Już wkrótce (od 9 do 11 października) w Młynach Rothera w Bydgoszczy odbędzie się 5. edycja Bydgoskich Dni Projektowych, miejskiego festiwalu myśli projektowej. Tegoroczna odsłona pod hasłem „Na skraju” przyglądać się będzie temu, co znajduje się poza centrum naszej uwagi i wyobraźni, kto jest w centrum, a kto pozostaje na obrzeżach. O niezwykle wymownym motywie przewodnim wydarzenia i programie nadchodzącej edycji rozmawiamy z Milą Burchart, jedną z kuratorek Bydgoskich Dni Projektowych.
Mila BURCHART — tłumaczy słowa, historie i języki z Europy Środkowo-Wschodniej. Od 2023 roku odpowiedzialna za program Bydgoskich Dni Projektowych. Tworzy festiwale artystyczne, wystawy narracyjne, archiwa społeczne i projekty z zakresu dostępności dla instytucji kultury, miejsc pamięci i NGO. Współpracuje z mediami, realizując materiały poświęcone mniejszościom narodowym i etnicznym, niepełnosprawności, prawom człowieka oraz historii pograniczy państw bałtyckich. Pracowała między innymi z LRT, TVP, Inkubatorem Sztuki na Zarzeczu, Łotewskim Narodowym Muzeum Sztuki i Muzeum Uchodźców Żydowskich w Szanghaju. Na co dzień związana z Młynami Rothera i ISNS UW. Najczęściej trafia tam, gdzie przecinają się pamięci, migracje i współczesne doświadczenia różnicy.
Ola Kloc: Hasło „Na skraju” przywodzi na myśl dość kryzysowe położenie, bycie blisko granicy przepaści, której przekroczenie często nie wróży nic dobrego. Jak jest w tym przypadku?
Mila Burchart: Nie wiadomo. Chyba przyzwyczailiśmy się do stanu, w którym permanentnie „nie wiadomo”. Nie myślimy o skraju jak o metaforze ostatniej chwili przed katastrofą, bo i sama figura przepaści jest zresztą trochę podejrzana. Zakłada, że istnieje bezpieczne centrum, od którego wszyscy w podobny sposób możemy się oddalić, a kryzys zaczyna się dopiero wtedy, kiedy przekroczymy jakąś wyraźną linię. A skraj dla wielu bywa zwyczajnym sposobem funkcjonowania.
Lauren Berlant pisała o „crisis ordinariness” — sytuacji, w której to, co zwykliśmy nazywać kryzysem, przestaje być zerwaniem z normalnością, bo niepewność mieszkania, pracy, zdrowia czy relacji już wcześniej należała do zwyczajnego życia. Tkwimy w impasie — rozciągniętym czasie, w którym wiadomo już, że dotychczasowe formy życia przestały działać, ale nie wiadomo jeszcze, co je zastąpi. Człowiek nie tyle spada, ile uczy się funkcjonować w stanie permanentnego „pomiędzy”.
W tym „pomiędzy” możemy próbować się urządzić, sprawdzać, czy nasze dobre intencje faktycznie wystarczają, by stworzyć bezpieczne miejsca do życia.
Bydgoskie Dni Projektowe 2026 pod hasłem „Na skraju” odbędą się od 9 do 11 października
© archiwum organizatorów
Ola Kloc: Tegoroczna edycja ma być pretekstem do rozmów o mieście — jakie zagadnienia i kwestie znajdą się w centrum tych debat?
Mila Burchart: W centrum znajdą się pogranicza — jako miejsca, w których wychodzi na jaw, że odrębne światy nigdy nie były tak szczelne, jak zwykliśmy to sobie wyobrażać. Nasze miasta są pełne takich niuansów i rozdwojeń: pomiędzy tym, komu wolno po prostu być a tym, kto musi uzasadniać swoją obecność, między przestrzenią formalnie publiczną a taką, którą rzeczywiście można zająć, między byciem potrzebnym miastu a posiadaniem prawa do współtworzenia go.
Jednym z ważnych tropów będzie więc pytanie o to, kto ma prawo projektować wspólną przestrzeń i na podstawie czyjej wiedzy. W tradycyjnym modelu bardzo łatwo ustawia się hierarchia: ktoś projektuje, ktoś inny jest „użytkownikiem”, a jeszcze ktoś pojawia się na końcu procesu jako osoba o „szczególnych potrzebach”. Nurt design justice próbuje tę kolejność odwrócić. Jego zasady mówią wprost o umieszczaniu w centrum osób bezpośrednio dotkniętych skutkami projektu, o pierwszeństwie jego realnych konsekwencji przed intencjami autora i o projektancie jako facylitatorze, nie właścicielu ekspertyzy.
Aimi Hamraie stawia w „Building Access” proste pytanie: kto mieści się w „everyone”, kiedy mówimy o projektowaniu „dla wszystkich”? Historia projektowania uniwersalnego, którą rekonstruuje, jest historią sporów o to, kto ma kompetencję do definiowania ciała, sprawności i dostępu. Hamraie pokazuje też, że wiedza o dostępności nie spłynęła wyłącznie z pracowni architektonicznych: powstawała dzięki politycznej i epistemicznej pracy ruchów osób z niepełnosprawnościami, które kwestionowały samą figurę „przeciętnego użytkownika”.
Z tego samego miejsca wyrasta pytanie o odpoczynek. Współczesny język dobrostanu zadziwiająco skutecznie indywidualizuje przeciążenie. Człowiek ma wyćwiczyć rezyliencję, nauczyć się zarządzać stresem, poprawić sen, lepiej wyznaczać granice. Tymczasem zdolność do regeneracji jest dystrybuowana materialnie: zależy od czasu wolnego od pracy, powierzchni mieszkania, wysokości czynszu, opieki nad dziećmi i osobami zależnymi, dostępności zieleni, transportu, możliwości zachorowania bez katastrofy finansowej. Interesuje nas więc dobrostan jako część infrastruktury wspólnego życia. Kiedy jego warunki znikają, język samopomocy potrafi bardzo sprawnie uczynić jednostkę odpowiedzialną za skutki porządku, którego sama nie zaprojektowała.
I wreszcie jest granica najmniej materialna, choć może najbardziej konsekwentna: chcemy przyjrzeć się pracy wykonywanej przez samo „my”: temu, jak porządkuje ono wielojęzyczne, migracyjne, klasowe i kulturowo splątane historie w bardziej czytelne genealogie, jak produkuje swoich oczywistych mieszkańców i swoich przybyszów, jak długo potrafi utrzymać różnicę we własnym wnętrzu, zanim zacznie ją wypychać poza granicę.
Ola Kloc: Pytania o to, kto w mieście czuje się u siebie, a kto nie, dlaczego czujemy się w nim dobrze, a dlaczego nie wymaga spojrzenia z wielu perspektyw — jaki mają państwo na to pomysł?
Mila Burchart: Każda z osób w zespole kuratorskim — Taras Gembik, Marta Franka Magalska, Bogna Świątkowska i Mila Burchart — wniosła do programu własny „skraj”. Te perspektywy przecinają się w jednym pytaniu: od czego właściwie zależy możliwość bycia w mieście „u siebie” i jak łatwo można ją utracić.
Jeden z tych skrajów pojawia się już na etapie projektowania miasta, w pracy urbanistów, architektów, projektantów, socjologów, aktywistów i instytucji. Z tych współprac powstają obiekty, place, parki, rozwiązania komunikacyjne, całe fragmenty miejskiej infrastruktury. Późniejsze użytkowanie bardzo szybko weryfikuje jednak założenia projektu: pokazuje, kto może swobodnie wejść, zatrzymać się, odpocząć, spotkać z innymi, a kto musi negocjować z przestrzenią zaprojektowaną według innego modelu ciała, płci, wieku czy sposobu życia. To właśnie codzienna praktyka ujawnia realny zakres tego, co na etapie projektu nazywamy dostępnością czy wspólnością.
Kolejna odnoga programu dotyczy relacji pomocy. Wspólnota wytwarza się również w sposobie, w jaki odpowiadamy na cudzą zależność, kryzys czy potrzebę wsparcia. Pomoc tworzy role: osoby wspierającej i wspieranej, eksperta i beneficjenta, gospodarza i przybysza. Interesuje nas, co dzieje się ze sprawczością człowieka wewnątrz takiej relacji i czy można budować oparcie bez przejmowania prawa do definiowania cudzej sytuacji. Stąd rozmowy o migracji, bezdomności, intymności i działaniach pomocowych: obszarach, w których bliskość bardzo szybko spotyka się z pytaniami o władzę, zależność i prawo do prywatności.
„U siebie” ma też wymiar ekonomiczny i czasowy. Prekarność interesuje nas dlatego, że niestabilność pracy bardzo szybko rozlewa się na pozostałe części życia: mieszkanie, odpoczynek, opiekę, relacje, możliwość podejmowania decyzji z wyprzedzeniem. Ktoś może znać miasto od podszewki i mieszkać w nim od lat, a wciąż funkcjonować w trybie tymczasowym. W tym sensie nierówności dotyczą również dostępu do przyszłości: tego, kto może się urządzać, planować, ryzykować, pozwolić sobie na przerwę, a kto żyje od kolejnej umowy, czynszu czy decyzji administracyjnej.
I jest jeszcze „u siebie” rozumiane jako miejsce we wspólnocie. Kryzysy i podziały społeczne potrafią bardzo szybko zmieniać granice tego, kogo obejmuje słowo „my”. Ece Temelkuran używa pojęcia unhomed także wobec osób, które fizycznie pozostają w swoim kraju czy mieście, a tracą poczucie, że otaczający je porządek nadal jest ich światem. To doświadczenie jest dla nas ważne, bo pozwala myśleć o zadomowieniu szerzej: jako o możliwości rozpoznania siebie w instytucjach, języku i relacjach tworzących wspólną rzeczywistość.
Dlatego program ogląda miasto z kilku odległości jednocześnie: od konkretnego ciała w konkretnej przestrzeni, przez relacje troski i zależności, warunki pracy i mieszkania, aż po sposób, w jaki wspólnota ustanawia własne granice. Dopiero złożenie tych perspektyw pokazuje, jak wiele musi wydarzyć się równocześnie, żeby człowiek rzeczywiście mógł powiedzieć o jakimś miejscu: jestem tutaj u siebie.
Czytaj więcej: PROGRAM BYDGOSKICH DNI PROJEKTOWYCH 2026
Ola Kloc: Jakim miastem — patrząc z tych skrajnych perspektyw — jest dziś Bydgoszcz? Z jakimi wyzwaniami się mierzy? Jakie wydarzenia zaplanowane są w ramach tegorocznej edycji?
Mila Burchart: Osią festiwalu będą rozmowy. Bogna Świątkowska porozmawia z Dariuszem Markowskim, Arturem Jerzym Filipem i Błażejem Bembnistą o relacji obrzeży i centrum: o tym, jak peryferie są wytwarzane i co właściwie znaczy dziś być „na skraju” miasta i na skraju Bydgoszczy.
Duża część rozmów będzie dotyczyć wspólnej przestrzeni jako miejsca negocjowania obecności. Taras Gembik wraz z Anną Żórawską i Renatą Orłowską przyjrzy się projektowaniu bliskości: temu, jak architektura może ułatwiać kontakt, odpoczynek, zależność od innych i codzienne współbycie. Bogna Świątkowska, Anna Jurek i Anna Kotowska zapytają z kolei, czy przestrzeń wspólna rzeczywiście jest wspólna także dla dziewczynek i co mówi o mieście fakt, że płeć, wiek czy sposób poruszania się wpływają na to, kto czuje się w niej swobodnie, a kto stopniowo z niej znika.
Od przestrzeni przejdziemy do wspólnoty i jej granic. Z Agnieszką Caban, Małgorzatą Wosińską i Pawłem Bukowcem porozmawiam o tym, jak powstaje społeczne „my”, kogo obejmuje bezwarunkowo, a wobec kogo uruchamia język różnicy, pomocy, solidarności czy wykluczenia. Taras Gembik, Julia Wygnańska i ks. Sławomir Bar przyjrzą się temu, co dzieje się z bliskością, intymnością i miłością, kiedy człowiek nie ma własnej przestrzeni — oraz temu, jak język pomocy potrafi przesłonić całe obszary życia, których nie da się sprowadzić do „zaspokojenia podstawowych potrzeb”.
Osobny wątek dotyczy życia i pracy w warunkach przedłużającej się niepewności. Z Mirą Mańką i Agnieszką Strzeżek porozmawiam o tym, jak utrzymać praktykę projektową i własną sprawczość w prekarnie zorganizowanej rzeczywistości, w której tymczasowość coraz częściej przestaje być epizodem i staje się podstawowym trybem funkcjonowania.
W programie znajdą się także spotkania autorskie z Alicją Kobzą i Błażejem Ciarkowskim.
Miasto będziemy też czytać innymi zmysłami i innymi językami. Z Michałem Tabaczyńskim pójdziemy przez Bydgoszcz zapisaną na kartach powieści Mieczysława Piotrowskiego. Taras Gembik i Mikołaj Buzała poprowadzą spacer po Bydgoszczy równoległej: obecnej tuż obok oficjalnej mapy miasta, a jednak słabo widocznej dla turystów i części mieszkańców. Marta Franka Magalska zaprosi natomiast do poznawania miasta poprzez zapach, czyli najbardziej ulotną z jego warstw pamięci i orientacji.
Ola Kloc: Dziękuję za rozmowę. Zapraszamy do Bydgoszczy!
Bydgoskie Dni Projektowe 2026 pod hasłem „Na skraju” odbędą się od 9 do 11 października
© archiwum organizatorów




![Zobacz Standardowy moduł szklany VELUX do dachu płaskiego [click: artykuł w A&B] Standardowy moduł szklany Velux do dachu płaskiego - Nowoczesne przeszklenia dachów płaskich dostępne dla większej liczby projektów](https://cdn.architekturaibiznes.pl/upload/filemanager/AiB/BANERY/VELUX/METKA-09-2026/Velux-metka_1070x600_2.jpg?1788776738197)






























