Choć historia Zamku w Kórniku sięga XV wieku, znany jest przede wszystkim ze swojej neogotyckiej odsłony, wykonanej na zlecenie rezydującego w jego murach hrabiego Tytusa Działyńskiego, założyciela jednej z najstarszych bibliotek w Polsce — Biblioteki Kórnickiej, która w swoich zbiorach ma między innymi rękopisy rodzimych klasyków — Adama Mickiewicza, Juliusza Słowackiego i Jana Kochanowskiego. W tym roku zarówno Zamek, jak i Biblioteka obchodzą ważny jubileusz — z okazji 600-lecia Zamku i 200 lat Biblioteki zorganizowano wystawę „Otoczone troską” prezentowaną w dziewięciu odsłonach.
Zamku w Kórniku
fot.: Al.witkowski | Wikimedia Commons © CC BY-SA 4.0
Wystawę kuratorowaną przez Magdalenę Biniaś-Szkopek, Małgorzatę Cieliczko i Magdalenę Marcinkowską oglądać będzie można do końca roku. Jak jednak podkreślają organizatorzy, warto wybrać się na nią więcej niż raz — eksponaty będą bowiem podmieniane w gablotach! Za projekt i koncepcję aranżacji wystawy odpowiedzialna jest architektka Anna Pilawska-Sita. Jak projektantka postanowiła wyeksponować bezcenne dzieła takie jak rękopis III części „Dziadów” Adama Mickiewicza czy „Treny” Jana Kochanowskiego, a przy tym zadbać o ich ochronę? To odwieczne wyzwanie twórców wystaw — z jednej strony ważne jest zachowanie dziedzictwa w możliwie najlepszym stanie, a z drugiej — równie ważne jest jego udostępnianie. To napięcie stało się motywem przewodnim wystawy.
Wystawa „Otoczone troską. Kórnickie dziedzictwo w dziewięciu odsłonach. 600 lat Zamku, 200 lat Biblioteki”
fot.: Romuald Lewandowski
Punktem wyjścia projektu stał się gest przykrycia. Znany z praktyki konserwatorskiej, gdzie służy ochronie obiektów podczas transportu lub magazynowania, został przekształcony w podstawowy środek wyrazu architektonicznego. Zasłaniamy, aby zwrócić uwagę. Ukrywamy, aby podkreślić wartość, kruchość i wyjątkowość tego, co znajduje się pod powierzchnią
— tłumaczy ideę Anna Pilawska-Sita.
Wystawa „Otoczone troską. Kórnickie dziedzictwo w dziewięciu odsłonach. 600 lat Zamku, 200 lat Biblioteki”
fot.: Romuald Lewandowski
To, co przykryte intryguje — zwiedzający mogą jedynie domyślać się, co ukryte jest pod tkaniną, a to, co odkryte — przyciąga wzrok, wizualnie odcięte od otoczenia skupia uwagę. Część z tkanin pełni dodatkowo funkcję informacyjną, są nośnikami tekstów, grafik i opisów, porządkującymi przestrzeń „ochronnymi pokrowcami na wiedzę”.
O wystawie „Otoczone troską. Kórnickie dziedzictwo w dziewięciu odsłonach. 600 lat Zamku, 200 lat Biblioteki” rozmawiamy z architektką Anną Pilawską-Sitą
Ola Kloc: Skąd pomysł na taką formę ekspozycji?
Anna Pilawska-Sita: Projektując wystawę, zawsze zaczynam od próby zdefiniowania jej problemu, o który podświadomie ma się „potknąć” widz. Do tego dochodzi miejsce, w którym wystawa ma się odbywać. Czasem udaje się wciągnąć ten kontekst do ekspozycji i wejść z nim w dialog.
Podczas pierwszych rozmów dotyczących wystawy dyrektorka Biblioteki Kórnickiej, prof. Magdalena Biniaś-Szkopek, a zarazem jedna z trzech kuratorek tej ekspozycji (Małgorzata Cieliczko, Magdalena Marcinkowska), opowiadała mi o pracy z obiektami z kolekcji. Poprosiłam ją o możliwości obejrzenia tych obiektów z bliska. I tak spędziłam cały dzień z opiekunkami zbiorów, Edytą Bątkiewicz-Szymanowską i Magdaleną Marcinkowską, przeglądając kartka po kartce niezwykłe książki, manuskrypty, listy i fotografie. Tłumaczyły mi, czego dotykam: że ten obiekt ma karty z welinu i dlatego na stronach widać charakterystyczne kropeczki; że tutaj zachowały się ręczne dopiski; że w innym przypadku okładka jest cenniejsza niż sama książka, ponieważ wykonano ją z dwunastowiecznego rękopisu wykorzystanego jako makulatura. W tamtych czasach książki oprawiano na indywidualne życzenie kupującego, nie zwracając uwagi na tymczasową okładkę. Pokazywały mi też prywatne listy, do których srebrną szpilką przypięto próbki koronek. Okazywało się, że mimo upływu czasu papierowi nic się nie stało.
Wystawa „Otoczone troską. Kórnickie dziedzictwo w dziewięciu odsłonach. 600 lat Zamku, 200 lat Biblioteki”
fot.: Romuald Lewandowski
Ola Kloc: Co z perspektywy projektantki dało pani tak intymne doświadczenie tych zbiorów?
Anna Pilawska-Sita: Obcowanie z tymi obiektami uświadomiło mi, jak kluczowa i jak trudna jest sprzeczność między potrzebą udostępniania ich publiczności a ich ochroną, aby mogły przetrwać dla kolejnych pokoleń. Próba wyeksponowania tego wewnętrznego konfliktu, stanowiącego duszę całej wystawy, stała się dla nas priorytetowa.
Kolejnym wątkiem była sama przestrzeń. Sala przeznaczona na tę wystawę jest częścią ekspozycji stałej. Nie mogliśmy wynieść znajdujących się w niej obiektów. Pozostawiając je na swoich miejscach, wraz z dominującą neogotycką architekturą wnętrza, otrzymaliśmy cały kontekst obrazów, mebli i historii.
Wystawa „Otoczone troską. Kórnickie dziedzictwo w dziewięciu odsłonach. 600 lat Zamku, 200 lat Biblioteki”
fot.: Romuald Lewandowski
Długo się zastanawiałam jak opowiedzieć o tak złożonym problemie obcowania z dziedzictwem, które pozostaje niedostępne dla widza, w sali przepełnionej dziedzictwem dostępnym, ale z innych powodów? Jak połączyć opowieści wynikające z istniejącej przestrzeni z nowym, głównym wątkiem — opowieścią o zbiorach Biblioteki? Odpowiedź okazała się zaskakująco prosta. Obiekty muzealne, które chroni się przed kurzem, promieniowaniem UV czy na czas transportu, po prostu się osłania i przykrywa. Pomyślałam, że to „ukrywanie”, „otulanie” najlepiej wyeksponuje problem. Paradoksalnie, zakrywając obiekty, można zwrócić na nie większą uwagę. Stąd pomysł przykrycia eksponatów i wykorzystania tych materiałów jako nośników nadruków opowiadających o kontekście wystawy i przekazujących treści, na których tak zależało zespołowi Biblioteki.
Ola Kloc: Co zostało więc odsłonięte, a co przykryte?
Anna Pilawska-Sita: Skoro zdecydowaliśmy się na tak mocny gest przykrycia, musieliśmy potraktować go konsekwentnie. Chcieliśmy stworzyć swoisty pejzaż, który będzie prowadził widza i podpowiadał mu, na co ma patrzeć oraz jak rozumieć przestrzeń. To właśnie przykrywanie miało zbudować atmosferę. Krajobrazu nie da się stworzyć do połowy — tak jak nie powstanie las, jeśli posadzi się tylko dwa drzewa. Tutaj trzeba było przykryć niemal wszystko.
Muszę wspomnieć o Justynie Lewandowskiej-Stosik, która pomogła znaleźć formę tego „opakowywania”. Samo przykrycie było tylko połową zadania. Drugą było znalezienie takiej formy, aby gest był czytelny i świadomy, a nie wyglądał jak przypadkowe zabezpieczenie.
Kolejnym niezwykle ważnym elementem były nadruki, czyli odkrywanie detali, ornamentów i postaci zaczerpniętych z eksponowanych ksiąg. Tutaj doświadczenie i wrażliwość graficzki Agnieszki Juraszczyk okazały się bezcenne.
Wystawa „Otoczone troską. Kórnickie dziedzictwo w dziewięciu odsłonach. 600 lat Zamku, 200 lat Biblioteki”
fot.: Romuald Lewandowski
Ola Kloc: Na ekspozycji prezentowane są najcenniejsze, dotychczas „otoczone troską” zbiory, szczególne na tyle, że wymagają — zwłaszcza rękopisy i papiery — rygorystycznych warunków. Jak wyglądała pani współpraca z zespołem konserwatorskim? Na co szczególnie musiała pani zwrócić uwagę?
Anna Pilawska-Sita: Pierwszym krokiem było dowiedzenie się, jak profesjonalnie chroni się obiekty i jak wygląda codzienna profilaktyka muzealna. Stąd pomysł na wykorzystanie flizeliny, który pojawił się po konsultacjach z Krzysztofem Kalitką, starszym specjalistą i kierownikiem Pracowni Profilaktyki Muzealnej Muzeum Narodowego w Poznaniu. Później zaczęliśmy już szukać konkretnych sposobów i rozwiązań pozwalających „otulić” całą ekspozycję. W Bibliotece Kórnickiej pracują dwie konserwatorki — Aleksandra Kwiatkowska oraz Aleksandra Wysokińska — które od samego początku były zaangażowane w projekt.
Wystawa „Otoczone troską. Kórnickie dziedzictwo w dziewięciu odsłonach. 600 lat Zamku, 200 lat Biblioteki”
fot.: Romuald Lewandowski
Największym wyzwaniem było światło. Zaprosiłam do współpracy Weronikę Strzelec z Lumi Studio, która pomogła stworzyć niemal „cieplarniane” warunki dla eksponowanych obiektów.
Drugim wyzwaniem był sam zadruk flizeliny. Musieliśmy opracować technologię, którą konserwatorzy dopuściliby do kontaktu z zabytkowymi obiektami. Wymagało to ścisłej współpracy z niezwykle cierpliwym i doświadczonym drukarzem Kubą Kaźmierczakiem z drukarni Premium Druk.
Wystawa „Otoczone troską. Kórnickie dziedzictwo w dziewięciu odsłonach. 600 lat Zamku, 200 lat Biblioteki”
fot.: Romuald Lewandowski
Ważnym elementem była również współpraca z zespołem Zamku w Kórniku. Pamiętam, że kiedy wysłałam projekt, otrzymałam wiele niezwykle cennych uwag dotyczących samych wnętrz i historycznego wyposażenia. Jedna z nich, przekazana przez Małgorzatę Potocką, dotyczyła supraportów nad drzwiami. Ich korony są osadzone na ruchomych elementach, dlatego podczas „otulania” trzeba było zachować szczególną ostrożność.
Ola Kloc: Jest to żywa wystawa, co jakiś czas eksponaty w gablotach są wymieniane, co było największym wyzwaniem przy projektowaniu tak nietypowej, ruchomej wystawy?
Anna Pilawska-Sita: Praca z tak wyjątkowymi obiektami zawsze wiąże się z ogromną odpowiedzialnością. Ale odkładając na chwilę na bok ich wartość i ryzyko uszkodzenia, myślę, że największym wyzwaniem było sprawienie, aby same eksponaty naprawdę wybrzmiały. Żeby nie zniknęły w tym całym pejzażu „otulania”.
Ekspozycja została zaprojektowana tak, aby widz odnajdywał obiekty w tym krajobrazie. Bardzo zależało mi na tym, żeby ilość materiału otaczającego gabloty budowała napięcie i sprawiała, że moment spojrzenia na sam eksponat staje się wyjątkowy. Żeby atmosfera otoczenia prowadziła do spotkania z obiektem.
Książek zazwyczaj nie pokazuje się na białym tle, bo wydaje się, że papier jest biały. Gabloty często wykłada się czerwonym lub pomarańczowym aksamitem, żeby wydobyć materię książki i stworzyć kontrast. My również wykonywaliśmy takie próby, sprawdzaliśmy różne kolory. Ostatecznie wykonaliśmy próbę z flizeliną również wewnątrz gablot. I okazało się coś zupełnie nieoczekiwanego — książki wcale nie są białe! Flizelina stworzyła niezwykle neutralne tło, które dało obiektom przestrzeń i spokój. Wtedy zdecydowaliśmy się wprowadzić gest przykrycia także do wnętrza gablot. To było dla mnie duże zaskoczenie. Lubię takie momenty.
Wystawa „Otoczone troską. Kórnickie dziedzictwo w dziewięciu odsłonach. 600 lat Zamku, 200 lat Biblioteki”
fot.: Romuald Lewandowski
Ola Kloc: Nie jest to pierwszy pani projekt wystawy — jak jako architektka odnajduje się pani w tworzeniu tego typu form?
Anna Pilawska-Sita: Projektowanie wystaw jest jednym z obszarów mojej działalności. Nie zajmuję się wyłącznie tym, ale właśnie tę część pracy szczególnie cenię.
Projektowanie wystaw pozwala mi skupić się na miejscu, przeanalizować je centymetr po centymetrze i spróbować odnaleźć jego nową tożsamość — taką, która odpowiada na problem stawiany przez daną ekspozycję. Projektowanie wystaw jest dla mnie trochę jak budowanie krajobrazu. To bardzo złożony system znaczeń, który mimo to powinien sprawiać wrażenie naturalnego i harmonijnego. Nawet jeśli wystawa jest oparta na mocnym geście przestrzennym, aranżacja wciąż musi pozostać tłem. Jej rolą jest wzmacnianie przekazu, a nie jego zagłuszanie. Właśnie ten proces budowania znaczeń poprzez przestrzeń najbardziej mnie fascynuje. Wymaga świadomości materiału, światła, proporcji i emocji, jakie wywołuje miejsce. To rodzaj projektowania, w którym architektura staje się opowieścią.
Ola Kloc: Dziękuję za rozmowę.

















































