Wywiad z pierwszym Urbanistą Chorzowa — Michałem Lorbieckim, który od zeszłego roku jest jednocześnie na stanowisku dyrektora chorzowskiego Wydziału Planowania Przestrzennego i Budownictwa. W rozmowie z Martą Kulawik opowiada o plusach i minusach budowania od zera stanowiska w strukturach urzędowych, o swoim świeżym podejściu do powierzonych mu ról oraz o szansach i wyzwaniach, przed którymi stoi obecnie miasto. Na koniec zdradza swoje pomysły na Urban Lab oraz opowiada, w jaki sposób udało się do tej pory zaangażować mieszkańców do partycypacji społecznej.
Michał LORBIECKI — Urbanista, doktor ekonomii i finansów, ekspert ds. zrównoważonego rozwoju oraz certyfikowany menedżer zmiany. Obecnie Pełnomocnik Prezydenta Miasta Chorzów — Urbanista Miasta i Dyrektor Wydziału Planowania Przestrzennego i Budownictwa. Wiceprzewodniczący Komitetu ds. Nieruchomości Krajowej Izby Gospodarczej. Wcześniej, jako pełnomocnik Prezydenta Miasta Tychy, był autorem masterplanu i koordynatorem strategicznego rozwoju nowego centrum miasta. Współautor kluczowych miejskich polityk w obszarze strategii rozwoju i mobilności. Aktywnie łączy praktykę ze światem nauki. Wykładowca i współtwórca studiów podyplomowych na Politechnice Warszawskiej oraz członek Rady Programowej kierunku Gospodarka Przestrzenna na Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach. Zasiada w miejskich komisjach urbanistyczno-architektonicznych. Laureat wyróżnień, w tym nominacji do nagrody Lidera Inteligentnego Rozwoju 2024 i POP Science Śląskiego Festiwalu Nauki. Popularyzuje wiedzę o przestrzeni i mobilności w mediach społecznościowych jako @urbanomista.
Marta Kulawik: Jest Pan pierwszym Urbanistą Miasta Chorzowa i to z Pana inicjatywy powstało takie stanowisko, choć w drodze konkursu starał się Pan o objęcie posady dyrektora Wydziału Planowania Przestrzennego i Budownictwa. Ostatecznie pełni Pan obie te funkcje.
Michał Lorbiecki: Tak, pojawił się konkurs na stanowisko dyrektora chorzowskiego Wydziału Planowania Przestrzennego i Budownictwa, podczas którego należało przedstawić swoją koncepcję funkcjonowania tego wydziału. Zaproponowałem, aby dyrektor był równocześnie głównym urbanistą miasta. Chciałem być łącznikiem między planowaniem przestrzennym i inwestycjami oraz pierwszym kontaktem dla inicjatyw społecznych. Zamiast typowego urzędnika wolałem funkcję doradcy prezydenta w zakresie rozwoju przestrzennego miasta. Chciałem spinać wiele dyscyplin, bo nie możemy mówić o rozwoju przestrzennym miasta bez łączenia innych kwestii, na przykład komunikacji, mieszkalnictwa, ekologii.
Mój pomysł mocno wykraczał poza ramy wydziału. Nie chodziło mi o łącznie dwóch podstawowych odnóg tego wydziału, gdzie pierwszą jest planowanie przestrzenne związane ze sporządzaniem planów miejscowych, a drugą wydawanie decyzji o pozwoleniu na budowę.
Jako Urbanista Miasta Chorzowa pełnię podwójną funkcję. Wygrałem konkurs na dyrektora Wydziału Planowania Przestrzennego i Budownictwa w mieście — formalnie zajmuję się więc planowaniem przestrzennym oraz administracją architektoniczno-budowlaną. Jednocześnie zostałem powołany na pełnomocnika prezydenta — Urbanistę Miasta Chorzowa. To przejaw innowacyjnego myślenia o rozwoju przestrzeni miejskiej.
Wcześniej przez dziewięć lat pracowałem jako urbanista w Tychach, więc praca w samorządzie nie jest mi obca. Dzięki temu doświadczeniu mam ogląd na to, jak funkcjonują miasta, jak inni radzą sobie z rozmaitymi procesami i czego nam brakuje, zwłaszcza w obszarze planowania przestrzennego i urbanistyki.
Moim zdaniem główny urbanista powinien pełnić funkcję menedżera procesów miejskich. Nie zna się na wszystkim, musi jednak prowadzić dialog ze wszystkimi gałęziami miasta. Bardzo dużym problemem funkcjonowania urzędów jest silosowość dziedzin. Mamy wydział związany z planowaniem przestrzennym, wydział związany z inwestycjami, wydział związany z pozyskiwaniem funduszy i tak dalej. Bardzo dużo dziedzin jest po prostu rozdzielonych. Wydziały te często podlegają innym zastępcom prezydenta. Chciałbym, by myślenie było bardziej horyzontalne, żeby tę silosowość przełamać — by łączyć różne dziedziny i inicjować współpracę między wydziałami. Oczywiście w wielu urzędach to się dzieje, ale często na zasadzie koleżeńskiej: ponieważ naczelnicy wydziałów, pracownicy ze sobą współpracują, bo dobrze się znają, ale jednak każdy ma swój zakres obowiązków.
Najlepszym przykładem jest ulica. Kiedy myślimy o ulicy, to automatycznie myślimy o zarządcy dróg, więc wysyłamy temat do Miejskiego Zarządu Ulic i Mostów. Ulica to przecież nie tylko ruch samochodowy, ale też piesi i pozostali użytkownicy. Zamiast dzielić ich na kierowców, rowerzystów czy pasażerów, powinniśmy patrzeć na ulicę szerzej — dostrzegając w niej choćby miejsce na zieleń. Ulica nie musi być jedynie korytarzem transportowym. Może być tętniącą życiem przestrzenią publiczną: miejscem spotkań, gdzie można przysiąść na ławce, wypić kawę w ogródku czy wesprzeć lokalny biznes.
Ulica może pełnić bardzo dużo funkcji i spłycanie jej do zarządzania drogowego, to bardzo duży problem silosowego myślenia. W mojej koncepcji urbanisty miasta chodzi przede wszystkim o bycie łącznikiem wśród tych interdyscyplinarnych problemów urbanistycznych — zarówno pod względem przestrzeni, jak i ekonomiki miasta.
Tak się złożyło, że prezydentowi [od 2024 roku prezydentem Chorzowa jest Szymon Michałek — przyp. red.] spodobał się mój pomysł, miał też własne. On zastanawiał się nad wyodrębnionym stanowiskiem, aby dostrzegać procesy różnych dyscyplin. Ostatecznie zajmuję dwa wspomniane stanowiska.
prototypowanie urbanistyczne na Placu Matejki w Chorzowie
Ilustracje udostępnione dzięki uprzejmości Urzędu Miasta Chorzowa
Marta Kulawik: Jaki jest Pana zdaniem najlepszy model działania w obrębie tych zagadnień?
Michał Lorbiecki: Bardzo duże znaczenie ma tutaj zawsze kontekst, w jaki wprowadzimy tę funkcję. Ze względu na ustawowe wymagania, urzędy mają zazwyczaj bardzo podobne struktury, silosowe, o których wspomniałem. Zupełnie inaczej mogą one funkcjonować w mniejszych miastach niż w większych. Te struktury mogą być inaczej podzielone i również kompetencje urzędników mogą być inne i różnie mogą się odbywać te same czynności. Żeby funkcja urbanisty miasta rzeczywiście dobrze działała, jako jednostka musi mieć możliwości scalania różnych wydziałów i powoływania zespołów do wspólnej pracy. Sam, jako urbanista miasta, nie mam obecnie zespołu, który by wykonywał moje zadania. Moim zespołem są po prostu inne wydziały, a bezpośrednim przełożonym — prezydent miasta. To umiejscowienie w hierarchii i w funkcjonowaniu organizacji jest bardzo ważne.
Odmiennym, ale najbliższym mi przykładem jest urbanistka Gliwic, moja koleżanka Agata Twardoch, która jest na czele odrębnego wydziału i w pewnym sensie dodatkiem do funkcjonowania organizmu miejskiego. Jesteśmy w kontakcie i myślę, że będziemy się inspirować wzajemnie nie tylko działaniami na rzecz miasta, ale też na temat naszego funkcjonowania po prostu.
Marta Kulawik: Przeprowadziłam rozmowę z prof. Agatą Twardoch, więc czytelnicy poznają również jej punkt widzenia i ten odmienny model funkcjonowania. Łatwiej jest tworzyć stanowisko urbanisty od zera czy wolałby Pan działać według utartych wytycznych?
Michał Lorbiecki: Oczywiście tworzenie. Wypracowuję swój model funkcjonowania, który jest bardzo elastyczny. Musi taki być, bo jesteśmy w bardzo kryzysowych czasach. Nie ma jednego grzebienia, którym można czesać wszystkie problemy. Zdecydowanie nie polecałbym wdrażania dokładnie tego samego modelu działania do każdego kompleksu miejskiego.
Są plusy tego, że zaczynam z czystą kartką, ale są też minusy. Jestem nową osobą, która wprowadza jakieś zamieszanie. Nie każdemu musi się to podobać. Warto zaznaczyć, że osoba pełniąca taką funkcję jak ja niestety nigdy nie zadowoli wszystkich. To funkcja pod dużą presją różnych interesariuszy. Pozycja urbanisty nie skupia się wyłącznie na roli projektowej, wymaga sprawnego obracania się wewnątrz różnych sprzecznych z sobą interesów.
dzieci bawiące się przy Placu Matejki w Chorzowie, w miejscu zwykle zdominowanym przez samochody
Ilustracje udostępnione dzięki uprzejmości Urzędu Miasta Chorzowa
Marta Kulawik: Jest bardzo wiele miast i miasteczek w Polsce, które nie mają swojego urbanisty czy architekta miejskiego lub ich funkcja jest martwa i ogranicza się do istnienia pieczątki. Jestem ciekawa, czy ma Pan pomysł, jak sprawić, żeby takie stanowisko było ustawowo uwarunkowane?
Michał Lorbiecki: To mogłoby deprecjonować tę funkcję. Uważam, że w wielu samorządach urbanista byłby, brzydko mówiąc, pustym stołkiem stworzonym przez ustawowy przykaz. Urbaniści mogliby być przez ten przykaz wręcz ograniczeni, bo byłby wtedy narzucony jakiś zakres ich kompetencji. Dzięki temu, że jest ta elastyczność i że pomysły na takie stanowiska są różnorodne i dopasowane do kontekstów, możemy wykonywać tę pracę najlepiej jak potrafimy i tak jak się na danym obszarze sprawdza. To też kwestia wskazania sposobu, w jaki urbanista czy architekt miasta zostaje formalnie powołany, jakie będą jego uprawnienia, czy będzie mógł wydawać jakieś decyzje, albo jaki będzie miał nadzór nad pracownikami, wreszcie, jaki faktycznie będzie miał wpływ na miasto.
Marta Kulawik: Jaki może być formalny i nieformalny wpływ?
Michał Lorbiecki: Jeżeli chodzi strukturę, którą przyjęliśmy, to jako pełnomocnik prezydenta mam indywidualne pełnomocnictwo do pełnienia funkcji prezydenta w ograniczonym zakresie, czyli przede wszystkim kwestii polityki rozwoju, polityki przestrzennej, komunikacji czy mobilności. Mam nadzór nad innymi jednostkami w obrębie kwestii, które najbardziej dotyczą urbanistyki i rozwoju przestrzennego miasta. Nie ma formalnej podległości służbowej, bardzo dużą rolę odgrywa za to dyskusja nieformalna — nie tylko doradcza dla samego prezydenta czy dla innych pracowników różnych jednostek, lecz także świadomościowa i edukacyjna. Przynajmniej ja próbuję tak to tłumaczyć i tak działać. Bardzo bym chciał kształtować tę świadomość i zmieniać nie tylko urzędników, ale też mieszkańców, interesantów, restauratorów albo pracowników, którzy się do nas zwracają. Jeżeli mamy do czynienia z dekadami pogłębiającego się uzależnienia od samochodu, to trudno jest przekonać mieszkańców do zmian. To dla nas wyzwanie, musimy się też nauczyć, jak budować zaufanie do naszych pomysłów i działań. Trzeba zacząć od najdrobniejszych zmian i decyzji, na przykład czy będziemy co parę miesięcy wymieniać tysiące bratków na rondzie czy raz posadzimy wieloletnie rośliny, które będą same się utrzymywać i to nie na rondzie, tylko tam, gdzie rzeczywiście spotykają się ludzie. Chodzi o estetykę, ale także o ekosystem. Chcemy, by inwestycje w mieście powstawały nie tylko w odpowiedzi na wniosek o pozwolenie na budowę według obowiązującego planu. Na szczęście pojawiają się już inwestorzy, którzy chcą konsultować swoje pomysły. Urbanista miasta wchodzi w dialog i wspiera inwestorów w taki sposób, by nie tylko zrealizowali inwestycje z korzyścią dla miasta, ale również, by pomóc rozwiązać potencjalne problemy, z jakimi spotkałby się inwestor, gdyby nie pomyślał inaczej o swojej inwestycji. Urbanista miasta ma więc wpływ formalny i nieformalny. Jeden jest umocowaniem w strukturach urzędu, drugi przyczynia się do budowania świadomości i transformacji myślenia o mieście.
Marta Kulawik: Czasami zdarzają się kryzysy czy bodźce, które jednak narzucają rewolucję lub przyspieszają ewolucję. Takim bodźcem mógł być stan techniczny estakady nad chorzowskim rynkiem (część DK79).
Michał Lorbiecki: Może uda się doprowadzić do pewnej rewolucji w myśleniu o funkcjonowaniu mobilności w Chorzowie i w całej aglomeracji. Ale myślę, że estakada to nie jest nasz największy problem. Funkcjonujemy w kryzysowej sytuacji, a można było się do tego przygotować i zaplanować kolejne kroki. Ta sytuacja oczywiście bardzo źle odbija się zarówno na funkcjonowaniu miasta, jak i aglomeracji, której jesteśmy ważną częścią. Ten kryzys, jak każdy inny, jest nie tylko wyzwaniem do przezwyciężenia, ale może też być szansą na innowacje i mądre zmiany.
Niestety miasta często muszą popełnić te same błędy, które popełnili na przykład sąsiedzi. Chyba najbardziej jaskrawym przykładem jest kolokwialnie nazywana betonoza rynków. Przecież już od dziesięciu lat mówi się o tym, że karczowanie drzew na placach i zamienianie ich w betonowe patelnie nie jest dobrym kierunkiem, ale dalej to się dzieje i stale pojawiają się nowe place i nowe rynki, które musiały przejść dokładnie tę samą ścieżkę.
Marta Kulawik: Jakie kompetencje są Pana zdaniem kluczowe na stanowisku urbanisty miejskiego?
Michał Lorbiecki: Myślę, że kompetencje menedżerskie mają tutaj ogromne znaczenie. Taka osoba nie może być na przykład wyłącznie projektantem, który odnajduje się tylko w ciszy i spokoju; to musi być ktoś odporny na intensywność wszystkich procesów. Ja nie jestem z wykształcenia architektem, ukończyłem gospodarkę przestrzenną, która jest bardzo interdyscyplinarnym kierunkiem. Łączy w sobie zarówno elementy projektowania, urbanistyki oraz środowiska, jak i kwestie samorządowe, prawne, komunikacyjne i estetyczne. To jest naprawdę cały przekrój funkcjonowania miasta. Obroniłem też doktorat z ekonomii i finansów, co umożliwia mi ogląd na ekonomikę miasta. Skończyłem także studia podyplomowe jako menedżer zrównoważonego rozwoju, co sprawia, że na te kwestie zwracam szczególną uwagę. Wszystkie te kwalifikacje związane z myśleniem strategicznym i widzeniem odległego celu są bardzo przydatne. A nawet nie tylko celu, a rezultatu, który chce się osiągnąć.
Marta Kulawik: A z jakimi wyzwaniami mierzy się obecnie Chorzów? Jakie największe problemy Pan zauważa?
Michał Lorbiecki: Chciałbym zacząć nie od problemu, a od ogromnego potencjału. Chorzów jest niesamowicie europejskim miastem pod kątem urbanistyki. Jest zwarty, wielofunkcyjny, ma piękne kamienice i kwartały zabudowy. To nie jest przeciętne miasto w Polsce złożone z blokowisk. Mamy tutaj bardzo europejską tkankę, piękną nie tylko pod kątem estetycznym, lecz także funkcjonowania miasta. Mocno wybrzmiewa tu koncepcja miasta piętnastominutowego, która tak naprawdę jest powrotem do kwintesencji myślenia o mieście — wszystko powinno być blisko, a miasto powinno być dostępne. Chorzów właśnie taki jest: wielofunkcyjny i zwarty.
przestrzeń publiczna wypełniona mieszkańcami podczas prototypowania urbanistycznego na Placu Matejki w Chorzowie
Ilustracje udostępnione dzięki uprzejmości Urzędu Miasta Chorzowa
Marta Kulawik: Udział procentowy powierzchni terenów zielonych do powierzchni miasta też jest imponujący.
Michał Lorbiecki: Tak, to akurat za sprawą Parku Śląskiego, który jest tak naprawdę ogromną dzielnicą Chorzowa, ale też wielu innych parków. Gdybyśmy mieli patrzeć tylko proporcjonalnie to rzeczywiście Chorzów jest niesamowicie zielonym miastem. Występują tu jednak pewne zaszłości i przyzwyczajenia, z którymi dopiero zaczynamy się zmagać, czyli betonoza w wielu kluczowych przestrzeniach miasta.
Jednym z wyzwań jest wprowadzanie zieleni i infrastruktury w przestrzeń publiczną. Najchętniej zacząłbym od nasadzenia drzew przy ulicy. To samo w sobie nie jest wyzwaniem, wyzwaniem jest przekonanie urzędników, którzy są odpowiedzialni za sadzenie drzew, że się da. Wciąż spotykamy się z myśleniem, że drzewo pod oknem to gnieżdżące się ptaki, które będą brudziły, a do tego będą głośno ćwierkały, co jest nieraz postrzegane jako wada, bo to hałas. Zawsze znajdą się ludzie, którzy powiedzą, że drzewo tylko zaśmieca chodnik i trzeba grabić liście, że zajmuje nam miejsce parkingowe i brudzi samochód, a najgorsze są lipy, bo pylą.
Kolejnym wyzwaniem miasta jest zapewne mieszkalnictwo. Chorzów ma ten atut, że dysponuje naprawdę wieloma lokalami. Ma na własność bardzo duży zasób, procentowo większy niż przeciętnie inne miasta. Miasto nie jest jednak w stanie tego wszystkiego utrzymać. Połowa tych lokali nie ma łazienek w mieszkaniach, wciąż są to toalety na półpiętrach klatek schodowych. Trudno sobie to wyobrazić w XXI wieku, ale to prawda. Jeżeli teraz jesteśmy na takim poziomie jeśli chodzi o wyposażenie lokali mieszkalnych, to gdzie byliśmy wtedy, gdy powstawały tak ogromne obiekty mostowe jak estakada. Kiedy ona powstawała, musiały się komuś bardzo mocno pomylić priorytety. Co było wtedy ważniejsze: wybudowanie ośmiu pasów ruchu dla samochodów, które mają tylko przejechać przez Chorzów, czy zadbanie o komfort mieszkańców i wyposażanie lokali w podstawowe potrzeby bytowe, jak toalety? Zasób nieruchomości jest atrakcyjny, ponieważ są to piękne zabytkowe kamienice. Chorzów być może nie jest znany z architektury, ale jeśli ktoś tu przyjedzie i zobaczy te wspaniałe kamienice, będzie pod wrażeniem.
Marta Kulawik: Myślę, że w Bytomiu też niejedna osoba może być pozytywnie zaskoczona.
Michał Lorbiecki: Tak. Dzisiaj mówi się bardzo dużo o Bytomiu, trzeba było jednak kilkudziesięciu lat, żeby ktoś dostrzegł Bytom. Niewiele osób wie, że Bytom jest starszy od Krakowa. Tak samo może być z Chorzowem, to naprawdę piękne miasto, po prostu musi wyjść z cienia. Przywrócenie mu blasku wymaga też sporych nakładów inwestycyjnych. Do tego dochodzi jeszcze warstwa społeczna. Jeżeli przez dekady sprawiamy, że życie w centrum miasta jest czymś niebezpiecznym, przede wszystkim pod kątem sanitarnym i zdrowotnym, bo w centrach miast mamy huty, przemysł ciężki, piece węglowe, a później jeszcze ogromną liczbę samochodów, które smrodzą, hałasują, zajmują przestrzeń publiczną i nie ma zieleni, to każdy normalny człowiek, jeżeli tylko ma możliwość, ucieknie z takiego centrum miasta. To jest naturalna konsekwencja złego zarządzania przestrzenią miejską. W wielu miastach postępuje dezurbanizacja śródmieści, mieszkańcy wyprowadzają się na przedmieścia. Blokowiska kojarzą się ze zbyt dużą gęstością zaludnienia, cienkimi ścianami, przez które wszystko słychać czy brakiem innych usług i udogodnień, więc ludzie decydują się na migrację poza miasto. Zazwyczaj jest to dom jednorodzinny na przedmieściach, a to sprawia, że muszą przyjechać samochodem do miasta do pracy. W konsekwencji pogłębia się problem uciążliwości ruchu samochodowego w mieście. To jest zjawisko, któremu trzeba zapobiegać, a wręcz odwrócić ten trend wyprowadzania się mieszkańców z centrów miast na przedmieścia. Trzeba tych ludzi zachęcić i przekonać, że warto mieszkać w centrum miasta, w mieście. Musimy sprawić, żeby miasta były nie tylko opcją atrakcyjną do zamieszkania, ale przede wszystkim, żeby były zdrowe i bezpieczne. Jedną z największych uciążliwości w mieście są samochody. Możemy ten problem ograniczyć naszymi indywidualnymi decyzjami, nawykami i działaniami, ale skala takiej zmiany musiałaby być ogromna. Wtedy można liczyć na długofalowe konsekwencje polityki miast.
Marta Kulawik: Były plany utworzenia Urban Labu w Chorzowie. Czy on już powstał?
Michał Lorbiecki: Urban Lab na razie powstał w formie wirtualnej. Pojawiły się zakładki na stronie internetowej urzędu. Zaczęliśmy na stronie ogłaszać konsultacje społeczne, publikować ankiety, a w trakcie tej rozmowy odbywają się konsultacje dotyczące planu ogólnego miasta. Stworzyliśmy na Facebooku profil Urban Lab Chorzów właśnie, żeby ta idea wyjścia urzędników z urzędu zaczęła się urzeczywistniać. Urban Lab to nazwa robocza, chcemy, by docelowa była inna, taka, z którą ludzie będą się utożsamiali. Planujemy uruchomić Urban Lab również fizycznie — chcielibyśmy, żeby ta przestrzeń żyła, funkcjonowała cały czas, więc nie może być prowadzona wyłącznie przez urzędników czy przez nasze działania. Pojawił się pomysł, żeby Urban Lab był doklejony do funkcji gastronomicznej i nazwany tak, by każdy wiedział, o jakie miejsce w mieście chodzi. Chcielibyśmy, żeby lokal funkcjonował głównie jako lokal gastronomiczny, czyli żeby można było przyjść na kawę czy coś zjeść, a przy tym, żeby można było wejść do przestrzeni Urban Labu. Pracujemy nad takim rozwiązaniem, chcemy, żeby już ta świadomość Urban Labu pojawiała się w kreowaniu miasta.
główne założenia polityki mobilności w Chorzowie
Ilustracje udostępnione dzięki uprzejmości Urzędu Miasta Chorzowa
Marta Kulawik: Samo funkcjonowanie poza typowymi godzinami urzędowymi, czyli kiedy większość mieszkańców jest w pracy, jest już sporym ukłonem wobec Chorzowian.
Michał Lorbiecki: Bardzo mi zależało, żeby nie marnować przestrzeni lokalu. Kiedy będziemy organizować warsztaty, debaty albo spotkania, prawdopodobnie będziemy zamykać tę dzieloną przestrzeń, ale na co dzień taki kącik urbanlabowy może być częścią lokalu gastronomicznego, gdzie ktoś, zamiast usiąść przy typowym stoliku w części gastronomicznej, usiądzie na kanapie w części Urban Labu, weźmie sobie książkę, na przykład „Miasto życzliwe. Jak kształtować miasto z troską o wszystkich”, która przekona go do swoich propozycji. Nie bez powodu mówię akurat o tej książce, ponieważ mieliśmy przyjemność gościć jej autora, Davida Sima. Udało nam się z nim spotkać dzięki Fundacji Ładnie, za co jesteśmy bardzo wdzięczni, bo takie spotkania są bodźcem do działania. Chciałbym, żeby powstało takie miejsce, gdzie moglibyśmy zapraszać różne osoby na prezentacje, aby szerzyć dobre praktyki, przedstawiać wizje i dzielić się przemyśleniami.
Marta Kulawik: Zaczęliśmy naszą rozmowę od Pana wizji przedstawionej w konkursie, która zakładała wyjście ze swoimi pomysłami poza ramy jednego wydziału i zbliżenie się do ludzi. Taka inicjatywa świetnie pokazuje, że stara się Pan rzeczywiście wyjść z urzędu i wsłuchiwać się w nastroje społeczne.
Michał Lorbiecki: Jednym z pierwszych moich działań w Chorzowie było prototypowanie urbanistyczne na Placu Matejki. To wspaniały plac pod względem urbanistycznym, który pełni funkcję ronda — tam się po prostu jeździ dookoła fontanny. Pięknej fontanny, z rzeźbą autorstwa Theodora Erdmanna Kalidego „Chłopiec z łabędziem”. Porozumiałem się z różnymi wydziałami, aby na jeden dzień zamknąć część tej przestrzeni i oddać ją mieszkańcom. Jestem bardzo przekonany do tej zmiany i ona się rzeczywiście tamtego dnia obroniła. Myślę, że dzięki temu, że pokazaliśmy to na naszym organizmie miejskim, wielu urzędników bardziej mi zaufało, zobaczyli, że takie zmiany mają sens. To udostępnienie placu było dużym zaskoczeniem dla mieszkańców, zostało ciepło przyjęte i w dłuższej perspektywie przyniesie owoce. Planuję częściej angażować mieszkańców w taką formułę partycypacji społecznej.
Marta Kulawik: Mocno trzymam kciuki i życzę dużo cierpliwości oraz wytrwałości.
Michał Lorbiecki: Dziękuję, przyda się!
rozmawiała: Marta Kulawik
więcej: A&B 4/2026 – Architekt miasta,
pobierz bezpłatne e-wydania A&B








































