okno zamknie się za 5

computer zapisz w ulubionych

Japonia (nie) dla początkujących — rozmowa o życiu, ludziach i praktyce architektonicznej w Japonii

04 czerwca '20

Rozmowa z Piotrem Pasierbińskim

A&B 12'2019

Piotr Pasierbiński — architekt, laureat międzynarodowych i ogólnopolskich konkursów architektonicznych, nagród oraz stypendiów (m.in. Stypendium w Tennessee i Singapurze).

Studia ukończył z wyróżnieniem na Politechnice Krakowskiej, a za projekt dyplomowy otrzymał liczne nagrody, w tym nagrodę Dyplom Roku SARP Kraków. Swoje doświadczenie zawodowe zdobywał w utytułowanych pracowniach na całym świecie, w Vancouver i Szanghaju — Chris Doray Studio, w Knoxville i Sharjah — SHO Architecture oraz w Tokio pracując dla NOIZ Architects i Sou Fujimoto.

Piotr Pasierbiński otrzymał równorzędne wyróżnienie honorowe za pracę pt. „Ślady wody” w konkursie A na Międzynarodowym Biennale Architektury Kraków 2019 MBA Kraków 2019


Anna Popiel-Moszyńska
: Piotrze, chciałam Ci pogratulować życiorysu zawodowego. Jesteś bardzo młody, a masz już za sobą pracę i doświadczenia w wielu krajach. Jeszcze podczas studiów odbyłeś stypendium na University of Tennessee w Knoxville w Stanach Zjednoczonych, później kolejne, w Singapurze. Wyjazdy te były dla Ciebie, jak sam twierdzisz, przełomowe. W Stanach uczyłeś się, a później współpracowałeś z Gregory Spaw (założycielem SHO Architecture), w Azji Twoim drugim zawodowym mentorem był poznany na warsztatach Politechniki Chris Doray, z którym bezpośrednio po zakończeniu stypendium również nawiązałeś współpracę w jego biurze w Vancouver. Po pobycie w Kanadzie wróciłeś na macierzysty Wydział Architektury Politechniki Krakowskiej, gdzie w 2016 roku obroniłeś z wyróżnieniem dyplom magisterski — i z Krakowa wyjechałeś do Tokio.

Piotr Pasierbiński: Tak.

stacja kolejowa
Iidabashi, linia Chuo-Sobu

stacja kolejowa Iidabashi, linia Chuo-Sobu

fot.: © Potr Pasierbiński

Anna: Czy wyjazd do Tokio — dostałeś tam pracę w pracowni NOIZ Architects — to był Twój cel po studiach? Miałeś tam już jakieś kontakty? Jak to było?

Piotr: Nie miałem żadnych kontaktów. To było marzenie — wyjechać do Japonii nie tylko w celach turystycznych, ale żeby móc pobyć tu dłużej, odkryć tutejszą kulturę i poznać ten kraj nie tylko z perspektywy turysty, ale mieszkając tu i pracując. Na początku zwiedzałem i chłonąłem miasto, dopiero później zacząłem wysyłać aplikacje do różnych biur.


Anna
: Byłeś już wcześniej w Japonii czy to był Twój pierwszy pobyt w Kraju Kwitnącej Wiśni?

Piotr: To był mój pierwszy raz.


Anna
: Co Cię skłoniło, żeby wyjechać akurat tam?

Piotr: Myślę, że przede wszystkim współczesna architektura. Połączenie szacunku do przyrody, ale też bardzo odważne, awangardowe spojrzenie na grę przestrzenną w architekturze.


Anna
: W pracowniach, z którymi miałeś wcześniej do czynienia — w Stanach i w Kanadzie, w innej kulturze — tego nie było? Czy po prostu uznałeś, że chcesz zobaczyć coś zupełnie innego niż tamtejsze podejście do wykonywania zawodu?

Piotr: Niełatwo odpowiedzieć na to pytanie. Myślę, że cały czas szukam jakichś nowych wyzwań. Wtedy akurat Japonia wydawała mi się jednym z większych wyzwań — zarówno jeśli chodzi o środowisko pracy, jak i zupełnie inną kulturę, barierę językową, to mnie bardzo pociągało. Japońska architektura jest zaś zupełnie inna niż nasza, ich spojrzenie — bardzo odmienne. Byłem tego ciekawy.


Anna
: Dużo czasu zajęło Ci znalezienie pierwszej pracy?

Piotr: Pracę udało mi się znaleźć zaskakująco szybko, bo po miesiącu.


Anna
: Czy złożyłeś wiele aplikacji?

Piotr: Tak, ale nie na początku. Miałem kilka rozmów z wybranymi biurami i byłem bardzo selektywny, kontaktowałem się tylko z pracowniami, które mi się marzyły. Sam proces kwalifikacyjny mnie zaskoczył, myślałem, że wszystko będzie się toczyć szybciej. Okazało się, że na odpowiedzi — zarówno pozytywne, jak i negatywne — trzeba czekać około miesiąca. W Stanach ten proces jest dużo szybszy. Dopiero później zacząłem aplikować do większej liczby biur, w sumie kilkunastu.

pchli targ Oi
Racecourse w dzielnicy Shinagawa

pchli targ Oi Racecourse w dzielnicy Shinagawa

fot.: © Potr Pasierbiński

NOIZ Architects

Anna: Jak wyglądały Twoje pierwsze dni, co Cię najbardziej zaskoczyło? Nie mówisz chyba po japońsku?

Piotr: Pracuję po angielsku. Same początki wspominam jako pracę niezwykle intensywną, od rana do północy. Pierwszym projektem, nad którym pracowałem, był plan urbanistyczny z koncepcją architektoniczną na zamówienie firmy, która jest producentem robotów. Mieszkania, szpital, biura i główna siedziba tej firmy. To, że praca będzie niezwykle intensywna, nie było dla mnie jakimś specjalnym zaskoczeniem — byłem przygotowany na to, że tu się bardzo dużo pracuje. Jednak zaskoczeniem była komunikacja z moimi współpracownikami. W Japonii bardzo mało rzeczy mówi się wprost, trzeba czytać między wierszami, wszystko jest niedopowiedziane i trzeba się tego po prostu nauczyć, żeby się tu dobrze komunikować.


Anna
: Przeżyłeś w związku z tym jakieś wpadki nowicjusza?

Piotr: Było parę nieporozumień, ponieważ Japończycy nie mówią wprost „nie”. Przez długi czas nie mogłem zrozumieć, dlaczego nie możemy czegoś zrobić, pójść w zaproponowanym przeze mnie kierunku. Dopiero kolega z pracowni — Francuz — w pewnym momencie na stronie wytłumaczył mi, że Japończyk, któremu proponuję pewne rozwiązania projektowe już od trzech tygodni mówi mi, że tego nie da się w ten sposób zrobić. Ja tego nie przyjmowałem do wiadomości, ponieważ nie powiedział mi tego wprost. „Trudne”, „może być skomplikowane”, „niekoniecznie klient miałby na to ochotę” — to przeciwieństwo amerykańskiej otwartości i bezpośredności.


Anna
: Jaki był Twój wkład w pracę zespołową przy masterplanie po japońsku?

Piotr: Wszyscy w moim zespole dobrze mówili po angielsku, klient — założyciel firmy, profesor uniwersytecki — również. Na zebraniach, widząc mnie, przechodził od razu na ten język, co jest oznaką dużego szacunku; było to niezwykle przyjemne zaskoczenie, biorąc pod uwagę ogromną hierarchiczność tego społeczeństwa. Natomiast faza finalna projektu, opisy japońskie — w tym nie brałem już udziału, miałem wkład w fazę koncepcyjną i projektową. Przy tym projekcie akurat większość osób mówiło po angielsku. W NOIZ Architects dwóch szefów pracowało niegdyś u Tadao Ando, później jeden z nich wyjechał do Stanów, studiował i pracował w Nowym Jorku. W Tajpej zatrudniają pięć osób, w tokijskiej pracowni piętnaście, prawie połowa to obcokrajowcy.

dzielnica Shinjuku,
Koshu‑Kaido Ave

dzielnica Shinjuku, Koshu‑Kaido Ave

fot.: © Potr Pasierbiński

Anna: Jak wygląda organizacja pracy w japońskim biurze? Zdarzyło mi się pracować w dość dużej paryskiej pracowni, gdzie pracownicy przychodzili do pracy koło dziewiątej trzydzieści, przez pierwsze czterdzieści pięć minut obchodzili cały lokal, witając się — tradycyjnymi pocałunkami w policzek — ze wszystkimi, później z pół godziny na dobudzanie się przy automacie z kawą. Do biurek docierali koło jedenastej. Między południem a czternastą przerwa na lunch. Prawdziwa praca zaczynała się koło piętnastej, szesnastej. Większość pracowników w konsekwencji zostawała po godzinach!

Piotr: Tutaj jest inaczej! (śmiech) Pracę zaczyna się stosunkowo późno, bo o dziewiątej trzydzieści. To, co mnie zaskoczyło na samym początku to, że nikt nie mówi sobie nawet „dzień dobry” i „do widzenia”! Jak ktoś zaczyna pracę, to po prostu siada przy biurku bez słowa, podobnie jest po jej skończeniu, przynajmniej w tym biurze. To był dla mnie mały szok. Później dopiero spotkałem się ze zwrotem otsukaresama deshita na zakończenie pracy, który nie ma swojego polskiego odpowiednika, oznacza coś w rodzaju „dziękuję za ciężką pracę”, „jestem zmęczony ciężką pracą”. Na lunch jest przerwa godzinna. Niestety w wielu miejscach nadal obowiązuje hierarchiczność, objawiająca się zwyczajem, że nie powinno się wyjść z biura, zanim nie wyjdzie z niego ktoś będący o szczebelek wyżej. Obserwowałem więc wielokrotnie Japończyków czekających na wyjście szefa.


Anna
: Czekając, jeszcze efektywnie pracowali?

Piotr: Nie całkiem, nie da się efektywnie pracować przez dwanaście czy czternaście godzin dziennie.


Anna
: Masz w kontrakcie napisane stałe godziny pracy? Czy jest też praca w weekendy, nadgodziny przed oddaniem projektów?

Piotr: W kontrakcie są określone godziny pracy — bywa jednak, że niewiele ma to wspólnego z czasem rzeczywiście spędzonym w biurze. Nadgodziny są tu z założenia bezpłatne. Praca w weekendy — jeśli są terminy oddania — to jest to praca non-stop: i soboty, i niedziele są z założenia przeznaczone na pracę. Moim najdłuższym maratonem był miesiąc w biurze na okrągło.

dworzec kolejowy
Shinjuku, podziemne korytarze

dworzec kolejowy Shinjuku, podziemne korytarze

fot.: © Potr Pasierbiński

Głos został już oddany