10 października w poprzemysłowych przestrzeniach Młynów Rothera już po raz czwarty rozpoczną się Bydgoskie Dni Projektowe. W tym roku festiwal pod hasłem RE: skupia się na ponownym wykorzystaniu — nie tylko zasobów, ale i przestrzeni czy idei. „Projektowanie musi stać się praktyką krytyczną, zdolną do zatrzymania logiki nadprodukcji i skierowania uwagi na to, co już mamy” — mówi Mila Burchart, odpowiedzialna za koncepcję wydarzenia.
Mila BURCHART — design traktuje nie tylko jako tworzenie form i znaczeń, ale też narzędzie krytycznej analizy relacji władzy i narracji społecznych. Interesuje ją, jak projektowanie wpływa na sposób, w jaki dzielimy zasoby, opowiadamy historie i organizujemy wspólną przestrzeń. Od dekady tworzy festiwale artystyczne, wystawy narracyjne i rozwiązania z zakresu dostępności dla instytucji kultury, miejsc pamięci i NGO. Studiowała literaturę porównawczą w Krakowie, Wilnie, Wiedniu i Tartu. Obecnie jest związana z Instytutem Stosowanych Nauk Społecznych UW. Współpracowała między innymi z Independent Cultural Venue SODAS2123, Łotewskim Narodowym Muzeum Sztuki czy Muzeum Uchodźców Żydowskich w Szanghaju.
Ola Kloc: Hasło tegorocznej edycji Bydgoskich Dni Projektowych to RE:, odnoszące się do ponownego wykorzystania zasobów, przestrzeni i idei. Jakim ideom powinniśmy przyjrzeć się na nowo?
Mila Burchart: Przez RE: chcieliśmy zaprosić naszych gości do spojrzenia na tworzenie nowych rzeczy przez pryzmat zdolności do reinterpretacji. Najciekawsze procesy projektowe dziś nie zaczynają się od pustej kartki, lecz od konfrontacji z tym, co już istnieje: z budynkiem, który ma warstwy czasu, z materiałem, który nosi ślady poprzedniego użycia, z przestrzenią, która zdążyła urosnąć w społeczne znaczenia. Adaptacje dawnych hal czy fabryk są laboratoriami nowych możliwości — miejscami, gdzie projektowanie przejmuje rolę tłumacza między przeszłością a przyszłością. Widać to w realizacjach, które świadomie zachowują fragmenty konstrukcji, faktur czy układów urbanistycznych, traktując je jako aktywne elementy nowego porządku.
Wyspa Młyńska w Bydgoszczy
fot.: Marcin Zaborowski © archiwum organizatorów
Arjun Appadurai pisał o biografiach przedmiotów i o tym, jak w zależności od obiegu zmienia się ich status. Rzecz, która funkcjonowała jako narzędzie produkcji, może zostać „uszczegółowiona” jako nośnik pamięci czy symbol wspólnoty. Będziemy rozmawiać o tym, jak przedmioty, ale i budynki podlegają procesom, które nadają im nową tożsamość. Te praktyki prowadzą do pytań o relacyjność.
Projekt nie jest już tylko formą użytkową, ale medium, które wiąże użytkowników, miejsca i rzeczy w dynamiczną sieć. Nie chodzi o wymiar emocjonalnej więzi, ale o świadomość, że to właśnie ciągłość i zdolność do transformacji nadają przedmiotom trwałość społeczną. Artefakt, który można przekształcać, jest bardziej odporny niż ten, który z definicji zakłada krótki cykl życia. W tym sensie projektowanie dotyczy nie tyle tworzenia nowej formy, ile konstruowania warunków długiego trwania — zarówno materialnego, jak i kulturowego.
Pytamy o przyszłość w naszych codziennych wyborach. Kryzysy klimatyczne i społeczne sprawiają, że projektowanie musi stać się praktyką krytyczną, zdolną do zatrzymania logiki nadprodukcji i skierowania uwagi na to, co już mamy. Ale to nie oznacza rezygnacji z innowacji — przeciwnie, wymaga twórczej wyobraźni, by w istniejącym dostrzec potencjał do transformacji. To właśnie w pracy z odziedziczonymi zasobami kryje się dziś największe pole eksperymentu.
Ola Kloc: Z zasady 3R (Reduce, Reuse, Recycle), którą powoli zaczynamy wdrażać w naszej konsumpcyjnej rzeczywistości, powinniśmy zacząć przechodzić do zasady 10R (Refuse, Rethink, Reduce, Reuse, Repair, Refurbish, Remanufacture, Repurpose, Recycle, Recovery) — jak namawiać społeczeństwo do takich zmian, kiedy często taniej i szybciej jest kupić nowy produkt, zamiast naprawiać stary albo wznieść nowy obiekt, zamiast odnowić ten istniejący?
Mila Burchart: Prawdopodobnie wiele ułatwiłyby nam takie gotowe recepty. To, co proponuje nam zasada 10R, to w gruncie rzeczy projekt nowej umowy społecznej. Bo przecież nie chodzi wyłącznie o techniki gospodarowania odpadami, ale o zmianę sposobu, w jaki myślimy o relacjach z rzeczami, przestrzeniami i zasobami. Każde „R” można czytać jako rodzaj wezwania do przeformułowania naszych praktyk i wyobrażeń.
Kiedy mówimy o pierwszych krokach 10R, czyli Refuse i Rethink, w istocie mówimy o odrzuceniu iluzji taniości (o której piszą choćby Raj Patel i Jason Moore w „Historii świata w siedmiu tanich rzeczach”) i o namyśle, czy naprawdę potrzebujemy kolejnych nowych przedmiotów, czy budynków. To są decyzje kulturowe, które mogą kształtować całe społeczeństwa: takie, które uczą się, że dobrobyt nie polega na niekończącym się strumieniu nowości. Zmiana tego myślenia nie dokonuje się jednak przez proste hasła, lecz przez długotrwały proces przestawiania wyobraźni: kiedy architektura zaczyna pokazywać, że adaptacja jest piękniejsza niż nowa budowa, kiedy reklama przestaje gloryfikować nowość, a sztuka opowiada o wartości trwania. To powolne przesuwanie akcentów sprawia, że rezygnacja z nadmiaru zaczyna być postrzegana nie jako ograniczenie, ale jako aspiracja, a może wręcz — strategia przetrwania.
David Graeber pisał, że fundamentem życia społecznego są zobowiązania. Jeśli przełożymy to na język architektury, to naprawa i renowacja nie będą tylko prostą kalkulacją ekonomiczną, ale formą odpowiedzialności. To gest, który mówi: rzeczy i budynki nie są jednorazowe, ale wchodzą z nami w długotrwałe relacje, które musimy pielęgnować. Odnowa istniejących budynków bywa bardziej zrównoważoną strategią niż ich wyburzanie i zastępowanie nowymi konstrukcjami — i to nie tylko ze względów środowiskowych, ale także społecznych i kulturowych. Renowacja staje się częścią gospodarki cyrkularnej, a nie alternatywą wobec nowej budowy. W tym sensie Repair i Refurbish to nie tylko techniczne operacje, ale procesy, które zmieniają nasze wyobrażenie o wartości. Odnowa staje się aktem troski o wspólne zasoby i świadectwem kulturowej ciągłości. To nie gest nostalgii, ale nowy sposób projektowania przyszłości w oparciu o to, co już mamy. Z tej perspektywy naprawa czy renowacja to nie tyle ekonomiczny wybór, ile forma spłaty długu wobec wspólnoty i świata. David Harvey pisał, że prawo do miasta oznacza prawo do „remake ourselves by remaking our cities”: przekształcania go w duchu dobra wspólnego, a nie wyłącznie akumulacji kapitału. To szczególnie istotne w architekturze: rewitalizacja i adaptacja nie tylko chronią środowisko, ale też stają się gestem politycznym, sprzeciwem wobec logiki jednorazowości i wykluczenia.
Młyny Rothera
fot.: Aneta Pawska © archiwum organizatorów
I moglibyśmy tak wymieniać dalej, pokazując, że kolejne „prze-” lub „re-” mogą być drogą do uzdrowienia wspólnot miejskich, w których mieszkamy. Naprawy, ponowne przeznaczenie czy recykling nabierają sensu wtedy, gdy widzimy je jako działania wspólnotowe, zakorzenione w trosce o miasto i planetę. 10R wymaga przeformułowania logiki całego systemu: od regulacji prawnych (prawo do naprawy, obowiązek dostępności części zamiennych, podatki surowcowe), przez innowacje biznesowe (model product-as-a-service, gospodarka usług serwisowych), aż po praktyki kulturowe i miejskie, które wzmacniają ideę commons. Wtedy „R” stają się czymś więcej niż techniką — stają się elementem nowej kultury życia i projektowania.
Ola Kloc: Czym Bydgoskie Dni Projektowe różnią się od innych festiwali związanych z projektowaniem?
Mila Burchart: Chcemy rozszczelnić rozmowę o projektowaniu. Bydgoskie Dni Projektowe stawiają obok siebie metaperspektywę i codzienność: filozofię, literaturę, antropologię, bo projektowanie nie kończy w pracowni architekta, urbanistki, projektantki, tylko organizuje to, jak mieszkamy, pamiętamy i współdziałamy. Program ma silny trzon dyskusji „z dużej sceny”, ale jest osadzony też w mieście. Wykorzystujemy Bydgoszcz jako czytelnię: jej warstwy, blizny, dobre praktyki i potknięcia. To dlatego nasze spacery nie są nostalgicznym tour de force, lecz czytaniem cyklu życia: jak dawne zakłady przechodzą w kulturę i usługi, jak hotele stają się mieszkaniami (lub odwrotnie), a magazyny — warsztatami i sklepami. Chcemy przyjrzeć się temu, kiedy elastyczne projektowanie pozwala budynkom dostać drugie (i kolejne) życie, a kiedy pochopne decyzje zamykają je na przyszłość. W skali urbanistyki patrzymy na całe ulice i kwartały, powolną geologię miasta, i pytamy, które historyczne układy nadal sterują codziennością, oraz jak deindustrializacja i demografia przepinają sens dawnych planów na nowe potrzeby.
Młyny Rothera
fot.: Aneta Pawska © archiwum organizatorów
Zależy nam na ukontekstowieniu. Współpracujemy z SARP-em, środowiskiem zawodowym i akademickim (także w tych samych dniach goszcząc spotkania młodych architektów U40), żeby nie uciekać od realiów branży i standardów — tylko od nich odbijać do rozmów o tym, co dalej z projektowaniem w epoce RE:.
Zależy nam też na dotarciu do różnych grup odbiorców. Mamy ścieżkę dla młodzieży: przygotowaną partycypacyjnie, z pytaniami „co w naszym mieście naprawdę działa?” oraz zajęcia dla dzieci, bo wrażliwość projektową najlepiej wykuwa się w kontakcie z materiałem i ruchem, nie w prezentacji slajdów. Oprócz debat proponujemy warsztaty: od „chirurgii” na detalach, przez rozmowy o kolekcjonowaniu, aż po ćwiczenia z upcyklingu — praktyk, które łączą estetykę z ekonomią obiegu. A jeśli ktoś potrzebuje bardziej „teoretycznej windy”, znajdzie ją w panelach o projektowaniu jako języku pamięci i wątkach antropologicznych oraz filozoficznych, które śmiało splatamy z praktyką.
Bydgoskie Dni Projektowe to trzy dni, w których miasto staje się laboratorium myślenia projektowego — od filozofii i literatury po pracę na materiale i skali 1:1. U nas teoria nie wisi w powietrzu: schodzi na chodnik, do dzielnicy i do budynku. Uczymy się nowych sposobów patrzenia: jak z zasobów, które już mamy, wydobyć wartość, znaczenie i długowieczność. Chcemy rozmawiać o sprawczości.
Ola Kloc: Na jakie punkty tegorocznego programu szczególnie warto zwrócić uwagę?
Mila Burchart: Przed nami rozmowy o recyklingu trendów, wyzwaniach architektury cyrkularnej, ekologiczności drugiego obiegu w modzie. Wśród naszych gości znajdą się między innymi Nikodem Pręgowski, Karolina Leśnik-Patelczyk, Ariel Śliwiński, Ada Nawrocka, Zofia Jaworowska, Petro Vladimirov, Joanna Kądziołka, Magdalena Milert, Jakub Elwertowski, Paweł Górny, Beata Bochińska, Julia Kromolicka, Kornelia Trzcionkowska, Paulina Strusińska czy Karolina Sulej-Kubik. Współpracujemy ze Stowarzyszeniem Architektów Polskich, Politechniką Bydgoską, Dreslow, Bydgoskim Klastrem Przemysłowym czy Stowarzyszeniem Twórców Grafiki Użytkowej, Fundacją KRAINA, Polskim Stowarzyszeniem Zero Waste, Fundacją Brda czy Stowarzyszeniem Zielona Grupa.
Magdalena Milert opowiadać będzie o swojej książce „Dla kogo jest miasto? Jak stworzyć przestrzeń, która o nas dba”
fot.: Adrianna Sołtys
Spotkamy się z Magdą Milert, by porozmawiać o jej świeżej książce „Dla kogo jest miasto? Jak stworzyć przestrzeń, która o nas dba” (Wydawnictwo Poznańskie, 2025). Jej połączenie badań, miejskiej obserwacji i prostych, wdrażalnych rozwiązań — od mikrointerwencji po zmiany systemowe — pozwala pytać o to, co w projektowaniu pociągające: kto naprawdę korzysta z przestrzeni, co z niej wycina rynek i przyzwyczajenia, i jak projektować miasta, które „dbają”, zamiast tylko „funkcjonować”. Porozmawiamy o mieście jako ekosystemie troski: o chodnikach i szkołach, które skracają dystanse, o bezpiecznych dojściach zamiast „projektów wizualnych”, o praktykach innych miast, które — być może — da się przełożyć na nasze najbliższe sąsiedztwo.
„O intymnej historii przedmiotów” to tytuł spotkania z pisarką Karoliną Sulej-Kubik | festiwalowi towarzyszyć będzie też wystawa „To nie są moje rzeczy” Kory Tei Kowalskiej
© archiwum organizatorów
Zastanowimy się, jakich słów używamy, by opisać swoją relację z przedmiotami: o intymnym życiu przedmiotów porozmawiamy z Karoliną Sulej-Kubik i Korą Teą Kowalską w kontekście jej nominowanego do Nike eseju „Patrz pod nogi. O zbieraniu rzeczy”. Zastanowimy się, dlaczego pewne drobiazgi urzekają nas tak bardzo, jak rzeczy „pomiędzy” — niepozorne, pomijane — niosą ślady przeszłości i pragnień, działając na nas jak okna do dawnego świata. Będziemy też praktykować. Osobliwe spotkanie autorskie zaplanowaliśmy w drodze: pójdziemy z Dorotą Kotas do lumpeksu.
Mikołaj Buzała, przewodnik po Bydgoszczy, podczas spaceru opowie o miejskich przemianach, a Yana Bezdushna poprowadzi warsztaty „Nowe życie starej marynarki”
© archiwum organizatorów
Szczególnym miejscem będzie także Strefa Partnera, w której — także w akcji — będzie można zobaczyć osoby, marki, podmioty, wdrażające swoje „R” w codziennej pracy: VIVE Texcellence, Malachite Minds, Splot słoneczny, Akademia Rzemiosła, Szare Wrony, Agatoro. Do wielu z nich będzie można po prostu dołączyć we wspólnym działaniu, a — nadając nowe życie już raz używanym przedmiotom — wypróbować różnych reinterpretacji „re” także własnoręcznie.
plakat wydarzenia
© archiwum organizatorów
Szczegółowy program wydarzenia dostępny jest na stronie internetowej Bydgoskich Dni Projektowych.











![Zobacz Standardowy moduł szklany VELUX do dachu płaskiego [click: artykuł w A&B] Standardowy moduł szklany Velux do dachu płaskiego - Nowoczesne przeszklenia dachów płaskich dostępne dla większej liczby projektów](https://cdn.architekturaibiznes.pl/upload/filemanager/AiB/BANERY/VELUX/METKA-09-2026/Velux-metka_1070x600_2.jpg?1788776738197)



















