Niewiele ponad 400 metrów kwadratowych, a w środku pracownia złotnicza i 2500 cennych przykładów biżuterii z całego świata. W parterze Domar-u, na wprost poznańskiego Okrąglaka działa Muzeum Biżuterii MoJA. Kompaktowa przestrzeń, która pełni rolę miejsca spotkań, warsztatów, a przede wszystkim ekspozycji, została zaaranżowana przez pracownię mode:lina™. Skąd wziął się tam modernistyczny kiosk K67?
Zaczęło się od Galerii Yes, która od 1998 roku mieściła się w Bazarze Poznańskim. Tam, z inicjatywy Marii Magdaleny Kwiatkiewicz prezentowane były najciekawsze zjawiska we współczesnym polskim (i nie tylko!) złotnictwie. Po wieloletniej działalności, galeria przeniosła się do nowego miejsca, a przy okazji przybrała nową nazwę i przyodziała świeże szaty, których projekt przygotowała poznańska pracownia mode:lina.
Muzeum Biżuterii MoJA w Poznaniu
proj.: mode:lina, fot.: Patryk Lewiński
Projekt został podzielony na dwie zasadnicze części. Pierwsza to otwarta strefa wejścia, połączona ze sklepem z biżuterią polskich artystów, miejscem wystaw czasowych i przestrzenią warsztatową. Druga to właściwa część muzealna, prowadząca przez kolejne rozdziały ekspozycji: od biżuterii świata, przez współczesną polską sztukę złotniczą, aż po biżuterię PRL prezentowaną w odrestaurowanym kiosku K67.
— czytamy o poznańskim muzeum biżuterii.
Muzeum Biżuterii MoJA w Poznaniu
proj.: mode:lina, fot.: Patryk Lewiński
biżuteria jako żywy język kultury
Do strefy wejścia, zlokalizowanej za przeszkloną witryną, można dostać się bezpośrednio z poziomu ulicy. Gości wita jasne, stosunkowo ciepłe wnętrze — z dużą ilością drewna, które wykorzystano w roli okładzin ściennych oraz do wykonania ekspozytorów, osadzonych na masywnych, betonowych bazach. Ponad gablotami, w których prezentowana jest polska biżuteria, „unoszą” się okrągłe lustra, a całe pomieszczenie rozświetlają ledowe lampy o kwadratowych obwodach. Zza nich spoziera techniczny sufit, który wzbogaca wizualnie wnętrze swoją skomplikowaną teksturą.
Muzeum Biżuterii MoJA w Poznaniu
proj.: mode:lina, fot.: Patryk Lewiński
W tej strefie można kupić biżuterię polskich twórców, zobaczyć wystawy czasowe lub wziąć udział w warsztatach. Mobilne ekspozytory wykończone stalą pozwalają zmieniać układ przestrzeni i dostosowywać ją do różnych wydarzeń. To ważne, bo MoJA nie została zaprojektowana jako statyczne muzeum „do oglądania zza szyby”. Ma być żywym miejscem spotkań, rozmów, edukacji i pracy z materiałem.
— wyjaśnia pracownia.
Muzeum Biżuterii MoJA w Poznaniu
proj.: mode:lina, fot.: Patryk Lewiński
Muzeum Biżuterii MoJA w Poznaniu
Po przekroczeniu progu przestrzeni muzealnej atmosfera diametralnie się zmienia. Spod sufitu znika gęsta siatka oświetlenia, a ciepłe drewno zastępuje surowy beton podłóg, ścian i filarów, na których rysują się faktury szalunku. Mimo niewielkiego metrażu, w muzeum udało się zaprojektować sekwencję przestrzeni, które porządkują ekspozycję, a przy okazji tworzą tematyczne scenografie dla prezentowanych obiektów.
Muzeum Biżuterii MoJA w Poznaniu
proj.: mode:lina, fot.: Patryk Lewiński
corten i bambusowe wnętrze we wnętrzu
W pierwszej części wystawy stałej w muzeum MoJA znalazła się „Biżuteria Świata”. Pokazywane są tam eksponaty wykonywane przez lokalnych rzemieślników z Afryki, Azji, a także Ameryki Południowej i Oceanii. Mimo bardziej kameralnej atmosfery w części muzealnej, sekcja etnograficzna została ocieplona materiałami, które nie kojarzą się w pierwszej chwili ze sztuką złotniczą:
Gabloty wykończone materiałem przywołującym corten budują wrażenie ciężaru, trwałości i śladu czasu. W centrum tej części pojawia się półokrągła gablota z nakryciami głowy. Działa jak wyspa, wokół której zwiedzający naturalnie zwalnia krok.
— czytamy o muzeum MoJA.
Muzeum Biżuterii MoJA w Poznaniu
proj.: mode:lina, fot.: Patryk Lewiński
Cortenowska wyspa jest też przykładem tego, jak architekci z pracowni mode:lina efektywnie wykorzystują ograniczoną przestrzeń muzeum, w którym biżuteria wisi nie tylko przy ścianach, ale zajmuje całą dostępną powierzchnię pomieszczenia.
Muzeum Biżuterii MoJA w Poznaniu
proj.: mode:lina, fot.: Patryk Lewiński
Chociaż goście poznańskiego muzeum biżuterii raczej nie znajdą w nim rosyjskich zabawek, to koncepcja matrioszki znalazła swoje odzwierciedlenie w projekcie przestrzeni MoJA. W części poświęconej „Biżuterii Świata” znalazł się bowiem kubik wykonany z bambusa, swoiste wnętrze we wnętrzu, tworzące oprawę dla eksponatów z Etiopii, Kenii czy Tanzanii.
Muzeum Biżuterii MoJA w Poznaniu
proj.: mode:lina, fot.: Patryk Lewiński
minimum przestrzeni, maksimum historii
Zupełnie inaczej prezentuje się druga sekcja muzem MoJA w Poznaniu, w której pierwsze skrzypce gra współczesna biżuteria artystyczna. Odpowiada jej znacznie surowsza, techniczna aranżacja:
Gabloty nie są tu jedynie meblami ekspozycyjnymi. Zostały pomyślane jak narzędzia pracy muzeum. Wysuwane, podświetlane szuflady pozwalają pokazać kolejne warstwy kolekcji bez przeładowania głównych ścian. Magnetyczne tablice umożliwiają zmianę układu ekspozycji, dopisywanie nowych wątków i prowadzenie narracji w sposób elastyczny. Dzięki temu muzeum nie zamyka kolekcji w raz na zawsze ustalonym porządku, lecz daje jej możliwość rozwoju.
— pisze pracownia.
Muzeum Biżuterii MoJA w Poznaniu
proj.: mode:lina, fot.: Patryk Lewiński
modernistyczny kiosk K67 z błyskotkami w witrynach
Centralnym punktem tej przestrzeni jest kultowa budka — kiosk K67. Modułowy jugokiosk zaprojektował w 1966 roku słoweński architekt Saša Mächtig, a owoce jego koncepcji szybko pojawiły się we wszystkich zakątkach byłego Bloku Wschodniego. Kioski K67 do dzisiaj znajdziemy na ulicach polskich miast — na przykład nieopodal Domu Turysty PTTK w Krakowie czy na terenie giełdy staroci na Kole w Warszawie.
Muzeum Biżuterii MoJA w Poznaniu
proj.: mode:lina, fot.: Patryk Lewiński
Jeden z futurystycznych kiosków zawędrował pod ziemię, do poznańskiego Muzeum Biżuterii MoJA, gdzie zamiast hot dogów, papierosów „Popularnych” czy gum „Turbo”, w jego witrynach znalazły się najciekawsze przykłady polskiej biżuterii z okresu PRL:
Kiosk nie tylko przyciąga wzrok. On natychmiast ustawia kontekst. Przywołuje miejską codzienność, handel, systemowość, powtarzalność, ale też pamięć o epoce, w której projektowanie funkcjonowało między ograniczeniem, rzemiosłem i pomysłowością. Biżuteria z tamtych lat nie trafia więc do neutralnej gabloty, lecz do przestrzeni, która wzmacnia jej kulturowe tło.
— czytamy o Muzeum Biżuterii MoJA w Poznaniu.
Muzeum Biżuterii MoJA w Poznaniu
proj.: mode:lina, fot.: Patryk Lewiński
Na ścianach zewnętrznych pojawiły się gabloty z biżuterią, ale można również wejść do środka kiosku K67, gdzie wyświetlany jest film oraz prezentowana historia polskiego złotnictwa. Co ważne, kiosk nie trafił do muzeum prosto z ulicy — pieczołowicie go odrestaurowano, a czerwony kolor, pokrywający jego ściany, uczynił go ważnym punktem orientacyjnym w dość sterylnej przestrzeni, rozjaśnianej przez zimne światło ekspozytorów.
Muzeum Biżuterii MoJA w Poznaniu
proj.: mode:lina, fot.: Patryk Lewiński
warsztat złotnika
Jak każde muzeum z prawdziwego zdarzenia, MoJA ma nie tylko przestrzeń ekspozycyjną i kolekcję, ale też miejsce, w którym nad cennymi eksponatami roztaczana jest odpowiednia troska. Na zapleczu Muzeum Biżuterii w Poznaniu znajduje się pracownia złotnicza, w której oprócz zabiegów konserwatorskich przeprowadzane są warsztaty i spotkania.
Pojawia się tu prawdziwy stół złotniczy, narzędzia i atmosfera miejsca, w którym biżuteria przestaje być wyłącznie eksponatem, a wraca do procesu: cięcia, lutowania, szlifowania, poprawiania, prób i błędów.
— pisze mode:lina.
Muzeum Biżuterii MoJA w Poznaniu
proj.: mode:lina, fot.: Patryk Lewiński
Każda strefa ma własny charakter, ale całość pozostaje spójna. Surowy strop techniczny, betonowe słupy, precyzyjne linie światła i konsekwentnie prowadzone gabloty tworzą współczesne muzealne tło. Na nim pojawiają się mocniejsze gesty: bambusowy kubik, cortenowe tonacje, stalowe ekspozytory, czerwony kiosk K67, drewniane gabloty i okrągłe lustra.
— podsumowuje pracownia.















































