Zobacz w portalu A&B!
Zostań użytkownikiem portalu A&B i odbierz prezenty!
Zarejestruj się w portalu A&B i odbierz prezenty
maximize

Paragraf ze swastyki

Kuba Głaz
18 marca '26

To nie jest miła lektura. Ale bardzo pouczająca. Autorki pokazują, jak tuż przed wojną wykluczono żydowskich architektów z SARP-u. Próbują też ustalić, jak „ze współpracowników i błyskotliwych rozmówców” architekci owi nagle „stali się Obcymi”. Wreszcie, pokazują nam tych „obcych” twarze, nazwiska i dzieła.

Chwała cyfrowym archiwom. O wiele łatwiej jest dziś zajrzeć do licznych przedwojennych gazet i w krótkim czasie sprawdzić, że słowo „odżydzanie” i jego pochodne były w nich stałym refrenem. Że badaczki i badacze, którzy dostarczają nam relacji z antysemickich wydarzeń i publikacji międzywojnia, nie kondensują ohydy pod założoną tezę, a po prostu oddają charakter tamtej epoki. Zrobiły tak również w swojej książce, wyjątkowo rzeczowo oraz dokładnie, Agnieszka Tomaszewicz i Joanna Majczyk, idąc tropem licznych architektów, którzy ograniczyli wykonywanie zawodu kolegom z żydowskim pochodzeniem. Z tym bowiem (a w planach z wykluczeniem z zawodu niemal całkowicie) równało się w praktyce — wzorowane na rozwiązaniach niemieckich — wyrzucenie Żydów z przedwojennego SARP-u. Wyrzucenie, o którym wielu dowiaduje się po raz pierwszy, bo — jak komentuje na okładce książki prof. Małgorzata Omilanowska — nawet zainteresowani międzywojenną architekturą wiedzieli o tym przypadku jedynie „coś niecoś”.

To „coś niecoś” zyskuje na kartach „Architektów i »paragrafu aryjskiego«” dokładne kształty, nazwiska i chronologię. licząca 350 stron książka jest precyzyjnym i bardzo starannie udokumentowanym studium przypadku, które powstało na bazie częściowo zachowanych archiwaliów i szczątkowych relacji. Najpierw, w obszernym kalendarium, autorki prowadzą nas przez lata trzydzieste: od polityczno społecznego tła i rozproszonych stowarzyszeń architektów, przez założenie w 1934 roku SARP-u, który skonsolidował środowisko, szybko stając się zawodowym monopolem, po „paragraf aryjski” z roku 1938 sankcjonujący wyrzucenie Żydów z architektonicznej organizacji. Mieli oni rzekomo zagrażać „prawdziwie polskiej” i — w ogóle — „porządnej” architekturze oraz, co wybrzmiewa chyba najsilniej, finansowym interesom architektów nie tyle polskich, ile po prostu nieżydowskich. Inne nacje z polskim obywatelstwem nadal miały do SARP-u wstęp. W przeciwieństwie do Żydów ich przedstawiciele mogliby, gdyby nie wojna, mieć dostęp do zleceń publicznych i brać udział w zmonopolizowanych przez stowarzyszenie konkursach. Gdyby byli katolikami, mogliby też projektować katolickie świątynie (w tej dziedzinie SARP również wprowadził restrykcje).

Po kalendarium dostajemy w książce cenny rozdział o podziale środowiska architektów na „lewicę” i „prawicę”. Dowiadujemy się dokładniej, kto z cenionych dziś twórców tamtej epoki i pierwszych dekad powojnia był stanowczo przeciw „paragrafowi”, a kto forsował go jak taran (nie brak zaskoczeń!). „Prawica” przejęła kierownictwo we władzach Zarządu Głównego SARP oraz w najważniejszym, warszawskim oddziale w 1937 roku. Pod koniec następnego roku, przy sprzeciwie jednej trzeciej głosujących, „aryjski paragraf” został zatwierdzony. Zaktualizowany statut nabrał mocy dwa miesiące przed wojną. Warto podkreślić, że był jednym z wielu takich wprowadzanych w tamtym czasie zapisów. Zrobiły to też między innymi stowarzyszenia lekarzy, prawników, weterynarzy, kupców, właścicieli kin czy inżynierów.

Ten ostatni przypadek autorki poruszają szerzej. Cytują głosy z epoki wskazujące na bezsens „wycinania” z zawodu potrzebnych krajowi inżynierów w obliczu nadchodzącej wojny. Jednocześnie podkreślają, że tło, na którym działali architekci, nie usprawiedliwia przedwojennego SARP-u. Nie przyjmują tłumaczenia, że „takie były czasy” — kryzysowe, przesiąknięte antysemityzmem, z Hitlerem za miedzą. Co chwilę książka bombarduje nas zresztą cytatami, które brzmią jak niemiecka nazistowska propaganda. Czytamy nie tylko o ogólnie tandetnej „żydowszczyźnie”, ale i o codziennym zagrożeniu, na przykład o tym, czym porządnemu Polakowi groziły stopnie schodów autorstwa żydowskiego architekta. Albo jakim to projektem Żyd Syrkus Szymon straszył sosny w Skolimowie. Czytamy też słowa Szyszko-Bohusza, który chciał uczynić z Rzeczypospolitej „państwo totalne”, marzył o „totalnym obywatelu” i twierdził, że o losie Polski mogą decydować tylko „obywatele pełnoprawni”. Tacy, którzy przysięgną, że „na pierwsze żądanie ojczyzny” złożą w ofierze życie, majątek, siły i intelekt. I tu — uwaga — zaskoczenie, przysięgać można by bez względu na narodowość. Starszy już autor tego inkluzywnego zastrzeżenia przeszedł jednak do porządku dziennego nad „aryjskim paragrafem” narzuconym głównie przez młodych. Ci, mając na karku lat dwadzieścia kilka, nie wahali się zaś autorytatywnie twierdzić, że „Żydzi nie reagują normalnie na trzy wymiary”. Nie mogą zatem dostarczać architektury pięknej i proporcjonalnej. Dostajemy na to, oczywiście, dowody w postaci prasowych zdjęć z jadowitymi komentarzami. Te i inne ilustracje z ówczesnych gazet (optujących za i przeciw „paragrafowi”) doskonale uzupełniają tekst książki. Złożony z dwóch części swastyki kanciasty paragraf na jej okładce został zresztą wzięty z rysunkowego komentarza z epoki.

Wreszcie, ilustracje są niezwykle istotnym elementem ostatniej, obszernej części dzieła, zatytułowanej „Architekt — Żyd — Obcy”. To lista biogramów wybranych architektów żydowskiego pochodzenia oraz ich realizacji. Wiele życiorysów urywa się, jak nietrudno zgadnąć, w czasie wojny, często bez ustalonej daty śmierci. Są na tej liście i twórcy znani, i wydobyci ze zbiorowej niepamięci przez autorki. Oglądając ich dzieła, nie sposób przypisać niskiej jakości, tandety czy braku proporcji Gelbardowi, Goldbergowi, Paradystalowi czy jednemu z Sigalinów. Nie da się też dziś dyskutować o tym, czy ich realizacje kalały „polskiego ducha” lub nie pozwoliły zmaterializować się „rodzimej” architekturze odrodzonej Polski. O te ideowo-retoryczne wytrychy służące podsycaniu „antysemityzmu gospodarczego” trzeba by pytać przedwojennych adwersarzy i krytyków „żydowszczyzny”. Musieliby zresztą dokładniej zdefiniować te mgliste pojęcia. Po wojnie milczeli lub, przez chwilę, niezdarnie się tłumaczyli. Jedną z niewielu takich wypowiedzi autorki przytaczają w obszernych fragmentach.

Dobrze jest zresztą prześledzić PRl-owskie losy przedstawicieli SARP-owskiej „lewicy” i „prawicy”. Z „lewicowcami” łatwiej: zasilili aparat państwowy, mieli wpływ na bieg wydarzeń w większej skali, nierzadko byli za blisko władzy i polityki. Ciekawiej więc przyjrzeć się „prawicowcom” z ich ideowymi i zawodowymi woltami, ważnymi stanowiskami, na których się znaleźli, po przyznane odznaczenia i honory. Autorki informują, że w sprawie „paragrafu” nie napisały jeszcze ostatniego słowa. Będą drążyć dalej, dociekać, przywracać naszej pamięci zapomniane nazwiska.Ale i tak wykonały ogrom pracy. Szkoda tylko, że jej treść niepokojąco rezonuje z retoryką rosnącej dziś w siłę, mikrej do niedawna polskiej partii. Można więc czytać „Architektów i »paragraf aryjski«” także jako przestrogę. Ale i bez tej dodanej wartości jest to jedna z najważniejszych książek serii „Architektura jest najważniejsza”.

 
Jakub Głaz

więcej: A&B 1/2026 – Osiedla,
pobierz bezpłatne e-wydania A&B

Głos został już oddany

okno zamknie się za 5

Robert Konieczny „Architektura to moja pasja totalna — szczerze o pieniądzach i zajeżdżaniu się”
SPECTRUM STUDIO - Projekty, które powstają z myślą o przyszłości v2
Powierzchnie odbijające promieniowanie IR
Prawdziwie matowa rynna kwadratowa
INSPIRACJE