Zobacz w A&B!
Zostań użytkownikiem portalu A&B i odbierz prezenty!
Zarejestruj się w portalu A&B i odbierz prezenty
maximize

Gdańsk nie jest muzeum. Łukasz Rayss o architekturze, która zmienia miasto

18 sierpnia '26

Gdańsk jest miastem, którego współczesna architektura nie może być projektowana w oderwaniu od historii. Jednocześnie próba zatrzymania miasta w przeszłości byłaby zaprzeczeniem jego natury. O tym, jak projektować w miejscach obciążonych historią, gdzie przebiega granica między ochroną dziedzictwa a współczesną ingerencją i dlaczego architekt musi czasem zaakceptować konflikt wokół swojego projektu, rozmawiamy z Łukaszem Rayssem, architektem odpowiedzialnym między innymi za projekty Wodopoju i rewitalizacji dawnego szpitala przy Klinicznej w Gdańsku.

Łukasz Rayss

Łukasz Rayss

© Moderna Holding

 
Ewa Karendys
: Architektura historycznego miasta ma szczególny problem: właściwie każdy nowy budynek wchodzi w relację z czymś, co już istnieje. Czy w takim miejscu architekt powinien przede wszystkim chronić zastany porządek, czy ma prawo go zmieniać?

Łukasz Rayss: Miasto nie jest eksponatem muzealnym. Gdybyśmy przyjęli, że każda kolejna generacja może jedynie konserwować to, co otrzymała, po pewnym czasie przestalibyśmy mówić o żywym organizmie miejskim. Architektura zawsze jest zapisem swojej epoki. Pytanie nie brzmi więc, czy współczesność może pojawić się obok historii, ale w jaki sposób powinna to zrobić.

 
Ewa Karendys
: Zatem w jaki sposób powinna to zrobić?

Łukasz Rayss: Dla mnie kluczowa jest uczciwość. Nowy budynek nie musi udawać, że powstał sto czy dwieście lat temu. Jeżeli próbuje naśladować historyczną architekturę, często kończy się to czymś w rodzaju scenografii. Znacznie ciekawszy jest dialog: zachowujemy to, co rzeczywiście ma wartość, rozumiemy skalę i charakter miejsca, a jednocześnie pozwalamy współczesnej architekturze mówić własnym językiem.

Wodopoj

Wodopoj

© Moderna Holding

 
Ewa Karendys
: Czyli zamiast rekonstrukcji — kontynuacja?

Łukasz Rayss: Raczej świadome dopisywanie kolejnego rozdziału. Gdańsk jest zresztą bardzo dobrym przykładem miasta, które nigdy nie było jednorodne. Jego obecny obraz jest wynikiem nakładania się kolejnych epok, zmian, odbudowy i przekształceń. Gotyk nie wykluczał później renesansu, modernizm nie wymazał całkowicie wcześniejszych warstw. Dlatego również dzisiaj powinniśmy mieć możliwość tworzenia architektury, która będzie rozpoznawalna jako architektura XXI wieku. Oczywiście pod warunkiem, że jest to architektura dobrej jakości i że respektuje miejsce, w którym powstaje.

 
Ewa Karendys
: W praktyce oznacza to jednak konflikt interesów. Inwestor chce wykorzystać potencjał działki, mieszkańcy chcą zachowania znanego im krajobrazu, konserwator chroni wartości historyczne, a architekt próbuje znaleźć własne rozwiązanie. Kto powinien mieć ostatnie słowo?

Łukasz Rayss: Nie jestem zwolennikiem patrzenia na ten proces jak na konkurs, w którym jedna strona musi wygrać, a pozostałe przegrać. Dobry projekt jest wynikiem znalezienia rozwiązania pomiędzy tymi interesami. Oczywiście nie zawsze jest to możliwe bez napięć. Architektura jest przecież fizyczną ingerencją w przestrzeń publiczną. Budynek będzie oglądany przez tysiące ludzi, również tych, którzy nigdy nie będą jego użytkownikami. To oznacza, że projektant musi brać odpowiedzialność także za doświadczenie osób znajdujących się poza inwestycją. I właśnie dlatego uważam, że dialog społeczny, konsultacje czy rozmowa z ekspertami nie powinny być traktowane wyłącznie jako formalny etap procesu inwestycyjnego. Mogą realnie poprawić projekt.

 
Ewa Karendys: Dobrym przykładem wydaje się Wodopój — inwestycja realizowana przez Modernę. Projekt wprowadza współczesną, dziesięciopiętrową zabudowę w bardzo wrażliwy fragment historycznego Gdańska. Dlaczego zdecydowałeś się właśnie na taką formę?

Łukasz Rayss: W tym przypadku bardzo dużo zależało od właściwego odczytania miejsca. Sam fakt, że budynek ma dziesięć kondygnacji, nie mówi jeszcze, jak będzie funkcjonował w przestrzeni. W architekturze wysokość zawsze trzeba rozpatrywać razem z proporcjami, szerokością bryły, rytmem elewacji, sposobem rozwiązania parteru czy relacją z sąsiednimi budynkami. Smukła, odpowiednio podzielona bryła może być odbierana zupełnie inaczej niż ciężki, zwarty budynek o tej samej wysokości lub nawet dużo niższy. W Wodopoju istotne było dla nas właśnie rozbicie skali. Elewacja nie została potraktowana jako jednolita ściana. Pionowe podziały i rytm otworów nawiązują do charakteru historycznej parcelacji, a cegła pozwala wejść w relację materiałową z otoczeniem.

Wodopoj, widok z tarasu

Wodopoj, widok z tarasu

© Moderna Holding 

 
Ewa Karendys
: Czyli zamiast kopiowania dawnych kamienic — współczesna interpretacja ich logiki?

Łukasz Rayss: Dokładnie. Nie interesuje mnie architektura, która przebiera się za historię. Możemy przecież wykorzystać pewne zasady, które przez stulecia budowały charakter Gdańska: proporcje, pionowy rytm, skalę parceli, materiał, relację między parterem a wyższymi kondygnacjami. Nie musimy jednak projektować pseudohistorycznych ornamentów czy form. To trochę tak, jak z językiem. Można mówić o tym samym miejscu współczesnymi słowami, zachowując jego sens. Architektura również może być współczesna, a jednocześnie mocno zakorzeniona w lokalnym kontekście.

 
Ewa Karendys
: Wodopój jest jednak projektem, który wywołuje emocje. Czy architekt powinien przejmować się tym, że część mieszkańców po prostu nie akceptuje jego budynku?

Łukasz Rayss: Oczywiście. Ale trzeba rozróżnić dwie rzeczy: krytykę projektu i oczekiwanie, że każdy projekt powinien wszystkim się podobać. To niemożliwe. Jeżeli architektura ma być czymś więcej niż neutralnym tłem, zawsze będzie wywoływała reakcje. Szczególnie w mieście o tak silnej tożsamości jak Gdańsk. Natomiast krytyka może być bardzo wartościowa, jeżeli prowadzi do ponownego zadania pytania: czy rzeczywiście rozwiązaliśmy problem najlepiej, jak było można?

 
Ewa Karendys
: Tak było w przypadku Wodopoju, bo projekt, który jest realizowany przeszedł istotną ewolucję.

Łukasz Rayss: Pierwszy projekt Wodopoju miał już pozwolenie na budowę. Nie byłem jego autorem, więc nie będę go oceniał. Faktem jest, że budził emocje. Duże emocje. Uwagi mieli nie tylko mieszkańcy, ale też nowy Pomorski Wojewódzki Konserwator Zabytków. Podjęliśmy dialog z Architektem Miasta Gdańska, konserwatorem, miejskimi aktywistami. Zdecydowaliśmy się zmienić projekt. Prawie rok wytężonej pracy zespołu ludzi inwestor schował do szuflady i w poczuciu odpowiedzialności za miejsce, w którym buduje, zmierzył się z tematem ponownie. Biznes w tym momencie zszedł na drugi plan, wygrała architektura. Nowy projekt zdecydowanie bardziej wychodzi naprzeciw oczekiwaniom. Dla mnie nie jest to oznaka słabości projektu. Wręcz przeciwnie. Jeżeli pojawiają się merytoryczne argumenty, dobry architekt powinien umieć je usłyszeć.

Wodopoj

Wodopoj 

© Moderna Holding

 
Ewa Karendys
: A gdzie w tym wszystkim znajduje się inwestor? Często w dyskusji o architekturze biznes jest przedstawiany jako siła, która ogranicza ambicje architekta.

Łukasz Rayss: To zbyt prosty obraz. Oczywiście inwestycja musi się ekonomicznie spinać. Nie można projektować w oderwaniu od realiów finansowych, technologicznych czy prawnych. Ale biznes i jakość architektury nie muszą być przeciwieństwami. Wręcz przeciwnie — w projektach realizowanych przez profesjonalnego inwestora interes ekonomiczny może być połączony z myśleniem długoterminowym. Dobra architektura zwiększa trwałość projektu, jego atrakcyjność i odporność na zmiany. Budynek nie jest produktem, który przestaje mieć znaczenie w dniu sprzedaży ostatniego mieszkania. Jeżeli myślimy o inwestycji w perspektywie kilkudziesięciu lat, interes inwestora i interes miasta zaczynają się w pewnym momencie spotykać.

 
Ewa Karendys
: To prowadzi nas do drugiego projektu — dawnego szpitala położniczego przy ul. Klinicznej. Tutaj problem jest zupełnie inny. Nie chodzi o wprowadzenie nowej dominanty, ale o budynek, który już ma ogromny kapitał znaczeń.

Łukasz Rayss: Tak, i właśnie dlatego jest to dla mnie projekt wyjątkowy. W przypadku Klinicznej mamy do czynienia nie tylko z wartością architektoniczną budynku. Mamy miejsce, które przez dziesięciolecia było częścią biografii ogromnej liczby mieszkańców Trójmiasta. Urodziło się tam około ćwierć miliona osób. To oznacza, że właściwie każda ingerencja w ten obiekt dotyka również pamięci konkretnych ludzi. Kiedy wchodzę do tego budynku, nie widzę wyłącznie układu funkcjonalnego, konstrukcji i elewacji. Widzę również historię miejsca. I to jest zupełnie inny rodzaj odpowiedzialności niż przy projektowaniu na pustej działce.

 
Ewa Karendys
: Jak projektuje się budynek, którego wartość jest częściowo niematerialna?

Łukasz Rayss: To jest chyba najtrudniejsza część tego zadania. Dokumentacja konserwatorska pozwala określić, które elementy są wartościowe pod względem architektonicznym czy historycznym. Znacznie trudniej zapisać w dokumentacji emocje. A przecież one istnieją. Dla wielu osób Kliniczna nie jest obiektem, tylko miejscem związanym z narodzinami ich dzieci, własnym przyjściem na świat, historiami rodzinnymi. Dlatego trzeba zachować coś więcej niż substancję budowlaną. Trzeba zachować czytelność miejsca i jego charakter. Jednocześnie nie można zamrozić budynku. Jeżeli ma przetrwać kolejne dziesięciolecia, musi otrzymać funkcję, która pozwoli mu normalnie funkcjonować.

 
Ewa Karendys
: I tu pojawia się kontrowersja: dawny szpital, czyli miejsce publiczne i niezwykle silnie związane z mieszkańcami, ma zostać przekształcony w inwestycję mieszkaniową. Czy nie jest to symboliczna utrata wspólnej przestrzeni?

Łukasz Rayss: Rozumiem takie odczucia. Ale warto spojrzeć na sytuację także od strony praktycznej. Szpital zakończył działalność w 2019 roku. Od tego czasu budynek nie pełnił już swojej pierwotnej funkcji. Pojawiały się różne pomysły na jego wykorzystanie, ale żaden nie doprowadził do trwałego rozwiązania problemu. Kolejni właściciele mieli wobec niego różne plany, nie zdołali ich zrealizować, a zasłużony dla historii miasta i jego mieszkańców budynek popadał w ruinę. Adaptacja zabytkowego obiektu wymaga ogromnych nakładów. Potrzebny jest kapitał, ale również konsekwencja i kompetencje. Jeżeli nowa funkcja daje możliwość przeprowadzenia kompleksowej rewitalizacji, to może być właśnie mechanizmem, który pozwala ocalić obiekt. Nie traktuję tego jako wyboru pomiędzy „dobrem publicznym” a „prywatnym biznesem”. Alternatywą dla prywatnej inwestycji nie musi być przecież publiczna funkcja. Czasem alternatywą jest po prostu dalsze niszczenie budynku prowadzące do jego rozbiórki.

 
Ewa Karendys
: Czyli nowa funkcja może być narzędziem ochrony dziedzictwa?

Łukasz Rayss: Tak. I uważam, że to jedna z najważniejszych kwestii współczesnej architektury. Zabytek bez funkcji bardzo często staje się problemem. Możemy go zabezpieczyć, odnowić elewację, zachować detal, ale jeśli nie ma użytkownika i ekonomicznego uzasadnienia dla jego utrzymania, po pewnym czasie zaczyna przegrywać z rzeczywistością. Rewitalizacja nie powinna więc oznaczać wyłącznie odtworzenia wyglądu. Powinna przywracać budynkowi możliwość życia.

 
Ewa Karendys
: Jak daleko można jednak posunąć się w zmianie historycznego budynku, żeby nadal mówić o jego ochronie?

Łukasz Rayss: Nie ma jednej granicy, którą można zastosować do każdego obiektu. Każdy przypadek wymaga osobnej analizy. Dla mnie ważna jest czytelność ingerencji. Nie próbowałbym udawać, że nowa część budynku powstała w tym samym czasie co historyczna. Jeżeli współczesna interwencja jest potrzebna, powinna być zaprojektowana z szacunkiem, ale jednocześnie powinna pozostać współczesna. Najgorsze, co możemy zrobić, to stworzyć fałszywy obraz historii. Dziedzictwo nie polega na tym, żeby wszystko wyglądało tak, jakby nigdy się nie zmieniło.

 
Ewa Karendys
: W obu projektach — Wodopoju i Klinicznej — pojawia się więc właściwie ten sam problem: jak zmienić miasto, nie niszcząc jego tożsamości. Czy istnieje jakaś uniwersalna metoda?

Łukasz Rayss: Nie sądzę. Nie wierzę w jeden model „dobrej architektury”. Wierzę natomiast w dobrą odpowiedź na konkretne miejsce, na konkretną sytuację. Można natomiast mówić o pewnym sposobie myślenia. Najpierw trzeba naprawdę zrozumieć miejsce. Nie tylko jego parametry urbanistyczne, ale również historię, relacje społeczne, sposób użytkowania, oczekiwania mieszkańców. Dopiero później można zacząć projektować. Czasem odpowiedzią będzie wysoki budynek. Czasem zachowanie istniejącej struktury. Innym razem rozbiórka części obiektu i wprowadzenie nowej architektury.

 
Ewa Karendys
: A jak w takim razie definiujesz komfort współczesnego mieszkania? Czy w segmencie premium nie istnieje ryzyko, że architektura zacznie być projektowana bardziej dla efektu niż dla codziennego życia?

Łukasz Rayss: Takie ryzyko istnieje zawsze, niezależnie od segmentu rynku. Dla mnie komfort zaczyna się od rzeczy bardzo podstawowych: światła, proporcji pomieszczeń, dobrej komunikacji, właściwego usytuowania stref prywatnych i wspólnych, relacji z zielenią, akustyki. Dopiero na tym można budować kolejne warstwy. Architektura mieszkaniowa ma tę przewagę nad wieloma innymi typami budynków, że bardzo szybko weryfikuje swoje błędy. Mieszkaniec nie ogląda swojego domu przez pięć minut podczas prezentacji. On żyje w nim codziennie. Dlatego rzeczy efektowne, ale niepraktyczne bardzo szybko tracą znaczenie. Dobre rozwiązanie funkcjonalne potrafi natomiast działać przez dziesięciolecia.

Szpital Kliniczny, Gdańsk

Szpital Kliniczny, Gdańsk

© Fotopolska.eu

 
Ewa Karendys
: Wspomniałeś o zieleni. Czy w projektowaniu mieszkaniowym kwestie klimatyczne są dziś rzeczywiście równie ważne jak estetyka?

Łukasz Rayss: Powinny być. Zieleń nie jest już wyłącznie elementem dekoracyjnym. W mieście ma konkretne funkcje: pomaga w retencji wody, ogranicza skutki przegrzewania, poprawia mikroklimat. Zmienia się również nasze myślenie o trwałości budynków. Coraz częściej musimy projektować nie tylko z myślą o tym, jak budynek będzie wyglądał w dniu oddania, ale jak będzie funkcjonował w warunkach klimatycznych, które za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat mogą być zupełnie inne. To znowu sprowadza nas do odpowiedzialności. Architektura jest inwestycją na bardzo długo, a nasze decyzje mają konsekwencje znacznie wykraczające poza moment zakończenia budowy.

 
Ewa Karendys
: Czy architekt powinien zatem myśleć o budynku bardziej jak o części miejskiego ekosystemu niż pojedynczym obiekcie?

Łukasz Rayss: Zdecydowanie. Budynek nigdy nie jest samotną wyspą. Może wpływać na sposób poruszania się ludzi, jakość przestrzeni publicznej, relacje sąsiedzkie, krajobraz, mikroklimat. Nawet sposób rozwiązania parteru może zdecydować o tym, czy ulica będzie żywa, czy stanie się tylko ciągiem wejść do prywatnych budynków. Dlatego architekt powinien patrzeć jednocześnie z dwóch perspektyw: użytkownika konkretnego mieszkania i człowieka, który przechodzi obok tego budynku.

 
Ewa Karendys
: Pozostaje jeszcze kwestia czasu. Architekt projektuje dzisiaj, ale nie ma wpływu na to, jak jego budynek będzie odbierany za 30 czy 50 lat. Czy myślisz o tym podczas pracy?

Łukasz Rayss: Cały czas. Paradoksalnie im dłużej pracuję, tym mniej interesuje mnie pytanie, czy projekt będzie efektowny w dniu publikacji wizualizacji. Znacznie bardziej interesuje mnie to, czy będzie miał sens, kiedy pierwsze emocje już opadną. Miasto jest procesem. Nieustannie się zmienia, ale nie traci przez to swojej tożsamości. Tożsamość powstaje właśnie z kolejnych warstw. Dlatego nie oczekuję, że za pięćdziesiąt lat ktoś spojrzy na moje projekty i powie: „one idealnie pasują do Gdańska”. Chciałbym raczej, żeby można było powiedzieć: to są budynki, które powstały w określonym momencie historii miasta, dobrze odczytały swoje miejsce i nie udawały, że są czymś innym. A dziś można dobudować do nich kolejną warstwę. Jeżeli po latach architektura staje się naturalnym elementem miasta, przestajemy pytać, czy zawsze tam była. I chyba właśnie wtedy można uznać, że projekt się obronił.

 
rozmawiała: {tag:AutorAiB}

Głos został już oddany

okno zamknie się za 5

Robert Konieczny „Architektura to moja pasja totalna — szczerze o pieniądzach i zajeżdżaniu się”
SPECTRUM STUDIO - Projekty, które powstają z myślą o przyszłości v2
Powierzchnie odbijające promieniowanie IR
Prawdziwie matowa rynna kwadratowa
INSPIRACJE