Zobacz w portalu A&B!

Jaką rolę mają do odegrania architekci i urbaniści w tworzeniu niskoemisyjnej i zrównoważonej klimatycznie architektury?

29 lipca '22

artykuł z numeru A&B 06 | 2022

Konflikt między osobistym interesem architekta a potrzebami środowiska nie ogranicza się tylko do tego, że sugerowanie pewnych rozwiązań może skłonić klienta do zmiany architekta. Rozwiązania przyjazne dla środowiska zwykle wymagają od architekta więcej pracy niż te mniej przyjazne, a za tę dodatkową pracę klient nie zawsze jest gotów zapłacić.

Bardzo często powtarzane w ostatnich latach, a szczególnie od czasu przyznania nagród Pritzkera i Miesa van der Rohe dla pracowni Lacaton &Vassal, stwierdzenia, żeby nigdy nie burzyć, że najbardziej przyjazny dla środowiska jest budynek, który już istnieje, gdyż nie trzeba obciążać planety jego budowaniem, są prawdziwe. Zgodne z nimi działanie oznacza oszczędność materiałów i energii, a także ograniczenie ilości odpadów. Ale drugą stroną medalu jest to, że stosowanie się do nich często wymaga od architektów i wykonawców dużo większego wysiłku organizacyjnego czy koncepcyjnego. Podobnie wygląda sprawa z wykorzystywaniem materiałów z odzysku. Trzeba je znaleźć i zorganizować ich pozyskanie. Dużo prostsze jest zamówienie czegoś nowego.

Od bardzo wielu architektów konstruktorów czy innych osób zajmujących się budowaniem można usłyszeć bajkę o tym, że zawsze taniej i szybciej jest zburzyć istniejący budynek i wybudować nowy niż dokonywać adaptacji tego, który istnieje. O tym, że to bajka, zaświadczają sytuacje, kiedy było naprawdę bardzo mało czasu i/lub pieniędzy. Muzeum Powstania Warszawskiego nie dałoby się oddać do użytku dziewięć miesięcy po rozstrzygnięciu konkursu na jego projekt, gdyby zamiast adaptacji na nie dawnej elektrowni tramwajowej zdecydowano o jej wyburzeniu i wybudowaniu nowego obiektu. Uzyskanie tego samego kosztu wymagałoby zastosowania rozwiązań o dużo niższym standardzie. Podobnie szkoła z ukraińskim programem nauczania urządzona z inicjatywy fundacji Otwieramy Szkoły pod kierunkiem pracowni xystudio w zaadaptowanej przestrzeni biurowca na warszawskim Mordorze — gdyby zamiast tego była wybudowana od nowa, powstawałaby dużo dłużej niż dwa miesiące. Jeszcze bardziej spektakularnie wygląda sytuacja w przypadku wykorzystania istniejących budynków na szpitale tymczasowe czy miejsca przebywania uchodźców bez przeprowadzania dalej idących zmian.

Źródeł bajki, którą dosadniej można by nazwać kłamstwem wyburzeniowym, upatruję właśnie w tym, że choć adaptacje umożliwiają szybsze i tańsze osiągnięcie efektów, to wymagają większego wysiłku projektowego czy organizacyjnego, za który klient bardzo rzadko jest gotów dodatkowo zapłacić. Niestety bowiem w praktyce projekt i budowa są często traktowane jako kompletnie niezależne od siebie wydatki.

Są jednak także sytuacje, kiedy działanie korzystne dla środowiska jest korzystne finansowo dla klienta, a problemem do przezwyciężenia są rozpowszechnione wśród architektów preferencje. Stosowanie obszernych przeszkleń w większości przypadków powoduje przegrzewanie się budynków nie tylko latem, ale i w ciepłe wiosenne dni. Często pociąga za sobą instalowanie klimatyzacji czy wentylacji mechanicznej. Tradycyjne budynki o grubych ścianach i umiarkowanej wielkości oknach charakteryzują się większą niż te mocno przeszklone statecznością termiczną. Czyli dłuższym okresem nagrzewania i wychładzania się. Dzięki temu w polskich warunkach z klimatyzacji można w nich w ogóle zrezygnować, a okres ogrzewania znacząco ograniczyć poprzez otwieranie okien w porach dnia dostosowanych do aktualnie panującej temperatury. Przed przypadającym na połowę maja okresem tak zwanych zimnych ogrodników dom można podgrzać, otwierając okna, kiedy jest ciepło. A w okresie upałów, otwierając je w nocy, a zamykając na dzień. Dom można również wychłodzić w przypadające między upałami chłodniejsze dni. Są też bardziej wyrafinowane rozwiązania, jak buforujące termicznie werandy.

Tradycyjnym rozwiązaniem wnętrzarskim jest stosowanie kotar, zasłon czy dywanów izolujących od chłodu. Tu znowu do przezwyciężenia jest umiłowanie do minimalizmu. Sprzymierzeńcem niskoemisyjnej i umiarkowanej klimatycznie architektury może stać się moda. Przyjęcie, że w gorące dni elegancko jest być ubranym w krótkie spodnie i koszulkę, a spać można jedynie pod prześcieradłem, a kiedy jest zimno chodzi się w swetrze czy innych grubych ubraniach, a śpi pod grubą kołdrą i kilkoma kocami w skarpetkach na nogach, a może i w szlafmycy, pozwoliłoby uelastycznić standard temperaturowy wnętrz, ustawiając go między 18 a 26 stopni i dzięki temu ograniczyć zużycie energii na ogrzewanie i chłodzenie. Przy 18 stopniach zimą czy 26 latem znowu łatwiej jest funkcjonować w domu mającym ściany z oknami niż przy szklanej ścianie, za którą jest mróz czy skwar.

Rolą architekta w działaniu na rzecz umiarkowanej klimatycznie i niskoemisyjnej architektury może być także wpływanie na wybór przez inwestora lokalizacji sprzyjającej poruszaniu się pieszo, rowerem i komunikacją miejską, a zniechęcającej do korzystania z samochodów. W tym samym kierunku należy iść dalej na etapie przygotowywania projektowanych (od nowa, a jeszcze lepiej przekształcanych) budynków i zespołów, kształtując je w taki sposób, żeby dużo wygodniej docierało się do nich pieszo niż samochodem. Rozwiązaniem urbanistycznym stosowanym w wielu krajach, a kiedyś też często w Polsce, jest taka lokalizacja szkół i przedszkoli, a także innych budynków publicznych, że od miejsca, do którego można podjechać samochodem, do wejścia do nich, trzeba przejść pewną odległość — najlepiej, gdy jest ona nie mniejsza niż od najbliższego przystanku komunikacji publicznej.

W przypadku architektów działających dla inwestorów na tyle dużych, że są oni partnerem do rozmów dla lokalnych władz, architekt może wspierać klienta w dążeniu do ograniczenia kosztów poprzez redukcję wymogów odnośnie liczby miejsc parkingowych, oferując lokalnej społeczności w zamian przeznaczenie części zaoszczędzonych środków na powszechnie dostępne tereny zielone i zachęcając władze do wprowadzenia wokół strefy płatnego parkowania, która jest lepszym lekarstwem na zrównoważenie podaży i popytu na parkowanie niż budowa kolejnych miejsc. W skali szerszej zarówno inwestorzy, jak i architekci powinni włączyć się w lobbing na rzecz zniesienia opodatkowania inwestycji obowiązkiem budowy miejsc parkingowych, a w zamian za to wprowadzenia, także dla mieszkańców, opłat za parkowanie w przestrzeni publicznej w takiej wysokości, aby mogły z nią konkurować komercyjne parkingi. Zachęciłoby to wiele osób do parkowania dalej od domu, rezygnacji z własnego samochodu na rzecz korzystania z samochodów wypożyczanych czy też poruszania się pieszo, rowerem i komunikacją miejską. A w konsekwencji ograniczyło nie tylko emisje wywołane ruchem samochodów, lecz także wynikające z ilości betonu i asfaltu ładowanego w budowę ulic, parkingów i podziemnych kondygnacji, w które często trzeba te parkingi upchnąć. Grupom społecznym, którym trudno zrezygnować z samochodu, nie ze względu na ich upodobania, ale na obiektywne przyczyny, wprowadzenie wysokich opłat za parkowanie należy zrekompensować, przygotowując dla nich specjalne wsparcie finansowe na wzór programu 500+. W żadnym wypadku nie należy ich zwalniać z opłat, bowiem także oni powinni być zachęcani do tego, aby korzystać z alternatywnych rozwiązań względem własnego samochodu. Choćby takich jak taksówki.


Hubert Trammer

Głos został już oddany

Poznaj nowości produktowe ALUPROF i zyskaj rabat!
Cegły i płytki ręcznie formowane
Advertisement
Poznaj 5 historii o tym, jak światło dzienne potrafi zmienić przestrzeń w Twoje ulubione miejsce
TRENDY [2022] - Przestrzenie zewnętrzne – trendy 2022