego użytkowania.
Kolejną rzeczą są zamówienia publiczne. Jeżeli obecnie w przetargach głównym problemem jest dominacja kosztu inwestycji nad myśleniem w kategoriach kosztu całego życia inwestycji, to wiadomo, że GOZ będzie dodatkiem, który odpadnie przy pierwszej optymalizacji. Jeżeli zamówienia publiczne będą promowały adaptowalność, demontowalność produktu, udział materiałów z odzysku czy niski ślad węglowy, wtedy jest większa szansa, że ta cyrkularność faktycznie będzie działała. Tu oczywiście jest problem rozdzielenia kosztu i korzyści w czasie. Inwestor ponosi dziś koszt zaprojektowania budynku do przyszłej adaptacji czy demontażu, natomiast korzyść może uzyskać kolejny właściciel za kilkadziesiąt lat. Dopóki nie potrafimy uwzględniać wartości rezydualnej konstrukcji i komponentów, rynek będzie naturalnie premiował rozwiązanie tańsze na początku.
Ważnym obszarem jest też planowanie przestrzenne, bo Gospodarka Obiegu Zamkniętego potrzebuje miejsca w mieście, a jej bliskość dla mieszkańców stanowi walor edukacyjny, co uzupełnia część społeczną GOZ. Trzeba pamiętać, że stosowanie tych rozwiązań jest koniecznością, chociażby ze względu na to, jak dużo odpadów generuje budownictwo. Budynki odpowiadają za około 40 procent zużycia energii w Unii Europejskiej, a około 1/3 odpadów to odpady budowlane, czy z rozbiórek, więc — co widać w prawodawstwie Unii Europejskiej — te rozwiązania są i będą wprowadzane. Produkty, które w budownictwie generują największy ślad węglowy, między innymi stal i aluminium, już w 2030 roku mają być w użyciu z paszportami cyfrowymi.
Ola Kloc: Wciąż mówimy o nowych obiektach, a jak poradzić sobie z istniejącą tkanką?
Agata Misiejuk-Wąsowska: I właśnie to jest świetne pole do wprowadzania cyrkularności. Polska „stoi” wielką płytą. Około jedną czwartą zasobu mieszkaniowego naszego kraju stanowią mieszkania w wielkiej płycie. Od lat trwa dyskusja o ich trwałości i o tym, co właściwie powinniśmy z nimi zrobić. Bardzo dobrym przykładem odpowiedzi na te zagadnienia jest modernizacja bloków Grand Parc w Bordeaux [proj.: Lacaton & Vassal — przyp. red.] pokazuje, że adaptacja tego typu budynków nie tylko jest możliwa, ale przede wszystkim uzasadniona ekonomicznie i środowiskowo. Koszt modernizacji wyniósł jedną trzecią kosztu wyburzenia i zbudowania takiej samej a nowej inwestycji. Ciekawe jest to, że ta oszczędność nie wynikała z obniżenia standardu, ale właśnie potraktowania istniejącej tkanki, konstrukcji jako zasobu i ograniczenia zmian do istotnie koniecznych. I to jest dla mnie szczególnie istotne: cyrkularność nie musi oznaczać architektury kompromisu ani estetyki niedoboru, tutaj ograniczenie zużycia materiałów nie odbyło się kosztem jakości architektury, a stało się źródłem jej jakości.
Edyta Skiba: W przypadku istniejącej przestrzeni pierwsze pytanie nie powinno brzmieć, „co możemy zbudować od nowa?”, ale „co rzeczywiście wymaga zmiany?”. Po latach „rewitalizacji” placów, w których zieleń i tereny nieutwardzone były zastępowane kostką granitową albo betonową, obserwujemy dziś odwrotny proces: przywracamy drzewa, krzewy i retencję wody. Naprawiając taką przestrzeń, warto przeanalizować, co zrobić z usuwanym materiałem. Jeśli usuwany bruk jest nadal w dobrym stanie, to może warto wykorzystać go do aranżacji innej ulicy, wzorem jednego z podłódzkich miasteczek? Nie możemy ograniczać się do samego bilansu materiałów budowlanych. Równie istotne jest analizowanie zasobów biologicznych: pochodzenia drzew i krzewów, różnorodności ich materiału genetycznego, funkcji, jakie mają pełnić, i ekosystemu, jaki mają tworzyć. Samo stwierdzenie, że jesteśmy cyrkularni, bo posadziliśmy piętnaście drzew czy odkryliśmy część placu i przywróciliśmy na nim zieleń, jest obecnie niewystarczające. Potrzebujemy dokładniejszego zrozumienia długofalowych konsekwencji podejmowanych decyzji. Interesująca jest sprzeczność współczesnego budownictwa dążącego do długoletnich gwarancji dla krótko użytkowanych obiektów i znormalizowanych parametrów pomieszczeń i przestrzeni, a jednocześnie tęskniącego za tymi, które zostały zbudowane z „zawodnych” materiałów, bez gwarancji i certyfikatów.
Ola Kloc: Trudno się dziwić, biorąc pod uwagę odpowiedzialność, jaka leży na architektach.
Agnieszka Jurczak-Machcewicz: Dobrym przykładem jest kostka brukowa, o której wspomniała Edyta. Nawet takie małe działania miasta, małe decyzje, mogą mieć duży walor edukacyjny, jeżeli pojawią się w świadomości mieszkańców. Pokazują, że miasto dobrze wykorzystuje środki. Podobnie jest z architekturą, gdyby tak spektakularne inwestycje, jak wspomniany już Grand Parc, czy De Voortuinen w Amsterdamie, pojawiały się w naszej przestrzeni miejskiej, pokazałyby, że budynek też można wykorzystać ponownie. To otwiera wyobraźnię, pokazuje, że budynek, który na pierwszy rzut oka nie ma potencjału, może zostać zmodernizowany i „ponownie użyty” dostosowując się do obecnych potrzeb. Liczę, że obserwowanie takich inwestycji w dużej skali, może mieć wpływ na prywatnie mniejsze decyzje, na przykład w kontekście domku na działce.
Ola Kloc: Jakie cyrkularne rozwiązania zostały przez Was zaproponowane w konkursowym projekcie PSZOK-u i Ośrodka Edukacji Ekologicznej przy ulicy Łysakowskiej w Warszawie (propozycja zgłoszona przez zespół w składzie: Agnieszka Jurczak-Machcewicz, Agata Misiejuk-Wąsowska, Edyta Skiba, Michał Kołodziej [architektura i urbanistyka], Justyna Dziedziejko, Magdalena Wnęk, Aneta Justyńska [architektura krajobrazu], Kamil Ziółkowski [wizualizacja], Aleksandra Milanowska [rozwiązania proekologiczne], Łukasz Brycki [kosztorys], Adam Grabowski [konstrukcja], Ireneusz Kopczyński [ochrona ppoż], Piotr Raszewski [instalacje sanitarne], Elżbieta Skiba [procesy fitoremediacji], Wojciech Sobolewski [układ drogowy], Bogusław Wicik [technologia] zdobyła III nagrodę)?
Agata Misiejuk-Wąsowska: Warunki konkursu zawierały już ambitne założenia dotyczące cyrkularności. Dla nas najciekawsze było przełożenie ich z poziomu wymagań na konkretne decyzje projektowe. Przede wszystkim jest to obiekt, który łączy funkcje techniczne z edukacyjnymi, społecznymi. Poza częścią związaną z selektywnym zbiorem odpadów pojawiły się części warsztatowe, edukacyjne czy konferencyjne, a także punkt ponownego wykorzystania rzeczy wraz z magazynem. Mieszkańcy, poza tym, że mogą oddać odpadki, mają też możliwość nadania im drugiego życia w warsztacie. W pewnym sensie próbowaliśmy też przestrzennie zaprojektować logistykę zwrotną: przedmiot nie trafia automatycznie z samochodu do kontenera. Układ funkcjonalny daje możliwość skierowania go wcześniej do magazynu, warsztatu, sklepu czy strefy redystrybucji. Sama organizacja przestrzeni wpływa więc na to, w którym momencie rzecz zostaje uznana za odpad. Wprowadziliśmy więc strefę orientacji, roboczo nazywaną „Pytajnikiem”, która miała dawać przestrzeń do zadawania pytań i kierowania ruchem. W pobliżu są tam również sklep oraz strefa redystrybucji. Chodziło o to, żeby mieszkaniec nie przyjeżdżał tam wyłącznie pozbyć się problemu, ale żeby mógł zobaczyć, że wiele rzeczy nie musi kończyć życia w momencie wyrzucenia. Ważne dla nas było, żeby rozbudować ten walor budujący świadomość o ścieżkę edukacyjną z punktami, totemami i elementami małej architektury wykonanymi z materiałów odzyskanych z terenu działki. Zaprojektowaliśmy też plac sąsiedzki, coś nietypowego dla PSZOK-u, ale dla nas kluczowego, bo jeżeli infrastruktura ekologiczna ma być częścią miasta, a nie jego zapleczem, to musi mieć wymiar publiczny i edukacyjny. Dlatego otworzyliśmy naszą zabudowę tak, żeby mieszkańcy mogli oswoić tę przestrzeń. Plac miejski flankują więc przestrzenie publiczne — kawiarnia, warsztat i sklep.
strefy użytkowania przestrzeni — projekt: Agnieszka Jurczak-Machcewicz, Agata Misiejuk-Wąsowska, Edyta Skiba, Michał Kołodziej [architektura i urbanistyka], Justyna Dziedziejko, Magdalena Wnęk, Aneta Justyńska [architektura krajobrazu], Kamil Ziółkowski [wizualizacja], Aleksandra Milanowska [rozwiązania proekologiczne], Łukasz Brycki [kosztorys], Adam Grabowski [konstrukcja], Ireneusz Kopczyński [ochrona ppoż], Piotr Raszewski [instalacje sanitarne], Elżbieta Skiba [procesy fitoremediacji], Wojciech Sobolewski [układ drogowy], Bogusław Wicik [technologia]
© Autorzy projektu
Michał Kołodziej: Oswojenie tej przestrzeni dla mieszkańców było dla nas jednym z głównych celów projektu. Idea cyrkularności jest bardzo szlachetna, ale jej realizacja staje się trudniejsza, kiedy przyjmuje formę infrastruktury, której nikt nie chce mieć „za płotem”. Podczas wizji lokalnej zobaczyliśmy banery na ogrodzeniach okolicznych domów, wyrażające sprzeciw mieszkańców wobec planowanej inwestycji. Uznaliśmy, że nie możemy tego sygnału ignorować. Przeciwnie — powinien on stać się jednym z punktów wyjścia do projektowania. Zależało nam więc na tym, żeby PSZOK nie był anonimowym zapleczem technicznym miasta, odgrodzonym od swojego otoczenia, ale żeby stał się częścią lokalnej przestrzeni publicznej. Stąd pomysł na otwarcie założenia i stworzenie placu sąsiedzkiego, który nadaje całemu miejscu inną skalę i charakter. Chcieliśmy, żeby mieszkaniec mógł tu przyjść nie tylko po to, żeby coś wyrzucić, ale również po to, żeby się spotkać, czegoś dowiedzieć, naprawić przedmiot czy znaleźć dla niego nowe zastosowanie.
Ola Kloc: Jakie materiały budowlane zostały zaproponowane w projekcie?
Agnieszka Jurczak-Machcewicz: Całość podzielona była funkcjonalnie na halę PSZOK-u i budynek Ośrodka Edukacji Ekologicznej. Uznaliśmy, że te dwie funkcję muszą być w jakiś sposób połączone, tak aby mógł zaistnieć scenariusz, w którym klient PSZOK-a już zdecydowany na wyrzucenie czegoś, jednak zmienia zdanie i w wygodny sposób przechodzi z tym przedmiotem do warsztatu, gdzie go naprawia. Jeśli chodzi o halę, użyliśmy stali. Stworzyliśmy cały system modularny hal, który w razie potrzeby będzie można później przenieść w inne miejsce i zbudować w innych konfiguracjach. To było dla nas bardzo ważne, chcieliśmy, aby ten system mógł być zrealizowany również w innych lokalizacjach, dostosowując się do uwarunkowań. Stal okazała się dobrym materiałem dla takich działań z racji na elastyczność układów konstrukcyjnych. Jeżeli chodzi o budynek ośrodka — zdecydowaliśmy się na drewno, ponieważ jest to materiał recyklingowalny i odnawialny. Zaprojektowaliśmy budynek w konstrukcji drewnianej, ze ścianami z bloczków z betonu konopnego, które charakteryzują się ujemnym śladem węglowym. Próbowaliśmy też jak najwięcej wykorzystać elementów zastanych, zasugerować użycie podkładów kolejowych w nawierzchniach.
widok z lotu ptaka — projekt: Agnieszka Jurczak-Machcewicz, Agata Misiejuk-Wąsowska, Edyta Skiba, Michał Kołodziej [architektura i urbanistyka], Justyna Dziedziejko, Magdalena Wnęk, Aneta Justyńska [architektura krajobrazu], Kamil Ziółkowski [wizualizacja], Aleksandra Milanowska [rozwiązania proekologiczne], Łukasz Brycki [kosztorys], Adam Grabowski [konstrukcja], Ireneusz Kopczyński [ochrona ppoż], Piotr Raszewski [instalacje sanitarne], Elżbieta Skiba [procesy fitoremediacji], Wojciech Sobolewski [układ drogowy], Bogusław Wicik [technologia]
© Autorzy projektu
Michał Kołodziej: Realizując ideę cyrkularności, nie chcieliśmy rezygnować z dbałości o jakość architektury i jej wyraz. Zależało nam na stworzeniu architektury silnie osadzonej w lokalnym kontekście Wawra, odwołującej się do dziedzictwa warszawskiej architektury drewnianej, a jednocześnie będącej przeciwieństwem generycznej zabudowy przedmieść.
Pod względem formy zdecydowaliśmy się na dachy spadziste, które nadają długim elewacjom rytmiczny, harmonijkowy charakter. Elewacje budynków Ośrodka Edukacji Ekologicznej zaprojektowaliśmy w technologii sidingu, wykorzystując prosty układ drewnianych listewek. Podobny motyw zastosowaliśmy w architekturze hal — tutaj listewki pełnią również funkcję podpór dla pnączy, łącząc warstwę architektoniczną z krajobrazem.
Istotnym elementem projektu jest również kolorystyka, która nie pełni wyłącznie funkcji estetycznej. Ma pomagać użytkownikom w orientacji i poruszaniu się po całym obszarze Ośrodka. Poszczególne funkcje zostały dzięki niej w jasny sposób określone: budynki OEE otrzymały kolor ceglasty, wiata „Pytajnika” — beżowy, a hale PSZOK — zielony. W ten sposób architektura staje się czytelnym narzędziem wspierającym użytkownika, a jednocześnie zachowuje spójny charakter całego założenia.
widok z lotu ptaka od strony północnej — projekt: Agnieszka Jurczak-Machcewicz, Agata Misiejuk-Wąsowska, Edyta Skiba, Michał Kołodziej [architektura i urbanistyka], Justyna Dziedziejko, Magdalena Wnęk, Aneta Justyńska [architektura krajobrazu], Kamil Ziółkowski [wizualizacja], Aleksandra Milanowska [rozwiązania proekologiczne], Łukasz Brycki [kosztorys], Adam Grabowski [konstrukcja], Ireneusz Kopczyński [ochrona ppoż], Piotr Raszewski [instalacje sanitarne], Elżbieta Skiba [procesy fitoremediacji], Wojciech Sobolewski [układ drogowy], Bogusław Wicik [technologia]
© Autorzy projektu
Edyta Skiba: Każda decyzja materiałowa wpływa na wyraz architektoniczny obiektu, ale jednocześnie ma konsekwencje środowiskowe. Konieczne było szukanie kompromisów, ponieważ nie każdy materiał i jego logika pozwalają na zastosowanie do przewidzianych w projekcie gabarytów i funkcji.
Równie ważny był dla nas kontekst społeczny. Z perspektywy całego miasta działka może być postrzegana jako miejski nieużytek, idealny dla funkcji PSZOK. Dla mieszkańców jednak jest to teren zieleni łączący się z pobliskim lasem. Konieczne więc było poszukiwanie w obrębie uwarunkowań formalnych rozwiązania przestrzennego, pozwalającego oddać część terenu mieszkańcom, a jednocześnie zniwelować różne uciążliwości związane z funkcją.
Trzecią istotną dla nas wytyczną był ekosystem. Wspólnie z zespołem topoScape — Justyną Dziedziejko, Magdaleną Wnęk oraz Anetą Justyńską, analizowaliśmy postindustrialny charakter działki zachowany w strukturze glebowej, lapidariach elementów betonowych, układzie i gatunkach zieleni. Szczególnie wartościowy okazał się południowy narożnik, gdzie w procesie samoistnej regeneracji powstał habitat czwartej przyrody. Jakość istniejącego drzewostanu i potrzeba jego ochrony stała się jednym z czynników determinującym układ przestrzenny budynków. Zaproponowaliśmy elementy naturalnej retencji wód, elementy fitoremediacji, oczyszczania wody z PSZOK-u, która często traktowana jest jako najgorszy, toksyczny odpad. Chcieliśmy, aby zagospodarowany przez nas teren był „płytą główną”, która organizuje ruch, widoki, cyrkulację i funkcjonowanie całego założenia, a jednocześnie pozwoli na adaptację lub rozbudowę terenu w oparciu o istniejący trwały „kościec” komunikacyjny. To dla mnie istotny wymiar cyrkularności: projektować zmianę w taki sposób, żeby chronić najtrwalszy element i najważniejszy zasób, jakim dysponuje miasto — jego ekosystem.
Ola Kloc: Dziękuję za rozmowę.
























